Ariana | Blogger | X X

piątek, 9 czerwca 2017

Diabolik Lovers: Rozdział 45

Oto przybywam ze świeżutkim rozdziałem! Mam nadzieję, że się wam spodoba i że podzielicie się ze mną swoimi opiniami na jego temat! ^^
Chciałabym was także zapytać o to, czy nie macie jakichś pomysłów na zwiększenie aktywności na blogu (jako, że niestety spadła przez ten ostatni rok)?  Chodzi mi tutaj głównie o to, aby przyciągnąć nowych czytelników i by większą ilość osób zachęcić do komentowania. Naprawdę zależy mi na komentarzach, bo często tylko w ten sposób mogę się przekonać, co sądzicie o mojej twórczości. Chciałabym więc widzieć ich tutaj więcej! Napisanie przecież tych paru zdań nie zajmuje wiele czasu, a mi daje dużo radości oraz potrzebnej motywacji. Nie bójcie się komentować! Piszcie, co wam się podoba, a co nie! Dzielcie się swoimi wrażeniami, przemyśleniami itp. Będę bardzo wdzięczna! Och, no i oczywiście bardzo dziękuję tym osobom, które decydują się na komentowanie~. Gdyby nie one, nie wiem, czy kontynuowałabym publikowanie swoich historii.
No dobrze, już bez dalszego przeciągania - jeśli macie jakieś pomysły, po prostu podzielcie się nimi ze mną.
Życzę miłego czytania! ^^

Zdjęcie


                Gdy w szkolnym budynku rozbrzmiał dzwonek wzywający uczniów na zajęcia, Ayato wciąż stał oparty o ścianę. Czekał. Nie spieszyło mu się na lekcję. Najpierw miał coś do załatwienia. Upewnił się, żeby przechodząca właśnie korytarzem Natsuki go nie zauważyła. Z nią akurat teraz nie miał zamiaru się kłócić. Odprowadził ją wzrokiem, po czym wyszedł ze swojej kryjówki, którą stanowił jedynie boczny korytarz i zaczaił się na swoją ofiarę.
            Wątpił, by drugi wampir go nie zauważył, choć ten przechodząc obok ostentacyjnie go zignorował. Ręka Ayato wystrzeliła w bok szybko niczym atakujący wąż, a jego palce wbiły się w złapane ramię, szarpnięciem zmuszając ciemnowłosego chłopaka do zatrzymania się.
            - Posłuchaj mnie uważnie, kundlu – warknął Ayato, przysuwając się bliżej ciemnowłosego. Zapach tej mieszanki człowieka i wampira naprawdę go drażnił. – Jeśli chociaż spróbujesz coś jej zrobić, to własnoręcznie zajmę się twoimi torturami. Upewnię się, że będę miał odpowiednio dużo przyjemności, zanim w końcu zdechniesz. Rozumiesz?
            Ruki spojrzał na niego wreszcie swoimi niebiesko-szarymi oczami. Jego mina nie zdradzała żadnych emocji.
            - Mówisz to, bo przejmujesz się nią jak swoją własnością czy jak osobą, na której ci zależy?
            Na twarzy Ayato drgnął mięsień, a jego oczy zwęziły się.
            - A co cię to obchodzi?
            Ciemnowłosy prychnął, wyrywając ramię z uścisku.
            - Po prostu zdziwiłoby mnie to, gdyby któryś z was był w stanie odczuwać jakieś w miarę ludzkie uczucia.
            - Nie jesteście lepsi od nas – odgryzł się zielonooki.
            Ruki uniósł jedynie brew. Po chwili zmierzył młodszego chłopaka uważnym wzrokiem.
            - Chcę ci tylko uświadomić, że to samo tyczy się ciebie. Spróbuj ją tknąć, a pożałujesz tego. Pożałujesz, że kiedykolwiek się urodziłeś.
            Ayato obnażył kły. To, że ta mieszanka ośmielała się mu grozić, drażniło go jeszcze bardziej niż jej zapach. O wiele bardziej.
            - Czego ty od niej chcesz? – syknął.
            Ruki odwrócił wzrok, jakby ta rozmowa zdążyła go już znudzić. Niespiesznie poprawił torbę zawieszoną na swoim ramieniu, najwyraźniej gotów w każdej chwili do odejścia.
            - Nie twój interes – oznajmił krótko.
            Posłał Ayato przeciągłe spojrzenie, w którym czaiło się ostrzeżenie. Ten nie pozostał mu wcale dłużny. Przez chwilę po prostu mierzyli się wzrokiem, aż w końcu starszy z nich bez słowa odmaszerował w swoją stronę.
            - Za kogo ten kundel się ma? – wymamrotał do siebie Ayato po jego odejściu. Odczuwał nieodpartą pokusę, by rzucić się za nim i rozedrzeć go na strzępy. Niestety, jak uważała Natsuki, był on im potrzebny.

