Ariana | Blogger | X X

piątek, 3 kwietnia 2015

Zakończenie ankiety

 I tak oto nadszedł koniec ankiety. Przez pewien czas toczyła się podczas niej zażarta walka (xD), po której zwycięskim opowiadaniem okazał się mój fanfic Inu x Boku SS. Tak więc, to właśnie to opowiadanie jako pierwsze doczeka się kontynuacji. Jednak dlatego, że "Zakochany Demon" przegrało zaledwie kilkoma głosami, również niedługo doczeka się ciągu dalszego :3

środa, 1 kwietnia 2015

Diabolik Lovers: Rozdział 18

 Hmm... czy ktoś tu zamawiał nowy rozdział DL? Świeżutki, cieplutki rozdzialik, nic tylko czytać! To już ostatni rozdział, zawierający w sobie wydarzenia z Vandead Carnival. Jak zakończy się ta impreza dla wampirzego grona? Przekonajcie się sami! ^^ Niedługo kończy się również ankieta, więc zobaczymy, które opowiadanie będzie kontynuowane w następnej kolejności. Jeśli jeszcze nie zagłosowaliście na tytuł, który chcielibyście przeczytać, to radzę się pospieszyć!



Nieproszony gość

 Wszystko wydarzyło się w mgnieniu oka. Wampir rzucił się w naszą stronę, w międzyczasie spod płaszcza wyciągając sporych rozmiarów nóż o zakrzywionym ostrzu. Wycelował nim prosto… we mnie. Ayato zareagował błyskawicznie, odpychając mnie aż wpadłam na klatkę piersiową Shuu. Ten wepchnął mnie natomiast między swoje plecy a ścianę, robiąc z siebie żywą tarczę.
 Laito w tym czasie doskoczył do wampira w płaszczu i wykręcił mu rękę z nożem, zmuszając go do upuszczenia broni. Subaru błyskawicznie znalazł się za mężczyzną i gdy tylko Laito go puścił, powalił go na posadzkę.
- No, no, no. Mamusia nie nauczyła, że nie wolno biegać z ostrymi przedmiotami? – Zapytał Laito, odgarniając włosy z twarzy. – Jeszcze mógłbyś kogoś zranić.
 Wampir jednak nie przejął się jego słowami. Był zbyt zajęty próbami wyrwania się Subaru, który dociskał nogą jego tułów do podłoża.
 Wszyscy goście patrzyli ze zdezorientowaniem na naszą grupkę i dziwnego mężczyznę. W pewnej chwili tłum przed nami się rozstąpił i podeszło do nas dwóch chłopaków. Jednym z nich ponownie okazał się ten sam, który rozdawał wcześniej szampana.
- Przepraszamy bardzo za ten problem – odezwał się, kłaniając się przy tym lekko. – Zajmiemy się nim.
 Razem ze swoim kolegom poderwał z podłogi obezwładnionego wampira. Ten jednak nie miał zamiaru tak łatwo się poddać. Dzikie spojrzenie szkarłatnych tęczówek przysłoniętych kurtyną ciemnych włosów przeskakiwało z jednej osoby na drugą, a w rozchylonych ustach widać było parę ostrych kłów.
 Wreszcie, spojrzenie mężczyzny zatrzymało się na mnie. Na chwilę zamarł w zupełnym bezruchu, podczas gdy dwaj chłopcy starali się go od nas odciągnąć. W następnej sekundzie jego twarz ponownie wykrzywiła się we wściekłym grymasie, a jego krwistoczerwone oczy rozjarzyły się nienaturalnym blaskiem.
- Potwór! – Wysyczał po raz kolejny, obnażając kły.
 Spróbował rzucić się w moją stronę, ale chłopcy szarpnęli go gwałtownie do tyłu, niemal zwalając przy tym z nóg. Obserwowałam tą scenę, nic z niej nie rozumiejąc. Czy on mówił o… mnie?
- Nie powinnaś żyć. Nigdy nie powinnaś się narodzić. Twoje serce już dawno powinno przestać bić!
 W tłumie ponownie rozległy się szepty i pełne zdziwienia głosy. Zebrane wampiry przenosiły zdziwione spojrzenia ze wściekłego wampira na mnie i z powrotem. Widać nie byłam jedyną, która nic z tego nie rozumiała.
- Życzę ci śmierci – kontynuował swój wywód czerwonooki wampir. – Zdechnij w najgorszych męczarniach, wiedźmo!
- Och, zamknij się – mruknął zniecierpliwionym głosem jeden z przytrzymujących go wampirów, zadając mu szybki cios w brzuch.
- O co tu chodzi? – Szepnęłam całkowicie skołowana, gdy Ayato stanął u mego boku. Ale on tylko potrząsnął głową i wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia, naleśniku – odparł.
 Tymczasem czerwonooki mężczyzna dziwnie znieruchomiał. Opuścił głowę, nie stawiając więcej fizycznego oporu. Jednakże… w chwili, gdy wydawało się, że się uspokoił, cała sala balowa zadygotała.
- Trzęsienie ziemi? – Zapytałam, odruchowo uczepiając się ramienia Ayato.
- Nie sądzę, maleńka – odpowiedział Laito, rzucając mi szybkie spojrzenie przez ramię.
 Tymczasem sala ponownie się zatrzęsła, a na posadzce, ścianach oraz suficie pojawiły się pęknięcia. Posypał się tynk. Na twarzy czerwonookiego pojawił się szalony uśmiech.
- Proszę się szybko ewakuować! – Zawołał chłopak o złotych oczach. – Wszystkim się zajmiemy. Proszę nie panikować i jak najszybciej opuścić teren zamku!
 Goście rzucili się do wyjścia. Niektórzy wychodzili normalnie, inni korzystali ze swoich zdolności teleportacji lub nadludzkiej szybkości. Ja zostałam z braćmi Sakamaki.
- Trzeba się go pozbyć zanim spowoduje więcej problemów – westchnął Reiji. – Subaru?
 Białowłosy skinął głową i z kieszeni spodni wysunął niewielki sztylet.
Ile on ich ma?

