Ariana | Blogger | X X

wtorek, 26 lipca 2016

Zmiany

Witajcie, moi drodzy czytelnicy! Nie wiem, czy już to zauważyliście, ale wprowadziłam na blogu pewne zmiany. 
Po pierwsze wreszcie zaktualizowałam zakładki "O blogu i autorce" oraz "Postacie". Pewnie jeszcze będę coś tam dopisywać, ale teraz przynajmniej znajdziecie więcej informacji o postaciach z DiaLovers (i o mnie, teehee~), a niedziałające linki zostały zastąpione nowymi.
Po drugie, utworzyłam zakładkę "Wstrzymane/Porzucone", do której poprzenosiłam niekontynuowane od dłuższego czasu historie.
I po trzecie, dodałam jeszcze jedną nową zakładkę, czyli "Reklamy".  Możecie tam do woli reklamować swoje własne lub po prostu lubiane blogi. Myślę, że tak będzie dla wszystkich wygodniej, ponieważ linki do blogów wklejane pod różnymi postami mogą się czasami najzwyczajniej zgubić. A teraz macie specjalnie przeznaczone do tego miejsce. ^^
Jeśli macie dla mnie jakieś uwagi, prośby lub pomysły dotyczące zmian na blogu, to podzielcie się nimi w komentarzu lub w prywatnej wiadomości ;3

niedziela, 24 lipca 2016

Diabolik Lovers: Rozdział 39

Ha! Udało mi się wywiązać z tego, o czym mówiłam w ostatnim poście i wstawiam nowy rozdział DL przed końcem weekendu! :3
Tym razem bez zbędnego przedłużania życzę wszystkim miłego czytania i czekam na szczere opinie. ^^



Dwa serca

 Do rezydencji wróciłam taksówką. Tak było szybciej, a mi, szczerze mówiąc, nie uśmiechał się samotny spacer, gdy na dworze robiło się już ciemno i w dodatku zbierało się na deszcz. Zamykając za sobą drzwi wejściowe miałam nadzieję, że nikt nie zwrócił większej uwagi na moją chwilową nieobecność. W mroku spowijającym jeden z bocznych korytarzy dostrzegłam sylwetkę służącego. Podeszłam więc do niego i wręczyłam mu papierową torbę z logo kawiarni.
- Czy mógłby pan przekazać to Kanato?
 Mężczyzna jedynie w milczeniu skłonił głowę i oddalił się cicho niczym duch. Odprowadziłam go wzrokiem. Niejednokrotnie zastanawiałam się, dlaczego wszyscy służący tej rodziny zachowywali się w taki sposób. Zawsze milczeli i naprawdę zachowywali się jak duchy pozbawione własnej woli. Bardzo łatwo można było zapomnieć o ich obecności. Czy to bracia Sakamaki tak ich wyszkolili? A może ich rodzice? Albo rzeczywiście byli duchami? Sama nie wiedziałam, co gorsze. Była to kolejna zagadka do już dość sporej kolekcji.
 Nie czekając dłużej aż natknę się na jakiegoś ciekawskiego wampira, udałam się do swojego pokoju. Zapaliłam w nim światło, zdjęłam kurtkę, powiesiłam ją na drzwiach szafy... i zamarłam. W pierwszej chwili pomyślałam, że może się przewidziałam. Lecz szczęście najwyraźniej przestało mi już sprzyjać. Bardzo powoli obróciłam się w stronę stojącego za mną biurka. Na krześle przy nim siedział Ayato. Na jego brzuchu leżał podręcznik oraz zeszyt, a stopy w sportowych butach opierał na krawędzi blatu, tuż obok mojego stosu książek poświęconych istotom nadnaturalnym. Przełknęłam ciężko ślinę. Niemal widziałam ciemną aurę, która się z niego unosiła.
- Hej...? - przywitałam się nieśmiało. - Co tu robisz?
Opuścił nogi na podłogę i odłożył trzymane na brzuchu przedmioty na biurko. Wciąż jednak na mnie nie patrzył.
- Podobno miałaś mi dzisiaj udzielać korepetycji.
Miałam ochotę uderzyć się otwartą dłonią w czoło.
Już po mnie.
- Masz rację. Całkiem o tym zapomniałam... - wybąkałam. - Przepraszam. Ale możemy zacząć nawet teraz!
Nawet nie zdążyłam zauważyć, kiedy się poruszył. W jednej sekundzie siedział na krześle. W następnej stał już przede mną. Odruchowo zrobiłam krok w tył.
- Gdzie byłaś?
Miałam wrażenie, że spojrzenie zielonych oczu przewierca mnie na wylot.
- W kawiarni - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Sama?
Zacisnęłam zęby.
- Ta...
Nie zdążyłam nawet dokończyć tego jednego słowa. Wystarczył mu zaledwie ułamek sekundy, żeby przyprzeć mnie do ściany. Wciągnęłam gwałtownie powietrze zaskoczona nagłym zderzeniem plecami ze ścianą.
- Nie próbuj mnie okłamywać - ostrzegł lodowatym tonem.
- Ja nie...
Zacisnął palce na moich nadgarstkach, przyszpilając je do ściany nad moją głową.
- Z kim się spotkałaś?
 Nie byłam w stanie kłamać patrząc mu w oczy. Spuściłam wzrok. Czułam się winna z tego powodu, że spotkałam się z Rukim za jego plecami, ale przecież gdybym powiedziała mu wcześniej o swoich zamiarach, na pewno by mnie nie puścił.
- Z kim? - powtórzył niecierpliwie pytanie.
- Z... Rukim - wyszeptałam, spuszczając głowę.
Uścisk na moich przegubach wcale nie zelżał, tylko jeszcze się wzmocnił. Skrzywiłam się.
- Po co?
- Musiałam z nim porozmawiać.
- Musiałaś? - prychnął. Tym razem w jego głosie wyczułam kpinę. - Mam ci przypomnieć jak ostatnim razem zakończyło się to twoje samotne włóczenie?
- Nie musisz - odparłam, zaciskając uwięzione dłonie w pięści. - Doskonale to pamiętam.
- A jednak tam poszłaś - wytknął mi. - Sama.
- Zgadza się, bo Ruki coś o mnie wie. I w przeciwieństwie do was odpowiada na moje pytania!
Po twarzy wampira przemknął grymas.
- I może jeszcze robi to za darmo, z dobroci serca?
Poruszyłam się nerwowo, próbując uwolnić ręce.
- Puść mnie.
Nie posłuchał.
- Czego chce w zamian?
- Puść mnie!
Uwolnił moje nadgarstki, ale zamiast tego ujął palcami mój podbródek i uniósł go, zmuszając mnie tym samym do spojrzenia na niego.
- Odpowiedz - zażądał.
Wiedziałam, że nie wygram. Komuś innemu mogłabym wcisnąć jakąś wymówkę lub półprawdę, ale nie jemu. Był za bardzo uparty. Nie widziałam sensu w dalszym kłamaniu. Westchnęłam, poddając się.
- Mam do nich przyjść.
Ayato spojrzał na mnie w taki sposób, że równie dobrze temperatura w pokoju mogła spaść o kilka stopni.
- Chyba nie zamierzasz tego zrobić?
Milczałam.
- Nie możesz być aż tak naiwna! - podniósł głos pierwszy raz odkąd weszłam do pokoju. - Naprawdę chcesz lecieć do nich po tym, jak załatwili cię ostatnim razem?!
- To był Richter! A poza tym, jeśli to jedyny sposób, żebym mogła poznać prawdę o samej sobie...
- A jeśli coś ci zrobią?
- To przynajmniej będziecie wiedzieli, gdzie mnie szukać.
Odpowiedział dopiero po kilku sekundach.
- Skąd wiesz, że ktoś z nas będzie chciał cię szukać?
Uniosłam kąciki ust w smutnym uśmiechu.
- Nie wiem czemu, ale z jakiegoś powodu w dość pokrętny sposób chyba zależy wam na moim życiu.

