Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diabolik Lovers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diabolik Lovers. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 lutego 2024

Diabolik Lovers: Bonus IX: Miejsce zwane domem


Dla wszystkich czytelników mojego fanfiction z Diabolik Lovers.

Późnym popołudniem Taneda zatrzymał swoją taksówkę na postoju przy dworcu kolejowym, aby zaczekać na następnego klienta. Wiedział, że w tak dogodnym miejscu znajdzie się on szybko, ale nie spodziewał się, że aż tak szybko. Nie zdążył bowiem nawet zapalić dopiero co wysuniętego z paczki papierosa, gdy zauważył parę młodych ludzi — kobietę i mężczyznę — zbliżających się do jego samochodu. Odczekał chwilę, by upewnić się, że idą akurat do niego, po czym niechętnie schował paczkę z powrotem do kieszeni spodni.

Kobieta zatrzymała się przed drzwiami od strony kierowcy i pochyliła się, aby spojrzeć na niego ponad opuszczoną do połowy szybą.

— Dzień dobry — przywitała się z uśmiechem. — Można?

niedziela, 8 marca 2020

Diabolik Lovers: Perwersyjna pani domu

— Zarządzam porządki — oznajmiłam uroczyście.

— Porządki? — zdziwione spojrzenie zielonych oczu uniosło się znad klawiszy fortepianu.

— Owszem. I to w trybie natychmiastowym. Twój pokój znajduje się w coraz bardziej opłakanym stanie.

Kąciki ust wampira zadrgały.

— Chyba nie widziałaś pokoju Kanato.

— Wyobraź sobie, że widziałam. Sęk w tym, że w jego pokoju nie spędzam tyle czasu, co w twoim.

— Byłbym zmartwiony, gdyby było inaczej. — W jego głosie zabrzmiała nutka ironii, a smukłe palce przebiegły leniwie po klawiszach, wydobywając z nich piękny, czysty dźwięk. Nie brał na poważnie takiej ewentualności. Podobnie jak moich słów. Zamierzałam to zmienić. — Poza tym, od tego jest służba.

— Służba ostatnio za tobą nie nadąża, a ty jesteś dużym chłopcem, który potrafi posprzątać swój własny bałagan, prawda? — Uśmiechnęłam się z przekąsem, stając tuż za nim. Położyłam dłonie na jego ramionach i pochyliłam się tak, aby nasze twarze znalazły się na tym samym poziomie. — Więc albo ładnie posprzątasz, albo również w twoim pokoju przestanę bywać. Co ty na to?


środa, 3 lipca 2019

Drabble

Tak jak zapowiadałam w poprzednim poście, przygotowałam dla Was parę drabble. Miało to być dla mnie swego rodzaju rozgrzewką oraz wyzwaniem, ponieważ nigdy do tej pory nie próbowałam swoich sił w starciu z tą formą literacką. Dla niewtajemniczonych — drabble to opowiadanie liczące dokładnie 100 słów. I takiej też objętości tekściki znajdziecie pod spodem. Są to fanfiction dotyczące Diabolik Lovers, Kuroko no Basket oraz Bungou Stray Dogs. Napisałam je, wykorzystując postacie i elementy zasugerowane mi przez moje znajome. W związku z tym, że są to moje pierwsze drabble, mam szczególną nadzieję, że przypadną Wam do gustu. Życzę miłego czytania! ^^


niedziela, 30 grudnia 2018

Diabolik Lovers: Bonus VIII: Nasza wampirza pociecha


Myślicie, że wychowywanie dziecka jest trudne? To wyobraźcie sobie, że to dziecko o nadludzkiej sile, szybkości oraz o niesamowicie wyostrzonych zmysłach. Dziecko, które potrafi wyłamać szczebelki łóżeczka, czmychnąć z prędkością światła na drugi koniec pomieszczenia i obudzić się po usłyszeniu najcichszego szmeru. Dziecko, które okazjonalnie teleportuje się bądź lewituje w najmniej odpowiednich momentach. Dziecko z dwoma ostrymi jak brzytwa kłami. Czy czujecie się już wystarczająco przerażeni?


Będę szczera – wychowywanie dziecka wampira nie należało do najprostszych zadań w moim życiu. Ale wiecie co? Mimo tych wszystkich kłopotów, wciąż sprawiało mi to niewyobrażalną radość.


– Tokiya! – zawołałam niemal błagalnie, wychodząc z łazienki z białym, puchatym ręcznikiem w rękach.

czwartek, 24 maja 2018

Muzyk o dziwnych oczach

Diabolik Lovers: One shot

Muzyk o dziwnych oczach

            Tego dnia Sachiko z pewnością nie mogła zaliczyć do udanych. W ciągu zaledwie kilku godzin przyłapała swoją najlepszą przyjaciółkę na całowaniu się z chłopakiem, w którym podkochiwała się od kilku ostatnich miesięcy, dostała zagrożenie z matmy i pokłóciła się z matką. Znowu.

