niedziela, 20 sierpnia 2017

Diabolik Lovers: Rozdział 50

I w ten oto sposób dobrnęliśmy aż do 50 rozdziału DiaLovers! Mam nadzieję, że spodoba się wam tak, jak pozostałe rozdziały i że podzielicie się ze mną swoimi opiniami ^^ Mogę zdradzić, że akcja teraz nieco przyspieszy. O czym zresztą sami się przekonacie. Przypominam wam jeszcze o oddaniu głosu na waszego faworyta spośród konkursowych fan artów. Zapraszam także na moje konta na Twitterze - LadyKanra oraz ARMY.PL Będzie mi miło jeśli mnie tam odwiedzicie i/lub odezwiecie się do mnie ;3
A teraz bez przedłużania - życzę wszystkim miłego czytania!


Zamiast żyć w strachu przed
 mającym nastąpić rozstaniem
Czy nie lepiej będzie w tej chwili
marzyć o tym, że znów szczęśliwi 
będziemy trwać w swoich ramionach?
~ Taemin - Goodbye

Zdrada


                W pierwszym momencie nikt z nas nie zorientował się, co się stało. Brzęk. Cisza. Wszyscy zastygli w bezruchu. A potem oczy wampirów zalśniły, gdy odwrócili się w kierunku okien. Poszłam ich śladem i ujrzałam wybitą szybę.
            - Co…
            Nie zdążyłam dokończyć swojego pytania. Rozległ się huk, a wszystkie pozostałe okna pokryła pajęczyna pęknięć. Kolejny huk i szklane odłamki posypały się do wnętrza pokoju. A potem usłyszeliśmy warkot. Dziki, głęboki warkot wydobywający się z gardeł całego stada wilków. Nie wiem, jak dużo ich było. Byłam zbyt przerażona i zdezorientowana, żeby wpaść na pomysł policzenia ich. Jedynym, na co zwróciłam uwagę, były ich połyskujące, złote oczy oraz szara sierść, która zdawała się nienaturalnie lśnić. A także ich kły. Bardzo duże i zapewne bardzo ostre kły groźnie wyszczerzone w naszą stronę.
            Kiedy bracia Sakamaki oprzytomnieli, błyskawicznie stanęli ramię w ramie, formując okrąg ze mną w jego środku. Gdyby mój mózg nie zaciął się na myśli „O, mój Boże, co się dzieje?!”, to zapewne byłabym wdzięczna i może nawet poruszona ich zachowaniem.
            Wilki tymczasem zdążyły nas otoczyć. Warczały i krążyły wokół nas, w ogóle nie przejmując się szkłem zaściełającym podłogę.
            - Ktoś ma jakikolwiek pomysł skąd się tu wzięły? – zapytał zadziwiająco spokojnym głosem Laito.
            - Jak na mój gust wyglądają na czyjeś chowańce – odparł stojący obok niego Ayato.
            - To raczej oczywiste – prychnął Reiji. – Normalne wilki nie wpadłyby do naszego domu, wybijając uprzednio okna.
            - A czy to w ogóle jest ważne?! – Nie wiedziałam, czy Subaru był tak wytrącony z równowagi z powodu naszych… gości czy też z powodu rozważań jego braci. – Pozbądźmy się ich najpierw, do cholery! Potem będziecie sobie mogli myśleć o tym , kto je przysłał.
            Kanato westchnął.
            - On ma rację.
            - Wyjątkowo się zgodzę – dodał Shu. – Choć im samym nie spieszy się jakoś z atakiem…
            Ledwie to powiedział, a jedna z bestii poderwała się ze swojego miejsca i ruszyła wprost na nieco zaskoczonego blondyna. Chłopak wykazał się jednak swoim niezwykłym refleksem i wykonał unik. Rozpędzony wilk wpadł wprost na wyciągniętą nogę Subaru i ze skomleniem wylądował na podłodze jakieś dwa metry dalej.
            - Czyli walkę czas zacząć, co? – rzucił Laito, kiedy pozostałe wilki zerwały się ze swoich miejsc.
            W ruch poszły pięści, nogi, przypadkowe przedmioty, kły oraz pazury. Pokój wypełnił się  dźwiękami uderzeń, warkotem i trzaskiem, kiedy któryś z wampirów lub wilków wpadał na meble ustawione w pomieszczeniu. A ja stałam pośrodku tego wszystkiego, kompletnie zdezorientowana i niepewna, jak się zachować. Z logicznego punktu widzenia, zapewne powinnam się gdzieś ukryć. Jednak dziwnym trafem wilki w ogóle nie zwracały na mnie uwagi. Żaden nawet na mnie nie spojrzał.
            Ich celem są chłopcy?
            Ayato w pewnym momencie odwrócił się i zerknął w moją stronę, posławszy uprzednio wilka na drugą stronę pomieszczenia. Jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył, że wciąż stałam w tym samym miejscu.
            - Co ty tu jeszcze robisz?! – zapytał doskakując do mnie.
            - Cóż… staram się nie przeszkadzać? Ignorują mnie, więc…
            - Czasami jesteś taka głupia – wymamrotał, kręcąc z niedowierzaniem głową.