 Natsuki miała rację. W jakiś pokrętny sposób zależało mu na jej życiu. I jego braciom również. Oczywiście, początkowo to sam ojciec ostrzegł ich, że nie mogą jej zabić. Ale z czasem przekształciło się to nie tylko w fakt, że z własnej woli nie chcieli jej zabić, ale także woleli chronić jej życie. Ayato w szczególności. Choć sam tego nie rozumiał. Nie chciał jednak, by ktoś inny chociażby tknął ją palcem.
- Prosisz się o karę - oznajmił, zahaczając palcami o kołnierz jej swetra.
- Słucham?! - zawołała. Popatrzyła na niego z niedowierzaniem w niebieskich oczach.
- Myślałaś, że po prostu ci to daruję? Weź odpowiedzialności za swoje głupie czyny.
 Elastyczny materiał odsunął się bez większego problemu, odsłaniając obojczyk dziewczyny.
- Co tak właściwie zamierzasz? - spytała zadziwiająco spokojnie. Spróbowała się uwolnić, ale bez przekonania. Wyglądała tak, jakby wiedziała co ją czeka.
- Już mówiłem. Zasługujesz na karę.
 Pochylił się nad jej odsłoniętym obojczykiem i wbił kły w delikatną skórę. Natsuki wydała z siebie stłumiony okrzyk bólu, a tymczasem usta Ayato wypełniła niesamowita, jedyna w swoim rodzaju krew. Przywodziła mu na myśl narkotyk lub wyjątkowo smaczne danie, którym mógłby się rozkoszować bez końca. Wreszcie, po kilku wspaniałych łykach, odsunął się odrobinę.
- Ayato? - wymamrotała lekko drżącym głosem Natsuki. - Czy moja krew smakuje jakoś... inaczej?
- Inaczej?
 Ponownie przyłożył usta do jej skóry. Czuł szalejący pod nią puls. A gdy przesunął po niej językiem, aby zlizać cieniutkie strużki krwi wypływające z ran pozostawionych przez jego zęby, dziewczyna zadrżała.
- Nie. Smakuje jak zwykle.
Jak krew tamtej kobiety.
- O-okay, dzięki.
- Czemu pytasz? - Spojrzał z zaciekawieniem na jej twarz.
Wzruszyła ramionami.
- Tak tylko. Z ciekawości.
- Z ciekawości?
Skinęła głową.
 Przez chwilę w milczeniu mierzyli się wzrokiem i żadne z nich się nie poruszało. Potem Ayato przysunął się jeszcze bliżej i swoimi wargami nakrył jej drobne, miękkie usta. Natsuki nie zaprotestowała. Zamknęła oczy, dając mu nieme przyzwolenie. On natomiast wykorzystał to z aż dziwną dla siebie gorliwością. Jej usta wciąż delikatnie smakowały kawą, co mieszało się z wyraźnym posmakiem krwi na jego języku. Jednakże ani jej, ani jemu nie wydawało się to przeszkadzać.
 Ayato derwał się od Natsuki, kiedy musiała zaczerpnąć powietrza. Słyszał jej ciężki oddech i dudnienie serca. Widział błysk w niebieskich oczach i rumieńce na policzkach. Czuł ciepło skóry po wsunięciu dłoni pod jej sweter. Uśmiechnął się. Podobały mu się te reakcje. A tym bardziej, że to on był ich przyczyną.
 Przesunął palcami wzdłuż krawędzi jej spodni, następnie po brzuchu i wyżej, aż dotknął dolnych żeber. Natsuki ponownie zadrżała i wczepiła dłonie w jego bluzę, tym samym poszerzając uśmiech na jego twarzy. Zapewne gdyby jego serce funkcjonowało według ludzkich standardów, w tej chwili również przyspieszyłoby swoją pracę. Nawet gdyby musiał, nie byłby w stanie opisać własnych uczuć. Wiedział jedynie, że sprawiało mu to zaskakującą radość i nie chciał, aby za szybko się skończyło. Tak więc pocałowali się raz jeszcze. I znowu...