            Miała tego wszystkiego zwyczajnie dość, więc przy pierwszej lepszej okazji wymknęła się z domu, by jakoś odreagować. Niedługo potem, siedziała już na wysokim barowym stołku w najbardziej prowokującej sukience, jaką znalazła w swojej szafie i kończyła drugiego z kolei drinka.
            Klub, w którym się znalazła, był nowo otwartym lokalem w samym centrum miasta. Jakiś czas temu Sachiko złożyła swojej przyjaciółce obietnicę, że to właśnie z nią pierwszy raz odwiedzi to miejsce. Ale, że sprawy przybrały taki obrót, to i obietnica przestała być dla niej ważna. Miała gdzieś to, jak zareaguje jej przyjaciółka. Działała napędzana złością, zazdrością i paroma innymi negatywnymi uczuciami.
            – Banda kretynów – mruknęła pod nosem, mając na myśli swoją przyjaciółkę i chłopaka, z którym tamta się całowała, nauczyciela z matmy, a także własną matkę. – Jeszcze mnie popamiętacie.
            Nieco zbyt mocno odstawiła pustą szklankę na blat baru i poprosiła, czy też raczej zażądała od barmana kolejnej porcji alkoholu. Mężczyzna uniósł brwi, ale nie zareagowała. Wiedziała, że być może po tej nocy będzie czekał na nią kac; wiedziała, że ubrała i umalowała się nadzwyczaj wyzywająco; wiedziała też, że samotne szlajanie się o tej porze nie było najlepszym pomysłem. Ale nie przejmowała się żadnymi konsekwencjami. Była w nastroju na ściągnięcie na siebie kłopotów.
            Barman postawił przed nią nową szklankę wypełnioną fioletową substancją, a ona od razu chwyciła za czarną, poskręcaną słomkę i pociągnęła spory łyk. A potem kolejny i jeszcze jeden. Bynajmniej nie delektowała się drinkiem, nie to było jej celem. Kiedy w naczyniu nie znajdowało się już nic poza na wpół stopionymi kostkami lodu, Sachiko podniosła się ze swojego miejsca i ruszyła na parkiet.
            Powoli zaczynała odczuwać wpływ alkoholu na swój organizm, wzmocniony przez muzykę dudniącą z głośników oraz światła i lasery, zalewające całą salę plamami żółci, zieleni, czerwieni oraz błękitu. Z każdą chwilą coraz bardziej rozumiała, dlaczego klub nosił nazwę Ecstasy1. Z pewnością można było poczuć się w nim jak na haju. Wszystko wokół pulsowało, drgało i tonęło w jaskrawych barwach, przyprawiając o prawdziwy zawrót głowy.
            Sachiko całkowicie zatraciła się w morzu tancerzy. Szybko straciła rachubę, ile rąk dotykało jej ramion, pleców i bioder, o ile ciał się otarła i na ile łokci się nadziała. Nie wiedziała nawet, z ilu jeszcze naczyń napiła się alkoholu. Miała wrażenie, że od momentu, w którym weszła do klubu minęła zaledwie chwila. Jakie więc było jej zdziwienie, kiedy sala nagle niemal zupełnie opustoszała. Nawet pulsujące światła przygasły, a muzyka ucichła. Zastąpiła je zaskakująco mocno odczuwana przez dziewczynę cisza i pustka. Było tak, jakby ktoś nagle wyciągnął wtyczkę z gniazdka.
            Impreza dobiegła końca, ale ona przecież nie mogła jeszcze wrócić do domu. Koniecznie musiała znaleźć jakieś zajęcie na resztę nocy.
            Westchnęła zawiedziona i ruszyła chwiejnym krokiem w kierunku wyjścia, gdy wtem do jej uszu dobiegł dźwięk, którego z całą pewnością nie spodziewała się usłyszeć w takim miejscu. Była to bowiem spokojna, łagodna oraz przepełniona uczuciem melodia. Sachiko niczym zahipnotyzowana skierowała swe kroki w stronę bocznej sali, z której dobiegała. Zatrzymała się w progu i przytrzymując się framugi, zajrzała do środka.
            Pomieszczenie to było o wiele mniejsze od głównej sali. Znajdowało się w nim zaledwie kilka ginących w półmroku stolików. Jedyna, nisko zawieszona lampa oświetlała stojący tuż pod nią fortepian oraz zasiadającego przy nim muzyka.
            Był to chłopak, na oko w jej wieku. Połyskujące w ciepłym świetle lampy, płomiennorude włosy miał związane niedbale na karku, a jego piękne, smukłe palce przebiegały po klawiszach instrumentu z niezwykła gracją, wydobywając z niego słodką, poruszającą melodię.
            Kompletnie oczarowana zarówno tym widokiem, jak i dźwiękiem, Sachiko nie ośmieliła się wejść do pokoju ani nawet głośniej odetchnąć.
            Wreszcie dłonie rudowłosego znieruchomiały, a z ust dziewczyny wyrwało się mimowolne „wow”. Słysząc to, muzyk podniósł głowę i zwrócił ku niej oczy, odbierając jej tym samym zdolność do prawidłowego oddychania.
            Był przystojny, był niesamowicie przystojny. A jego oczy… Sachiko w całym swoim życiu nigdy takich nie widziała. Przynajmniej nie u człowieka. Zielone, z pionowymi źrenicami, przypominały ślepia kocura, którego miała w dzieciństwie.
            Sachiko zamrugała. Nawet nie zdawała sobie sprawy, kiedy znalazła się tak blisko chłopaka, by móc podziwiać jego tęczówki.
            – Och… ja… – Czy to z powodu wypitego alkoholu czy też tych dziwnych oczu, Sachiko miała problem z ułożeniem sensownie brzmiącego zdania. – Przypadkiem usłyszałam… Pięknie grasz.
            – Merci2.
            Sachiko zmarszczyła brwi, a kąciki ust chłopaka uniosły się w lekkim uśmiechu.
            – Dziękuję – powtórzył, tym razem po japońsku. – Czy nie jest zbyt późno, aby dama przebywała w takim miejscu sama?
            To pytanie ją zirytowało. Dziewczyna oparła dłonie na biodrach, unosząc dumnie podbródek.
            – A to dama nie może już sobie pozwolić na odrobinę rozrywki?
            I nagle do głowy wpadł jej pewien pomysł. Oparła jedną rękę na fortepianie i pochyliła się w stronę chłopaka.
            – Chyba, że… - Oblizała nerwowo wargi. – Chcesz mi potowarzyszyć? Nie miałabym nic przeciwko.
            Może to właśnie on mógł zostać jej zajęciem na resztę nocy?
            Na twarzy rudowłosego odmalowało się rozbawienie. Przesunął wzrokiem po jej ciele, zatrzymując go odrobinę dłużej na wysokości jej głębokiego dekoltu.
            Wreszcie po kilku sekundach, które dla Sachiko zdawały się trwać wieczność, podniósł się ze swojego miejsca.
            – Mogę odprowadzić damę do jej domu, żeby nic jej się nie stało.
            Dziewczyna poczuła zawód. Tak bardzo nie chciała jeszcze wracać do najpewniej czekającej już na nią matki i wysłuchiwać jej kazań. W głębi duszy wciąż żywiła nadzieję, że uda się jej spędzić więcej czasu z tym czarującym, tajemniczym muzykiem. Może poprowadzi go okrężną drogą? Może gdzieś go zaciągnie?
            Rudowłosy tymczasem zdążył już założyć na głowę czarny kapelusz, przewiązany kokardą w kolorze swoich tęczówek i po dżentelmeńsku wyciągnąć w jej stronę ramię.
            - Idziemy?
            Sachiko skinęła głową, w duchu wzdychając z zachwytem. Utalentowany muzycznie, przystojny i miły. Może powinna zmienić swój obiekt westchnień?


             Przez pewien czas szli w milczeniu. To nie tak, że Sachiko znudziło się już towarzystwo chłopaka o dziwnych oczach. Była to raczej wina jej ciała, które nagle postanowiło przypomnieć sobie o wszystkich jej poczynaniach z minionych godzin. Nawet chodnik robił jej na złość, dziwnie uginając się pod jej szpilkami. Na szczęście wciąż kurczowo trzymała się ramienia chłopaka, dzięki czemu znajdowała się we względnym pionie.

            – Jak to, tak właściwie, się stało, że wpuścili tam tak młodą dziewczynę? – zapytał, przerywając ciszę.
            Sachiko oderwała na chwilę wzrok od zdradzieckich płyt chodnikowych.
            – Mam swoje znajomości. – Nie było to kłamstwem. W istocie, facet, który wpuszczał ludzi do klubu był starszym bratem jej szkolnego kolegi. – Poza tym, mogłabym zapytać cię o to samo. Nie wyglądasz na wiele starszego. I kto w ogóle gra na fortepianie w takim miejscu?
            – Jeszcze kilkanaście minut temu twierdziłaś, że ci się podobało.
            – Nie przeczę. Ale i tak tego nie… – urwała w pół zdania, gdyż to właśnie ten moment wybrał sobie chodnik, by całkiem uciec jej spod stóp. Sachiko straciła równowagę i gdyby nie jej rudowłosy wybawca pewnie zaliczyłaby całkiem nieelegancki upadek.
            – Dobrze się czujesz? – zapytał ów wybawca. Jedna jego dłoń spoczywała na jej talii, a druga podtrzymywała ją za ramię. Jego palce były zaskakująco chłodne.
            – Jasne! – prychnęła. Jego twarz znajdowała się zdecydowanie za blisko. – Gdyby nie ty, pewnie dalej bawiłabym się w najlepsze. 
            – Więc chcesz się zabawić? – zapytał chłopak, jakby chciał się upewnić, że dobrze usłyszał.
            Sachiko zastanowiła się, czy za jego słowami mogło kryć się to, o czym sama właśnie pomyślała. Poczuła zdradliwe rumieńce wypełzające na jej policzki, ale przytaknęła mu, przygryzając przy tym dolną wargę.
            – Po to wyszłam z domu.
            Starała się, aby jej odpowiedź brzmiała nonszalancko, choć tak naprawdę czuła rosnące podekscytowanie. Chłopak uśmiechnął się do niej, a ona poczuła, jak jej serce przyspieszyło swą pracę. Odwzajemniła uśmiech. Liczyło się dla niej tylko tu i teraz. Nie miała zamiaru przejmować się ewentualnymi konsekwencjami.
            – Très bien3 – powiedział chłopak, po czym poprowadził ją w wąską, nieoświetloną uliczkę biegnącą między budynkami.
            Serce Sachiko biło jak szalone. Dziewczyna przesunęła swoją rękę i chwyciła rudowłosego za dłoń. Ten posłał jej urzekający uśmiech, by w następnej chwili pchnąć ją na ścianę najbliższego budynku.
            Sachiko skrzywiła się, kiedy jej plecy zderzyły się z twardą, szorstką powierzchnią. 
            – To bolało – zaprotestowała, ale chłopak był już tuż przed nią. Ujął jej twarz w dłonie, a wtedy ujrzała dziwny błysk w kocich oczach. Nagle zaczęła mieć złe przeczucia.
            – Co ty robisz?
            – Chciałaś się przecież zabawić, prawda? – zapytał, jednocześnie wsuwając palce w jej włosy. Szeroki uśmiech, w jaki wygięły się jego usta w niczym nie przypominał tego miłego uśmiechu, jakim pierwszy raz obdarzył ją w klubie. – Spełniam więc tylko twoje życzenie.
            W chwili, w której szarpnął za jej włosy, zmuszając ją do odchylenia głowy w tył, Sachiko zdała sobie sprawę, że to właśnie on miał być tymi kłopotami, o które tak się prosiła.
            Chciała uciekać, ale było już za późno. Chciała wołać o pomoc, ale głos ugrzązł jej w gardle.
            – Bonne nuit, ma petite salope4 – usłyszała jeszcze z ust chłopaka.
            A potem poczuła ból rozdzierający jej szyję.