 Subaru ruszył w stronę mężczyzny, który znowu zaczął się szarpać. Budynek po raz kolejny zadrżał w posadach.
- Szybciej! – Ponaglił jeden z chłopców, trzymających czerwonookiego. – Długo go nie utrzymamy, a sala w każdej chwili może się zawalić!
- Rozumiem – warknął Subaru i bez zbędnych ceregieli wbił sztylet prosto w pierś trzymanego przez chłopców wampira. Odwróciłam głowę, mimowolnie się krzywiąc. Śmierć mężczyzny jednak nie mogła cofnąć zawalenia się budynku. Pęknięcia zaczęły się poszerzać i co raz więcej tynku osypywało się z sufitu.
- Nie podoba mi się to – mruknął Kanato, zerkając podejrzliwie na sufit. I miał rację.  Gdyby nie refleks Ayato to… no, mogłoby być ze mną kiepsko.
 Chłopak skoczył w moją stronę, chwycił mnie w talii i teleportował nas na drugą stronę sali. Rozpęd sprawił, że oboje straciliśmy równowagę i runęliśmy na posadzkę. W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą staliśmy leżał teraz żyrandol, a raczej… to co z niego zostało. Wokół rozprzestrzeniał się ogień.
 Nim zdążyłam ochłonąć kolejny żyrandol, tym razem blisko nas zachwiał się i również spadł, roztrzaskując się o podłogę. Ayato błyskawicznie się obrócił, zasłaniając mnie własnym ciałem. Za jego plecami buchnęły płomienie. Z drugiej strony pomieszczenia rozległy się krzyki i nawoływania.
- Nic ci nie jest? – Zapytał Ayato, podnosząc głowę, by na mnie spojrzeć.
 Potrząsnęłam głową, przyglądając mu się z niepokojem.
- A ty? Wszystko w porządku?
- Taa, o mnie się nie martw – mruknął podnosząc się i pociągając mnie za sobą.
 Wstrząsy już ustały i teraz głównym niebezpieczeństwem był rozprzestrzeniający się ogień. Byliśmy niemal całkowicie odcięci przez szczątki żyrandoli i szalejący wokół żywioł, pochłaniający kolejne meble oraz drogocenne ozdoby.
- I co teraz? – Zapytałam nie odrywając wzroku od zbliżających się do nas niebezpiecznie płomieni. – Możesz nas stąd teleportować?
 Wampir pokręcił głową, omiatając wszystko wzrokiem. Wręcz emanowało od niego spokojem.
- Nie wiem, co może czekać nas po drugiej stronie. Lepiej skorzystać z tradycyjnego wyjścia.
- Ale… jak? Chyba nie masz zamiaru przejść przez ogień?
 Spojrzenie Ayato padło na ogromne okna po naszej lewej stronie. Lekki uśmieszek  zagościł na jego twarzy.
- Nie, mam lepszy pomysł. Chodź za mną i staraj się nie wdychać dymu.
 Skinęłam głową i potulnie ruszyłam za nim wzdłuż ściany. Żar bijący od ognia był okropny, czułam pot spływający mi po plecach, a oczy zaczynały mi łzawić. Nie miałam czym zasłonić ust ani nosa, więc starałam się oddychać w miarę płytko. W myślach wciąż powtarzałam sobie, żeby nie panikować, co było dość trudne, zważywszy na okoliczności. Na szczęście ogień nie sięgał nas pod ścianą.
 Kilka kroków przed pierwszym oknem, Ayato kazał mi się zatrzymać, a sam wziął zamach i rozbił szybę jednym, mocnym kopnięciem. Następnie podał mi rękę i pomógł przejść przez dziurę. W chwili gdy przeszliśmy nad potłuczonymi odłamkami szyby, płonąca zasłona opadła na posadzkę za naszymi plecami, odcinając i to wyjście.
 Na szczęście byliśmy już na zewnątrz. Mogłam odetchnąć z ulgą. Jednak dopiero teraz dotarło do mnie to wszystko, co właśnie się wydarzyło. Nogi miałam jak z waty. Łapczywie wdychałam nocne powietrze, czując jak całe moje ciało dygocze.
 Ayato idący kilka kroków przede mną, zatrzymał się i spojrzał na mnie przez ramię. Widząc, jak się trzęsę, westchnął i zdjął swoją kurtkę.