            - Słucham?! – Może nie był to najlepszy moment na kłótnię, ale nie mogłam się powstrzymać. – Wypraszam sobie, ty… Uważaj!
            Wampir zrozumiał, o co mi chodziło i błyskawicznym ruchem zerwał ze ściany jeden z mieczy (przydatny element wystroju), po czym pchnął nim skaczącego na niego zwierzaka. Bestia upadła na dywan u jego stóp i już się nie podniosła. Ayato wyszarpnął zakrwawione ostrze z jej boku i podrzucił je w lewej dłoni.
            - Może się jeszcze przydać – stwierdził.
            - Ile tu będzie sprzątania… - rozpaczał tymczasem Reiji, stojący niedaleko nas. Z niesmakiem spoglądał na swoją poplamioną koszulę.
            A wilków przybywało. Kolejne wpadały przez zniszczone okna, a te powalone… Miałam wrażenie, że nie pozostawały zbyt długo nieruchomo. Albo po prostu było ich tak wiele. Nie potrafiłam tego jednoznacznie stwierdzić.
            Rozejrzałam się wokół po otaczającym mnie chaosie. Kanato właśnie rozbił wazon na pysku atakującego go wilka, Subaru posłał innego kopniakiem pod ścianę, a Shu kolejnemu skręcił kark. Laito natomiast odwrócił się w naszą stronę.
            - Hej, może lepiej ją stąd zabierz! – zawołał do Ayato, właśnie przebijającego gardło leżącego wilka.
            - Niby gdzie?
            - Och, no nie wiem, rusz głową. Tu nie jest za bezpiecznie, nie uważasz?
            - Laito! – krzyknęłam ostrzegawczo.
            Rudowłosy odwrócił się o ułamek sekundy za późno. Szary zwierz zdążył zatopić swoje kły w jego ramieniu. Laito sapnął. Nie wiedziałam, czy z zaskoczenia czy z bólu, ale krzyknęłam ponownie.
            - Laito!
            Chłopak skrzywił się, ale udało mu się jakoś chwycić wilka za łeb, uwolnić rękę i cisnąć zwierzakiem w bok.
            - O mnie się nie martw, maleńka. – Uśmiechnął się krzywo, choć zraniona ręka zwisała bezwładnie u jego boku, a przez rozdarty rękaw sączyła się krew. – Zabierz ją stąd, braciszku. – Jego zielone oczy zdawały się płonąć. – A ja wykończę co najmniej kilka tych sukinsynów.
            Ayato skinął głową, kładąc rękę na moim ramieniu.
            - Chodźmy.
            - Ale…
            Wampir nie czekał na mój protest. Świat rozmył się na chwilę przed moimi oczami, by w następnej chwili ukazać mi zupełnie inny widok niż jeszcze chwilę temu. Znaleźliśmy się w ogrodzie przed rezydencją. Z naszego miejsca widziałam wilki gromadzące się przy rozbitych oknach. Obrzuciłam Ayato oburzonym spojrzeniem.
            - Dlaczego to zrobiłeś?! Tam są twoi bracia!
            - Tam jest niebezpiecznie – odparł sucho.
            - No właśnie! Na mnie te wilki nie zwracały uwagi, ale na ciebie i twoich braci już tak. – Gestykulowałam żywo, dla podkreślenia swoich słów. - Oni mogą cię potrzebować! Widziałeś, ile tego jest.
            - A ty nie? – zapytał z niewzruszonym spokojem. – Poradzą sobie, możesz mi wierzyć.
            Nawet, jeśli tak twierdził, to nie podobało mi się, że zostali sami przeciwko całemu stadu wściekłych, podejrzanych wilków.
            - Ayato… - Nagle coś do mnie dotarło. – O mój Boże!
            - Dopiero teraz zdałaś sobie z tego sprawę? – prychnął z uśmieszkiem na ustach.
            Zignorowałam jego uwagę, myśląc o poważniejszym problemie.
            - Antidotum. Zostało w salonie.
            To powiedziawszy odwróciłam się na pięcie, z zamiarem powrotu do rezydencji. Ayato złapał mnie jednak za ramię, zatrzymując w miejscu.
            - Oszalałaś? Dopiero, co cię stamtąd zabrałem.
            - Muszę wrócić po antidotum! – Szarpnęłam się, jednocześnie próbując go przekonać. – Potrzebuję go. Przecież to może być moja jedyna szansa na powrót do normalności.
            Przez chwilę mierzył mnie w milczeniu wzrokiem, a ja rozważałam swoje szanse na ewentualne znokautowanie go. Cóż, nie były zbyt duże.
            - Ja pójdę. Ty tu zostań… - Zmarszczył brwi, wodząc wzrokiem po otoczeniu. – Chyba mogę cię tu zostawić. Najlepiej schowaj się i nie wychodź, dopóki nie wrócę.
            Skinęłam głową. Na takie ustępstwo mogłam się zgodzić.
            Ayato poczekał, aż schowałam się w kamiennej altanie znajdującej się przy oczku wodnym wielkości boiska. Jeszcze raz rozejrzał się wokół, po czym zniknął.