 To było... intensywne. Opierałam głowę na ramieniu Ayato, próbując uspokoić swój oddech oraz puls. Wampir zachichotał, trzymając dłonie na moich plecach.
- Czyżbyś się czymś zmęczyła?
 W odpowiedzi szturchnęłam go w klatkę piersiową. Ta... zmiana tematu, że tak to określę, była dość niespodziewana, ale... Co tu ukrywać? Nie miałam w tej sprawie powodów do narzekania. Myślałam, że może chociaż po tym wszystkim Ayato nie wróci do poprzedniego wątku i nie będzie już więcej próbował odwodzić mnie od planu złożenia wizyty Rukiemu i jego braciom.
 Dałam sobie jeszcze kilka sekund, po czym odsunęłam się od niego.
- No dobra. Wspominałeś coś o jakichś korepetycjach?
Popatrzył na mnie z takim niedowierzaniem, jakbym palnęła największą głupotę, jaką ostatnio usłyszał.
- Ty tak na serio? Zamierzasz teraz do tego wracać?
- Oczywiście. Skoro już przyniosłeś swoje rzeczy i nie mogłeś się wprost doczekać, żeby porozwiązywać ze mną równania... - Postukałam paznokciami w okładkę jego notatnika i z szuflady biurka wyjęłam własny. - Więc jak mogłabym ci odmówić?
Uniósł brwi, ale nie ruszył się z miejsca.
- Och, no już. - Klasnęłam w dłonie, zgarnęłam wszystkie potrzebne rzeczy i rozłożyłam je na swoim pościelonym łóżku. - Gdzie twój zapał?
Pokręcił głową, kiedy poklepałam miejsce obok siebie. Zajął je po chwili bez wyraźnych objawów entuzjazmu.
- Zaczniemy od czegoś prostego - powiedziałam wydzierając pojedynczą kartkę ze swojego zeszytu. Przepisałam na nią równanie z podręcznika i podsunęłam Ayato.
- Po co tak właściwie mam to robić?
- Bo chyba nie chcesz oblać, prawda?
- A nawet jeśli bym oblał... To co? - Oparł się o leżące za nami poduszki.
- Cóż... Nie byłbyś wtedy we wszystkim najlepszy, wasza wysokość. - Uśmiechnęłam się złośliwie, mając nadzieję, że tarfię tym w jego czuły punkt. Nie pomyliłam się.
Ayato zmrużył oczy i w skupieniu zaczął rozwiązywać zadanie.

