wtorek, 19 września 2017

Diabolik Lovers: Rozdział 52

Zgodnie z obietnicą wracamy z radosnego, wakacyjnego bonusu do szarej rzeczywistości - oto nowy rozdział DiaLovers. Mam nadzieję, że się wam spodoba i że dacie mi o tym znać! ^^ Krytykę też przyjmę, ale najlepiej byłoby, gdyby była ona konstruktywna~.
Mam do was również pytanie w pewnej sprawie. Otóż, gdybym (hipotetycznie) zdecydowała się kiedyś napisać nowe fanfiction z DL, skupiające się na innym z braci, to kogo chcielibyście "zobaczyć" w roli głównej bohaterki? Natsuki, która zamiast z Ayato związałaby się z jego bratem? Zupełnie nową bohaterkę? Czy może nową postać, ale z zachowaniem postaci Natsuki związanej z Ayato? Dajcie mi znać, co o tym sądzicie. Ale z góry informuję, że nie wiem, czy coś takiego rzeczywiście powstanie (nie chcę wam robić niepotrzebnie nadziei). Pytam jedynie z ciekawości ;3
Oczywiście, pamiętajcie, że w każdej chwili możecie odwiedzić mnie na Twitterze czy innym portalu ^^
~*~

[Rozdział dedykowany Katarzynie Michaelis za udział w konkursie ♥]

Nie chcę wiedzieć, kim jesteśmy bez siebie
To po prostu zbyt trudne
Nie chcę odejść stąd bez ciebie
Nie chcę stracić kawałka mnie
Czy dojdę do siebie?
~ Ruelle -
The Other Side


Antidotum


                Wsunęłam głowę między kolana i zacisnęłam powieki. Czułam tępy ból głowy, jaki typowy był dla obecności Cordelii. Było mi niedobrze. W mojej piersi narastał krzyk, który błagał o uwolnienie.
            Słowa wypowiedziane przez braci Sakamaki w reakcji na moje przeprosiny brzmiały, jakby dochodziły do mnie z daleka. Nie potrafiłam ich zrozumieć. Ktoś położył dłonie na moich ramionach, ale nie przywiązałam do tego większej wagi. Musiałam ochłonąć, więc tkwiłam tak jeszcze przez pewien czas. Gdy wreszcie uniosłam głowę, bracia wciąż znajdowali się ze mną w pomieszczeniu. Reiji pochwycił mój wzrok i przesunął w moją stronę po blacie stolika jakiś przedmiot. Nie spuszczając ze mnie wzroku podniósł dłoń w rękawiczce, odsłaniając czarne pudełeczko.
            - Wciąż mamy coś do zrobienia – powiedział wampir, unosząc nieznacznie brwi.
            Skinęłam głową i opuściłam stopy na podłogę.
            - Zróbmy to.
            - Teraz? – zapytał Reiji, najwyraźniej chcąc się upewnić. Reszta braci przyglądała się nam z zaciekawieniem. – Jeśli nie jesteś gotowa…
            - Zróbmy to.
            - Dobrze. Subaru, przytrzymaj ją.
            Białowłosy chłopak popatrzył w zdumieniu najpierw na swojego brata, a potem na mnie. Zmarszczył brwi.
            - Po co?
            - Nie będę się wyrywać – zapewniłam okularnika, lecz ten pokręcił głową, wyjmując z pudełeczka fiolkę.
            - Możesz to zrobić nieświadomie.
            - Nieświadomie?
            Przełknęłam nerwowo ślinę. Nawet nie wiedziałam, kiedy i skąd w dłoni Reijiego pojawiła się strzykawka.
            - Teoretycznie mogłabyś to wypić – oznajmił, napełniając strzykawkę srebrzystym płynem. – Moim zdaniem jednak, lepiej będzie podać ci to dożylnie. W ten sposób powinno szybciej zadziałać.
            Dłonie mi się trzęsły, ale podwinęłam lewy rękaw swetra i wyciągnęłam rękę przed siebie. Reiji ujął ją, patrząc mi w oczy.
            - To może cię boleć. Możesz czuć się tak, jak wtedy, gdy podano ci tę truciznę. Jesteś gotowa?
            Mimowolnie zadrżałam na wspomnienie tamtego bólu. Wysiliłam się na krzywy uśmiech.
            - Po prostu zrób to, zanim stchórzę.
            Reiji skinął nieznacznie głową i już w następnej chwili igła zatopiła się w moim ciele. Nie chciałam na to patrzeć, lecz z niewytłumaczalnego powodu nie potrafiłam odwrócić wzroku i z dziwnym zafascynowaniem przyglądałam się, jak lśniąca substancja wpływała do mojego ciała przez cienką igłę. W końcu Reiji cofnął się, obserwując mnie, czekając najwyraźniej na jakąś reakcję z mojej strony.
            - I co? – zapytał Laito, przysiadając na podłokietniku kanapy.
            - Ja…
            Nie byłam w stanie dokończyć. Nagle poczułam się tak, jakby całe powietrze uszło z moich płuc i nie byłam w stanie oddychać. Otworzyłam szeroko oczy, a tymczasem dłonie Subaru zacisnęły się na moich barkach. Było zupełnie tak, jakbym przeżywała to wszystko na nowo. Żar ogarniał moje ciało. Niewidzialne płomienie lizały moje kości, wspinając się po nich coraz wyżej i wyżej, niszcząc wszystko na swojej drodze, spalając moje wnętrzności i dławiąc dymem. Setki igieł przebijały moją skórę. Myśli rozpierzchały się. Głosy rozlegające się wokół mnie, tak naprawdę do mnie nie docierały. Obraz zamglił się przed moimi oczami. Opadłam w ciemność.

