Postanowiłam, że napiszę nowy rozdział jeszcze przed końcem tego miesiąca. A co! I się udało~. Mam nadzieję, że się wam spodoba i że podzielicie się ze mną swoimi opiniami :3 P.S. Jakiś czas temu założyłam konto na Twitterze, więc, jeśli ktoś chce, to tam zapraszam ^^ Ach, jeszcze jedno – dzisiaj dodałam także nowy rozdział mojej historii Interview with BTS. Zapraszam do czytania!
Poszukiwania
Zaraz
po powrocie do posiadłości Ayato zwołał rodzinną naradę. A raczej po prostu
wołał wszystkich i wyklinał ich tak długo, dopóki się nie zjawili. Bracia pojawiali
się kolejno, jeden po drugim w salonie, a ja przez cały ten czas siedziałam
pogrążona w myślach na kanapie i skubałam nerwowo nitkę wystająca z rękawa
mojego swetra.
- Możesz łaskawie wyjaśnić, po
co tu nas wszystkich ściągnąłeś? – zapytał Reiji, opadając na jeden z foteli.
Zerknął na chwilę na mnie, po czym wrócił spojrzeniem do swojego brata. Tak jak
pozostali czekał na wyjaśnienia.
- Co było tak ważne, że aż
musiałeś wyrwać mnie ze snu? – warknął niezadowolony Subaru.
- Serio, braciszku, o co
chodzi? – dodał Laito. – Jesteś strasznie poważny. To aż przerażające.
Ayato skrzyżował ramiona na
torsie. Powiódł wzrokiem po swoich braciach, a potem opadł na kanapę obok mnie
i skinął na mnie głową.
- Wie.
- Powiedziałeś jej wszystko? –
spytał Shu, unosząc w zdziwieniu brwi.
Ayato skinął głową, a wtedy
spojrzenia całej szóstki spoczęły na mnie. Laito gwizdnął cicho. Reszta
wpatrywała się we mnie w milczeniu, ale wszyscy wyraźnie oczekiwali na jakąś
reakcję z mojej strony. Westchnęłam. Przyciągnęłam jedno kolano do klatki
piersiowej i oparłam na nim podbródek.
- No i co tak patrzycie? –
spytałam, przyglądając się im. – Czego ode mnie oczekujecie, huh? – Wszyscy
milczeli, więc prychnęłam. – Naprawdę nie rozumiem, czemu nie mogliście mi tego
wcześniej powiedzieć, bo na reputacji wam raczej nie zależało, prawda?
Kanato wtulił twarz w pluszowe
ciałko swojego misia, Subaru odwrócił wzrok, a Reiji jedynie poprawił okulary.
- Maleńka – zaczął Laito.
Uśmiechnął się lekko, gdy spiorunowałam go wzrokiem. – To nie…
- Mniejsza z tym – syknął
Ayato, zakładając nogę na nogę. – O tym możemy sobie porozmawiać innym razem.
Teraz mamy coś ważniejszego na głowie.
- To znaczy? – Reiji oparł
podbródek na dłoni. Wyglądał na zaintrygowanego.
Ayato popatrzył na mnie
znacząco, a ja zapragnęłam wtopić się w kanapę. Wiedziałam, do czego zmierzał.
- Powiedz im.
Skrzywiłam się. Nie chciałam
robić tego kolejny raz, ale wyglądało na to, że nie miałam innego wyjścia.
Zrezygnowana odchyliłam głowę na oparcie kanapy i wpatrując się w sufit,
zaczęłam beznamiętnym tonem mówić dokładnie o tym samym, co wcześniej tej nocy
zdążyłam wyznać Ayato. Mówiłam o tym wszystkim w taki sposób, jakby dotyczyło
to zupełnie kogoś innego, a nie mnie. Skąd brało się moje podejście? Czy po
prostu już się poddałam? Nie byłam pewna. Czułam jednak, jakbym znajdowała się
na przegranej pozycji. Bynajmniej nie oznaczało to, że zamierzałam się poddać.
Kiedy skończyłam mówić, w
pokoju zapanowało nagłe ożywienie.
- Dlaczego nie mówiłaś nic
wcześniej? – zapytał Subaru, który oderwał się od ściany i podszedł bliżej.
Wyrzuciłam ramiona w
powietrze.