- Załóż to – polecił, rzucając ubranie w moją stronę.
 Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, chociaż tak naprawdę trzęsłam się bardziej z nerwów niż z zimna. Jednak, gdy poczułam na sobie ciepło skórzanej kurtki Ayato, od razu poczułam się lepiej.
 Odetchnęłam głęboko i zrównałam się z wampirem. Przed zamkiem zebrali się już chyba wszyscy goście. Dostrzegłam braci Sakamaki, a nie daleko nich również rodzeństwo Mukami. Oczywiście, nikt nie wyglądał na zbyt przejętego tym, co się wydarzyło. Nikt nie był przestraszony, zdenerwowany czy zmartwiony. Na twarzach wampirów dominowało raczej zdumienie. No tak, jakiś tam marny pożar sali balowej nie jest raczej zbyt traumatycznym przeżyciem dla wampirów. W ich świecie zdarzają się pewnie o wiele dziwniejsze i groźniejsze rzeczy.
- Maleńka, Ayato , wreszcie do nas dołączyliście – odezwał się Laito, gdy tylko do nich podeszliśmy.
- Jak widać – mruknął Ayato, krzyżując ramiona.
- A ty, jak się trzymasz? – Zwrócił się do mnie Subaru, marszcząc brwi. Wydawał się zmartwiony.
- Wyszłam z tego wszystkiego bez szwanku, więc… nawet dobrze – stwierdziłam, wzruszając ramionami.
- Chyba jednak nie tak całkiem bez szwanku – oznajmił Kanato. Ruchem dłoni wskazał na moją nogę. Powędrowałam za jego spojrzeniem i dopiero w tej chwili zorientowałam się, że nogę na łydce mam rozciętą, a z rany sączy się krew.
- Musiałam zahaczyć nogą o jakiś fragment szyby, kiedy wychodziliśmy…
- Cóż, lepiej zbierajmy się stąd zanim inne wampiry się zorientują – wtrącił Reiji. – Naprawdę… Musisz być taką niezdarą?
- Hej! To nie moja wina, że nie mogłam wyjść drzwiami jak normalny człowiek!
- Tak, tak, mów co chcesz.
 Spojrzałam na Okularnika spode łba. No, naprawdę, czy to była moja wina? Każdemu mogłoby się zdarzyć zranić się, jak się przełazi przez wybite okno, uciekając przed pożarem, wywołanym przez jakiegoś wampira z problemami psychicznymi. Prawda?
- Niech cię…
- No już, nie kłóćcie się – powiedział Laito, kładąc jedną dłoń na moim ramieniu, a drugą na ramieniu Reijiego.
- Ty nam mówisz, że mamy się nie kłócić? – Reiji uniósł brwi w wyrazie głębokiego zdziwienia.
- No właśnie, ty? Przecież to ty najczęściej wywołujesz kłótnie! – Dodałam, chyba pierwszy raz, zgadzając się w czymś z Reijim.
- Jesteście okrutni…
- Po prostu już stąd spadajmy – wtrącił się Ayato, najwidoczniej chcąc przerwać naszą małą sprzeczkę, która znając życie, mogłaby ciągnąć się aż do rana.
 Skinęłam głową i rozejrzałam się. Jedyną milczącą dotąd osobą z naszego grona był Shuu. Blondyn wpatrywał się pustym wzrokiem w wydobywające się jeszcze z budynku płomienie. Wyglądał na spiętego.
- Shuu?
 Wampir wzdrygnął się na dźwięk mojego głosu. Oderwał wreszcie wzrok od ognia, spoglądając na nas, rozkojarzony.
- Wracamy? – Zapytałam, obserwując go uważnie. Dziwiło mnie jego zachowanie. Jeszcze chwilę temu, zanim rozpoczął się cały ten incydent, normalnie z nami rozmawiał. A teraz… Zastanawiałam się, co mogło wywołać u niego tą zmianę.
- Tak, wracajmy – odpowiedział z wyraźną ulgą.
 Przesunęłam jeszcze raz wzrokiem po tłumie i moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Kou. Idol pomachał mi energicznie, szturchając przy tym Rukiego w ramię. Uśmiechnęłam się pod nosem i odmachałam mu, nim Ayato chwycił mnie za dłoń by teleportować nas z powrotem do domu.