***

            Ayato ponownie znalazł się w samym środku chaosu. Przez tę krótką chwilę w salonie jedynie przybyło zniszczeń, a wilków zdawało się wcale nie ubywać.
            - Co ty tu jeszcze robisz? – zapytał Shu, który marszczył brwi, zirytowany całą sytuacją. Jego beżowy sweter znajdował się w strzępach, a jedna ze słuchawek dyndająca smętnie w powietrzu wyglądała na zmiażdżoną. A może przegryzioną? – Myślałem, że miałeś zabrać Natsuki w jakieś bezpieczne miejsce.
            - Tak zrobiłem. Przynajmniej teoretycznie – dodał ciszej, mniej zadowolonym tonem. – Wróciłem po antidotum.
            W oczach Shu pojawiło się zrozumienie.
            - Więc bierz je i zje… - Blondyn urwał, gdy Ayato postąpił nagle do przodu z wyciągniętym mieczem, pozbywając się wilka, który za cel upatrzył sobie jego plecy. – Hmm, dzięki.
            Ayato skinął głową w odpowiedzi i minął brata, by odszukać w tym chaosie drogocenne antidotum. Po drodze natknął się na wilka trzymającego w zębach Teddy’ego oraz Kanato, właśnie rzucającego się na niego z przeraźliwym wrzaskiem. Wampir praktycznie urwał zwierzakowi łeb, a  następnie ostrożnie uwolnił spomiędzy nieruchomych szczęk pluszowe ciałko. Ayato pokręcił na ten widok głową.
            A ona się o nich martwiła.
            Wreszcie odnalazł czarne pudełeczko, leżące pośród szklanych odłamków pod przewróconym stolikiem. Podniósł je i przyjrzał się mu uważnie, w duchu zaklinając, aby jego zawartość była nienaruszona. Delikatnie otworzył srebrne zatrzaski, a jego oczom ukazał się nawet niezarysowana fiolka, wypełniona dziwnie, jak na jego gust, połyskującym płynem. Odetchnął z ulgą. Schowawszy pudełko do kieszeni bluzy był gotów do powrotu do Natsuki. Zanim jednak użył swej nadprzyrodzonej zdolności zauważył, że wszystkie wilki nagle jakby zaczęły ustępować i wycofywać się z budynku.

