czwartek, 20 lipca 2017

Stigma + zmiany?

Witam wszystkich czytelników! Przychodzę dzisiaj do was z dwiema sprawami. Oto i one:

1. Nie pisałam ostatnio DiaLovers, ponieważ pracowałam nad swoją nową historią, a mianowicie publikowaną na wattpadzie  Stigmą. Właśnie oficjalnie ją zakończyłam i chciałabym was wszystkich serdecznie zaprosić do jej przeczytania oraz podzielenia się ze mną swoimi wrażeniami.
Stigma opowiada losy młodego mężczyzny i jego stopniowego upadku. Co prawda, jest to fanfiction, ale nie trzeba znać oryginalnej historii, żeby móc je przeczytać, ponieważ jest to coś w rodzaju... luźnej interpretacji. Dla zainteresowanych - historia ta powstała m.in. w oparciu o ten filmik:



Jeszcze raz baaardzo gorąco zapraszam was do przeczytania tej historii. Zależy mi na waszym zdaniu na jej temat :3


2. Chciałam was również zapytać, czy z okazji tego, iż są wakacje (a w związku z tym mam więcej czasu) nie chcielibyście może jakichś zmian/nowości na blogu? Jeśli tak, wysyłajcie mi swoje propozycje! Możecie to standardowo zrobić w komentarzu pod postem lub napisać do mnie prywatnie (na GG, Facebooku, Twitterze, mailu itp.). Czekam! ^^
P.S. Jako, że część z was skarżyła się na słabą widoczność tekstu w wersji na komórki, ustawiłam na nią osobny szablon. Czy taki wam odpowiada?
To by było na tyle~. Mam nadzieję, że wakacje mijają wam spokojnie i przyjemnie ;3


wtorek, 11 lipca 2017

Diabolik Lovers: Rozdział 47

Rozdział ten miałam napisany już od jakiegoś czasu, ale nie wstawiałam go ponieważ chciałam go jeszcze raz przetrawić po upływie pewnego czasu. Wszystko przez to, że ostatnio złapała mnie jakaś blokada twórcza i za nic nie potrafiłam się porządnie zabrać. Na szczęście udało mi się skończyć ten rozdział, jak również nowy rozdział Interview with BTS i teraz zaczęłam pracę nad drugą częścią Stigma. Mam nadzieję, że jednak w żadnej z tych nowych części niczego nie zawaliłam z powodu tej blokady. Dajcie mi koniecznie znać!
Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję, że wakacje mijają wam przyjemnie~.


Nigdy cię nie puszczę
[...]
Nie byłem pewny, czy mogę cię bronić
Ale im więcej mija czasu
Tym staje się to wyraźniejsze
Tęskniłem za tobą, dziewczyno
Wciąż o tym myślę
Sposób, w jaki na mnie patrzyłaś
Skarbie, należysz do mnie
~ GOT7 - Never Ever
[tłumaczenie pochodzi ze strony tekstowo.pl]