 Na powrót będąc w rezydencji kręciłam się jakiś czas bez konkretnego celu. Zaraz po powrocie opatrzyłam ranę na nodze, która nie okazała się zbyt głęboka, na całe szczęście. Później przebrałam się z sukienki w pidżamę składającą się z dresowych spodni oraz koszulki na ramiączkach. Niestety, ciuchy, w których poszłam na Vandead Carnival zostały w zamku i pewnie się spaliły. Albo w najlepszym przypadku będą leżały zapomniane gdzieś w kącie.
 Przeciągając się, weszłam do salonu. Tam, w półmroku natknęłam się na Shuu. Wampir leżał na kanapie ze słuchawkami w uszach i tym samym co wcześniej, pustym wzrokiem wpatrywał się w tańczący płomyk świecy stojącej na niewielkim stoliku. Niepewnie, podeszłam bliżej. Wampir w ogóle nie zareagował na moją obecność, nawet jeśli ją wyczuł. Zatrzymałam się tuż obok kanapy.
- Shuu?
 Zero reakcji.
- Shuu? – Ponowiłam pytanie, kładąc ostrożnie dłoń na ramieniu wampira. Ten spiął się i gwałtownie odwrócił głowę w moją stronę.
- Ach, to ty – mruknął, wyraźnie się rozluźniając.
- Ej, Shuu… - urwałam, przyglądając się blondynowi z niepokojem. Nie rozumiałam jego zachowania i dziwnych, jak na niego reakcji. – Co się dzieje?
- Nic – odparł krótko, zamykając oczy. Jeśli chciał się mnie w ten sposób pozbyć, to się przeliczył.
- Powiedz czy ty… - urwałam, zawieszając wzrok na drgającym płomyku. Nagle coś mi zaświtało w głowie. – Boisz się ognia?
 Reakcja wampira była natychmiastowa. Błyskawicznie zerwał się z miejsca, złapał mnie za ramiona i przyszpilił do kanapy pod sobą, bezceremonialnie wgryzając mi się w szyję.
 Z ust wyrwał mi się okrzyk bólu wymieszanego ze zdumieniem. Dlaczego tak gwałtownie zareagował? Popełniłam błąd, zadając to pytanie?
- Shuu, przestań! – Krzyknęłam, napierając rękami na klatkę piersiową wampira.
- Ciszej – mruknął tylko, zaciskając dłonie na moich ramionach.
- Przestań! Proszę cię, przestań!
 Nagle tak jakby coś do niego dotarło. Puścił moje ręce, wpatrując się we mnie szeroko otwartymi oczami. Tak szybko jak się na mnie rzucił, teraz się odsunął.
- Ja… Idź już – szepnął, unikając mojego wzroku.
 Nie czekając, aż zmieni zdanie, zerwałam się z kanapy i opuściłam salon. Jednakże… wciąż się o niego martwiłam. Czy Shuu naprawdę boi się ognia? A jeśli tak, to dlaczego? Co wydarzyło się w jego przeszłości? Czy kiedyś się tego dowiem?