***

            Posłusznie kuliłam się na zimnym podłożu altany, gdy nagle przed oczami zaczęły fruwać mi ciemne plamy. Zamrugałam, ale nie chciały zniknąć. Zamiast tego zakręciło mi się w głowie. Odruchowo uchwyciłam się murku, za którym się chowałam i w tej samej chwili ujrzałam kolejną, dziwną wizję.
            Dwie wysokie postacie stały na niewielkim wzniesieniu. Otaczał je tak gęsty mrok, że nie widziałam dobrze ich twarzy. Nie potrafiłam nawet stwierdzić, jakiej były płci. Mimo to, kiedy jedna z nich otworzyła usta, jej śnieżnobiałe zęby zdawały się lśnić.
            - Znaleźliśmy ją.
            Pokręciłam głową, by pozbyć się resztek wizji ze swojej głowy. Musiałam oczyścić umysł i skupić się na teraźniejszości, a nie na niezrozumiałych dla mnie wizjach. Tym mogłam się przejmować później. W tej chwili nie miałam na to czasu.
            Odetchnęłam cicho, opierając głowę o kamienny murek. Marzyłam o dniu, w którym nie byłoby szalonych matek, ojców i wujków. O dniu, który mogłabym spędzić na spokojnej, prawdziwej, nie zakłócanej niczym randce z Ayato. O dniu, w który nie musiałabym niczym się przejmować i nie miałabym wrażenia, że wszystko wokół mnie kruszy się i rozpada. Czy to było tak wiele?
            Kiedy to szaleństwo się skończy?
            Nagle usłyszałam chrzęst żwiru, jaki towarzyszył komuś zbliżającemu się w moją stronę. Wychyliłam się ostrożnie ze swojej kryjówki na tyle, aby widzieć nadchodzącego. Zobaczywszy go, wstrzymałam oddech. Nie był to wcale Ayato, którego miałam nadzieję zobaczyć. Był to mężczyzna w średnim wieku, ubrany w długi niemal do ziemi, ciemny płaszcz. Na wysokości jego klatki piersiowej kołysał się srebrny krzyż. Mężczyzna zbliżył się, a blask księżyca przedzierający się przez chmury oświetlił jego twarz. Wypuściłam ze świstem powietrze. Pojawił się przede mną już drugi raz w tak krótkim czasie, lecz tym razem miałam pewność, że nie był jedynie wytworem mojego umysłu. Nie miał już tego pustego wyrazu twarzy ani nieobecnego spojrzenia.
            - Natsuki.
            Znieruchomiałam na kilka sekund, po upływie których podniosłam się powoli z podłoża i wyszłam z altany.
            - Ojcze – odezwałam się.
            Mężczyzna zatrzymał się przede mną, a na jego twarzy zagościł lekki uśmiech.
            - Co ty tu robisz? – zapytałam, wciąż nie dowierzając własnym oczom. – Po tym wszystkim…
            - Panowie Sakamaki skontaktowali się ze mną.
            - Och…
            Poczułam lekkie ukłucie w klatce piersiowej, słysząc tę wiadomość.
            A więc im udało się z nim skontaktować, podczas gdy mnie…
            Zacisnęłam dłonie w pięści. Nie powiedział mi, dokąd tak naprawdę wyjechał. Od dnia, w którym odesłał mnie do Sakamakich nie próbował nawet się ze mną skontaktować. Wszystkie telefony, jakie sama do niego wykonywałam, pozostawały bez odpowiedzi. Nigdy nie odpisał mi na żadnego maila czy SMS-a.
            - Powiedzieli, że potrzebujesz pomocy – powiedział łagodnie. – Że dzieje się z tobą coś złego.
            Gdybyś się ode mnie nie odciął, wiedziałbyś o tym od dawna. A może wiedziałeś?
            Nie potrafiłam pozbyć się negatywnych, pełnych sceptycyzmu myśli na temat stojącego przede mną mężczyzny. Mężczyzny, który przez tak wiele lat był moim opiekunem i moją jedyną rodziną.
            - Więc? – Uniosłam na niego wzrok pełen nieskrywanego wyrzutu. – Co zamierzasz z tym zrobić?
            - Pomóc ci, oczywiście.
            Aż do tej chwili nie zauważyłam, że jedną dłoń cały czas trzymał w kieszeni swojego płaszcza. A teraz było już za późno. Patrzyłam wprost w wylot lufy pistoletu. Otworzyłam szerzej oczy. Czy mój pokręcony koszmar miał przerodzić się w rzeczywistość?
            - Ta… Tato? – wydukałam.
            Rozsądek podpowiadał mi, że powinnam przynajmniej spróbować uciec. Ale moje ciało nie było w stanie nic zrobić. Stałam tam więc jedynie ogarnięta całkowitą bezradnością i wpatrywałam się z niedowierzaniem w kogoś, kto jeszcze do niedawna kojarzył mi się z bezpieczeństwem.
            Seiji Komori pokręcił przecząco głową.
            - Nie jestem godzien tego miana. – Głos mu się załamał, a w jego oczach zalśniły łzy.
            Jedynym ruchem, na jaki zdobyło się moje ciało, było zaciśnięcie powiek.
            - Żegnaj, Natsuki.
            Usłyszałam chrzęst żwiru.
            Broń wystrzeliła.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Prace konkursowe

Wybaczcie, że dopiero teraz wstawiam tego posta, ale najpierw byłam zajęta, a potem Internet mi nawalił. W zasadzie, to dalej nie działa i korzystam z bezprzewodowego, który działa mi na nerwy... Och, nieważne. Przejdźmy do konkretów. Oto prace, które nadesłali mi uczestnicy naszego małego konkursu:

1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

Mam nadzieję, że żadnej pracy nie pominęłam. Jeśli jednak to zrobiłam, to proszę upomnieć się o jej dodanie. A teraz... Jak zostaną wyłonieni zwycięzcy? Stwierdziłam, że najsprawiedliwiej będzie zrobić ankietę na blogu. Po prostu zagłosujcie w niej (powinna pojawić się z boku bloga) na numer pracy, która waszym zdaniem jest najlepsza i zasługuje na wygraną~. Co do nagrody - zdecydowałam, że dogadam się co do niej z autorem zwycięskiej pracy.  
P.S. Pragnę się wam "pochwalić" (albo raczej zareklamować), iż założyłam na Twitterze nowe konto - tym razem poświęcone BTS. Znajdziecie na nim najświeższe informacje odnośnie zespołu, zdjęcia oraz wykonywane przeze mnie tłumaczenia. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam was do obserwowania tego konta:
ARMY.PL
A także jeśli chcecie, mojego prywatnego konta:
Lady Kanra
Z góry dziękuję ^^