Nieoczekiwana propozycja


            Gdy Ayato pojawił się w salonie, jego bracia wciąż zajmowali te same miejsca, co przed ich wyjściem.
            - Co tak szyb… - Laito urwał w pół słowa, zauważając nieprzytomną Natsuki w ramionach swojego brata. Podniósł się z kanapy, by Ayato mógł na niej ułożyć dziewczynę. – Co się stało?
            Ayato położył ostrożnie bezwładne ciało czarnowłosej, po czym wyprostował się i zacisnął zęby tak mocno, że aż drgnął mięsień na jego twarzy. Pozostała piątka wpatrywała się w niego, czekając na wyjaśnienia.
            - Zemdlała.
            - Tak po prostu? – warknął Subaru, podchodząc bliżej.
            Ayato przesuwał wzrokiem po Natsuki. Po jej jasnej skórze, zamkniętych oczach, drobnych ustach, czarnych włosach spływających po brzegu kanapy… Wyglądała, jakby po prostu spała.
            - Najpierw pojawiła się w niej Cordelia.
            Bracia wymienili między sobą spojrzenia. Reiji podszedł do kanapy i odgarnąwszy czarne pasma włosów, dotknął czoła Natsuki.
            - Nie wygląda na to, by miała gorączkę – stwierdził. – Ale z tego co mówisz wynika, że to może być sprawka Cordelii. Najwyraźniej ona rośnie w siłę, a Natsuki tymczasem słabnie. – W zamyśleniu potarł podbródek dłonią w śnieżnobiałej rękawiczce. – Mukami muszą się pospieszyć, bo możemy nie zdążyć.
            - Co masz na myśli? – zapytał Ayato.
            Reiji westchnął.
            - Przecież widzisz, w jakim jest stanie…
            - A jeśli nie zdążymy? – spytał Laito, kładąc dłonie na oparciu kanapy.
            - Wtedy Cordelia przejmie kontrolę. Prawdopodobnie całkowicie.
            - Więc Mukami muszą się ruszyć – skwitował Subaru, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. – Tylko skąd mamy mieć pewność, że naprawdę tego szukają?
            - Nie mamy – mruknął cicho Shu, otwierając jedno oko. – Możemy ufać tylko ich słowu, a kto wie, czy oni rzeczywiście chcą pomóc? Chociaż mogą mieć w tym jakiś swój interes.
            - Nawet jeśli nam to przekażą, to nie mogę wam zagwarantować, że uda mi się cofnąć czy też zatrzymać ten proces – oświadczył Reiji, przyciągając tym samym uwagę swojego rodzeństwa.
            - Jak to? – warknął Ayato, mierząc go wściekłym spojrzeniem.
            Reiji zmrużył oczy, odgarniając z nich kosmyki włosów.
            - Znam się co nieco na truciznach i tym podobnych substancjach, ale nie jestem w stanie stwierdzić, czy dam radę przeciwdziałać temu, co podał jej Richter.
            Ayato błyskawicznie do niego przyskoczył i zacisnął dłoń na kołnierzu jego koszuli.
            - Co ty bredzisz? – wysyczał. Jego oczy ciskały gromy.
            - Spokojnie, Wasza Wysokość – niespodziewanie wtrącił się Laito, kładąc dłoń na ramieniu biologicznego brata. W razie czego, był gotów do użycia siły. – Daj mu wytłumaczyć.
            Czerwonowłosy obrzucił go niechętnym spojrzeniem, ale opuścił dłoń i cofnął się o krok.
            - Radzę ci się sprężać.
            Reiji jednakże najpierw wygładził materiał koszuli, poprawił kołnierzyk oraz okulary, zanim kontynuował swoje wyjaśnienia.
            - Jak już powiedziałem, póki nie dostanę chociażby próbki, nie jestem w stanie nic zrobić. Nawet, gdy ją już dostanę, może okazać się, że albo będzie już za późno, albo zwyczajnie przerośnie to moje umiejętności.
            - I co wtedy? – spytał Kanato, przysiadając na podłokietniku kanapy, tuż przy głowie nieprzytomnej dziewczyny.
            - Mówiłem. Cordelia może zyskać całkowitą kontrolę nad jej ciałem. Nawet gdyby udało mi się wyleczyć Natsuki z tego stanu, nie rozwiąże to problemu Cordelii. Prawdopodobnie będzie istniała tak długo, póki Natsuki ma w sobie jej serce… A więc tak długo, jak żyje. Ich istnienia najwyraźniej zostały ze sobą nieodwracalnie splecione i uzależnione od siebie nawzajem.
            - Więc nie da się nic zrobić? – Głos Subaru wydawał się odrobinę drżeć. – Nie można się jej pozbyć?
            - Można. Jeśli serce przestanie bić…
            - Chcesz zabić Natsuki? – Głos Ayato przypominał warkot dzikiej bestii. – Na mózg ci się rzuciło?
            - A wolisz, żeby jej ciało zajęła twoja matka?