czwartek, 26 marca 2015

Ankieta

 Jeśli już zauważyliście (albo nie) dodałam nową ankietę. Ma ona na celu pomoc w wybraniu mi, które opowiadanie kontynuować w najbliższym czasie, pomijając Diabolik Lovers oraz zupełnie nowe opowiadanie, które na razie niech pozostanie moją słodką tajemnicą :3 W każdym razie, opowiadanie, które zdobędzie najwięcej głosów, najszybciej doczeka się nowego rozdziału. Zapraszam do głosowania! ^^

poniedziałek, 23 marca 2015

Diabolik Lovers: Rozdział 17

 A o to już mamy 17 rozdział Diabolik Lovers! Chyba tym razem, nie kazałam wam zbyt długo czekać, prawda? W tym rozdziale pojawia się ciąg dalszy wydarzeń z Vandead Carneval. Jakie jeszcze niespodzianki czekają na naszą główną bohaterkę podczas tej nocy? Przekonajcie się sami ^^


Królowa balu

 Kiedy skończył się pokaz sztucznych ogni, zeszliśmy z Ayato do sali balowej. Tym razem była już zapełniona gośćmi, a służba kręciła się dookoła, sprawdzając, czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Bal miał się rozpocząć lada chwila.
 Przeczesałam wzrokiem tłum i pod jedną ze ścian dostrzegłam wszystkich braci Ayato. Zdziwiło mnie to, że stali w miarę blisko siebie i w dodatku prowadzili ze sobą rozmowę. Jednak, gdy tylko do nich dołączyliśmy, wszyscy nagle umilkli.
- Coś się stało? – Zapytałam, przesuwając powoli wzrokiem po ich twarzach.
 Niemal zachłysnęłam się powietrzem, kiedy Reiji i Shuu wymienili między sobą spojrzenia. Przecież, pomimo tego, że byli oni biologicznymi braćmi, to zawsze sprawiali wrażenie jakby szczerze się nie znosili. Rzadko kiedy można było zauważyć, żeby ich rozmowa wyglądała inaczej, niż wymiana pogardliwych określeń (głównie ze strony Reijiego)  na temat drugiego. Dogadywali się ze sobą chyba najgorzej z całej szóstki. A teraz jakby nigdy nic, wymieniali się niepogardliwymi i nieznienawidzonymi spojrzeniami.
- No, gadajcie, o co chodzi? – Ponaglił ich Ayato, krzyżując ramiona.
- Cóż, maleńka – zaczął Laito, odwracając się w moją stronę. – Wygląda na to, że Reiji i Shuu poznali prawdziwą przyczynę tego, czemu zostałaś tutaj zaproszona.
- A więc to nie było ze zwykłej uprzejmości? – Prychnęłam z sarkazmem. – To jaki jest ten prawdziwy powód?
 Najstarsi bracia po raz kolejny wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia.
- Wychodzi na to, że masz zostać królową balu – odpowiedział wreszcie Reiji, wzruszając przy tym ramionami.
- S-słucham? – Wykrztusiłam zaskoczona. – Królową balu?
- Braliśmy wcześniej udział w różnych balach, ale po raz pierwszy spotykamy się z czymś takim – dodał Shuu, a Reiji potakująco skinął głową.
- Zgadza się. Nie wiemy zatem, o co tu może chodzić.
- Wiecie… - odezwałam się cicho. – Wiele dziewczyn często ubiega się o takie tytuły na balach, a sama ta nazwa nie brzmi jakoś groźnie…
- Nie zdajesz sobie sprawy, maleńka, że to co w twoim świecie jest niegroźne, niekoniecznie jest również takie w naszym.
- Zastanawiam się, co może planować nasz ojciec… - mruknął Reiji, przykładając w zamyśleniu dłoń do podbródka.
- Głupi staruch i jego pomysły – warknął Subaru.
- Hej, hej, czy nie mówiłem, że nasz staruszek ma nieźle namieszane w głowie? – Zapytał Laito. – Czemu wy wciąż się dziwicie?
- A może to jednak będzie ciekawe? – Wtrącił milczący do tej pory Kanato.
Reiji wzruszył ramionami, a Shuu pokręcił głową. Zmówili się dzisiaj wyjątkowo, czy co?
- Nigdy nie wiadomo, czego można się po nim spodziewać – westchnął blondyn, opierając się plecami o ścianę.
 Również westchnęłam, po czym przeniosłam wzrok na dziwnie milczącego Ayato. Wampir wpatrywał się w tłum wypełniający pomieszczenie. Zdawał się być pogrążony w myślach.
- …zapłacisz mi za to – usłyszałam jego cichą groźbę rzuconą w przestrzeń.
- Mówiłeś coś? – Zagaiłam z niepokojem.
- Nie – spojrzenie zielonych tęczówek ponownie padło na mnie. – Zaraz się zacznie.
 Po raz pierwszy miałam okazję dobrze rozejrzeć się po sali, w której się znajdowaliśmy. Przypominała ona tę altanę, w której tańczyłam wcześniej z Kou, chociaż była od niej o wiele większa i bardziej elegancka. Lśniące, jasne płytki, którymi była wyłożona podłoga układały się po środku pomieszczenia w, jeśli dobrze widziałam, rodzinny herb Sakamakich. Dwie zewnętrzne ściany sali były niemal całkowicie przeszklone, a na pozostałych oraz nad oknami znajdowały się liczne obrazy, płaskorzeźby i ornamenty, przedstawiające głównie mityczne istoty. Wśród nich dominowały oczywiście wampiry. Z sufitu natomiast zwieszały się potężne, staromodne żyrandole z płonącymi świecami. W kilku miejscach w pomieszczeniu znajdowały się suto zastawione stoły, a na jego drugim końcu ustawiła się orkiestra.
