Ariana | Blogger | X X

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Inu x Boku SS: Prolog

 Ehh, i jak zwykle moja wena wraz z wyobraźnią robią, co im się żywnie podoba. A oto ich najnowsze dzieło, czyli prolog do nieco innej wersji historii z anime"Inu x Boku SS", które oglądałam w zeszłym tygodniu. Jednakże nie wiem jeszcze, czy będę to kontynuować. A moja wena i wyobraźnia ostatnio wariują, i spiskują teraz, żebym napisała również fanfic o anime "Zetsuen no Tempest", które aktualnie oglądam. Jednak postaram się powstrzymać i nie bombardować was każdym pomysłem zrodzonym w moim umyśle xD W każdym razie zapraszam do czytania:



Prolog

 Ludzie są fałszywi, oszukują innych jeśli tylko jest im to na rękę. Szczęście i przyjemności trwają za krótko, a ból i cierpienie ciągną się w nieskończoność. Życie jest niesprawiedliwe. Oto mój światopogląd.
 Mam na imię Ayano i jako pierworodne dziecko jestem dziedziczką rodu Funabashi, a zarazem kolejną w rodzinie reinkarnacją demona. Ale nie prosiłam się o żadną z tych rzeczy. Gdybym mogła wybrać, wolałabym być zwykłą, normalną dziewczyną z przeciętnej rodziny. Może wtedy zaznałabym chociaż zwyczajnego dzieciństwa oraz rodzicielskiej miłości. Skarżę się? Marudzę? Żądam za wiele? Tak sądzi większość osób, z którymi miałam do czynienia.
 Przez całe swoje dzieciństwo byłam trzymana pod kloszem. Poza szkołą nie miałam kontaktów z rówieśnikami, ani nawet z własnymi rodzicami. Widywałam ich bardzo rzadko, chociaż mieszkaliśmy w jednej posiadłości. Zamiast nich, zajmował się mną sztab opiekunek. Codziennie widywałam sztuczne uśmiechy, wymuszony szacunek i uprzejmość. Przynoszono mi zabawki, drogie ubrania i ozdoby, których nie chciałam. Ale gdy prosiłam o wyjście z domu lub zabawę z innymi dziećmi, nagle mi odmawiano.
 Ludzie się mnie bali. Bali się drzemiącej we mnie mocy, bali się dziedzictwa, o które nie prosiłam. Rodzice kiedyś stwierdzili, że jestem rozpuszczona, wybredna, że narzekam na swój los, podczas, gdy inne dzieci są do mnie porównywane.
 W szkole mną pogardzano, wytykano palcami, wyzywano od potworów. Tam także uważali, że jestem rozpuszczona.
 Widząc, że ludzie oceniali mnie nie po moim charakterze ani zachowaniu, lecz po pochodzeniu, wyrobiłam sobie nową postawę. Wykreowałam nową siebie, fałszywą osobę na pokaz. Zaczęłam zachowywać się tak jak oczekiwali tego ode mnie rodzice. A tak naprawdę odcięłam się od innych, oddaliłam się, zamknęłam w sobie. Uśmiechałam się grzecznie, zachowując się nienagannie, podczas, gdy w środku czułam się zupełnie inaczej. Przestałam dopuszczać do siebie innych. Nie chciałam do nikogo się zbliżać.
 Żyłam więc w swoim małym świecie, na pokaz grając grzeczną dziewczynę z dobrej rodziny przez wiele lat. Tkwiłam w przekonaniu, że mój wykreowany z pomocą doświadczenia światopogląd jest słuszny, póki nie spotkałam jego.
***

 „Ayakashi Kan” zwany też „Maison de Ayakashi” to luksusowy kompleks dla „wybranych”. Zamieszkują go takie osoby, jak ja – z rodów, w których dziedziczy się krew nadnaturalnych. W dodatku każdy taki mieszkaniec otrzymuje podobno swojego prywatnego ochroniarza z „Secret Service”.
 Ja nie chciałam żadnego ochroniarza, ani nawet tych luksusów. Chciałam po prostu żyć w spokoju, sama. W miejscu, które należałoby do mnie, gdzieś gdzie mogłabym być wreszcie indywidualistką na pełen etat. „Ayakashi Kan” okazał się być niemalże idealny, no a do tego bezpieczny. Miałam na oku też kilka innych mieszkań, ale rodzice uparli się, że skoro i tak koniecznie chcę, żyć na swoim, to albo będzie to w „Ayakashi Kan” albo nigdzie. Decyzja była więc oczywista.
 I tak oto stałam przed główną bramą do luksusowego kompleksu, o którym marzyło tak wiele osób.
- Na pewno panience nie pomóc? – zapytał szofer, który mnie tu podwiózł. Obserwował mnie z niejaką obawą. Uśmiechnęłam się do niego spokojnie.
- Nie, dziękuję. Możesz już jechać do domu – odparłam, złapałam za rączkę walizki i ruszyłam w stronę wejścia do budynku.
 W środku od razu skierowałam się do windy, bo choć odrzuciłam propozycję szofera, wcale nie byłam taka pewna czy dotaszczę wszystkie swoje rzeczy bezpiecznie do swojego pokoju.
- Apartament numer cztery – mruknęłam, kiedy drzwi windy rozsunęły się na właściwym piętrze. Nie oglądając się na nic, ruszyłam prosto do drzwi mojego nowego apartamentu. Musiałam jeszcze wyjąć klucze z torebki, a nie było to łatwe ze względu na to, jak bardzo byłam obładowana. Spróbowałam sięgnąć wolną dłonią do kieszonki z kluczami, nie odstawiając niczego, ale okazało się to błędem. Torba sportowa zsunęła mi się z ramienia i upadła na podłogę, a w jej ślady poszedł plecak. Zła, cisnęłam również walizką na podłogę.
- Niech to szlag… - warknęłam, grzebiąc w torebce. Kiedy wreszcie natknęłam się na właściwe klucze, te oczywiście musiały wypaść mi z ręki. Klnąc pod nosem schyliłam się, żeby je podnieść. Ktoś jednak mnie uprzedził.
- Panienka Ayano Funabashi?
 Podniosłam wzrok na nieznajomego i mimowolnie wstrzymałam oddech. Był to wysoki, młody mężczyzna w garniturze. Co czyniło go jeszcze bardziej niezwykłym miał mlecznobiałe włosy oraz heterochromię – jego lewe oko było złote, natomiast prawe – niebieskie. Na jego wyciągniętej w moją stronę dłoni w czarnej rękawiczce leżał mój klucz.
- Zgadza się. Dziękuję – przyjęłam klucz i odwróciłam się, by otworzyć drzwi. W duchu cały czas modliłam się, aby mężczyzna sobie poszedł. Nie chciałam się wdawać w niepotrzebne rozmowy i po raz kolejny odgrywać tego samego spektaklu.
 Mężczyzna podniósł z podłogi moje rzeczy i podał mi je z uśmiechem na ustach. Skinęłam mu bez słowa głową i chciałam już wejść do pokoju, jednak on wciąż stał w tym samym miejscu, nie wykazując żadnych chęci do odejścia. Zrezygnowana odwróciłam się w jego stronę.
- O co chodzi?
Ku mojemu zdziwieniu białowłosy skłonił się nisko.
- Nazywam się Soushi Miketsukami i zostałem wyznaczony na twojego agenta z Secret Service, panienko Ayano.
- Dziękuję, ale nie potrzebuję żadnego ochroniarza, więc możesz już iść – i nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Następnie oparłam się o nie, wzdychając ciężko. Byłam przekonana, że to ktoś z rodziny zatrudnił tego ochroniarza. Miałam cichą nadzieję, że już nigdy go nie spotkam. Nie chciałam nawiązywać z nikim znajomości, wiązałoby się to tylko z kolejnymi rozczarowaniami, a może i nawet cierpieniem. Już dawno zdecydowałam, że będę unikać, jak tylko się będzie dało wszystkich mieszkańców „Ayakashi Kan”.
 Nie wiedziałam jeszcze jednak, że nie będzie to takie łatwe ani, że tak wiele zmieni się w moim życiu za sprawką białowłosego ochroniarza.