            Zniekształcone głosy rozbrzmiewały w mojej głowie, odbijane przez echo niewiadomego pochodzenia. Miałam wrażenie, że mogłabym oszaleć od tego ciągłego zawodzenia, krzyków i jęków. Lecz nim zdążyło to nastąpić, rozległ się jeden, niezwykle wyraźny głos, który wybił się nad pozostałe i momentalnie je uciszył.
            - Myślisz, że tyle wystarczy?
            Wyłoniła się z mroku niczym upiór. No cóż, właściwie to nim była.
            Jej jadowicie zielone oczy jarzyły się nienaturalnym blaskiem. Usta w kolorze krwi wykrzywiały się w grymasie. Jej suknia zdawała się być utkana z otaczającej nas ciemności.
            - Myślisz, że tak łatwo mnie pokonać? – Zapytała z kpiną. Oparła prawą dłoń na biodrze i posłała mi wyzywające spojrzenie. – Że wystarczy jakaś nędzna mikstura, aby mnie powstrzymać? Naprawdę jesteś aż tak naiwna?
            - Nie chcę nic mówić, ale podobna mikstura zwiększyła twoją moc. – Zmierzyłam ją spojrzeniem, zdecydowana nie okazywać przed nią strachu. – Dlaczego więc ta nie miałaby cię osłabić?
            Usta wampirzycy wygięły się jeszcze bardziej, odsłaniając śnieżnobiałe kły. Zastanawiałam się, czy gdyby mogła, to czy zatopiłaby je w moim ciele.
            - Ona mi jedynie pomogła. Moja moc jest zbyt wielka, by tak łatwo udało się wam ją…
            - Och, daj spokój – przerwałam jej. - Naucz się przegrywać. Każdemu się to zdarza.
            - Ty mała…
            - Wystarczy, Cordelio.
            Drgnęłam, słysząc niespodziewany głos. Cordelia otworzyła szerzej oczy, wpatrując się w coś – albo raczej kogoś – stojącego za mną. Odwróciłam się i ujrzałam Beatrix.
            - Co ty tutaj robisz? – warknęła Cordelia.
            - Pomagam.
            Brwi zielonookiej wampirzycy uniosły się w zdziwieniu.
            - Słucham? – prychnęła. – Za kogo ty się w ogóle masz, żeby się tu zjawiać? Nikt cię nie zapraszał.
            Beatrix uniosła dumnie podbródek.
            - Nie musiał. Twoje rządy dobiegły końca.
            Cordelia parsknęła śmiechem, od którego moje ciało pokryło się gęsią skórką. Spojrzała na nas z mieszaniną politowania i zniecierpliwienia.
            - O czym ty bredzisz?
            - Dość już namieszałaś, Cordelio. Zbyt wiele cierpienia przysporzyłaś. Czas, żebyś wreszcie odpuściła i poniosła karę. – Beatrix położyła dłoń na moim ramieniu. Jej uścisk był zaskakująco mocny. – Przybyłam, aby pomóc Natsuki. Aby cię zniszczyć, Cordelio.