            Zielonooki wampir zacisnął usta w wąską kreskę.
            - Musi być jakieś inne wyjście.
            - Byłaby szkoda, gdyby umarła – westchnął Kanato. Smukłymi palcami przeczesywał czarne włosy Natsuki. – Jak na człowieka jest bardzo interesująca… Chyba ją polubiłem.
            Laito z nikłym uśmiechem błąkającym się na ustach oparł podbródek na dłoni.
            - Kanato ma rację, byłaby szkoda. Maleńka rzeczywiście jest zbyt interesująca, by pozwolić jej tak umrzeć.
            Ayato wyraźnie zdenerwowany zaciskał i rozwierał dłonie, przenosząc wzrok z ciemnowłosej na swoich braci i z powrotem. Nie miał zamiaru po tym wszystkim tak po prostu odpuścić. Jeśli Reiji niczego by nie wymyślił, gotów był wziąć sprawy w swoje ręce.
            - A może by tak skontaktować się z Seijim? – zaproponował Shu, a wtedy spojrzenia piątki wampirów skupiły się na nim. Siedział teraz prosto z otwartymi oczami.
            - Jej ojcem? – upewnił się Reiji.
            - Tak. – Shu wbił w niego wzrok. Jego usta uniosły się w lekko kpiącym uśmieszku. – Nie udawaj takiego zdziwienia, Reiji. Ty chyba najlepiej z nas wiesz, kim tak naprawdę jest oraz co potrafi Seiji Komori, prawda?
            Reiji odwzajemnił spojrzenie brata. Czwórka młodszych wampirów wodziła między nimi wzrokiem, czekając na rozstrzygnięcie tego niemego pojedynku. Wreszcie Reiji odwrócił głowę. Wyglądał na zmęczonego i zirytowanego, co najwyraźniej dziwnie satysfakcjonowało blondyna. Shu nieznacznie poszerzył swój uśmiech.
            - Zatrudnić łowcę wampirów do pozbycia się duszy wampirzycy z ciała jego adoptowanej córki… Można spróbować. O ile on już o tym nie wie.
            - I nie ma tego gdzieś. – Subaru prychnął. – W końcu on ją do nas przysłał.
            - Ale jest to lepsza opcja niż zabicie jej – zauważył Laito.
            - Co sądzisz, Ayato? – zapytał fioletowowłosy.
            Ayato wpatrywał się w twarz wciąż nieprzytomnej Natsuki.
            - Jeśli to jej pomoże, a jej nie zabije – odezwał się w końcu – to niech tak będzie.
            Pozostali lekko skinęli głowami. Nagle ciszę, jaka zapadła w pomieszczeniu przerwał dźwięk wibrującego telefonu. Ayato sięgnął po urządzenie wysuwające się z kieszeni spodni Natsuki i spojrzał na ekran. Spiął się na widok nazwy kontaktu, która się na nim wyświetlała.
            - Czego? – rzucił do mikrofonu, odbierając połączenie.
            Przez kilka sekund odpowiadała mu jedynie cisza.
            - Gdzie Natsuki? – odezwał się w końcu jego rozmówca.
            - Czego chcesz? – powtórzył Ayato, ignorując jego pytanie.
            - Daj mi Natsuki – zażądał Ruki.
            - Nie. Jest nieprzytomna.
            Po drugiej stronie znowu zapanowała cisza. Gdyby nie to, że częściowo od Mukamiego zależało życie Natsuki, Ayato już dawno rozłączyłby się lub najchętniej rzucił telefonem.
            - Jak to? – wykrztusił po chwili drugi wampir. – Co się stało?
            - A co cię to obchodzi? Lepiej gadaj, czego chcesz. Znaleźliście to w końcu?
            - Chyba tak.
            - Chyba? – wysyczał ostrzegawczo Ayato. Z trudem panował nad własnymi emocjami. Tak mocno zaciskał dłoń na trzymanej komórce, że niewiele brakowało, by ją zmiażdżył. – Dostarcz to nam jak najszybciej.
            - A może sam się pofatygujesz?
            - Ty…
            - Czy to Ruki?
            Ayato przeniósł zaskoczony wzrok na Nastuki. Kobaltowe oczy wpatrywały się w niego wciąż nieco nieprzytomnie. Dziewczyna stęknęła cicho, próbując dźwignąć się na łokciach, chociaż Kanato zacisnął dłonie na jej ramionach, by jej to uniemożliwić.
            - Daj mi go – poleciła, wyciągając rękę. – Ja z nim porozmawiam.
            Wampir wahał się przez chwilę, lecz wreszcie dał za wygraną i wręczył jej telefon. Od razu przysunęła go do ucha i opadła z powrotem na kanapę.
            - Hej, Ruki – przywitała się słabym głosem. – To ja.
            Szóstka wampirów wpatrywała się w nią uważnie, gdy na leżąco, z wolnym ramieniem przysłaniającym oczy, prowadziła rozmowę z Rukim. Nie trwała ona długo. Po niecałej minucie Natsuki opuściła rękę z telefonem i oznajmiła:
            - Dostarczy nam to, gdy tylko będzie mógł.