czwartek, 1 stycznia 2015

Diabolik Lovers: Rozdział 13

 Witam w nowym roku! Może zaczniemy go od nowego rozdziału Diabolik Lovers? Wszyscy za? Mam nadzieję, że tak, bo właśnie go skończyłam ^^. Rozdział ten różni się chyba pod pewnym względem od innych, no ale o tym się przekonacie, jak go przeczytacie xD Ewentualne skargi możecie kierować pod adresem piosenek, pod wpływem, których go pisałam xD Zawdzięczacie go więc m.in. "Poison" Groove Coverage, "D.N.A" Little Mix, "Sexin on the Dance Floor" Cash Cash i "Whataya Want From Me" Adama Lamberta. Zapraszam do czytania :3



Nowe uczucia

 Jak się okazało, Ayato nie rzucił swoich słów na wiatr. Kilka godzin później, już po zakończeniu wigilijnej „imprezy” szykowałam się w swoim pokoju do snu. Zdążyłam już wziąć kąpiel i przebrać się w piżamę. Właśnie stałam przed toaletką, rozczesując swoje kruczoczarne, wilgotne nieco po kąpieli włosy, gdy wyczułam za sobą czyjąś obecność. W lustrze mignęły mi zielone oczy, a lodowate palce owinęły się wokół mojego nadgarstka. W pierwszej chwili niemal wrzasnęłam, zaskoczona. Zerknęłam szybko za ramię i napotkałam uśmiechniętą twarz Ayato, pochyloną nad moim ramieniem.
- Co ty, u licha, wyprawiasz?! – zapytałam, udając oburzenie.
- Czy nie mówiłem, że dokończymy to później?
- W sensie, że… tak teraz?
- A kiedy? – mruknął, a jego oddech połaskotał  skórę na mojej szyi. Poczułam gęsią skórkę na ramionach. Ayato wysunął szczotkę z mojej ręki, pozwalając spaść jej na podłogę. Jednocześnie przytknął usta do mojego barku, by po chwili zatopić w nim kły. Krzyknęłam cicho z zaskoczenia. Wampir zlizał powoli krople krwi wypływające z miniaturowych ranek.
- Taka słodka, taka gorąca… niesamowita – wymruczał, otaczając mnie ramionami. Mimowolnie zadrżałam. W odpowiedzi błysnął zębami w uśmiechu i bez ostrzeżenia wziął mnie na ręce.
- Co ty wyprawiasz? – pisnęłam, łapiąc się go kurczowo.
- Jeszcze zasłabniesz, jeśli będziemy tu tak sterczeć – stwierdził, po czym niezbyt delikatnie, opuścił mnie na łóżko. Sam błyskawicznie znalazł się nade mną. Pochylił się i nakrył moje usta swoimi, składając na nich delikatny pocałunek, trwający zaledwie kilka sekund.
 Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Jego, migotały w delikatnym świetle rzucanym przez nocną lampkę. Wstrzymałam oddech, kiedy dostrzegłam w nich wyraźne pragnienie… Nie, pożądanie.
- Należysz do mnie – oznajmił. – Słuchaj mnie. Patrz tylko na mnie. Bądź cała, wyłącznie moja.
 Nie dał mi czasu na odpowiedź, ponownie złączając nasze wargi w kolejnym pocałunku, tym razem bardziej gwałtownym, namiętnym, niemal odbierającym mi dech w piersiach. Odruchowo zamknęłam oczy, pozwalając trwać tej słodkiej przyjemności. Serce biło mi jak szalone. Wypełniała mnie dziwna ekscytacja i radość.
 Usta Ayato przeniosły się z moich warg na szyję, a z niej na ramiona. Jego dłonie przesuwały się po moim ciele, sprawiając, że miejsca, których dotykał zdawały się płonąć.
 Jęknęłam cicho, kiedy jego kły ponownie zatopiły się w mojej skórze, tym razem na obojczyku. Wampir oblizał się zadowolony, po czym przesunął powoli językiem po mojej rozpalonej szyi. Od tego wszystkiego kręciło mi się w głowie.
 Jego chłodna dłoń wsunęła się pod moją koszulkę. Wodził palcami po moim brzuchu, przesuwał je wzdłuż materiału spodenek i znów przenosił na brzuch, kreśląc na nim skomplikowane wzory. Drażnił się ze mną, z uśmiechem obserwując moje reakcje. Postanowiłam nie dać mu tej jednostronnej satysfakcji. Pod wpływem nagłego impulsu zarzuciłam ramiona na jego szyję, dźwignęłam się odrobinę i pocałowałam go, wkładając w ten pocałunek wszystkie targające mną emocje.
 Gdy ponownie opadłam na poduszki, dostrzegłam zdziwienie wymalowane na twarzy chłopaka. Na zaledwie sekundę jego oczy otworzyły się szerzej, po czym uśmiechnął się jeszcze bardziej zadowolony z siebie i wrócił do obsypywania mego ciała pocałunkami. Przylgnęłam do niego całym ciałem, ciesząc się z jego bliskości. Zacisnęłam kurczowo dłonie na jego ubraniu, nie chcąc by się ode mnie odsuwał.
 I wtedy zaczęło to do mnie docierać. Nie bez powodu moje serce tak wariowało w jego obecności. Nie bez jakiejś przyczyny reagowałam tak na jego dotyk. Byłam nastolatką, nigdy nawet nie miałam chłopaka, więc czy mogłam mówić o miłości? Ale jeśli nie byłam zakochana w Ayato, to w takim razie czym było to uczucie?
 Zacisnęłam powieki. Ale przecież nie mogłam powiedzieć mu czegoś takiego. Nie mogłam wyjechać z tekstem, że go… kocham! Nawet nie wiedziałam, co on czuł do mnie. Czy… cokolwiek do mnie czuł. Mówił, że należę do niego… ale przecież można coś posiadać i tego nie kochać, prawda? Miałam mętlik w głowie.
 Ayato wyczuł, że coś jest nie tak. Złapał mnie w talii i obrócił się tak, że teraz to ja leżałam na nim.
- Co jest, Naleśniku?
- Nic – mruknęłam.
- Ty płaczesz? – ponownie otworzył oczy szerzej, zaskoczony.
- Nie – odpowiedziałam szybko, odwracając głowę.
- Właśnie widzę - przesunął palcami po moim policzku, ścierając z niego słone krople. – Powiesz, o co chodzi, Naleśniku, czy mam cię do tego zmusić?
- Ja… - nie wiedziałam, jak powinnam ubrać w słowa to, co zaprzątało moje myśli.
- Ty?
- Czym ja dla ciebie tak właściwie jestem? – wybuchłam w końcu. – Tylko zabawką, czy może jednak czymś więcej?
 Po raz kolejny udało mi się go zaskoczyć. Ayato wsunął dłoń w moje włosy i obrócił się tak, że znów wylądowałam pod nim. Przytknął usta do mojego ucha i wyszeptał:
- Głupia. Gdybyś była „tylko zabawką” już dawno byś mi się znudziła.
 Skończywszy to mówić, przygryzł lekko płatek mego ucha.
- Chyba nie chcesz zostać ukarana za takie myślenie, prawda? – mruknął, ponownie przykładając usta do mojej skóry. Gwałtownie pokręciłam głową i poczułam, że Ayato się uśmiecha. Po krótkiej chwili nasze usta ponownie się odnalazły, napierając na siebie z nową siłą.
To mogłoby trwać w nieskończoność.
 I tak naprawdę straciłam poczucie czasu. W tamtej chwili liczyły się jedynie nasze splecione dłonie, wargi ocierające się o siebie, kontrast między moim rozgrzanym ciałem i jego chłodnym, jego palce w moich włosach, moje dłonie zaciśnięte na jego koszuli, moje przyśpieszone bicie serca, nasze wymieszane, urywane oddechy, nasze złączone cienie, przesuwające się po pokoju. Kto w takiej chwili przejmowałby się upływem czasu?