            - Zniszczyć? – Cordelia zaniosła się takim śmiechem, jakby blond włosa wampirzyca opowiedziała najlepszy żart, jaki w życiu słyszała. – Nie bądź śmieszna, moja droga. Co wasza dwójka może mi zrobić? Jesteście zbyt słabe, żeby choć zagrozić mojej potędze.
            - Chcesz się przekonać? – Usta Beatrix ułożyły się w naprawdę przerażający uśmiech, a jej niebieskie oczy zalśniły.
            Cordelia rozłożyła ramiona.
            - Możecie próbować. Ale nigdy się wam to nie uda.
            Pierwszy raz od swojego nagłego pojawienia się, Beatrix popatrzyła na mnie. Wyciągnęła w moją stronę dłoń uniesioną wnętrzem ku górze.
            - Jesteś gotowa? – zapytała tak, jak jej syn na chwilę przed wstrzyknięciem mi antidotum.
            - Nie wiem, co tak właściwie chcesz zrobić, ale tak. – Spojrzałam w jej jasne oczy. – Ufam ci.
            - Jakież to urocze – wtrąciła się Cordelia, klaszcząc w dłonie. – Znalazłaś towarzyszkę w niedoli, Beatrix. Brawo!
            Ignorując ją, położyłam swoją dłoń na dłoni Beatrix i splotłyśmy ze sobą nasze palce. Beatrix przymknęła oczy, bezgłośnie poruszając ustami. Po krótkiej chwili spomiędzy naszych palców zaczął się wydostawać srebrny blask.
            - Co to jest? – zapytała Cordelia. Przyglądała się nam ze zmarszczonymi brwiami, jakby nagle zaczęła odczuwać niepokój. – Co wy robicie?
            Ja tymczasem patrzyłam z zafascynowaniem na rosnące z każdą chwilą światło, przedzierające się przez nasze palce i odganiające otaczający nasz mrok. Nie czułam żadnego bólu czy dyskomfortu. Nic nie parzyło ani nie raniło mojej dłoni. Czułam jedynie delikatne mrowienie na skórze i towarzyszące mu ciepło. Światło to w końcu przybrało formę srebrnych języków ognia spływających z naszych rąk i rozprzestrzeniających się w błyskawicznym tempie. Płomienie mknęły w kierunku zdziwionej Cordelii, która wkrótce została przez nie otoczona.
            - Co to ma być?! – wampirzyca podniosła głos, starając się uciec od ognia, który dotarł już do jej stóp i stopniowo wspinał się po jej sukni. Z każdą sekundą pochłaniał ją coraz bardziej, nam nie czyniąc najmniejszej krzywdy.
            - To ja was zniszczę! – wrzeszczała Cordelia, uwięziona w srebrzystych płomieniach. – Odpłacicie mi za to! Zemszczę się na was! Słyszycie?! Zemszczę się! To jeszcze nie koniec! Przysięgam wam, że to nie koniec! Nie można mnie tak łatwo pokonać!
            Nawet jeśli chciała wykrzyczeć jeszcze więcej gróźb i obelg, to reszta jej wypowiedzi została zagłuszona przez ogień, który pochłonął ją na dobre. Mrok zniknął, a po samej Cordelii… nic nie pozostało.