 Nagle, na sam środek sali wystąpił młody chłopak. Z zaskoczeniem rozpoznałam w nim tego samego, który wcześniej podawał mi oraz Laito szampana.
- Panie i panowie – odezwał się przyjemnym dla ucha, spokojnym głosem. – Mam zaszczyt ogłosić bal, za oficjalnie rozpoczęty.
 Odpowiedziały mu radosne okrzyki, którym towarzyszył głośny aplauz oraz wznoszenie kieliszków.
- Ha, było do przewidzenia, że nie pojawi się osobiście – oznajmił Laito, niemal z satysfakcją.
- I bardzo dobrze – żachnął się Subaru.
- To wasz ojciec nie pojawi się nawet na własnym balu? – Zapytałam zaskoczona.
- Pewnie tak naprawdę już tu jest – mruknął Ayato z niezadowoleniem. – Czai się po prostu gdzieś po kątach jak jakiś szczur i stamtąd wszystko obserwuje.
 Musiałam przyznać, że im więcej dowiadywałam się na temat tego mężczyzny, tym gorsze miałam o nim mniemanie i tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że naprawdę musi być tak dziwny i nienormalny, jak mówili chłopcy.
 Odegnałam szybko od siebie myśli na jego temat. W końcu jak już zaprosił nas na ten podejrzany bal, to trzeba skorzystać z okazji i choć trochę się zabawić, póki nic jeszcze się nie dzieje, prawda?
 Odwróciłam się więc w stronę chłopców z uśmiechem na ustach, chcąc zapytać ich, co powinniśmy robić. Jednak w tej samej chwili, gdy otwierałam usta, żeby się odezwać, dopadły do mnie dwie wampirzyce, niemal przyprawiając mnie tym samym o zawał. Otaksowałam je wzrokiem i ze zdumienia wręcz odebrało mi mowę.
 Wampirzyce musiały być bliźniaczkami. I to jednojajowymi. Wyglądały bowiem identycznie!
 Obie miały misternie wykonane fryzury z włosów do połowy białych, a od połowy wpadających w pastelowy róż. Różniły się tylko tym, że warkocz jednej opadał na lewe, a drugiej na prawe ramię. Obydwie miały mocno umalowane, duże oczy o ciemnoróżowych tęczówkach i identyczne, srebrne suknie z lejącego materiału.
- Witaj, królowo balu – zwróciła się do mnie wampirzyca stojąca po mojej prawej stronie. – Przyszłyśmy przerobić cię na bóstwo.
- Huh? Ale… o co chodzi?
 Patrzyłam skołowana na bliźniaczki, które zdążyły złapać mnie już za ramiona i ciągnęły mnie w kierunku wyjścia z sali.
- Chłopaki? – Zapytałam rozpaczliwie, zerkając na nich przez ramię.
- Chłopcy nie mają tu nic do gadania, skarbie – ucięła dziewczyna z mojej lewej.
 I tak nie mając innego wyjścia, musiałam pozwolić zaciągnąć się do jednego z pokoi, znajdujących się dość blisko sali balowej. Co prawda, wciąż miałam pewne obawy. W końcu wiedziałam czego mogę się spodziewać jedynie w przypadku braci Sakamaki. Jak do tej pory, dopiero pierwszy raz miałam styczność z wampirzycami, nie licząc oczywiście ducha Cordelii. Nie wiedziałam, czy były one równie napalone na krew, jak męscy przedstawiciele ich rasy. Starałam się więc, mieć oczy dookoła głowy. Chociaż gdyby doszło do czegoś, to i tak nie miałabym raczej szans. Miały nade mną przewagę liczebną.
 Moje rozmyślania przerwała jedna z wampirzyc, wyjąwszy coś z szafy w pokoju, do którego mnie zaprowadziły. Była to krwistoczerwona sukienka na ramiączkach z (o zgrozo!) gorsetem. Różowooka podała mi ją, uśmiechając się zachęcająco.
- Załóż to, skarbie.
- Czy to naprawdę konieczne? – Jęknęłam. – Nie mogę zostać w swoich ciuchach?
 Druga z wampirzyc zacmokała, wyciągając czerwone szpilki do kompletu.
- Nie. Rozkazano nam zająć się twoim wyglądem, więc posłuchaj nas, a na pewno będziesz zadowolona z efektu.
 Jęknęłam po raz kolejny i marudząc pod nosem, niechętnie zaczęłam się przebierać. Szlag trafił całe to moje zakrywanie skóry…
 Kiedy już z pomocą dziewczyn uporałam się z gorsetem (który ku mojemu zaskoczeniu okazał się nawet wygodny), jedna z nich posadziła mnie na krześle przed sporym lustrem w złotej ramie i przygotowała lokówkę, podczas gdy druga przyniosła w pełni zaopatrzoną kosmetyczkę. Jednocześnie, z wprawą zabrały się do pracy, radośnie przy tym trajkocząc.
- Skarbie, zdajesz sobie sprawę jak ty pachniesz? – Zapytała ta, która zajmowała się moją fryzurą. – Twoja krew musi być pyszna. Pewnie co najmniej połowa gości się już za tobą ogląda.
 Przełknęłam nerwowo ślinę.
- A wy?...
- My? Nie bój się, nie rzucimy się na ciebie – zaśmiała się druga, sprawnie pokrywając moje rzęsy warstwą tuszu.
- Skoro tak mówicie… - odetchnęłam cicho z ulgą.
- Jak skończę z twoimi włosami, to poszukam jakichś perfum. Może uda nam się trochę przytłumić zapach twojej krwi i poczujesz się bardziej komfortowo – odezwała się znowu pierwsza, nawijając na lokówkę kolejne pasmo moich włosów.
- Dzięki – uśmiechnęłam się szczerze.
- Aj, skarbie, przestań się ruszać i nie mrugaj tak! – Skarciła mnie druga wampirzyca.
- Wybacz!