 Następny ranek postanowiłam zacząć od odświeżającego prysznica. Tak też zrobiłam i dzięki temu od razu poczułam się lepiej po nieprzespanej nocy. Jakoś nie potrafiłam zmrużyć oka, gdyż mój umysł wciąż uparcie wracał do rozmowy z Rukim.
 Stłumiłam ziewnięcie i odłożyłam szczotkę na półkę zawieszoną obok dużego lustra. Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Na bladej skórze twarzy wyraźnie odcinały się ciemne cienie pod oczami.
Zmęczona?
Kobiecy głos rozległ się bezpośrednio w mojej głowie. W tej samej chwili moje odbicie w lustrze zostało zastąpione wizerunkiem Cordelii. Westchnęłam ciężko, pocierając dłonią czoło.
- Będę musiała wziąć leki przeciwbólowe...
Chcesz mnie zagłuszyć jakimiś tabletkami?
- I napić się pożądnej, mocnej kawy... - Zajrzałam prosto w zielone oczy obserwujące mnie ze szklanej powierzchni. - Tak, taki mam właśnie plan.
Krwistoczerwone usta rozciągnęły się w uśmiechu, a w mojej głowie rozbrzmiał drwiący śmiech.
Naprawdę wciąż liczysz na to, że ze mną wygrasz?
- Och, zamknij się, stara wiedźmo! - warknęłam.
- Mogę wiedzieć co ty robisz?
 Odwróciłam się w stronę wanny, z której poza kolejnym głosem dobiegł plusk wody. Shu rozłożył się w niej jakby była to najnormalniejsza rzecz pod słońcem. Oczywiście, w ubraniu. I słuchawkach.
- Rozmawiam sobie z lustrem - odparłam, dla pewności ponownie w nie zerkając. Ujrzałam jedynie własną twarz. - No wiesz, "lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?" i takie tam. Zresztą, mogę zadać ci to samo pytanie.
Wampir przymknął oczy i oparł łokcie na krawędziach wanny.
- A nie widać?
Wzniosłam oczy ku górze. Nawet nie było sensu zaczynać dyskusji.
- Jak tam twoje małe śledztwo? - zapytał tym samym co zwykle, znudzonym tonem.
W pierwszej chwili spięłam się na te słowa, ale szybko się opamiętałam.
- A wiesz, że zaskakująco dobrze?
- I pewnie znasz już odpowiedzi na dręczące cię pytania?
- Na większość.
- Nie sądzę, by któryś z nas wymiękł, więc ciekawi mnie skąd je wzięłaś.
- Ze sprawdzonego źródła - odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Czyżby?
- Jak się domyślam ani ty, ani twoi bracia wciąż nie chcecie mi nic powiedzieć, więc muszę sobie jakoś radzić. - Po oznajmieniu tego wyszłam z łazienki i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
 Bolesne pulsowanie, które odczuwałam już od przebudzenia jeszcze się wzmogło. Przełknęłam nerwowo ślinę, starając pozbyć się ogarniających mnie mdłości. Podłoga pod moimi stopami zdawała się niebezpieczne chwiać, a ściany korytarza przechylać to na jedną, to na drugą stronę. Przystanęłam i oparłszy się o tę bliżej siebie, zaczerpnęłam kilka głębokich wdechów.
Boli, prawda? Dlaczego wciąż walczysz? Nie łatwiej byłoby się poddać?
- "Łatwiej" nie znaczy "lepiej" - wymamrotałam. - I już mówiłam, że nie oddam ci swojego ciała.
Uparta z ciebie dziewucha. A jeśli powiedziałabym, że jest to kluczem do znalezienia tej twojej upragnionej prawdy?
Zawahałam się.
- Kłamiesz.
Cordelia westchnęła w moim umyśle.
Skoro tak uważasz. Jeszcze się przekonamy, kto wygra. Żebyś tylko później nie żałowała swoich decyzji.
Zacisnęłam palce na krzyżyku zawieszonym na mojej szyi.
- Nie mam takiego zamiaru.
Nie wiedziałam, czy tak właściwie zapewniałam ją czy samą siebie.

sobota, 23 lipca 2016

Omedetou, Farmerze!

Tak, tak, już po tytule można się domyślić, o co chodzi, ale i tak pozwolę to sobie wyjaśnić. Dziś, 23 lipca swoje urodziny obchodzi Yuma Mukami!


Yuma to postać, która zarobiła sobie u mnie kilka dodatkowych punktów dzięki swojemu głosowi. Wszystko dlatego, ponieważ jego aktor głosowy jest wokalistą jednego z moich ulubionych japońskich zespołów! ^^
Ale trzeba też przyznać, że to taki bohater, który nie jest taki zły na jakiego wygląda, prawda?