- Kolejny! Mogę zadać wam
dokładnie to samo pytanie. Zresztą, już mówiłam, że nie widziałam w tym sensu,
skoro Reiji nie potrafił do tej pory nic wymyślić.
Siedzący obok mnie wampir
posłał mi groźne spojrzenie.
- Reiji powiedz, że będziesz w
stanie coś zrobić – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Okularnik pokręcił głową,
pocierając podbródek palcami. Zdawał się poważnie nad tym zastanawiać, więc
wszyscy umilkli w oczekiwaniu. W końcu wampir wzruszył ramionami.
-
Nie wiem.
Nawet
nie zarejestrowałam, kiedy Ayato się poruszył. W jednej chwili siedział tuż
obok mnie, a w drugiej pochylał się już nad Reijim, zaciskając pięść na
kołnierzu jego koszuli.
-
Dobrze ci radzę, lepiej się zastanów. – Ayato wymawiał słowa cicho i powoli, co
tylko nadawało im powagi. Brzmiały jak groźba, a o to pewnie właśnie mu
chodziło. – I coś wymyśl, bo jak nie…
-
Ayato! – zawołałam. Niepotrzebne nam teraz były rodzinne kłótnie, które mogłyby
się przerodzić w rękoczyny, znając moje szczęście i temperamenty braci. –
Uspokój się i zostaw go!
Młodszy
wampir jeszcze przez kilka sekund wpatrywał się morderczym wzrokiem w swojego przyrodniego
brata, po czym w końcu puścił go z warknięciem i wrócił na swoje miejsce.
Stojący
obok mnie Laito pochylił się nad moim ramieniem.
-
Nieźle, maleńka, kiedy tak go wytresowałaś?
-
Laito…
-
Okay, okay, nic nie mówię. – To
powiedziawszy, uniósł dłonie w geście poddania. Westchnęłam.
Reiji
otrzepał swoje ubranie i wygładził materiał, który pogniótł Ayato.
-
Mogłeś mi po prostu dać dokończyć – stwierdził. – Powiedziałem, że nie wiem, bo
taka jest prawda. Nie mam pewności, czy będę w stanie znaleźć jakieś
rozwiązanie, gdyż ostatnim razem mi się to nie udało. Istnieje jednak spore
ryzyko, że może się to…
-
Nie udać – dokończyłam za niego. – A Cordelia będzie żyła tak długo, jak długo
mam w sobie jej serce, czyli… Póki żyję.
-
Ty… - Ayato zmrużył gniewnie oczy.
-
Tylko dlaczego tracę pamięć? – zwróciłam się do okularnika, ignorując jego
brata.
-
Zapewne tak właśnie działa ta trucizna, którą ci podano. W połączeniu z
obecnością Cordelii powoli wyniszcza twój umysł.
-
Czyli tak, jak myślałam… - mruknęłam, zsuwając się niżej na swoim miejscu.
-
Czego potrzebujesz, żeby znaleźć jakieś rozwiązanie? – wtrącił się znowu Ayato.
-
Spróbować znaleźć – poprawił go
Reiji. – Żeby cokolwiek zrobić, musiałbym mieć jakąś próbkę tej trucizny.
-
Skąd my ją niby weźmiemy?
Nagle
coś mi zaświtało. Wyprostowałam się gwałtownie, przyciągając tym samym uwagę
braci Sakamaki.
-
Mam pomysł – oznajmiłam. – Znam kogoś, kto może coś wiedzieć lub nawet mieć
potrzebną próbkę.
Ayato
przyjrzał się i jakby wyczytał z mojej miny, o kogo mi chodzi. Od razu
potrząsnął głową.
-
O nie, nie ma mowy. Mówiłem ci już…
-
Ja też ci mówiłam. To dobre wyjście, on naprawdę może nam pomóc.
Wzdrygnęłam
się, słysząc zgrzytanie jego zębów, ale nie miałam zamiaru ustąpić. Dzielnie
wytrzymałam jego spojrzenie.
-
Zadzwonię do niego i koniec kropka.
Jak
powiedziałam, tak też zrobiłam. Nie zważając na protesty Ayato oraz jego braci
zaszyłam się w swoim pokoju i wystukałam szybko ciąg cyfr na ekranie swojego
telefonu. Z każdym kolejnym sygnałem dobiegającym z jego głośnika, czułam się
coraz bardziej niecierpliwa.