            Gdy otworzyłam oczy w pokoju wciąż znajdował się Reiji, Laito oraz Subaru. Najmłodszy jako pierwszy zauważył, że jestem przytomna i szybko podszedł do kanapy, na której musieli mnie wcześniej położyć, kiedy byłam nieprzytomna.
            - Wszystko w porządku? – zapytał, czym zwrócił uwagę swoich braci.
            Przez chwilę jedynie wpatrywałam się w sufit, czekając aż ból powróci. Nic takiego jednak się nie stało. Zamrugałam i powoli podniosłam się do pozycji siedzącej. Trójka wampirów wpatrywała się we mnie w wyczuwalnym oczekiwaniu. Odetchnęłam powoli. Nic. Żadnego żaru trawiącego moje ciało. Żadnego ognia spopielającego moje wnętrzności. Żadnych igieł przekłuwających moją skórę. Żadnego dymu w płucach.
            - Chyba… - Okay, jednak gardło trochę mnie bolało. Najwyraźniej znów musiałam drzeć się jak opętana. – Chyba tak.
            - Czujesz coś? – zapytał Laito, prostując się na drugiej kanapie ustawionej naprzeciwko tej mojej. – Wiesz, w jakim sensie.
            Zastanowiłam się, po czym powoli pokręciłam przecząco głową, marszcząc przy tym brwi.
            - Nie… Tylko… - Szukałam odpowiednich słów. – Taką jakby pustkę? Nie jestem pewna. Jak długo byłam nieprzytomna?
            Reiji zerknął na zegarek na swoim nadgarstku.
            - Niedługo. Niecałe dwie godziny.
            - I wy przez cały ten czas tu siedzieliście?
            Laito uśmiechnął się do mnie w odpowiedzi.
            - Shu i Kanato też. Ale jeden w końcu poszedł się zdrzemnąć, a drugi zgłodniał.
            - Powiedziałem, żeby dali ci spokój – wtrącił Reiji. – Ale się uparli.
            - Hej! – zaprotestował Laito, wskazując swoją ranną rękę, teraz owiniętą bandażem. – Jestem ranny, więc nie powinienem się dużo ruszać, prawda?
            Reiji przewrócił oczami. Subaru z kolei nie miał nic na swoją obronę.
            - Właśnie. Jak wy się czujecie?
            - Och, maleńka, to naprawdę urocze, że tak się o nas troszczysz. – Laito uśmiechnął się szeroko. - Ale nie masz się czym przejmować. Raz dwa się z tego wyliżę. No chyba, że te kundle miały wściekliznę. – Skrzywił się z odrazą. – Chyba jednak wolę koty.