 Po kilku minutach byłam już całkowicie gotowa. Musiałam przyznać, że bliźniacze wampirzyce wykonały kawał dobrej roboty i tak jak mówiły, byłam zadowolona. Sukienka leżała na mnie idealnie, włosy miałam rozpuszczone, zakręcone i lekko podpięte spinką z czerwoną kokardą. Oczy miałam podkreślone czarną „kocią” kreską, a powieki pomalowane ciemnym cieniem.
- Wow… - mruknęłam. – Naprawdę się spisałyście.
- A czego się spodziewałaś, skarbie? – Wampirzyce zaśmiały się i przybiły sobie piątkę.
- A tak właściwie… Wiecie może, co ja tak w ogóle mam robić jako ta „królowa”?
Bliźniaczki wymieniły między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Kolejne?
- W sumie to nie wiemy. Na początku masz chyba po prostu tańczyć ze wszystkimi, którzy cię o to poproszą, a potem… Chyba ktoś ci powie. Musi przecież być jeszcze koronacja i w ogóle.
- Chyba macie rację… - skinęłam głową, mimowolnie sięgając do krzyżyka wiszącego na mojej szyi.
- Ah! Ale przecież nie ma już czasu! – Jedna z wampirzyc klasnęła w dłonie. – Bal nie może odbywać się bez ciebie. Idziemy!
 I znowu wzięły mnie pod ramiona, z powrotem prowadząc mnie do sali balowej. Zatrzymały się przed drzwiami i odchrząknęły jednocześnie, by zwrócić na siebie uwagę gości. Ci, którzy stali bliżej i nas zauważyli, zaczęli szturchać następnych, aż w całym pomieszczeniu zapanowała cisza.
- Panie i panowie… - zaczęła wampirzyca z mojej lewej.
- …królowa balu nadchodzi! – Dokończyła za nią druga.
- Musiałyście? – Syknęłam, zerkając na obie bliźniaczki, które zdążyły już uwolnić moje ramiona.
- No idź! – Ponagliła mnie jedna z nich, ignorując moje pytanie. Pchnęła mnie lekko w plecy, zmuszając do wejścia do sali.
 Czułam się niepewnie, krocząc między rozstępującymi się przede mną wampirami. Chyba dosłownie wszystkie spojrzenia były skierowane wprost na mnie.
No dzięki, dziewczyny.