 Obudziły mnie promienie słońca bezczelnie oświetlające moje powieki. Jęknęłam, skuliłam się pod ciepłą kołdrą i wtuliłam twarz w klatkę piersiową Ayato, nie chcąc jeszcze opuszczać wygodnego łóżka, ani ramion, obejmujących moje ciało.
A byłam pewna, że zaciągnęłam w nocy zasłony…
 W tej samej chwili usłyszałam znajomy chichot, więc niechętnie otworzyłam oczy. Laito stał przy odsłoniętych oknach i obserwował nas z rozbawieniem.
- Czego chcesz? – mruknęłam zaspana.
- Ależ niczego, Maleńka. Po prostu jako jedyni jeszcze nie wstaliście, więc wpadłem na pomysł, żeby was obudzić, gołąbeczki. W końcu, chyba nie chciałabyś przespać świąt, na których tak bardzo ci zależało?
- Która godzina?
- Hmm… - spojrzał na zegar wiszący na ścianie. – Dochodzi wpół do piętnastej.
- Ugh… Nie chcę jeszcze wstawać…
Laito się zaśmiał.
- Co takiego robiliście całą noc, że jesteś aż tak zmęczona, Maleńka? Czyżbym niedługo miał zostać wujkiem?
 Moje policzki niemal natychmiast stały się gorące.
- Chciałbyś! Do niczego takiego nie doszło. Rozumiesz? Nie doszło.
- O co tyle krzyku z samego rana? – mruknął Ayato. Usiadł na łóżku i bynajmniej nie wyglądał na zadowolonego. Obrzucił swojego brata niezbyt przyjemnym spojrzeniem. – Co ty tu robisz?
- Jak już mówiłem, przyszedłem was wspaniałomyślnie obudzić, żeby Maleńka nie przespała świąt.
 Spojrzenie Ayato przeniosło się na mnie. Wampir westchnął ciężko.
- Zawracanie dupy – burknął, za co oberwał ode mnie w ramię. – No, już, już…
 - W takim razie, ja was zostawiam~.
 Laito mrugnął jeszcze do mnie na odchodnym, za co jego brat spiorunował go wzrokiem. Z westchnieniem podniosłam się z łóżka, jednak nim zdążyłam cokolwiek zrobić, Ayato chwycił mnie za nadgarstek.
- Naprawdę tak ci się spieszy?
Spojrzałam na zegarek.
- Minęła już połowa dnia…
- I koniecznie chcesz robić coś innego przez drugą połowę?
Przygryzłam dolną wargę.
- Co ci chodzi po głowie?
Ayato wstał i przyciągnął mnie do siebie.
- Chyba znasz odpowiedź – stwierdził, odsuwając moje włosy, by pocałować mnie w szyję.
- Jeszcze nie masz dość? – zaśmiałam się, wykręcając z jego uścisku. Wiedziałam, że jeśli nie będę się opierać, zeszłoby nam jeszcze trochę czasu zanim w końcu wyszlibyśmy z pokoju.
 Wampir posłał mi jeden z tych jego uśmiechów, od którego uginały się pode mną kolana, a tętno niebezpiecznie mi przyspieszało.
- Mam ci pomóc przy przybieraniu?
- Nie, dzięki. Dam sobie radę. Możesz zająć się sobą.
- Jesteś pewna? Raczej nie ma za wiele tego, czego jeszcze nie widziałem…
- Jeszcze wiele nie widziałeś! – odparowałam, czując, że moje policzki znowu stają się gorące. – Idź do siebie!

  Po zejściu na parter zastałam typowy widok – Ayato i Shuu grali w rzutki, Reiji czytał książkę, Kanato pochłaniał słodycze, a Laito i Subaru grali w bilard.
- Tak ci zależało, żebym wylazła z łóżka, a teraz co? – obrzuciłam Laito spojrzeniem spod zmrużonych powiek. – Mam sobie iść sama śpiewać kolędy pod choinką?
 - Możesz zagrać z nami – zaproponował Subaru.
- Przecież wiesz, że nie umiem.
- Możemy cię nauczyć – Laito wyprostował się i oparł kij do bilardu o ramię. – O ile Wasza Wysokość – tu uśmiechnął się złośliwie, zerkając w stronę Ayato – nie ma nic przeciwko.
- Może później… - podeszłam do okna i odsłoniłam zasłony. – Śnieg!
- Śnieg? – powtórzył Laito.
- Tak. Spadł śnieg!
 I nim którykolwiek z braci zdążył mnie zatrzymać, popędziłam po kurtkę i wypadłam jak burza do ogrodu. Musiało zacząć padać w nocy, albo wcześnie rano, gdyż ziemię pokryła już gruba warstwa białego puchu.