Oczywiście możecie dzielić się także własnymi opiniami na jego temat. Ja chciałam jeszcze tylko poinformować, że 39 rozdział DiaLovers jest w trakcie pisania i jeśli wszystko dobrze pójdzie, to wstawię go jeszcze przed końcem tego weekendu ;3
A tymczasem - wszystkiego najlepszego, Yuma!



piątek, 15 lipca 2016

Diabolik Lovers: Rozdział 38

Na wstępie, jak zwykle, dziękuję wszystkim za odwiedziny na blogu i pozostawienie komentarzy. Pamiętajcie, żeby tym razem również podzielić się ze mną szczerym opiniami na temat tego nowego rozdziału. Bardzo mi na nich zależy. Och, możecie też dać znać, co chcielibyście przeczytać w najbliższym czasie (poza DL oraz NT) - czy któreś z opowiadań już publikowanych na blogu, czy może macie ochotę na coś nowego. Pozdrawiam wszystkich i życzę miłej lektury! ^^


Serce Ewy

 Po otworzeniu oczu zdałam sobie sprawę, że leżałam w łóżku sama. Miejsce obok mnie było puste, a prześcieradło - chłodne. Poczułam lekki zawód, więc przycisnęłam twarz do poduszki, na której wciąż mogłam wyczuć delikatny ślad zapachu Ayato. W książkach, które czytałam, narratorzy często dokładnie opisywali zapachy bohaterów. Przyrównywali je często do zapachu jedzenia lub tym podobnych. Ja tak nie potrafiłam. Ayato pachniał po prostu... sobą.
Och, mogłabym się założyć, że moja twarz zarumieniła się od tych moich przemyśleń.
 Zawstydzona, czym prędzej wygramoliłam się z łóżka. Rozsunęłam zasłony, wpuszczając do pokoju światło słońca tkwiącego już dość wysoko na niebie i spojrzałam na zegar. Było już po dziewiątej. Westchnęłam. Od mojego przybycia do domu rodziny Sakamaki minęło już kilka miesięcy, ale wciąż nie potrafiłam przyzwyczaić się do ich trybu życia.
 W ciągu dni szkolnych plan dnia był w miarę regularny, więc można się było jakoś przystosować. Lekcje rozpoczynały się najczęściej około godziny szesnastej lub siedemnastej, a kończyły po dwudziestej drugiej lub później. Po powrocie do domu, mniej więcej o północy odbywała się kolacja. Co najmniej raz w tygodniu wszyscy zasiadali do niej wspólnie, co i tak było już sukcesem, ponieważ na samym początku zdarzało się to raz w miesiącu. Następnie w zależności od nastrojów spędzaliśmy czas wspólnie (oczywiście bez kłótni się nie obywało) lub indywidualnie. A od tego zależały również pory mojego snu.
 W weekend natomiast zazwyczaj każdy robił to, co chciał, jak chciał i kiedy chciał. Dlatego zaczynałam się martwić, że mój zegar biologiczny niedługo całkowicie się rozreguluje.
 Moją uwagę przyciągnął telefon komórkowy leżący na szafce nocnej. Dioda w lewym górnym rogu wyświetlacza mrugała, dopominając się o podłączenie urządzenia do ładowania. Dopiero po umieszczeniu ładowarki w kontakcie dostrzegłam wyświetlającą się na ekranie informację o nieodczytanej wiadomości. Otworzyłam ją więc i prześledziłam wzrokiem tekst, jak zwykle ignorując towarzyszące mu emotikony. Było to tylko jedno, krótkie zdanie. Sugerowało to, że reszty można się najzwyczajniej domyślić.

"Ruki chciał twój numer, Kociaku".

 Nie musiałam zbytnio się nad tym zastanawiać, żeby domyśleć się, iż skoro go chciał, to znaczy, że go dostał. Fajnie było wiedzieć, że moje dane kontaktowe znajdowały się w obiegu. Prywatność, huh?
 Jak na zawołanie komórka zaczęła wibrować w mojej dłoni. Połączenie przychodzące. Nieznany numer. Oczywiście.
- Halo?
- Nie sądziłem, że tak szybko odbierzesz.
- Nie sądziłam, że tak szybko zadzwonisz - odparłam.
Chwila ciszy.
- Więc?
- Co "więc"? - zdziwiłam się. - To ty do mnie zadzwoniłeś.
- Myślałem, że może zmieniłaś zdanie.
- W takim razie byłeś w błędzie.
- Na to wygląda.
- Więc? - Tym razem to ja zadałam to pytanie. O ile można nazwać je pytaniem.
- Bądź o szesnastej w kawiarni "Cynamon" w centrum.
Rozłączył się, nie dając mi nawet czasu na odpowiedź.
Po chwili wahania postanowiłam po raz kolejny spróbować dodzwonić się do pewnej osoby. Z króciutkiej listy kontaktów wybrałam doskonale znany numer. Wstrzymałam oddech czekając na połączenie. Ale nikt nie odebrał. Znowu.
Wbiłam pełne goryczy spojrzenie w ciemny ekran.
- Czy ja cię jeszcze w ogóle obchodzę?
Jak można się domyślić, nie doczekałam się odpowiedzi.