Odbierz, prosiłam w myślach. Proszę, potrzebuję od ciebie jeszcze tej
jednej rzeczy.
-
Słucham? – Usłyszałam w końcu znajomy głos, przez co miałam ochotę odetchnąć z
ulgą.
-
Hej, Ruki – przywitałam się, siadając na brzegu łóżka. – Mam… mam do ciebie
prośbę.
-
Jaką?
-
To… - Odetchnęłam. – To chyba nie jest rozmowa na telefon. Moglibyśmy się
spotkać? Na przykład jutro w szkole?
W
odpowiedzi usłyszałam jedynie milczenie.
-
Halo?
-
W porządku.
I
tyle. Rozłączył się. Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
Faceci.
***
Ayato
przypatrywał się śpiącej dziewczynie. Znowu. Nim się spostrzegł, stało się to
jego zwyczajem. Ale nie mógł się powstrzymać. Jej widok, gdy spała, był dla
niego dziwnie kojący. Lubił patrzeć na jej spokojną twarz, włosy w nieładzie,
unoszącą się rytmicznie klatkę piersiową oraz kończyny rozrzucone tak
bezładnie, że aż dziwił się, jak w takiej pozycji mogło jej być wygodnie. Lubił
słuchać jej oddechu i bicia serca. Lubił wdychać jej zapach. Lubił czuć jej
ciepło i miękkość pod palcami. Lubił także być przy niej, gdy miała zły sen i
pomagać jej się uspokajać.
Miał
ochotę się zaśmiać. W życiu nie pomyślałby, że jakaś ludzka dziewczyna będzie w
stanie tak na niego wpłynąć. A jednak. Stało się. Rzeczywiście musiała być
niezwykła. Wciąż nie rozumiał co było tego powodem, ale nie miał pojęcia, czy
kiedykolwiek uda mu się to zrozumieć.
Kolejną
sprawą, która kompletnie go zaskoczyła, było jego własne zachowanie oraz słowa,
które pod wpływem tej drobnej, irytującej istotki wypowiedział. Ale czy tak
właściwie mu to przeszkadzało? Mogło się to wydawać dziwne (a przynajmniej jemu
się takie wydawało), ale odpowiedź na to pytanie była przecząca. Odczuwał wręcz
dziwną satysfakcję.
Nagle
Natsuki poruszyła się i z twarzą wtuloną w poduszkę wymamrotała coś
niezrozumiałego. Wampir zbliżył się, aby lepiej słyszeć, a wtedy do jego uszu
dotarło jego imię wypowiedziane cichym, zaspanym głosem. Uśmiechnął się.
-
Ayato… - powtórzyła Natsuki, wyciągając ku niemu dłoń. Pochylił się więc, by
mogła łatwiej go dosięgnąć. Był ciekaw, co chciała zrobić. Jej dłoń niemal już
muskała jego policzek, gdy wtem zdał sobie sprawę, że dziewczyna wcale nie śpi,
lecz wpatruje się w niego z uwagą. Jej oczy jednak nie były tymi kobaltowymi
kryształami, w które uwielbiał się wpatrywać, kiedy były wypełnione
najróżniejszymi emocjami. W tej chwili jej oczy były jadowicie zielone. Co
więcej, na jej ustach uformował się okrutny uśmiech, którego nigdy wcześniej u
niej nie widział. Cofnął się od niej gwałtownie, jak oparzony, a jego umysł
przecięła jedna myśl.
To niemożliwe!
Zamrugał
i przyjrzał się jej jeszcze raz. Dziewczyna jednak znów miała zamknięte oczy.
Pod wpływem jego spojrzenia podciągnęła swoją kołdrę aż po szyję i odwróciwszy
się na drugi bok, wymamrotała:
-
Przestań się tak na mnie gapić stalkerze jeden i idź spać.
Ayato
przełknął nerwowo ślinę.