 Pierwszy raz widziałam ogród Sakamakich obsypany śniegiem i ten widok po prostu zaparł mi dech w piersiach. Z tego całego wrażenia poślizgnęłam się na oblodzonej ścieżce i z pewnością wylądowałabym na tyłku, gdyby ktoś mnie nie podtrzymał.
- No, no, Maleńka. Co też w ciebie wstąpiło? – Laito zaśmiał się tuż koło mojego ucha. Sama też parsknęłam śmiechem i otrzepałam ubranie.
- Dzięki.
- Nie ma za co. Ahh, i to by było na tyle z bycia sam na sam – wampir westchnął dramatycznie, gdy dostrzegł, że z domu wychodzą pozostali.
- Głupek – skomentowałam.
 Podeszłam do najbliższego krzaku róż i zanurzyłam dłonie w leżącym na nim śniegu. Chłód sprawił, że moja skóra błyskawicznie się zaróżowiła, gdy formowałam w dłoniach kulkę. Odwróciłam się, zerkając na braci i zastanawiając się, w kogo mogłabym rzucić, aby nie wiązało się to z nieprzyjemnymi konsekwencjami. Zdecydowałam się na Laito. W końcu i tak wiecznie obrywał…
 Śniegowa kula rozbiła się na kurtce na plecach wampira, który odwrócił się w moją stronę z uniesionymi pytająco brwiami.
- Wojna na śnieżki! – zawołałam i rozpętałam tym prawdziwe piekło. Kulki latały we wszystkich możliwych stronach, niektóre nawet bez udziału czyichkolwiek rąk. Nadnaturalna szybkość wampirów bardzo pomagała im w tej zwykłej zabawie. Prawie żaden z nich nie miał na sobie śniegu, podczas gdy ja miałam nim obsypane całe włosy i kurtkę. Ale nie przeszkadzało mi to. Ta wydawać mogłoby się, zwykła wojna na śnieżki sprawiła mi ogromną radość. Dzięki niej, mogłam zobaczyć jak wiele zmieniło się podczas ostatnich kilku miesięcy. Chociażby moje relacje z szóstką ponoć sadystycznych wampirów. Na początku nie wpadłabym w ogóle na pomysł, że mogłabym ich lubić, a co dopiero zakochać się w którymś z nich. Wydawało mi się, że pochodzimy z dwóch tak zupełnie różnych światów…
 I choć nie rozumiałam jeszcze wielu spraw, jak na przykład tego, czemu tak właściwie zostałam wysłana do posiadłości Sakamakich, już dawno przestałam czuć się tutaj jak ofiara, a wręcz… czułam się jak w domu. Wiedziałam jednak, że muszę jeszcze sporo się dowiedzieć i rozwiązać kilka spraw.
 Moje rozmyślania przerwał gwałtowny ból w klatce piersiowej. Uśmiech spełzł z mojej twarzy. Zacisnęłam dłoń na kurtce, cofając się kilka kroków na drżących nogach. W uszach mi szumiało, a obraz przed oczami się rozmazał.
- Nie, błagam… Tylko nie znowu…
 Zakręciło mi się w głowie i osunęłam się na kolana w mroźny puch. Zacisnęłam palce na włosach, czując tępe pulsowanie w głowie i walcząc z mdłościami. Przed oczami zaczęły z zawrotną prędkością migać mi niezrozumiałe dla mnie obrazy. Ogień. Krew. Uniesiony miecz. Wilk z obnażonymi kłami. Przewrócony kielich z wylewającą się z niego cieczą. Przerażające, powykręcane z bólu twarze nieznanych mi ludzi.
 Nie zdawałam sobie sprawy, że krzyczę póki ból w klatce piersiowej nie ustał, a obrazy nie zniknęły mi sprzed oczu. Wciągnęłam łapczywie powietrze do płuc i rozejrzałam się. Wampiry otoczyły mnie, pochylając się nade mną z zaniepokojonymi twarzami.
- Co to było? – zapytał Ayato, dotykając mojego ramienia.
Potrząsnęłam głową.
- Nie wiem – wstałam, chociaż próbował mnie powstrzymać. – Już w porządku.
 Ból zniknął równie szybko, jak się pojawił. Sama nie rozumiałam, co się właśnie stało. Ale, gdy podniosłam wzrok zdałam sobie sprawę z jeszcze jednej niepokojącej rzeczy. Ktoś nas obserwował. Pośród drzew stała tajemnicza postać. Jej ciemny płaszcz załopotał na wietrze, kiedy odwróciła się i zniknęła mi z pola widzenia. Zadrżałam wcale nie z zimna i objęłam się ramionami.
- Lepiej wracajmy do środka…

środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie roku i plany na 2015

 No to tak, moi drodzy, dziś kończy się rok 2014, a zarazem minął również rok istnienia tego bloga. W związku z tym postanowiłam zrobić małe podsumowanie :3

  • Blog nabił ponad 10 tys. wejść. Jesteście wielcy ^^
  • Opublikowane zostały 104 komentarze. Wow, zadziwiacie mnie owo
  • Wstawiłam (łącznie z tym) równo 30 postów. 
  • Gwiazdą bloga okazał się być mój fanfic Diabolik Lovers. Jest to zarazem najdłuższe opowiadanie, jakie do tej pory napisałam, więc jestem z siebie dumna xD. 
 Myślę, że to chyba już wszystkie takie najważniejsze rzeczy. Teraz przedstawię wam moje małe plany na rok 2015. Zobaczymy, ile z tego uda mi się spełnić xD. A więc, mam zamiar:

  • Zmienić wygląd bloga
  • Odświeżyć strony na blogu
  • Kontynuować: "Diabolik Lovers", "Noragami", "Nastoletni Terror" oraz "Zapomnianą Melodię".
  • Odświeżyć, a raczej napisać na nowo mój stary fanfic o "Ao No Exorcist"
  • A także napisać fanfici, przeróbki lub one shot'y poniższych tytułów:

"Trylle"



"Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy"



"Free: Eternal Summer"



"Kuroshitsuji'



"Akame ga KILL!"



 No i to by było na tyle. Nie wiem, ile z tych planów uda mi się spełnić xD Oczywiście, chciałabym jak najwięcej. Z czasem jednak może mi się coś zmienić - porzucę jakiś pomysł, albo inny wpadnie mi do głowy. W każdym razie, chciałabym wam wszystkim, moi czytelnicy, serdecznie podziękować. Za to, że wchodzicie, czytacie, dzielicie się opiniami w komentarzach, co czasami naprawdę mnie podbudowuje. Tak więc, dziękuję wam wszystkim. Mam nadzieję, że wytrzymacie ze mną kolejny rok, że nie porzucicie czytania moich wypocin i że nawet was przybędzie. Naprawdę, fajnie jest wiedzieć, że to co piszę, komuś się podoba. Jeszcze raz dziękuję i życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku! ^^

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Diabolik Lovers: Rozdział 12

 Hoł, hoł, hoł! Właśnie skończyłam świąteczny rozdział DiaLovers! Wiem, że obiecywałam, że pojawi się wcześniej, no ale wiecie... słodkie, poświąteczne lenistwo... W każdym razie, mam nadzieję, że wam Święta minęły spokojnie i miło ^^. A teraz, przejdźmy już lepiej do rozdziału :3