 Miałam szczęście, że był to dzień wolny. Dzięki temu, istniała nadzieja, że nie będę musiała nikomu tłumaczyć się ze swojego wyjścia, bo po prostu nikt mnie nie zauważy. Jak już wcześniej wspominałam, czas wolny każdy z wampirów wolał spędzać na swój własny sposób. Musiałam jednakże odwołać trening z Subaru. Co prawda, nie robiłam jakichś oszałamiających postępów z zakresu samoobrony, ale lubiłam te ćwiczenia w towarzystwie najmłodszego z braci. Mogłam wtedy spokojnie z nim porozmawiać, a on zawsze wydawał się trzymać moją stronę. Poza tym, dzięki niemu poprawiłam swoją koordynację ruchową oraz opanowałam kilka podstawowych ruchów. Chociaż znając życie, a także powołując się na własne doświadczenie, byłam niemal pewna iż i tak nie miałabym szans w starciu z wampirem. Co najwyżej mogłabym grać na czas. Chyba, że moim przeciwnikiem byłby człowiek... Wtedy może coś by z tego wyszło.
 Pozostały czas do spotkania z Rukim starałam się spędzić jak najmniej podejrzliwie. Robiłam więc to, co zwykle. Czytałam, brzdąkałam na gitarze, trochę się pouczyłam. Pierwszy problem pojawił się jednak jakieś pół godziny przed planowanym wyjściem z domu. Typowy, damski problem. W co, tak właściwie, powinnam się ubrać?
Po chwili bezmyślnego wpatrywania się w zawartość szafy stwierdziłam w końcu, że nie wybierałam się przecież na żadną randkę ani nic w tym stylu. Postawiłam zatem na wygodę - zwyczajne, jasne dżinsy oraz granatowy sweter. Niestety pomimo tego, że wiosna zbliżała się wielkimi krokami na zewnątrz wciąż panował chłód. A dodatkowo grube ubrania z długimi nogawkami i rękawami zawsze wchodzą w drogę wampirzym zapędom, co jest ich kolejnym plusem.
 Rozwiązawszy problem z ubiorem zgarnęłam jeszcze do kieszeni kurtki rzeczy, które uznałam za potrzebne podczas wypadu na miasto, po czym ostrożnie wychynęłam na korytarz. Nikogo w nim nie zauważyłam. Odetchnęłam z ulgą, zamykając za sobą drzwi. Następnie czym prędzej czmychnęłam na schody prowadzące do głównego holu. Zbiegłam po nich w rekordowym tempie i już miałam radośnie rzucić się w kierunku drzwi... kiedy na mojej drodze stanął Kanato. Zatrzymałam się gwałtownie kilka kroków przed nim.
 Pojawił się znikąd, ze swoim ukochanym misiem w ramionach. Przypatrywał mi się z zaciekawieniem zza szkieł okularów, przechylając głowę na bok. Luźny sweter zsuwał mu się z jednego ramienia.
- Gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Do miasta...?
- Sama?
- No, tak jakby...
- Po co?
To wygląda jak przesłuchanie...
- Żeby spotkać się ze znajomym ze szkoły. - Przynajmniej była to prawda.
- Ze znajomym, huh? - Przekrzywił głowę jeszcze bardziej. Oparł podbródek na głowie pluszowej zabawki. - A gdzie macie się spotkać?
Do czego zmierzasz?
Doszłam do wniosku, że nie ma sensu robić z tego aż tak wielkiej tajemnicy. A gdyby coś się stało (tfu!), to przynajmniej ktoś wiedziałby, gdzie mnie szukać. O ile nie znudziło się im jeszcze przychodzenie mi z odsieczą.
- W "Cynamonie".
- Pozostali mogą nie być z tego powodu zadowoleni - stwierdził oczywisty fakt. Gdyby było inaczej, to nie musiałabym się wymykać.
Uśmiechnęłam się niepewnie.
- Ale nie muszą o tym wiedzieć, prawda?
Wampir poprawił okulary, parodiując gest jaki wykonywał przy tym Reiji.
- Czekoladowe babeczki z budyniem. Jeden z ich lepszych wytworów.
Uśmiechnęłam się, tym razem szerzej i zasalutowałam mu.
- Załatwione!
- Interesy z tobą są naprawdę ciekawe. Może powinienem robić tak częściej...?
Zaśmiałam się i minąwszy go, ruszyłam w kierunku wyjścia.
- Wybacz, ale się spieszę! I mam nadzieję, że dotrzymasz swojej części umowy! - zawołałam na odchodnym, zerkając przez ramię. Na twarzy Kanato pojawił się nieznaczny uśmieszek.