            Gwałtownie usiadła na łóżku. Jej dłonie drżały, a ubranie lepiło się do skóry. Odetchnęła parę razy głęboko i powoli, żeby się uspokoić.

            – To był tylko koszmar – wymamrotała, opierając czoło na podciągniętych kolanach.
            Dopiero po kilku kolejnych sekundach zdała sobie sprawę, że coś było jednak nie w porządku. Jeszcze raz przyjrzała się kremowej pościeli okrywającej jej ciało. Z tego, co pamiętała, kołdra pod jaką spała jeszcze dzień wcześniej była purpurowa.
            Sachiko uniosła wzrok i wstrzymała oddech. To nie był jej pokój. To nie był jej dom. Znajdowała się w kompletnie obcym pomieszczeniu, a co gorsze, nie miała pojęcia o tym, jak się w nim znalazła.
            – Dobrze spałaś? 
            Drgnęła. Jeszcze sekundę temu w pomieszczeniu nie widziała żywej duszy. Nie spodziewała się więc usłyszeć żadnego głosu. A już w szczególności  t e g o  głosu.
            Sachiko bardzo powoli odwróciła głowę.
            Stał tam, przy szczelnie zaciągniętych zasłonach. Jego wilgotne, rude włosy opadały mu swobodnie wokół twarzy, a skapujące z nich krople wody spływały po nagich ramionach oraz torsie. Nie licząc kpiącego uśmieszku na ustach, miał na sobie jedynie rozpięte, niebezpiecznie luźno zwisające w pasie spodnie.
            Sachiko znieruchomiała, sparaliżowana strachem. Przed oczami znów stanęły jej sceny, które tak bardzo chciała sprowadzić do rangi zwykłego koszmaru sennego. Widziała te dziwne oczy znajdujące się o marne centymetry od jej twarzy. Widziała okrutny uśmiech na ustach wypowiadających słowa w nieznanym jej języku. Przypomniała sobie też o bólu, który poczuła wtedy, kiedy myślała, że zaraz zginie. Odruchowo uniosła rękę do szyi, która wciąż lekko pulsowała bólem.
            Chłopak przyglądał się jej z rozbawieniem. Kilka kroków starczyło mu, by niebezpiecznie skrócić dzielącą ich odległość. Sachiko znowu nie była w stanie się ruszyć ani nawet mówić. Mogła tylko bezsilnie patrzeć, jak chłopak kładł dłonie na łóżku po obu stronach jej ciała i pochylał się nad nią.
            – To była całkiem przyjemna noc, prawda?
            Po wypowiedzeniu tych słów, rudowłosy przesunął językiem po dolnej wardze. Ten ruch wystarczył, aby Sachiko dostrzegła zdecydowanie zbyt duże i za bardzo zaostrzone jak na przeciętnego człowieka zęby. Bo to nie był człowiek, lecz potwór. Sachiko była o tym przekonana.
            – Co? – Do jego głosu zakradła się drwina. – Nic nie powiesz?
            Przysunął się jeszcze bliżej, a wtedy…
            A wtedy drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem i do uszu obojga dobiegł damski okrzyk.
            – Stop!
            Chłopak westchnął i przewrócił oczami, ale odsunął się od niej.
            – Szybka jest – stwierdził jeszcze, nim spojrzał ku drzwiom.
            Sachiko poszła jego śladem i ujrzała ciemnowłosą, drobną dziewczynę. Według Sachiko, wyglądała niczym śliczna, żywa lalka, która mogłaby się rozpaść od byle dotyku. A przynajmniej wyglądałaby tak, gdyby nie wściekłość wypisana na jej twarzy. 
            – Ty ruda szujo! Mówiłam ci, że masz ją zostawić w spokoju!
            – I po co te nerwy, ma chérie5?
            Chłopak rozłożył ramiona, a wtedy prosto w jego klatkę piersiową uderzył kłębek materiału, który okazał się być koszulą.
            – Ubierz się. – Słowa czarnowłosej dziewczyny brzmiały jak rozkaz. – I najlepiej się stąd wynoś.
            Sachiko patrzyła na nią z podziwem. Mówiła do tego potwora bez cienia strachu. Chyba, że ona jeszcze nie wiedziała, co skrywało to przystojne opakowanie. Sachiko zapragnęła ją ostrzec.
            – Przepraszam za tego dupka – odezwała się jednak tamta. Wyglądała na zmartwioną. – Mam nadzieję, że nie wystraszył cię za bardzo.
            Szczerze? Przeraził ją jak jeszcze nikt dotąd. W dodatku pewna kwestia wciąż nie dawała jej spokoju. Przeniosła wzrok na chłopaka, który zdążył już założyć rzuconą mu koszulę, a potem znowu popatrzyła na ciemnowłosą. Z trudem przełknęła ślinę, jednocześnie czując ciepło ogarniające jej szyję oraz policzki.
            – Czy on… czy my…
            Dziewczyna potrząsnęła głową.
            – Nie skrzywdził cię w  t e n  sposób, jeśli o to ci chodzi. Mogę ci to zagwarantować.
            Sachiko nie wiedziała, do jakiego stopnia mogła jej ufać, ale mimo to odetchnęła z ulgą. Nie była w stanie nic poradzić na to, że poczuła się odrobinę lepiej, słysząc to zapewnienie. Wolała nawet nie myśleć o tym, co by było, gdyby dziewczyna ją okłamała.
            – Oczywiście. Nie biorę się za byle co – oznajmił niespodziewanie rudowłosy, a mówiąc to patrzył na nią z pogardą. Jakby była nic nieznaczącym śmieciem. – Posiadam tę minimalną godność.
            Cisza, jaka zapadła w pomieszczeniu po jego wypowiedzi, została szybko przerwana przez odgłos uderzenia. Rudowłosy odwrócił głowę, a wilgotne kosmyki opadły mu na oczy. Sachiko z niedowierzaniem wpatrywała się w dziewczynę, która właśnie go spoliczkowała.
            – Ty mówisz o godności? Wyprowadziłeś z klubu pijaną dziewczynę, a potem zabawiłeś się jej kosztem. O jakiej godności mówisz?!
            – Ciesz się, że to ty, Natsuki, bo nikomu innemu bym tego nie wybaczył. – Ton głosu chłopaka przyprawił Sachiko o dreszcze. Nie chciałaby znaleźć się w tamtej chwili na miejscu ciemnowłosej. Bała się też tego, czy chłopak niczego jej za to nie zrobi. Ten jednak wyprostował się i przeczesał palcami przydługie włosy, a gdy ponownie się odezwał, jego głos brzmiał już mniej przerażająco. – Tak, zabawiłem się jej kosztem. I co z tego? Po pierwsze, sama tego chciała. Po drugie, mogła trafić gorzej. Zawsze na moim miejscu mógł się znaleźć ktoś inny. Ktoś, kto wykorzystałby ją właśnie w  t e n  sposób. Nie pomyślałyście, że miała szczęście? Mogłybyście okazać trochę wdzięczności.
            Natsuki prychnęła.
            – O tak, nie zgwałciłeś niewinnej, pijanej dziewczyny. Brawo! Mam ci dać za to medal?
            Rudowłosy podszedł do niej bliżej, ale dziewczyna nie cofnęła się ani o krok, cały czas mierząc go wzrokiem. Sachiko wstrzymała oddech.
            – Nie musiałby to być medal. – Chłopak pochylił głowę, zbliżając usta do jej ucha. Jednocześnie zerknął przelotnie na sparaliżowaną Sachiko. – Wystarczyłoby mi coś nieco bardziej… intymnego.
            Ciemnowłosa zmrużyła gniewnie oczy.
            – Wynoś się stąd.
            – Jak sobie życzysz. – Rudowłosy zgiął się w parodii ukłonu, po czym ruszył do drzwi. Na odchodnym rzucił jeszcze do Sachiko:
            – Au revoir, ma petite salope.
            Kiedy drzwi się za nim zamknęły, obie dziewczyny odetchnęły.
            – Domyślam się, że nie czujesz się najlepiej, więc przyniosłam ci leki przeciwbólowe – powiedziała ciemnowłosa, podając Sachiko buteleczkę drobnych tabletek oraz szklankę wody zabraną ze stolika nocnego. Sachiko przyjęła je z wdzięcznością.
            – Gdzie ja tak właściwie jestem?
            – W naszym domu. Laito przyniósł cię tu, kiedy straciłaś przytomność na ulicy. Jak tylko poczujesz się na siłach, to ktoś odwiezie cię do domu.
            Sachiko skinęła głową i połknęła jedną tabletkę. Chłodna woda, jaką ją popiła, smakowała tak cudownie na jej wyschniętym języku…
            – Mogę cię o coś zapytać? – odezwała się, kiedy duszkiem wypiła większość zawartości szklanki. – Nie chcę być niemiła ani się wtrącać w wasze relacje, ale czy ty i on… Jesteście…
            – Razem? – dokończyła za nią ciemnowłosa. Zaśmiała się, ale Sachiko nie potrafiła stwierdzić, czy było to prawdziwe rozbawienie, czy też coś z goła innego. – Raczej nie w tym życiu. No dobrze, zostawię cię teraz, żebyś mogła odpocząć. Jak już będziesz gotowa, to zejdź schodami po lewej. Będę na ciebie czekała piętro niżej. Już nikt nie powinien ci przeszkadzać.