Świętowanie z wampirami

 Do świąt pozostało zaledwie kilka dni. Co prawda, nie obeszło się bez trudności, ale udało mi się przekonać braci Sakamaki, by pomogli mi z przygotowaniami. Choć na początku niechętnie, po niedługim czasie zgadzali się już na moje propozycje bez większych oporów.
 I tak, pewnego wieczoru (oczywiście przecież, że nie w ciągu dnia), na dwa dni przed Wigilą wybrałam się na zakupy do centrum handlowego w towarzystwie Ayato, Laito, Kanato oraz Subaru. Shuu, zbyt leniwy, aby ruszyć swój tyłek z rezydencji podczas wolnego dnia, miał zająć się świąteczną muzyką. Natomiast jego młodszy, sztywny brat Reiji obiecał (po zmuszeniu) posprawdzać, jak wyglądają sprawy ze świątecznym wyposażeniem domu.
 Całe centrum było niesamowicie wystrojone. Na parterze stała kilkumetrowa choinka, wzdłuż ruchomych schodów ciągnęły się kolorowe łańcuchy oraz migoczące lampki, z sufitu zwieszały się złote i srebrne, olbrzymie gwiazdy i bombki, a w sklepowych witrynach pełno było najróżniejszych ozdób. Dodatkowo, z głośników płynęły najpopularniejsze świąteczne przeboje.
- No, dobra – zatrzymałam się, wyciągając z torebki cienki plik kartek. – Kanato, ty zajmij się słodyczami.
Podałam chłopakowi jedną z list. Ten skinął głową i odszedł, dyskutując ze swoim ukochanym pluszakiem.
- Laito – zamachałam drugą kartką przed nosem Kapelusznika. – Tobie przydzielam ozdoby.
- Jak sobie życzysz, Maleńka – uśmiechnął się, mrugając do mnie, po czym odmaszerował w swoją stronę.
- Ayato, Subaru – zwróciłam się do pozostałej dwójki. – Wy idziecie ze mną.
- A czym mamy się zająć? – zapytał Ayato, rozglądając się po centrum.
- Potrawy, prezenty, różne duperele…
Wampir uniósł brwi, ale nic nie powiedział.
  Tak, jak się spodziewałam, w sklepach było niezwykle tłoczno. Jednak, na szczęście, nie musiałam przepychać się przez tłum – ludzie samoistnie rozstępowali się, gdy tylko widzieli Ayato i Subaru. Za każdym takim razem mimowolnie się uśmiechałam. Z drugiej natomiast strony, w pewien sposób było to smutne. Ale nie wdawałam się w dłuższe przemyślenia na ten temat. Chciałam po prostu jak najszybciej skończyć zakupy.
 Chłopcy w milczeniu, bez marudzenia, przyjmowali ode mnie kolejne wypełnione reklamówki. Chociaż widziałam po ich twarzach, że włóczenie się po sklepach i robienie za tragarzy nie jest szczytem ich marzeń. Kiedy już wyraźnie mieli serdecznie dość, zaproponowałam, żeby zaczekali na mnie przy jednej z ławek rozstawionych w korytarzach. Obaj spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
- Muszę… załatwić kilka babskich spraw – tłumaczyłam. – Wątpię żeby chciało się wam mi przy tym towarzyszyć. Zresztą… wolę sama to załatwić. To do zobaczenia! – rzuciłam szybko, gdy chcieli zaprotestować i pognałam w stronę paru ostatnich sklepów.
- Naprawdę nie mam pojęcia, co dziewczyny widzą w zakupach – mruknął Ayato jakiś czas później, gdy już zanieśliśmy zakupy do limuzyny i wracaliśmy do rezydencji.
- Hej, kupiłam same najpotrzebniejsze rzeczy. Chyba nie widziałeś dziewczyny ogarniętej szałem zakupów. Uwierz, że takie są gorsze ode mnie – prychnęłam, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
- Czyżby, Naleśniku? – kąciki ust wampira uniosły się w uśmiechu. Niedługo po przesłuchaniu, na którym byłam, wrócił mu humor i od tego czasu zachowywał się już normalnie.
- Wyobraź sobie – odwróciłam się do okna, aby uciec przed spojrzeniem jego jadowicie zielonych oczu.
- Czy ty się rumienisz, Maleńka? – zachichotał Laito ze swojego miejsca.
- Ja?! – przyłożyłam dłonie do swoich policzków. – Chyba ci się przywidziało.
- Może masz gorączkę? – zasugerował dotąd milczący Subaru.
- Mogę to sprawdzić… - odezwał się Ayato. W samochodowej szybie mignęło mi odbicie jego złośliwego uśmieszku.
- Ani się waż! – pisnęłam, odwracając się gwałtownie w jego stronę. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że jego twarz znajduje się aż tak blisko. Zaskoczona, podskoczyłam na swoim siedzeniu, niemal uderzając przy tym głową w dach limuzyny. Laito teraz już nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Subaru zmarszczył brwi.
- Coś ty taka nerwowa, Naleśniku? – Ayato przesunął się ponownie na swoje miejsce.
- Hej, Teddy, jak myślisz, czy to przez te święta czy przez coś innego? – Kanato ponownie wdał się w jednostronną dyskusję z pluszowym misiem.
- Och, dajcie spokój… - zsunęłam się w swoim siedzeniu, modląc się, by głupie rumieńce zniknęły z mojej twarzy.
***
- Wiesz, że mamy służących? – zapytał Shuu, obserwując jak biegam tam i z powrotem, wieszając ostatnie dekoracje w salonie. – Czemu nie każesz im tego zrobić?
- Cóż – wpatrywałam się w choinkę, ściskając w dłoni szpic w kształcie złotej gwiazdy. Byłam za niska, żebym sama mogła go włożyć. – Bo zrobienie tego samemu, jest o wiele zabawniejsze.
- Co robienie samemu jest o wiele zabawniejsze? – odezwał się ze szczytu schodów Laito, oplatający poręcz granatowym łańcuchem. – O czymkolwiek mówicie, sądzę, że zabawniejsze byłoby robienie tego we dwójkę, Maleńka.
- Ty tam wracaj do pracy – machnęłam na niego ręką. Ponownie zmierzyłam choinkę wzrokiem. Może jak stanę na palcach… nie to na nic.