 Przyspieszyłam gwałtownie, odnajdując wreszcie wzrokiem braci Sakamaki. Nie oglądając się na nic, skierowałam swoje kroki prosto do nich.
- No, no, maleńka… - Laito gwizdnął, uśmiechając się do mnie znacząco. I niemal w tej samej chwili został obdarzony morderczym spojrzeniem przez Ayato.
- Co tak długo, naleśniku? – Zapytał czerwonowłosy, mrużąc oczy.
- A aż tak długo mnie nie było? – Zdziwiłam się. – Musiałam się przebrać, potem dziewczyny robiły mi fryzurę i makijaż…
- Ktoś tu się za kimś stęsknił, braciszku? – Zaśmiał się Laito, mrugając do swojego brata.
- Przymknij się – odwarknął Ayato, nagle obejmując mnie w talii i przyciągając do siebie.
 Moje serce gwałtownie przyspieszyło.
- A-Ayato?
- Co? – Wampir uniósł pytająco brwi.
- Och, gołą- Laito gwałtownie urwał, zdzielony w głowę przez Subaru. – Au! Gdzie szacunek dla starszych?!
- Na serio. Zamknij się.
- I znowu to samo –westchnął Shuu.
- Jak dzieci – podsumował Reiji, zmęczonym gestem poprawiając okulary.
 Zaśmiałam się cicho, ale nagle spięłam się. Czułam po raz kolejny tej nocy, że ktoś mnie obserwuje. Zerknęłam dyskretnie przez ramię i dostrzegłam wśród tłumu braci Mukami. Kou i Ruki zerkali co jakiś czas w moją stronę, pogrążeni w dyskusji.
- Co jest? – Usłyszałam szept Ayato, tuż przy moim uchu.
 Podniosłam na niego wzrok, uśmiechając się. Stwierdziłam, że rozmowa tamtych dwóch nie jest raczej czymś, czym powinnam się szczególnie przejmować.
- Nic takiego.
 Nagle na sali wybuchło zamieszanie. Po tłumie przetoczył się szmer, zdezorientowani goście zaczęli cofać się od wejścia.
- Co się tam dzieje? – Zdziwiłam się. Przytrzymując się ramienia Ayato, stanęłam na palcach, aby lepiej widzieć. Okazało się to jednak zbędne, gdyż w tej samej chwili do pomieszczenia wpadł niczym burza wampir w czarnym płaszczu. Wszyscy zebrani obrzucili go zdziwionymi spojrzeniami. No cóż, jego wygląd z lekka nie pasował do reszty.
 Nawet z tej odległości widziałam, że jego oczy płonęły jaskrawą czerwienią, kiedy rozglądał się po tłumie. W pewnej chwili jego wzrok padł na naszą grupkę, a jego twarz wykrzywiła się we wściekłym grymasie. Obnażył kły i dziwnym, nienaturalnym głosem wysyczał:
- Potwór!
 Po czym rzucił się w naszą stronę.