            Sachiko dała sobie chwilę na pozbieranie swoich myśli, jak i rzeczy, na które składała się jedynie maleńka torebka z wyłączoną komórką i paczką chusteczek w środku oraz para szpilek. Następnie, zgodnie z poleceniem tamtej żywej lalki, jak zaczęła nazywać w myślach ciemnowłosą dziewczynę, zeszła na niższe piętro. Po drodze nie mogła się powstrzymać od ciekawskiego rozglądania się wokół. Cały ten budynek, z wszędzie panującym półmrokiem, ciężkimi kotarami, wielkimi żyrandolami i przestarzałym wystrojem kojarzył się dziewczynie z rezydencją żywcem wyjętą z jakiegoś horroru. Brakowało jeszcze tylko nadnaturalnej istoty, która by w niej mieszkała. A może… Sachiko potrząsnęła głową, odpędzając od siebie dziwne pomysły. Nie chciała o tym nawet myśleć.

            Po zejściu ze schodów znalazła się w czymś na kształt holu. Widziała odbiegające od niego korytarze, ale wolała nie zaglądać do żadnego z nich. Znając swoje szczęście, jeszcze by się zgubiła. Rozejrzała się bezradnie, ściskając w dłoniach swoje rzeczy. Była sama. W chwili, w której zaczynała podejrzewać, że lalka ją oszukała, usłyszała jej głos dobiegający z jednego z korytarzy.
            – Możesz się pospieszyć?
            Sachiko uznała, że dziewczyna mówiła do niej, więc czym prędzej ruszyła w jej stronę. Jednakże kiedy ją dojrzała, zatrzymała się w pół kroku, upuszczając wszystko na podłogę.
            Natsuki opierała się plecami o ścianę, ze wzrokiem wbitym gdzieś w sufit. Przy niej stał wysoki blondyn, który… Sachiko nie mogła w to uwierzyć. Blondyn wygryzał się w nadgarstek ciemnowłosej!
            Zrobiło się jej niedobrze. Cofnęła się, uniósłszy wolną dłoń do ust. W jej umysł wkradła się jedna, nagląca myśl: musiała stamtąd uciec.
            Drżącymi dłońmi podniosła upuszczone buty i już miała zamiar rzucić się do ucieczki, lecz wtedy z czymś się zderzyła. Czy też raczej – z kimś. 
            – Może powinniśmy pójść w ich ślady? – wymruczał do jej ucha rudowłosy. 
            Tym razem Sachiko nie była w stanie powstrzymać krzyku, jaki wyrwał się z jej gardła i rozbrzmiał donośnie w całym holu.
            Chłopak o dziwnych oczach zaśmiał się, a potem dodał:
            – Żartuję. Twoja krew wcale nie była taka dobra.
            – Nie zbliżaj się do mnie! – wrzasnęła Sachiko, będąc blisko wybuchnięcia płaczem. W jakim wariatkowie ona się znalazła?!
            – Laito! – rozbrzmiał głos lalki, która zmierzała w ich stronę, zaciskając palce na zranionym nadgarstku. – Mówiłam ci, żebyś zostawił ją w spokoju.
            – Wybacz, ma chérie – chłopak uniósł dłonie w geście poddania. Nie wyglądał na ani odrobinę skruszonego. – Ale to silniejsze ode mnie.
            – Chcę do domu! – krzyknęła Sachiko. Miała gdzieś ich wymianę zdań i psychopatyczne upodobania. Miała nawet gdzieś to, że pokłóciła się z matką i jeszcze niedawno nie chciała do niej wracać. Teraz o niczym innym nie marzyła tak, jak o znalezieniu się w swoim domu i zaszyciu we własnym pokoju.
            Żywa lalka popatrzyła na nią z niepokojem.
            – Szofer już czeka, spokojnie. Zaraz cię odprowadzę i…
            Sachiko nie dała jej szansy na dokończenie wypowiedzi. Prawie biegiem ruszyła w kierunku, w którym jak się domyślała, znajdowało się wyjście. Jej stopy ślizgały się na zimnych kafelkach, a napływające do oczu łzy przysłaniały widok.
            – Hej, zaczekaj! – zawołała ciemnowłosa, dopadając do drzwi w tej samej chwili, co ona. – Pozwól, że…
            – Wypuść mnie.
            W oczach lalki coś zamigotało, ale bez słowa otworzyła przed nią potężne wrota i wskazała czekający na podjeździe samochód.
            Sachiko chyba jeszcze nigdy tak szybko nie biegła. A trzeba zauważyć, że była w sukience oraz bez butów. Niczym burza wpadła do pojazdu i bez żadnych uprzejmości podała kierowcy swój adres. Kiedy ruszyli z miejsca, zacisnęła powieki, nie chcąc ani chwili dłużej patrzeć na ten dziwny dom i jego jeszcze dziwniejszych mieszkańców. Co więcej, planowała wykasować ze swojej pamięci całe ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Jej nowe motto życiowe miało od tej pory brzmieć następująco:
            Nigdy więcej samotnego upijania się w klubach i zalecania do muzyków o dziwnych oczach.