***

            Nie potrafiłam przywołać w pamięci momentu, w którym przeniosłam się do swojego pokoju, przebrałam w piżamę i ułożyłam w łóżku. Chyba, że nie ja to zrobiłam… Dla własnego spokoju wolałam o tym nie myśleć. 

            Usiadłszy na łóżku poczułam tępe pulsowanie w czaszce. Stęknęłam cicho i pomasowałam palcami skronie, lecz nie na wiele się to zdało. Z westchnięciem opuściłam ramiona. Odrzuciłam ciepłą, miękką kołdrę i zsunęłam się na skraj łóżka, stawiając bose stopy na puchaty dywan leżący na podłodze. Moją skórę musnęły pierwsze promienie słońca przedostające się przez zaciągnięte, lekko poruszające się zasłony. Zmrużyłam oczy, gdy poczułam chłodny powiew. Nigdy nie spałam przy otwartych oknach, ponieważ nawet i bez tego w rezydencji bywało dość zimno. Podniosłam się więc, aby je zamknąć. Kiedy jednak się do nich zbliżyłam okazało się, że to nie okna były otwarte, lecz przeszklone drzwi balkonowe. Zawahałam się z opuszkami palców przytkniętymi do szyby. Kolejny podmuch wiatru poruszył zasłonami i zdawało mi się, że wraz z nim do moich uszu dotarł szept.
            - Natsuki…
            Spięłam się. 
            Nie był to jednakże głos Cordelii.
            Pchnęłam drzwi i wyszłam na balkon. Niebo zabarwiało się na pomarańczowo oraz różowo wschodzącym właśnie słońcem. Ogród dwa piętra niżej wciąż zasnuwały resztki mgły. Wokół panowała niczym niezmącona cisza i na początku nic niezwykłego nie przykuło mojego wzroku. Dopiero po chwili kątem oka zauważyłam jakieś mignięcie. Miałam wrażenie, że temperatura momentalnie spadła o kilka stopni. Zaklęłam w myślach, doskonale wiedząc, co zaraz nastąpi. Takich chwil doświadczyłam w życiu wiele. Choć ostatnimi czasy widywałam jedynie Cordelię, przez co niemal zapomniałam o fakcie, że byłam w stanie widywać jakiekolwiek duchy. Pierwszy raz miał miejsce, gdy byłam zaledwie kilkuletnim dzieckiem, które „ojciec” zabrał wraz ze sobą na cmentarz. Od tamtego czasu dostawałam dreszczy nawet wtedy, kiedy tylko przejeżdżałam obok tego miejsca. I chociaż duchy widywałam wszędzie, to te snujące się między nagrobkami skarżąc się na swój los, były najgorsze. Zazwyczaj próbowałam je ignorować, lecz nie było to łatwe.
            Odwróciłam głowę w kierunku migotania. Z powodu zimna na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka. Wystarczyło, żebym cofnęła się o krok i zamknęła za sobą drzwi. Lecz czekałam. 
            Wreszcie duch zgromadził tyle energii, żeby przybrać widzialną formę i moim oczom ukazała się piękna kobieta. Jej długie, złote włosy upięte były w staranny kok, a niebieskie oczy wpatrywały się we mnie z uwagą. Suknia koloru purpury sięgała aż do kafelek pod naszymi stopami. Jednak najbardziej urzekła mnie jej twarz. Wyglądała tak znajomo…
            - Witaj, Natsuki – przywitała się cichym, przyjemnym dla ucha głosem. – Czy wiesz kim jestem?
            Przyjrzałam się jej rysom. Na myśl przychodziła mi tylko jedna odpowiedź.
            - Jesteś matką Reijiego i Shu?
            Skinęła delikatnie głową. Nawet tak prosty ruch w jej wykonaniu był pełen wdzięku.
            - Zgadza się. Jestem Beatrix. 
            Zrobiła kilka kroków do przodu i zatrzymała się tuż przy barierce otaczającej balkon. Wyglądała w tej chwili niczym władczyni przyglądająca się swojemu dawnemu królestwu.
            - Mogę wiedzieć, dlaczego postanowiłaś się mi ukazać? – zapytałam stając obok, choć chłód podłoża kłuł mnie w stopy. Walczyłam z chęcią powrotu do łóżku i zagrzebania się w pościeli.
            - Żeby ci pomóc.
            Zamrugałam ze zdziwienia.
            - Pomóc?
            Wzrok niebieskich oczu ponownie skupił się na mnie.
            - Wiem o twojej sytuacji. O Cordelii. – Westchnęła cicho, mrużąc oczy. – Wiem również, jak potrafi ona uprzykrzać życie i co to znaczy być przez nią niepokojoną. Dlatego chcę ci pomóc i sprawić, żeby zniknęła na dobre.
            Nigdy nie spodziewałabym się czegoś takiego. Przez myśl by mi nie przeszło, że któraś z matek wampirów mogłaby mi pomóc. Tym bardziej, że w tarapaty wpadłam właśnie przez jedną z nich.
            - Jak… - Głos mi zadrżał, więc odchrząknęłam. – Jak chcesz to zrobić? Jak możesz mi pomóc?
            Beatrix otworzyła usta, lecz w tej chwili jej kontury zaczęły się rozmazywać. Ze zmarszczonymi brwiami spojrzała na swoje dłonie, powoli zanikające w blasku słońca.
            - Wygląda na to, że aktualnie nie mam więcej energii. Wybacz, Natsuki. Jeszcze wrócę. Wytrzymaj do tego czasu.
            Jej ostatnie słowa były zaledwie szeptem porwanym przez wiatr. Wampirzyca najzwyczajniej rozpłynęła się w powietrzu.