 Rozmowa z Kanato zajęła mi jednak trochę czasu, a później musiałam jeszcze odnaleźć tę kawiarnię, w której nigdy nie byłam. Skończyło się tym, że co prawda dotarłam na miejsce punktualnie, ale cała zdyszana. Przygładziłam rozwiane przez wiatr włosy i weszłam do środka. Już od progu przywitało mnie przyjemne ciepło oraz cudowny aromat kawy. Momentalnie się rozluźniłam.
 Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Kawiarnia była niewielka, ale całkiem przytulna. Wszystkie meble wykonane były z ciemnego drewna, a z sufitu zwieszały się staromodne żyrandole rozświetlające wnętrze złotym blaskiem. Ruki już siedział przy stoliku na samym końcu pomieszczenia. Opierał policzek na dłoni, pogrążony w lekturze leżącej przed nim książki. Ciemne kosmyki włosów opadały mu na oczy, ale nie wydawało się, żeby szczególnie mu to przeszkadzało. Podniósł wzrok dopiero, gdy stanęłam przy stoliku.
- Prawie się spóźniłaś - oznajmił na wstępie.
- Nieprawda! - zaprzeczyłam odruchowo, lecz spojrzałam dla pewności na wyświetlacz telefonu. - Dopiero teraz wybiła szesnasta.
- Dlatego powiedziałem, że prawie się spóźniłaś. A najprawdopodobniej spóźniłabyś się, gdybyś nie biegła.
- A niby skąd wiesz, że biegłam?
- Widzę twoje zarumienione policzki i słyszę nierówny oddech. - No cóż... Fakt. - Raczej nie zareagowałaś tak na mój widok.
Słucham?!
Spiorunowałam go wzrokiem, ale to zignorował. Wskazał na wolne krzesło przy stoliku.
- Usiądź.
Tak też zrobiłam po wcześniejszym zdjęciu kurtki i przewieszeniu jej przez oparcie mebla. Chłopak w tym czasie zamknął swoją książkę i odłożył ją na bok.
- Co czytałeś? - spytałam.
- Nic szczególnego - odrzekł wymijająco. Przeniósł wzrok na kelnerkę, która właśnie podeszła do naszego stolika. - Napijesz się czegoś?
Skoro już tu jestem...
- Poproszę latte.
Ruki natomiast zamówił dla siebie zwykłą, białą kawę. Kelnerka uśmiechnęła się uprzejmie i odeszła. Odprowadziłam ją wzrokiem, po czym wbiłam wzrok w chłopaka.
- Więc? - ponagliłam go, pochylając się w jego stronę.
- Aleś ty niecierpliwa - westchnął, opierając podbródek na dłoni zwiniętej w pięść. - Przecież nigdzie się nie spieszymy, prawda? Poczekajmy na nasze kawy.
Czekałam na taką chwilę jak ta już od kilku miesięcy. Chyba mogłam poczekać jeszcze chwilę. Odetchnęłam, odchyliłam się na oparcie i skinęłam głową.
- Dobrze.
Ruki zapatrzył się w okno wychodzące na ulicę. Tym samym zapadła cisza zakłócana jedynie przez cichą melodię sączącą się z głośników umieszczonych pod sufitem oraz dźwięki towarzyszące przygotowywaniu kawy. Przerwał ją dopiero powrót kelnerki z naszymi zamówieniami. Kiedy wróciła do swojej pracy, Ruki zamieszał zawartość swojej filiżanki. Obserwowałam go z wyczekiwaniem. Wreszcie odłożył łyżeczkę na porcelanowy talerzyk.
- Od czego powinienem zacząć?
- Najlepiej od początku.
Spojrzał na mnie spod zmrużonych powiek.
- Tak właściwie, to w ogóle nie powinienem ci o tym mówić.
- Czy to naprawdę jest aż taka tajemnica?
- Niekoniecznie. - Uniósł filiżankę do ust. - Po prostu im mniej osób o tym wie, tym lepiej.
- Ale przecież odgrywam w tym... - machnęłam dłonią, nie potrafiąc znaleźć odpowiedniego słowa - czymś dość ważną rolę, tak? A przynajmniej mam takie wrażenie przez to, co się dzieje.
- Po części masz rację. - Odstawił naczynie i splótł palce na blacie przed sobą. - Odgrywasz najważniejszą rolę.
- Och, to fajnie wiedzieć - mruknęłam. Skosztowałam swojego latte. Następnie dosypałam trochę cukru i ponownie się napiłam.
Od razu lepiej.
Słodka kawa podziałała na mnie relaksująco. Objęłam palcami wysoką szklankę.
- Proszę, Ruki. Wygląda na to, że tylko ty możesz odpowiedzieć mi chociaż na część moich pytań.
Odwrócił wzrok. Rozplótł dłonie i zaczął rytmicznie postukiwać opuszkami palców w brzeg filiżanki.
- Mówiąc w skrócie, jesteś Ewą.
Otworzyłam usta, żeby zaprotestować, ale nie pozwolił mi dojść do głosu.