1Ecstasy – ang. „ekstaza”, „uniesienie”, „upojenie”, a także narkotyk uznawany obecnie za narkotyk „imprezowy” i towarzyski – dlatego, że jego główne działanie polega na zwiększaniu empatii i poczucia jedności z innymi ludźmi. Poza tym posiada właściwości wyostrzające zmysły i intensyfikujące przeżywanie emocji.
[http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/nalogi/ecstasy-mdma-dzialanie-objawy-i-skutki-uboczne-zazycia-narkotyku_43965.html]

2Merci – fr. „dziękuję”
3Très bien – fr. „świetnie”
4Bonne nuit, ma petite salope – fr. „dobranoc, moja mała suko”
5ma chérie – fr. „kochanie”
6Au revoir, ma petite salope – fr. „do widzenia/do zobaczenia, moja mała suko”


~♥~

Hej, hej! Tak, jak obiecywałam, wróciłam do was z małą niespodzianką. Zajęło mi to, co prawda, trochę więcej niż "parę dni", ale mam nadzieję, że warto było czekać. W każdym razie, co sądzicie o tej niespodziance? Zaskoczyłam was czy może wręcz przeciwnie - spodziewaliście się czegoś takiego?
Od razu was informuję - to tylko one shot, nie mam zamiaru w żaden sposób rozwijać tej historii. Po prostu wpadłam na ten pomysł jakiś czas temu, kiedy słuchałam piosenek kojarzących mi się z Laito i stwierdziłam, że szkoda byłoby go nie wykorzystać. To pierwszy tekst, jaki publikuję w przeciągu kilku ostatnich miesięcy, więc nie ukrywam, że trochę się stresuję i z niecierpliwością czekam na wasze opinie. 
Tak więc, moi drodzy czytelnicy, koniecznie podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami na temat tego one shota!
Za jakiś czas dodam też post oraz ankietę z propozycjami na temat kolejnego wpisu. 
A zatem do następnego razu! I pamiętajcie, że zawsze możecie ze mną porozmawiać (np. na Twitterze - @LadyKanra) ^^


niedziela, 24 grudnia 2017

Diabolik Lovers: Ciekawostki

Co prawda, niewiele osób wykazało zainteresowanie tym pomysłem, ale i tak zdecydowałam się to zrobić XD Może dlatego, że to fanfiction ma dla mnie pewną wartość sentymentalną. W każdym razie, przejdźmy do rzeczy. Dostałam parę pytań, więc to od nich zacznę.

1. Czy od razu wiedziałaś jak ma wyglądać Natsuki i w kim się zakocha?
Co do wyglądu - tak, od początku miałam przed oczami konkretny wygląd głównej bohaterki i nie przypominam sobie, by uległ on w trakcie pisania jakimś zmianom. Natomiast jeśli chodzi o drugą kwestię... Muszę przyznać, że przez dość długi czas nie wiedziałam, kogo wybrać na partnera Natsuki. Dlatego w pierwszych rozdziałach starałam się nie skupiać na żadnej konkretnej relacji. Może jakiś uważny czytelnik zwrócił uwagę na to, w którym momencie zdecydowałam się postawić na Ayato.

2. Czy miałaś kiedyś jakieś załamania, że historia miała nie powstać lub też miałaś ją zawiesić w trakcie?
Nawet nie wiecie, jak często miałam ochotę to zrobić - np. po kilku pierwszych rozdziałach czy tuż przed końcem. W międzyczasie też przeszło mi to przez myśl. Powody były różne - przykładowo brak czasu i/lub weny albo nagłe niezadowolenie z tego, co napisałam. Ale jakoś udało mi się doprowadzić tę historię do końca.

3. Czy kiedyś powstanie jakaś kontynuacja albo czy będzie jakiś event?
Nie napiszę, że definitywnie nie, bo nie mogę przewidzieć, co mi kiedyś wpadnie do głowy. Jednak z pewnością nie planuję niczego takiego w najbliższej przyszłości.

4. Co cię motywowało, gdy pisałaś rozdziały?
Komentarze, jakieś reakcje ze strony czytelników.

5. Czemu akurat Diabolik Lovers?
Temu, że historia przedstawiona w anime zwyczajnie mnie dobiła. Uznałam, że miała potencjał, ale niewykorzystany i może dałabym radę lepiej poprowadzić fabułę z inną bohaterką w miejscu Yui.

6. Czy historia była cała już od razu zaplanowana?
Nie. Na początku szłam po prostu na żywioł, czego później, szczerze mówiąc, żałowałam.

7. Czy historia Natsuki mogła w jakiś inny sposób się potoczyć? Jeśli tak to jaki?
Miałam wiele pomysłów w trakcie pisania, więc jej historia mogła potoczyć się na kilka różnych sposobów. Opisanie ich wszystkich zajęłoby mi bardzo, bardzo dużo czasu. Ale mogła np. skończyć z innym bratem Sakamaki, mogło nie być wątku z jej bratem, mogła wyjechać z rezydencji... Naprawdę, za dużo tego, by to wszystko opisywać.


8. Jakie były początki? Czy nie załamywałaś się, jeśli na początku mało osób czytało?
Jasne, że tak. Dlatego chciałam przecież dać sobie spokój z tym fanfiction. Do pisania wróciłam dopiero wtedy, gdy zaczęły pojawiać się komentarze. Tak, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo ważne są dla pisarza wasze komentarze i opinie. Szczególnie dla początkującego pisarza. 


9. Nie jest ci smutno, że już jednak nie będziesz tego kontynuować?
Mam do tej historii pewien sentyment, to prawda. Ale nie jest mi smutno. Raczej się cieszę i odczuwam ulgę, że ją skończyłam i mogę ruszyć dalej.

~*~

A teraz informacje, które ja dla was przygotowałam:

1. Prolog Diabolik Lovers wstawiłam na bloga 28 grudnia 2013 roku, a epilog 18 grudnia 2017 r., co oznacza, że historia ta powstawała prawie równo 4 lata.
2. Historia składa się z prologu, 56 rozdziałów, epilogu i 12 rozdziałów bonusowych.
3. Nie wiem, czy zauważyliście, ale w pewnym momencie do rozdziałów zaczęłam dodawać cytaty oraz piosenki, z których one pochodziły. Dobierałam je tak, żeby chociaż częściowo odpowiadały wydarzeniom bądź emocjom/uczuciom bohaterów opisanym w danym rozdziale.
4. Na osobę "podkładającą głos" Natsuki wybrałam EGOIST - możecie ją kojarzyć z pięknych endingów anime Psycho Pass lub - jeśli ktoś oglądał Guilty Crown to będzie ją znał z roli Inori. A to przykłady moich ulubionych piosenek w jej wykonaniu:






5. Gdybym nie wybrała Ayato jako partnera Natsuki, to zapewne na jego miejscu znalazłby się Subaru lub Laito.
6. Początkowo Diabolik Lovers miało być tylko one shotem.
7. Fanfiction to było jedną z pierwszych napisanych przeze mnie historii (a przynajmniej, jeśli chodzi o te opublikowane), zdecydowanie najdłuższą ze wszystkich i niestety jedną z niewielu ukończonych.
8. Miałam wiele różnych, naprawdę różnych od siebie pomysłów na zakończenie tej historii.
9. Kiedyś stwierdziłam, że ta piosenka pasuje do Ayato i Natsuki:


To chyba byłoby na tyle~. Pamiętajcie, że niedługo pojawi się także notka z moimi planami. A tymczasem...
Życzę wszystkim Wesołych Świąt! ♥











poniedziałek, 18 grudnia 2017

Diabolik Lovers: Epilog


Wzbierające uczucia zaczynają opadać,
a ja pożegnam się na wieki.
~ EGOIST - Eien