- Pomóc ci?
 Odwróciłam się. Za mną stał Ayato. Odłożył kartonowe pudło wypełnione kolorowymi ozdobami na podłogę i spojrzał na mnie pytająco.
- Ja z chęcią po-
- Zamknij się – uciszył swojego brata, nawet na niego nie patrząc.
- Jeśli mógłbyś włożyć to na czubek choinki to byłabym…Hej, co ty wyprawiasz?! – krzyknęłam, zaskoczona.
Ayato bowiem, nim skończyłam mówić, położył dłonie na moich biodrach i pomimo moich protestów, podniósł mnie.
- O co ci chodzi, Naleśniku? Teraz dosięgniesz.
Miał rację. W ten sposób mogłam bez problemu włożyć ozdobę na czubek choinki. Tak też zrobiłam.
- Okay, możesz mnie postawić – oznajmiłam.
Wampir opuścił mnie więc na podłogę, ale jego dłonie zatrzymały się na moich biodrach odrobinę dłużej niż było to konieczne. Ubawiony Laito, zaśmiał się radośnie nad naszymi głowami.
- Hej, Maleńka, jesteś pewna, że nie masz gorączki? Może Subaru miał jednak ra…
Nim zdążył dokończyć zdanie sięgnęłam po jedną z plastikowych bombek z pudła, które przyniósł Ayato i najzwyczajniej w świecie, rzuciłam nią w wampira. Czerwona kulka odbiła się od kapelusza zaskoczonego chłopaka.
- Aj! A to za co? – zapytał, udając oburzenie.
 Tym razem to Ayato się zaśmiał, a z korytarza dobiegło mnie ciche parsknięcie Subaru, który najwidoczniej również widział tą scenę.
- Masz niezłego cela, Naleśniku.
- Dzięki.
- Heej~. Czy wy mnie ignorujecie?
- Właśnie tak, Kapeluszniku. Wracaj do pracy.
- Tak, tak. Się robi, Maleńka~.
- Kanato, mam nadzieję, że nie zżerasz większości słodyczy? – rzuciłam przez ramię, wchodząc do kuchni. Wampir podniósł na mnie wzrok, oblizując palce z kolorowego lukru. – Zostaw coś na kolację.
- Czemu tak biegasz? – zapytał Reiji, siedzący w kącie z książką na kolanach.
- Jest Wigilia. Zaraz kolacja. A ty mógłbyś pomóc. Wszyscy inni zaangażowali się bez marudzenia.
- Tak, naprawdę doceniam twój dar przekonywania…
- Dziwnie to mówić, ale jesteś chyba bardziej leniwy niż Shuu.
Okularnik spiorunował mnie wzrokiem. Uparcie odwzajemniłam jego spojrzenie. Przed nieuchronnie nadchodzącą kłótnią wybawiło mnie wołanie Ayato, dobiegające z salonu.
- Naleśniku! Chodź tutaj!
- Co jest?
- Po prostu tu chodź!
Westchnęłam ciężko, kierując się w jego stronę.
- Byle szybko. Mam mało czasu. Zaraz kolacja, muszę posprawdzać, czy wszystko gotowe i…
Nim zdążyłam dokończyć, wampir złapał mnie za ramię i pociągnął na sam środek pomieszczenia. Wpatrywałam się w niego zaskoczona.
- O co chodzi?
Ten z uśmiechem wskazał coś wiszącego nad jego głową. Zmrużyłam oczy. Jemioła.
- Z tego co wiem, jednym z ludzkich zwyczajów jest takie coś, że jeżeli staniesz z kimś pod jemiołą, to musisz go pocałować.
- Żartujesz… - wykrztusiłam, wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami.
- Nie – jego uśmiech się poszerzył. Złapał mnie jedną ręką w talii i przyciągnął bliżej. Byłam zbyt zaskoczona, żeby protestować. Ayato wykorzystał to, pochylił się nade mną i złożył na moich ustach pocałunek. Zadziwiająco delikatny jak na niego. Tak bardzo różniący się od tego w szkolnym składziku… Na samo to wspomnienie zadrżałam. Widząc to, chłopak owinął swoje ramiona wokół mojej talii, przysuwając mnie jeszcze bliżej. Byliśmy tak blisko siebie, że nasze ciała się stykały. Moje serce biło zadziwiająco głośno.
- Przepraszam, Natsuki za… tamto – wyszeptał wampir do mojego ucha. Otworzyłam oczy jeszcze szerzej, ze zdumienia. Po pierwsze, Ayato mnie przeprosił. Ayato. Przeprosił. Coś takiego nie zdarza się za często. Wróć, to w ogóle się jeszcze nigdy nie zdarzyło.
 Po drugie, zwrócił się do mnie po imieniu. Do tej pory robił tak tylko wtedy, gdy moje życie wisiało na włosku. Czyżbym o czymś nie wiedziała?
- Co tak nagle zesztywniałaś?
- Ty…  użyłeś mojego imienia – wydusiłam.
- To źle, Naleśniku? – zapytał zaczepnie, uśmiechając się przy tym złośliwie.
W odpowiedzi nadęłam policzki, mierząc go spojrzeniem. Ayato parsknął śmiechem.
- Oj, już nie rób takiej miny – przyłożył dłonie do moich policzków, patrząc mi w oczy. Pod wpływem tego spojrzenia nie mogłam się uspokoić. Serce tak głośno mi waliło… - Postaram się używać go częściej.
 I znowu nasze usta się spotkały. Tym razem na dłużej. Zacisnęłam dłonie na jego koszuli, oddając się słodkiej przyjemności. Gdzieś z góry rozległ się gwizd. Kiedy oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w górę, ujrzeliśmy rozbawionego Laito.
- Hej, też będę musiał wykorzystać tę sztuczkę z jemiołą – stwierdził, przechylając się przez przystrojoną barierkę.
- Znajdź sobie własną – burknął Ayato, zrywając roślinkę. Zastanawiałam się, czy miał na myśli właśnie ją, czy… mnie. – Dokończymy to później, Naleśniku – zwrócił się do mnie, posyłając mi jeden z jego firmowych uśmieszków.
- To obietnica czy groźba?
- Potraktuj to sobie jak chcesz.
 Mimowolnie, na moją twarz wypełznął uśmiech. Jednak w tej chwili tuż przed moim nosem pojawiła się znajoma, kudłata, pluszowa głowa.
- Co jest, Teddy? – zapytałam, zerkając to na misia, to na Kanato.
- Teddy i ja jesteśmy głodni. Kiedy kolacja?
- Kolacja! – puknęłam się otwartą dłonią w czoło. – Daj mi jakieś dziesięć minut, zaraz wszystko będzie gotowe!