- Nie chodzi tu o to, że tak brzmi twoje imię. Ty po prostu pełnisz rolę Ewy.
- Czy...
- Nie przerywaj mi - ostrzegł, wciąż na mnie nie patrząc.
Zgarbiłam się niczym zganione dziecko.
- Przepraszam...
- Twoim zadaniem jako Ewy jest wybranie oraz przebudzenie Adama.
Korciło mnie, żeby zadać mu pytanie, ale cierpliwie czekałam na kontynuację jego wypowiedzi. Wyglądało to tak, jakby starannie selekcjonował informacje. Czyli jednak nie mówił mi wszystkiego.
- A raczej taką moc ma twoja krew. Wampir, który po jej wypiciu zostanie wskazany, osiągnie niezwykłą moc i stanie się na tyle potężny, by rządzić światem - ciągnął monotonnym głosem, wodząc palcem wskazującym po krawędzi filiżanki. - Lecz najpierw ty sama musisz się przebudzić.
Słuchałam go w całkowitym osłupieniu i nie potrafiłam uwierzyć w to, co mówił.
- Ale... Dlaczego? - wydukałam. - Przecież jestem tylko...
- Zwykłą dziewczyną? - dokończył za mnie i wreszcie odwzajemnił moje spojrzenie. - To nie jest prawda. I wiesz o tym. Serce, które bije w twojej piersi nie należy do ciebie, prawda?
Odruchowo uniosłam dłoń. Musnęłam palcami materiał swetra na wysokości klatki piersiowej oraz blizny, która została mi po dwukrotnym wbiciu w nią sztyletu.
- Tak - przyznałam. - Zgadza się. Już dość dawno miałam przeszczep, ale... Skąd o tym wiesz?
Ciemnowłosy zignorował moje pytanie.
- To serce córki Króla Demonów. To ono daje ci moc Ewy. Lub to ono cię nią czyni. Jak kto woli.
Otworzyłam usta, lecz zaraz na powrót je zamknęłam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Wypiłam resztkę chłodnej już kawy.
- I to wszystko... To prawda?
Ruki zmierzył mnie wzrokiem.
- Nie widzę sensu w tym, że miałbym marnować swój czas i opowiadać ci wyssane z palca bzdury.
Rzeczywiście. Raczej nie wyglądał na tego typu osobę.
- Więc... - Zmarszczyłam brwi. - Wy wszyscy robicie to wszystko, żebym wybrała któregoś z was na Adama?
Och, mój Boże. Przez te rewelacje mój zasób słownictwa gwałtownie się skurczył.
- Można tak powiedzieć.
- Bracia Sakamaki też?
- Prawdopodobnie. Nie jestem pewien. Sama ich o to zapytaj.
Gdyby jeszcze zechcieli odpowiedzieć...
Przygryzłam dolną wargę.
- Ale ja nie wiem, jak to zrobić. Nie wiem, jak mam się przebudzić. I czy muszę to robić?
Ruki zacisnął usta w wąską linię.
- Takie jest twoje zadanie.
- A kto mi je zlecił? Dlaczego właśnie mi? Kto za tym wszystkim stoi?
- Nie wiem wszystkiego i ty też nie musisz. - Odsunął od siebie pustą filiżankę. Gestem przywołał kelnerkę, aby jej zapłacić. Kiedy odeszła, ponownie skupił uwagę na mnie. - Już i tak powiedziałem zbyt wiele.
- Ruki...
Wstał ze swojego krzesła i założył ciemny płaszcz.
- Pamiętaj o zapłacie.
Nie byłam pewna, czy dobrze zrozumiałam.
- Za kawę?
Spojrzenie, jakie posłał mi chłopak sugerowało, że to pytanie było idiotyczne.
- Nie. To mnie nie obchodzi. Mam na myśli zapłatę za udzielone ci informacje.
Poczułam nagłą suchość w ustach.
- Czego oczekujesz? - Miałam nadzieję, że mój głos nie zadrżał, choć nie byłam tego taka pewna.
- Tego, że przyjdziesz do naszej rezydencji. - Podniósł swoją książkę, zasunął krzesło i posłał mi ostatnie spojrzenie. Po raz kolejny nie potrafiłam odczytać wyrazu jego szaro-niebieskich oczu. - Tym razem z własnej woli.
- Zaczekaj, proszę!
Nie posłuchał.
- Później się z tobą skontaktuję - rzekł tylko i opuścił kawiarnię.
Zostałam sama.
 Otrzymałam część informacji, których pragnęłam. Ale nie do końca czułam się z tym lepiej. Bo w ten sposób w moim umyśle zrodziły się nowe pytania oraz zawisł nade mną ciężar odpowiedzi na stare. Przypomniały mi się słowa Ayato, które wypowiedział zaledwie kilkanaście godzin wcześniej. "Wam, ludziom zazwyczaj lepiej żyje się w błogiej nieświadomości. Prawda często was przytłacza". Całkiem możliwe, że miał rację. Ale to wcale nie oznaczało, że zamierzałam porzucić poszukiwania tejże prawdy.