Epilog


Światło w pokoju zamrugało aż wreszcie zapaliło się na dobre. Jasny, przyjemny blask sączący się z misternie zdobionego żyrandola skutecznie rozproszył gęstą ciemność, która jeszcze zaledwie parę sekund temu zalegała w pomieszczeniu. Obróciłam się powoli i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze.
            Moja blada skóra kontrastowała z długimi, czarnymi włosami zakręconymi na końcach tak, jak lubiłam. Kobaltowe oczy dla dodatkowego efektu obwiodłam czarnym eyelinerem. Spojrzałam na swoją czarną sukienkę na cienkich ramiączkach i pedantycznie wygładziłam jej materiał. Zastukałam czarnymi pantoflami o podłogę, aby upewnić się, że dobrze trzymały się moich stóp, po czym wreszcie sięgnęłam po drewnianą szkatułkę na biżuterię. Wyjęłam z niego piękny naszyjnik z lśniącym szafirem, by zawiesić go na swej szyi. Uśmiechnęłam się widząc, iż barwa klejnotu niemal idealnie odpowiadała róży wpiętej w moje włosy. Nagle mój wzrok padł jednak na srebrny krzyżyk spoczywający na dnie szkatułki. Mój uśmiech przygasł. Szybkim ruchem zatrzasnęłam drewniane wieko i odsunęłam pojemnik od siebie.
            Odetchnąwszy, ponownie uniosłam kąciki ust w uśmiechu, po raz ostatni obrzucając spojrzeniem swoje odbicie. Wtedy niebo za oknem przecięła błyskawica, na chwilę zalewając pokój oślepiającym blaskiem. Moje ramiona momentalnie opadły.
            Myślałam, że chociaż dzisiaj uda mi się tego uniknąć, przemknęło mi przez myśl, gdy odwróciłam się, aby popatrzeć na niebo z wyrzutem.
            - Gotowa? – usłyszałam po kolejnym rozbłysku rozbawiony głos.
            Za oknem rozległ się huk. Lunął deszcz, spływając po szybach szumiącą kaskadą.
            - Chyba nie mam wyjścia – odpowiedziałam.
            Kolejny błysk.
            W lustrze, przy którym stałam odbił się drapieżny uśmiech.
            Huk.
            Odwróciłam się na pięcie i pognałam w kierunku drzwi, a następnie wypadłam na korytarz. Za moimi plecami rozległo się coś pomiędzy westchnięciem a śmiechem, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Nawet się za siebie nie obejrzałam, dzięki czemu uniknęłam zderzenia ze stojącym na środku korytarza rudowłosym wampirem. Na mój widok chłopak zdjął kapelusz z głowy i skłonił się w teatralny sposób.
            - Moja droga… Och, maleńka, dokąd tak pędzisz? – zapytał, kiedy najzwyczajniej w świecie przebiegłam obok niego.
            - Maleńka! – zawołał za mną, nie doczekawszy się ode mnie żadnej reakcji.
            Nie zwolniłam nawet po dobiegnięciu do długich, krętych schodów prowadzących w dół. Jedną dłonią przytrzymując się barierki zbiegałam ze schodów prawdopodobnie zbyt pospiesznie, lecz nie miałam zamiaru się tym przejmować. Przynajmniej do momentu, w którym mogłabym się potknąć. To się jednak nie wydarzyło, a jedynym dźwiękiem, który docierał do moich uszu przez ciągnące się w nieskończoność sekundy był stukot moich obcasów w zetknięciu z kolejnymi stopniami. Zeskoczyłam z ostatniego schodka, od razu wbiegając w kolejny korytarz. Choć nie wyróżniał się niczym szczególnym w tym istnym labiryncie, potrafiłam już bez większego problemu wybrać właściwą drogę. Kierując się więc ku kolejnej klatce schodowej przy jednym z mijanych okien dostrzegłam milczącą postać. Błyskawica rozdzierająca niebo za jej plecami ukazała mi leciuteńki uśmiech zdobiący jej twarz oraz palec wskazujący na tarczę zegarka trzymanego przez nią w drugiej dłoni. Skinęłam głową, odwzajemniając uśmiech i czym prędzej popędziłam w dół schodów. Aż nazbyt dobrze znając zdradziecki charakter pokrywającego je dywanu postanowiłam nieco zwolnić. A także dla pewności podczas schodzenia jedną z dłoni trzymałam cały czas na rzeźbionej poręczy, podczas gdy drugą powstrzymywałam swoją sukienkę od nadmiernego falowania.
            W końcu podeszwy moich butów dotknęły kafelek u stóp schodów, a ja odetchnęłam cicho z ulgą. Rozejrzałam się wokół siebie i szybkim krokiem ruszyłam w stronę holu.
            - Nawet nie próbuj jeszcze dotykać tego ciasta – rzuciłam przez ramię do wampira czającego się w cieniu, tuż obok stołu zastawionego najrozmaitszymi słodkościami.
            Odpowiedziało mi chyba nieco zirytowane westchnięcie, a po nim następujący komentarz:
            - Co za chamstwo… Prawda, Teddy? Też uważasz, że zrobiła się ostatnio zbyt samolubna?
            Pokręciłam ze zrezygnowaniem głową.
            - Ja to słyszę!
            Mimo to, do potężnych drzwi wejściowych dotarłam niemal w podskokach. Nim jednak zdążyłam chwycić klamkę, czyjeś silne ramie owinęło się wokół mojej talii, odciągając mnie od ciemnego drewna.
            - Hej! – zaprotestowałam, próbując wyrwać się z niespodziewanego uścisku. – Już prawie je… Przestań!
            Ostatnie słowo w niekontrolowany przeze mnie sposób przeszło w pisk, gdy pewne usta postanowiły podrażnić się ze skórą mojej szyi.
            - Zabawna reakcja – zachichotał Ayato unosząc głowę, by spojrzeć mi w twarz. – O co się tak złościsz, Naleśniku? Przecież wiesz, że jestem szybszy od ciebie. Zawsze i we wszystkim – dodał dobitnie tym swoim okropnie pewnym siebie głosem.
            - Nie jestem pewien, czy to aby rzeczywiście powód do dumy, braciszku – wtrącił się Laito, pojawiając się znikąd tuż przy nas. – Poza tym, to dzień Natsuki, więc to ona dziś zasługuje na nagrodę. Nie bądź taki samolubny.
            Ayato zmrużył gniewnie oczy.
            - Co ty w ogóle…
            - Więc już wiadomo po kim Natsuki taka jest – odezwał się Kanato, który najwyraźniej oderwał się wreszcie od stołu z jedzeniem. – Wszyscy w tym domu są tacy samolubni. Nie sądzisz, Teddy?
            - Po prostu marudzisz, bo zabroniono ci zbliżać się do ciasta – prychnął Subaru, dołączając do naszego małego zgromadzenia.
            Fioletowooki wampir posłał mu piorunujące spojrzenie, ale nie zrobiło to na nim większego wrażenia.
            - Jeszcze się nawet nie zaczęło, a wy już jesteście tak cholernie głośni – stwierdził Shu, wynurzając się z mroku zalegającego w kącie korytarza.
            Zanosiło się na kolejną, typową w tym domu kłótnię, więc przestąpiłam ze zniecierpliwienia w miejscu.
            - Czy mogę wreszcie otworzyć te drzwi? – zapytałam, po czym nie czekając wcale na pozwolenie, pociągnęłam za pozłacaną klamkę.
            - No wreszcie. Ileż można czekać?
            - Kazać gościom moknąć na tej ulewie… Co to za traktowanie?
            - Yuma, Kou, proszę was…
            - Ruki! – zawołałam na przywitanie, wpuszczając cztery przemoknięte wampiry do wnętrza budynku. – I reszta.
            - To nie było miłe… - Azusa westchnął i spuścił wzrok ku czubkom własnych butów.
            - Ej! Ruki, powiedz jej coś – poparł go z oburzeniem Yuma. – Jest jeszcze gorsza niż gdy była dzieckiem.
            - Żartowałam. – Przewróciłam oczami, po czym uśmiechnęłam się do przybyłych. – Miło widzieć całą waszą czwórkę.
            - Ciebie też – odparł Ruki, posyłając mi chyba najbardziej szczery i uroczy uśmiech, jaki widziałam u niego w ostatnim czasie. Nie przestając się uśmiechać, wręczył mi niewielkie czarne pudełko przewiązane ciemnoniebieską wstążką oraz bukiet róż w tym samym kolorze. – Wszystkiego najlepszego.
            - Och – westchnęłam z zachwytem. – Skąd wiedziałeś?
            - Stąd, że sama takie sobie zażyczyłaś? – odparł pytaniem na pytanie i pokręcił głową. – Jesteś niemożliwa.
            - Też cię kocham, braciszku.
            Ledwie szybko go uściskałam, gdy między nami pojawił się Kou z jaskraworóżowym pudełkiem w dłoniach i z szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy. Nie zważając na to, że miałam zajęte ręce, wziął mnie w ramiona.
            - Wszystkiego najlepszego, kotku!
            - Ugh, dzięki, ale dusisz solenizantkę – wykrztusiłam, czując się, jakby moje żebra w każdej chwili były gotowe się złamać.
            Blondyn odsunął się ode mnie ze śmiechem. Zdążył jeszcze tylko do mnie mrugnąć nim został dość brutalnie odsunięty z drogi przez Yumę.
            - Sto lat, młoda – powiedział brunet, czochrając moje starannie uczesane włosy. Był jednakże na tyle łaskawy, że nie wcisnął mi kolejnej paczki w i tak już pełne ręce.
            - Młoda? – żachnęłam się. – Jesteś o ponad miesiąc młodszy ode mnie!
            - No dobrze, skoro tak wolisz… stara.
            Rozważałam właśnie najłatwiejszy sposób skopania mu tyłka, gdy zza jego ramienia wychylił się Azusa.
            - Wszystkiego najlepszego, Ew… - ugryzł się w język. – Natsuki.
            Uśmiechnęłam się do niego szeroko, po czym ruchem głowy wskazałam przeciwległy koniec korytarza.
            - Chodźmy już może do salonu.
            Idąc we wskazanym przez siebie kierunku minęłam Reijiego, który przyglądał się czwórce gości z nieskrywaną niechęcią.
            - Dlaczego ja się na to w ogóle zgodziłem?
            - Bo zależy ci na moim szczęściu i dobrym samopoczuciu? – odparłam, zatrzymawszy się obok niego, trzepocząc przy tym teatralnie rzęsami.
            Okularnik spojrzał na mnie w taki sposób, od którego zwykły śmiertelnik czmychnąłby czym prędzej, gdzie pieprz rośnie.
            - Dobrze wiedziałeś, że i tak nie miałbyś z nami szans, gdybyś próbował się sprzeciwić – odezwał się Laito, który pojawił się obok nas z niewiadomo skąd. Zarzucił rękę na moje barki i uśmiechnął się nonszalancko. – W grupie siła, prawda, maleńka?
            - Nigdy nie myślałam, że usłyszę to z ust któregoś z was – stwierdziłam.
            Odłożyłam wciąż trzymane prezenty i zaklaskałam, by zwrócić na siebie uwagę pozostałych.
            - Dziękuję wam za obecność, ale zanim zaczniemy mam do was małą prośbę. Nie chcę dzisiaj widzieć żadnych kłótni. Nie życzę sobie gróźb, wyzwisk, walki na kły, pazury i co tam jeszcze macie w zanadrzu. To ma być miłe przyjęcie i wszyscy mają się dobrze bawić, jasne?
            Wampiry wpatrywały się we mnie bez słowa z takimi minami, jakbym urwała się z choinki. Westchnęłam, opuszczając bezradnie ramiona.
            - Jesteście po prostu…
            - Panienko.
            Drgnęłam, zaskoczona nagłym pojawieniem się lokaja. W myślach po raz kolejny odnotowałam sobie, żeby wreszcie zainwestować w dzwoneczki dla wszystkich mieszkańców tej rezydencji.
            - Tak?
            - Przybyli kolejni goście. Czekają na panienkę w holu.
            - Świetnie! Już do nich idę. – Na odchodnym zmierzyłam jeszcze wzrokiem gromadę wampirów. – Nie pozabijajcie się do mojego powrotu. Proszę.
            Zgodnie z tym, co powiedział lokaj, w holu już czekały dwie postacie, rozglądające się z zaciekawieniem dookoła. Ktoś musiał odebrać już od nich wierzchnie okrycia, ponieważ miały na sobie jedynie śliczne, zdecydowanie suche sukienki.
            - Chiyo, Emiko, jak dobrze was widzieć! – zawołałam na przywitanie.
            Obie dziewczyny przestały wodzić wzrokiem po otoczeniu i rzuciły się w moją stronę, wykrzykując życzenia. Śmiejąc się, przytuliłam je obie. Naprawdę cieszyłam się na ich widok.
            - Czemu nie mówiłaś, że mieszkasz w prawdziwym zamku? – zapytała Chiyo. Jej srebrna sukienka połyskiwała w świetle żyrandola nad naszymi głowami. – Gdybym wiedziała, ubrałabym się może nieco bardziej odpowiednio.
            - Och, przestań. – Machnęłam lekceważąco ręką. Szczerze powiedziawszy, moja reakcja, kiedy pierwszy raz przekroczyłam próg rezydencji Sakamakich, była bardzo podobna. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do tego specyficznego budynku. – Wyglądasz świetnie.
            - Muszę powiedzieć, że zgadzam się z Chiyo – odezwała się Emiko. Miała na sobie czarną sukienkę ze złotym pasem przebiegającym wokół bioder. – Ten dom jest naprawdę niezwykły.
            - Poczekajcie aż poznacie domowników… Ci to dopiero są niezwykli.