 Dzięki Bogu, kolacja minęła bez większych problemów. Większość potraw przygotowana częściowo przeze mnie, a częściowo przez służbę zniknęła w mgnieniu oka ze stołu. Cóż, czego się dziwić po szóstce dorastających wampirów…
 Kiedy opróżniłam swój talerz, obrzuciłam spojrzeniem pozostałych, po czym widząc, że wszyscy skończyli swoje dania, poderwałam się ze swojego miejsca i zawołałam radośnie:
- Czas na prezenty!
- Nareszcie~! – zawtórował mi Laito, klaszcząc. – Ale najpierw, Maleńka, mam do ciebie prośbę. Otwórz mój prezent jako pierwszy zanim zajmiesz się resztą.
 Spojrzałam na szczerzącego się w uśmiechu wampira, z niejakim niepokojem.
- Czemu?
- Po prostu. No chodź – chłopak popchnął mnie, więc niechętnie ruszyłam do salonu. Tam wręczył mi podłużne, krwistoczerwone pudełko przewiązane zieloną wstążką. Z wahaniem rozwiązałam ją i uniosłam wieko pudła.
- Chyba żartujesz – oznajmiłam, widząc co znajduje się w środku. – Powiedz, że żartujesz.
- Nie, w żadnym wypadku~. No, już. Załóż to. Jestem pewien, że wszystkim się spodoba.
-  Zwariowałeś. Nie mam za…
- E, e, e – wampir zamachał mi palcem wskazującym przed oczami zupełnie jakby pouczał niesforne dziecko. – Czy nie przyjęcie prezentu nie byłoby niegrzeczne?
- Ty…
- Wesołych Świąt, Ma-leń-ka~.
 Myślałam, że spalę się ze wstydu, gdy wróciłam do salonu przebrana w zdecydowanie za krótką, jak na mój gust sukienkę a la Święty Mikołaj. Spiorunowałam wzrokiem uradowanego Laito i nerwowo obciągnęłam strój.
- Wiedziałem, że będzie leżał na tobie idealnie – mrugnął do mnie, na co wysunęłam język, choć miałam ochotę wykonać bardziej obraźliwy gest. Odetchnęłam głęboko, aby się uspokoić i przywdziałam na twarz najbardziej pewny siebie uśmiech na jaki było mnie stać.
- Więc teraz, przejdźmy na poważnie do prezentów.
- A czy mój nie był poważny?
- Przymknij się, Laito, albo nic nie dostaniesz.
Ku mojemu zdziwieniu, to go uciszyło.
- Najpierw rozdam prezenty ode mnie.
- Kupiłaś prezenty dla każdego? – odezwał się zaskoczony Subaru.
- Tak. Zacznijmy może od najstarszego… Shuu.
Podeszłam do wampira z niebieskim pudełkiem.
- Tylko proszę cię, bądź delikatny. Nie trzęś tym ani nic – ostrzegłam, podając mu paczkę.
 Blondyn spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami, lecz tak jak prosiłam, był ostrożny przy otwieraniu. Ledwie zdążył podnieść górną część pudła, gdy ze środka dobiegło ciche miauczenie. Zdezorientowany wampir wziął na ręce małego, rudego kociaka i uniósł go na wysokość oczu, by lepiej mu się przyjrzeć. Następnie przeniósł zdumiony wzrok na mnie.
- Kot?
- Taak. Wybacz, wolałam nie ryzykować z psem, a wydawało mi się, że lubisz koty – cały czas obserwowałam uważnie jego reakcję. Chłopak wreszcie ułożył futrzastą kulkę na swoich kolanach, gładząc jej łebek.
- Trafiłaś – powiedział krótko, wpatrując się w kota. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Odetchnęłam z ulgą i odwróciłam się, żeby rozdać pozostałe prezenty. Natknęłam się na zdumione spojrzenia pozostałej piątki.
- No co? – burknęłam, wracając do rozdawania. 
Reijiemu wręczyłam roślinę, o tak skomplikowanej nazwie, że nawet nie starałam się jej zapamiętać. Wampir jednak skinął mi głową z aprobatą, więc stwierdziłam, że i tu chyba dobrze strzeliłam.
 Laito również wydawał się zadowolony ze swojego prezentu – puzzli składających się z pięciu tysięcy części, przedstawiających skomplikowany obraz z pianinem. Tak, mógłby się wydawać dziwnym fakt, że zboczony Kapelusznik zadowoli się paczką puzzli. Jednak z tego, czego udało mi się dowiedzieć, układanie puzzli było hobby Laito.
 Kanato z radością przyjął ode mnie białego królika z, podobnie jak u Teddy’ego, czarną opaską na oku. Ucieszyłam się, że Kanato spodobał się prezent. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby wpadł w szał, bo nie byłby zadowolony…
 Najmłodszemu z trojaczków sprezentowałam piłkę do koszykówki z limitowanej edycji, z autografami członków popularnej w Japonii drużyny. Była trudna do zdobycia, ale ów trud się opłacił. Ayato posłał mi zadowolony uśmiech, kiedy obracał piłkę w dłoniach.
 Subaru natomiast otrzymał ode mnie ozdobną, skórzaną pochwę na jego sztylet. Chłopak przesunął palcami po skomplikowanych wzorach, po czym rumieniąc się, burknął, że nie musiałam mu nic dawać.
 Okazało się, że bracia również przygotowali coś dla mnie. I tak oto od najstarszej dwójki dostałam piękną, biała gitarę z czarnymi, ozdobnymi zawijasami na pudle rezonansowym, od Kanato przerażająco realnie wyglądającą lalkę, od Ayato komplet ślicznej biżuterii z szafirami, a od Subaru nowiutki telefon. Kiedy zaskoczona przyglądałam się urządzeniu w mojej ręce, oznajmił:
- Twój poprzedni zniszczyłem przy naszym pierwszym spotkaniu, więc… no, proszę.
 Jednak ku mojemu rozczarowaniu, bracia nie podarowali niczego sobie nawzajem. Naprawdę nie rozumiałam tego, że choć są rodziną, to prawie, że wcale się ze sobą nie dogadują. No, ale cóż. Nie można mieć wszystkiego, prawda? To i tak była nader udana Wigilia.