            Porozmawiałam z wampirami jeszcze chwilę, po czym Reiji przegonił mnie, każąc mi coś zjeść i iść spać. Nie miałam apetytu ani nie byłam pewna, czy byłabym w stanie zasnąć. Jednak przynajmniej spróbowałam wypełnić jego polecenia. Skończyło się na tym, że przełknęłam parę kęsów kanapki przygotowanej mi przez jedną ze służących i zakopałam się w łóżku. Jednak zgodnie ze swoimi przewidywaniami, nie potrafiłam zasnąć. Przez pewien czas rzucałam się po łóżku, przewracając się z boku na bok. Lecz za każdym razem, gdy zamykałam oczy, widziałam ostatnie wydarzenia wciąż od nowa i od nowa, jakby ustawiło się automatyczne powtarzanie filmu.
            W końcu dałam za wygraną. Resztę godzin, które miałam przeznaczyć na sen, spędziłam na brzdękaniu na gitarze, słuchaniu muzyki i czytaniu książki na zmianę. W ten sposób przynajmniej zajmowałam czymś swój umysł. Choć nie na dłużej niż krótką chwilę.
            Kiedy miałam już dość tego siedzenia w swoim pokoju wybrałam się na poszukiwania Reijiego. Zastałam go w jego gabinecie. Siedział na krześle przy biurku, odwrócony twarzą w stronę okna. Na blacie obok niego stała filiżanka z wciąż parującą herbatą. 
            - Jak się czujesz? – zapytał, nim zdążyłam się odezwać.
            - Nie wiem – odparłam, zrezygnowana. – Naprawdę ciężko mi to stwierdzić. Niby nie mam tego wrażenia typowego dla obecności Cordelii, ale… Nie wiem, musiałoby się chyba coś stać, żebym miała pewność.
            Wampir odwrócił się w moją stronę z brodą opartą na splecionych dłoniach.
            - Tak myślałem. Rzeczywiście, na tym etapie ciężko będzie nam stwierdzić, jak bardzo antidotum ją osłabiło. Będziemy musieli zapewne trochę poczekać i dopiero wtedy się przekonać. – Zmrużył oczy ukryte za szkłami okularów. – Tym razem mów, gdyby coś się działo.
            Skrzywiłam się, ale przytaknęłam.
            - W zasadzie… Nie miałam jeszcze okazji ci podziękować, więc… Dziękuję.
            Jedyną odpowiedzią wampira było lekkie, niemal niezauważalne skinienie głową. 
            - A… - Zawahałam się, ale sądząc po jego minie, Reiji już wiedział, co chciałam powiedzieć. Wyrzuciłam to więc z siebie. – Co z Ayato?
            Reiji westchnął, jakby był bardzo zmęczony albo zirytowany. A oba te przypadki były bardzo prawdopodobne. 
            - Jeśli tak bardzo chcesz, to możesz do niego iść. Nie wiem jednakże, czy coś ci to da, ponieważ wciąż jest nieprzytomny. Może w tym stanie pozostać nawet przez kilka dni. Jego ciało potrzebuje czasu na regenerację.
            - Ale mogę?
            Wampir machnął ręką, co odebrałam jako zgodę i zanim zdążył coś jeszcze dodać, opuściłam pomieszczenie.
            W pokoju Ayato panował półmrok, którego przyczyną były szczelnie zaciągnięte zasłony. Sam wampir leżał na plecach na łóżku. Od pasa w górę był nagi, a tułów owinięty miał opatrunkiem, ciemniejszym od krwi w miejscu, w którym zasłaniał ranę. 
            - Och, Ayato… - wyszeptałam, podchodząc do łóżka. Uklękłam obok niego, przyglądając się spokojnej twarzy wampira. W tamtej chwili stracił na drapieżności i wyglądał tak niewinnie, bezbronnie. Zupełnie jak nie on. – Ty idioto.
            Na jego czole perlił się pot – jedyna oznaka (nie licząc rany) wskazująca na to, że było coś z nim nie tak. Wyciągnęłam rękę i odgarnęłam przydługie kosmyki opadające mu na twarz. Musnęłam przy tym opuszkami palców jego policzek oraz czoło i przekonałam się, że były ciepłe. Nie gorące, lecz ciepłe – zapewne w mniej więcej takiej temperaturze, jaka normalna jest u ludzi. U wampira musiała oznaczać gorączkę. 
            Złożyłam na jego policzku delikatny pocałunek, po czym chwyciłam jego dłoń, leżącą bezwładnie na pościeli w swoje i oparłam na nich czoło.
            - Jeśli z tego nie wyjdziesz… To własnoręcznie cię zabiję – zagroziłam ze ściśniętym gardłem. 



niedziela, 17 września 2017

Fanart #4

Właśnie otrzymałam kolejny fanart przedstawiający Natsuki! Jeszcze raz bardzo dziękuję za niego autorce ^^


Przy okazji informuję was, że 52 rozdział DiaLovers jest w trakcie pisania, więc w najbliższych dniach można spodziewać się go na blogu. A dla tych, którzy czytają także Interview with BTS - jutro pojawi się nowy rozdział i ważna informacja.
Pozdrawiam wszystkich~! ^^