Z dziewczynami wciąż z niedowierzaniem wodzącymi wzrokiem po wnętrzu budynku, wróciłam do salonu. Co prawda krew się nie lała, ale przyjazną atmosferą też bym nie nazwała tego, co tam zastałam.
            Ayato i Ruki stali pośrodku pomieszczenia, mierząc się nawzajem iście morderczymi spojrzeniami. Pod jedną ze ścian Kou wykłócał się o coś z Laito oraz z Subaru. Kanato i Azusa z kolei wzajemnie podbierali sobie słodycze z talerzy, a Yuma próbował bez skutku zwrócić na siebie uwagę Shu. Jedynie siedzący w kącie Reiji w nic się nie mieszał, mierząc za to wszystkich swoim najbardziej dezaprobującym spojrzeniem.
            - O mój Boże – wykrztusiła Chiyo, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami. – Poprawka. Ty nie mieszkasz w zamku. Ty mieszkasz w prawdziwym raju.
            Prawie się roześmiałam. Sama jeszcze całkiem do niedawna byłam przekonana o tym, że moje życie przypomina raczej coś kompletnie przeciwnego rajowi. 
            - Chiyo, to trochę nieodpowiednie – skarciła ją cicho Emiko, choć jej oczy jakoś tak dziwnie lśniły.
            Gdybyście tylko wiedziały…
           
Odchrząknęłam, w skutek czego skupiłam na sobie wzrok wszystkich wampirów.
            - Chłopcy, pozwólcie że przedstawię wam moje przyjaciółki. Emiko oraz Chiyo – Wskazałam dłonią kolejno dziewczyny stojące po obu moich stronach. – Chiyo, Emiko, poznajcie proszę… - Rozejrzałam się po zebranych, zastanawiając się od kogo zacząć. – Rukiego Mukami, mojego brata. Ten brązowowłosy niedaleko niego, to Yuma Mukami. Z reguły więcej gada niż robi, ale jakbyście miały go dość, to dajcie mu jakieś nasiona i będziecie miały spokój. Ten, który się teraz za nim chowa, to Azusa Mukami. Raczej niegroźny. A ten blondyn… Czy tak właściwie muszę go przedstawiać?
            Odpowiedzią na moje pytanie było gwałtowne wciągnięcie powietrza przez Chiyo.
            - Nie chce mi się wierzyć, ale czy to… Kou Mukami? Ten Kou Mukami?
            - Zgadza się, skarbie – odezwał się idol, puszczając do mojej przyjaciółki oczko. – We własnej osobie.
            - Powtórzę się – ostrzegła dziewczyna, zerkając to na Kou, to na mnie. – O mój Boże.
            - Chwila – wtrąciła się Emiko. – Skoro mają to samo nazwisko, to znaczy, że wszyscy są twoimi braćmi?
            - Nieee… - zaprzeczyłam, śmiejąc się przy tym nerwowo. – To trochę bardziej skomplikowane. Przejdźmy może do reszty, a do tego wrócimy innym razem, co?
            Uzyskawszy zgodę, kontynuowałam swoją prezentację.
            - Shu Sakamaki. Jeśli wydaje się wam, że was ignoruje, to zapewne tak jest. Reiji Sakamaki. Nie jest najstarszy, ale tak się zachowuje i chyba przez to jest nieco zrzędliwy. Subaru Sakamaki. Na pierwszy rzut oka może wyglądać na aspołecznego, ale w głębi serca jest dobrym dzieciakiem. Kanato Sakamaki. Wydaje się specyficzny i taki jest, więc na wszelki wypadek upewnijcie się, że macie przy sobie coś słodkiego. Laito Sakamaki. Z tym gościem nie zostawajcie sam na sam. Poważnie, proszę was o to. Nie róbcie tego dla własnego bezpieczeństwa. – Popatrzyłam na przyjaciółki ze śmiertelną powagą, lecz te nie wyglądały na zbyt przekonane. – Mogłam wam powiedzieć, żebyście przyniosły ze sobą jakiś gaz pieprzowy czy coś…
            - Hej, mówisz o nich jakby byli jakimiś okropnymi ludźmi – stwierdziła ze śmiechem Emiko. – Biedactwo, pewnie ciężko jest ci mieszkać z samymi chłopcami?
            Dziewczyno, ty nie masz pojęcia.
            - Nie zapomniałaś o kimś? – Dodała Chiyo, szturchając mnie w ramię.
            - Ach, racja… - Pochwyciłam wyczekujące spojrzenie pewnych zielonych oczu. – To ostatnie, aroganckie stworzenie, to Ayato Sakamaki. Mój… chłopak.
            Tym razem obie dziewczyny spojrzały na mnie, skołowane. Widząc ich reakcję, uśmiechnęłam się niepewnie i wzruszyłam lekko ramionami.
            - No co?
            - Ty to wiesz, jak się ustawić – stwierdziła w końcu Chiyo.