***
Ruki nie
wiedział, dlaczego Natsuki nagle chciała się z nim spotkać. Do głowy
przychodziło mu jedynie to, że znowu chciała poznać jakieś odpowiedzi. Nie był
pewien, czy był na to przygotowany. Mimo to, zgodził się na spotkanie, na które
właśnie zmierzał. Chwilę wcześniej wysłał jej wiadomość z numerem sali, którą
zaproponował jako miejsce spotkania. Zastanawiał się, czy już zdążyła tam
dotrzeć. Otworzył drzwi i rzeczywiście ujrzał ją, siedzącą na brzegu jednej z
ławek. Słysząc go, podniosła głowę. Przywitał się z nią krótko, zamykając za
sobą drzwi.
-
Dziękuję, że się zgodziłeś – powiedziała, zsunąwszy się z mebla.
Uśmiechnęła
się do niego lekko, lecz on zachował poważny wyraz twarzy.
-
O co chodzi? – spytał.
Chciał
jak najszybciej przejść do sedna i mieć to już z głowy.
-
My… musimy porozmawiać.
Podeszła
bliżej, wbijając w niego spojrzenie swoich niebieskich oczu. Był od niej dość
sporo wyższy, więc musiała lekko unieść głowę.
Skinął
jej głową, chcąc, by kontynuowała.
-
Ja… - zawahała się. Znowu. Wyraźnie wyczuwał od niej nerwowość, co coraz mniej
mu się podobało. – Pamiętasz, że gdy za pierwszym razem u was przebywałam…
Richter coś mi podawał, prawda? Masz to może jeszcze? Albo pamiętasz chociaż,
co to było?
Ruki
spiął się mimowolnie na wspomnienie Richtera.
-
Po co ci to?
Dziewczyna
odwróciła wzrok, a gdy ponownie na niego spojrzała, uśmiechnęła się. W tym
uśmiechu nie było jednak ani cienia wesołości.
-
Wygląda na to, że tamten pobyt u was drastycznie skrócił czas mojego życia.
Chłopak
zamarł. Nie spodziewał się usłyszeć takich słów.
-
Jak to? O czym ty mówisz?
-
Martwisz się? – zapytała, przechylając głowę.
Skarcił
się w myślach. Wzruszył ramionami, starając się ponownie przywdziać na twarz
maskę obojętności.
-
Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć… Mogę ci powiedzieć. – Natsuki skrzyżowała
ramiona. – Chodzi o to, że to, co zrobił mi Richter… - W jej oczach Ruki dostrzegł
ból, który ponownie zachwiał jego silną wolą. – W jakiś sposób wpływa na mój
umysł. Po prostu powoli mnie wyniszcza. Potrzebuję więc chociaż niewielkiej
ilości substancji, której użył, żeby ktoś mógł przynajmniej spróbować mi pomóc.
Ruki
przełknął ślinę. Coś w jego wnętrzu powoli pękało na drobne kawałeczki i
rozsypywało się wbrew jego woli. Chciał to powstrzymać, ale nie był w stanie. Z
każdym jej słowem… Z każdą chwilą, którą z nią spędzał, to uczucie się
nasilało.
-
Ruki.
Wymówiła
jego imię tak łagodnie… Jak prośbę, jak błaganie, któremu nie był w stanie się
sprzeciwić.
-
Mogę liczyć na twoją pomoc?
Jej
niebieskie oczy aż lśniły, pełne nadziei. Skinął głową.
-
Dam ci znać, gdy czegoś się dowiem.
Uśmiechnęła
się. Szeroko, radośnie.
-
Dziękuję! A teraz… - Drgnęła, słysząc szkolny dzwonek. – Muszę już iść. Będę
czekała!
W
milczeniu odprowadził ją wzrokiem. Wbijał wzrok w jej plecy, gdy wychodziła z
pomieszczenia, a jego umysł zastępował jej obraz wspomnieniem dziewczynki z
przeszłości. Znów widział, jak siłą zabierają ją od niego. Znów słyszał jej
rozpaczliwy krzyk.
Musiał
zamknąć oczy i wbić paznokcie we wnętrze dłoni, aby się opanować i za nią nie
pobiec. Walczył sam ze sobą, by nie dać się ponieść własnym emocjom i
pragnieniom.
Jeszcze nie teraz, powtarzał w myślach. Jeszcze nie.
Sam
jednak nie wiedział, czy w ten sposób nie odwlekał tylko ze strachu momentu,
którego jednocześnie pragnął oraz obawiał się, jak niczego innego.