Kilka miesięcy. Tyle minęło, odkąd Cordelia zamilkła, mój własny ojciec wystąpił przeciwko mnie, a ja dowiedziałam się o moim pokrewieństwie z Rukim. Delikatnie mówiąc, był to dziwny, zakręcony okres. W chwili, kiedy myślałam, że straciłam jedynego członka rodziny, odzyskałam innego, o którym nawet nie miałam pojęcia. Odnowiłam stare przyjaźnie i nawiązałam nowe. Moje życie bardzo szybko przeszło drastyczne zmiany. Ale przynajmniej w większości były to już zmiany na lepsze. Nie wiedziałam, czy pozbyłam się Cordelii na dobre, ale od dłuższego czasu nie miałam z nią żadnych problemów. Dzięki temu, mogłam wreszcie bez przeszkód skupiać się na innych sprawach – chociażby na odbudowywaniu relacji z bliskimi mi ludźmi. I nie-ludźmi też. Wszystko zaczęło się dobrze układać, a ja zaczęłam nabierać nadziei, że tak już zostanie. Ale o tym miałam przekonać się dopiero z czasem.
            - Wyglądasz na szczęśliwą.
            Drgnęłam, wyrwana ze swoich rozmyślań i przeniosłam wzrok na Ayato, który stanął  obok mnie na balkonie.
            - Bo jestem – odparłam szczerze, posyłając wampirowi równie szczery uśmiech.
            Przez chwilę oboje milczeliśmy, wpatrując się jedynie w nocne niebo i ogród oświetlany blaskiem księżyca. Zza naszych pleców, przez otwarte drzwi, dobiegała muzyka, którą tworzyli na poczekaniu Kou, Emiko i Chiyo na wszystkim, co wpadło im w ręce. W końcu to Ayato zdecydował się przerwać ciszę.
            - Jak długo ma potrwać to przyjęcie?
            - Bo ja wiem? Jeszcze jakieś parę godzin.
            - Parę godzin? – powtórzył, odwracając się w moją stronę. – Żartujesz?
            Pokręciłam przecząco głową, rozbawiona czymś na kształt rozpaczy, pobrzmiewającym w jego głosie.
            - Naprawdę nie wolisz tego czasu spędzić tylko ze mną? – zapytał, nagle znajdując się tuż przede mną. Odwrócił mnie przodem do siebie i oparł dłonie na metalowej poręczy za moimi plecami.
            - Hmm… nie.
            Jego mina była bezcenna. Wyglądał na tak osłupiałego, jakbym powiedziała mu co najmniej, że Ziemia jest płaska.
            - Nie?
            - Nie, Ayato. – Musiałam przyznać, że całkiem bawiło mnie to drażnienie się z nim. – Ciebie mam praktycznie na co dzień. Ale taki dzień, kiedy mogę zgromadzić wszystkie bliskie mi osoby w jednym miejscu, nie zdarza się zbyt często. Chcę, żeby moje urodziny były wyjątkowe.
            Ayato zmrużył oczy, po czym przysunął się jeszcze bliżej, chociaż myślałam, że to już niemożliwe.
            - Tylko poczekaj, aż oni wszyscy sobie stąd pójdą. To dopiero będzie wyjątkowe.
            - A… co konkretnie masz na myśli?
            Uśmiechnął się i przysunął usta do mojego ucha, aż poczułam jego oddech na swojej skórze. Następnie głosem, od którego miękły mi kolana oznajmił:
            - Twój prezent.
            - Moje drogie gołąbeczki – odezwał się niespodziewanie kolejny głos, na którego dźwięk wyrwałam się z ramion Ayato jak oparzona. – Naprawdę nie chcę wam przeszkadzać, ale przyjęcie urodzinowe bez solenizantki traci trochę na swoim znaczeniu.
            - Laito! – warknęłam, gwałtownym wachlowaniem starając się ostudzić swoje zapewne pięknie zaczerwienione policzki. – Musiałeś?!
            - Pomyślmy… - Wampir uśmiechnął się w swoim firmowym stylu. – Tak.
            - Liczę do trzech. – Oznajmił Ayato, rzucając bratu wściekłe spojrzenie. – I zepchnę cię z balkonu.
            - Jak zwykle ociekasz urokiem, braciszku.
            - Natsuki! – Za rudowłosym wampirem pojawiła się Chiyo. – Idziesz? Czekamy na ciebie!
            Westchnęłam. Widać nie zapowiadało się, żeby moje życie miało stać się spokojniejsze. No cóż, nie żebym miała coś przeciwko. Jeśli tylko otaczały mnie osoby, na których mi zależało…
            Popatrzyłam kolejno na Ayato, Laito, Chiyo i sylwetki widoczne za przeszklonymi drzwiami, po czym pozwoliłam sobie na radosny uśmiech.
Wyglądało na to, że czekała mnie zwariowana przyszłość w otoczeniu równie zwariowanych istot, a ja czekałam na nią z niecierpliwością, ciekawa tego, co miała mi przynieść.
            - Idę.



KONIEC


Tak, ostatecznie dotarliśmy do końca tej historii. Przyznaję, że napisanie epilogu zajęło mi o wiele więcej czasu niż miałam w planach. Wszystko od dawna miałam przemyślane i zapisane częściowo na komputerze, a częściowo na kartkach wyrwanych z zeszytu, kiedy akurat podczas okienek nie miałam nic innego do roboty. Niestety nie miałam do tej pory czasu, by siąść do komputera i wszystko to skleić w całość. Ale w końcu się udało. Po tylu latach wreszcie doprowadziłam to fanfiction do końca. Zdaję sobie sprawę, że daleko mu do ideału, ale mam nadzieję, że mimo to, przygoda z nim była dla was równie przyjemna jak dla mnie. Chciałabym wam wszystkim podziękować. Tym, którzy byli ze mną od dłuższego czasu oraz tym, którzy dopiero niedawno dowiedzieli się o moim blogu. Dziękuję za to, że poświęciliście mi i mojej historii swój czas. Dziękuję za komentarze i prywatne wiadomości. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło. Dziękuję ♥
I na koniec mam dla was jeszcze informację - w najbliższym czasie planuję dodać dwa posty. Jeden z ciekawostkami i faktami na temat tego ff i jego powstawania (o ile was to interesuje). Drugi - o moich planach; o tym, co dalej, po zakończeniu DiaLovers. Jeśli więc macie jakieś pytania związane z DL, na które chcielibyście teraz na koniec poznać odpowiedź, to możecie mi je podsyłać do... dajmy na to do soboty.
Jeszcze raz, bardzo wam wszystkim dziękuję! Bez was nie zaszłabym tak daleko, a ta historia pewnie nie doczekałaby się tylu rozdziałów (już nawet nie mówiąc o zakończeniu). Mam nadzieję, że moją wersję 
Diabolik Lovers będziecie dobrze wspominać.