***

            Minęło kilka dni od mojej rozmowy z Rukim, a on wciąż się ze mną nie skontaktował. W związku z tym zaczynałam coraz bardziej się martwić. Czas nieubłaganie upływał, a ja wciąż nie znałam odpowiedzi na zbyt wiele pytań… Moje życie tak bardzo pokomplikowało się, kiedy przybyłam do rezydencji rodziny Sakamaki… A może raczej ono było już takie wcześniej, lecz dopiero w tym domu wszystko zaczęło wychodzić na jaw.
            Pogrążona w myślach, nie mając nic lepszego do roboty, kręciłam się bez celu po domu Sakamakich. O ile wygodniejsze było to w przeciwieństwie do tego, jak wyglądało to na początku, bez towarzystwa sadystycznych wampirycznych nianiek z irytującą zdolnością do teleportacji.
            Nagle dostrzegłam, że jedne z wielu drzwi znajdujących się na ścianie korytarza, który akurat przemierzałam, były uchylone. Kierowana zwykłą ciekawością zbliżyłam się do nich i zajrzałam do środka. Wewnątrz nikogo nie dostrzegłam, więc pchnęłam ostrożnie drzwi i wsunęłam się do środka. Pomieszczenie to wyglądało, jakby nikt nie zaglądał do niego od dawna. Większość mebli przykryta była białymi płachtami materiału. To, co natomiast było odsłonięte, pokrywała gruba warstwa kurzu. Zdziwiło mnie to, ponieważ służba braci zazwyczaj dokładnie sprzątała wszystkie kąty.
            Jednym z niezasłoniętych elementów pomieszczenia była szafa z półkami pełnymi książek. Z zainteresowaniem powiodłam wzrokiem po tytułach wypisanych na ich grzbietach. W większości nic mi nie mówiły. Niektóre w dodatku zapisane były w obcobrzmiących językach. Chciałam przyjrzeć się chociaż jednej z książek uważniej, więc chwyciłam pierwszą lepszą i pociągnęłam, by ją wysunąć. Wówczas jednak w wyniku tego ruchu  coś wypadło spomiędzy upchniętych ciasno książek i spadło na podłogę u moich stóp. Puściłam książkę, by podnieść ten, jak mi się wydawało, kawałek papieru. W rzeczywistości, gdy już mogłam lepiej się przyjrzeć, okazało się, że była to niewielka, podłużna fotografia. Ukazane było na niej śpiące niemowlę, zawinięte w różowy kocyk. Odwróciłam zdjęcie na drugą stronę, gdzie widniały jakieś uwagi zapisane starannym, eleganckim pismem. Znaki wyblakły ze starości, więc chwilę zajęło mi odszyfrowanie ich znaczenia. Kiedy mi się to wreszcie udało… zamarłam.

Natsuki
Data urodzenia: 11 czerwca 1996 r.
Grupa krwi: 0
Prawdopodobieństwo kompatybilności: Wysokie

            To były moje dane. Zatem na zdjęciu najprawdopodobniej to też byłam ja. Ale czemu ono wraz z informacjami o mnie znajdowało się w opuszczonym pokoju w domu Sakamakich? I czego miało dotyczyć to „prawdopodobieństwo kompatybilności”? Skojarzyło mi się to z sercem Cordelii, co wywołało u mnie nieprzyjemne dreszcze.
            Czy to możliwe, żeby to wszystko było zaplanowane od samego początku?
           
Drgnęłam, usłyszawszy czyjeś sapnięcie. Podniosłam wzrok, odruchowo chowając zdjęcie za plecami. W drzwiach stała śmiertelnie blada pokojówka. Wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. Nim zdążyłam się odezwać, zgięła się w sztywnym ukłonie.
            - Przepraszam, ale nie powinno tu panienki być – odezwała się cichym, drżącym głosem. – Nie wolno tutaj przebywać.
            - Och, nie wiedziałam. Drzwi były otwarte, więc…
            - Proszę stąd wyjść – jej głos brzmiał dziwnie i nienaturalnie, jakby mówiła do mnie jakaś maszyna.
            - Dobrze, przepraszam. – Wciąż trzymając dłonie za plecami wsunęłam zdjęcie do rękawa swetra. – Już mnie nie ma.
            Minęłam służącą, która sądząc po wyglądzie była niewiele starsza ode mnie i wyszłam na korytarz. Ruszyłam w kierunku swojego pokoju, ale zdążyłam jeszcze zauważyć, jak kobieta zamknęła drzwi na klucz, po czym oddaliła się pospiesznie do swoich obowiązków.

Starając się nie zaprzątać sobie głowy zachowaniem pokojówki, wróciłam do swojego pokoju. Reszta mieszkańców rezydencji gdzieś przepadła zajęta swoimi sprawami, więc sama postanowiłam znaleźć dla siebie jakieś zajęcie. Usiadłam na krześle przy toaletce, zastanawiając się, czy skorzystać z okazji i poszukać jakichś informacji na własną rękę. Postukałam palcem w obudowę telefonu, a wtedy w mojej głowie rozległ się okropny chichot.
            - Dobrze się bawisz?
            Podniosłam głowę i spojrzałam w lustro, z którego spoglądały na mnie oczy w kolorze jadowitej zieleni. Czerwone, kształtne usta wygięły się w uśmiechu.
            - To raczej ja powinnam zadać to pytanie – odparłam, posyłając wampirzycy nienawistne spojrzenie.
            Cmoknęła.
            - Oj, nie bądź taka. Korzystaj póki masz jeszcze okazję, dziewczę. – Zmierzyła mnie wzrokiem z powierzchni lustra i przechyliła na bok głowę. – Bo jeszcze trochę i będzie po wszystkim.
            - Och, zamknij się, na litość boską – warknęłam. Miałam dość jej ciągłego paplania w mojej głowie. Gdybym tylko mogła, siłą bym ją stamtąd wyciągnęła. – I wynoś się z mojej głowy!
            - Krzycz sobie dowoli. Niedługo zamienimy się rolami. O ile twój umysł to przetrwa.
            Podniosłam się ze swojego miejsca, zgarnęłam telefon z blatu i zanim odeszłam od toaletki, wykonałam w kierunku lustra wulgarny gest.
            Na szczęście Cordelia sobie odpuściła. Przynajmniej tymczasowo. Korzystając z tej chwili spokoju, umościłam się wygodnie na łóżku i postanowiłam sprawdzić coś w Internecie. Przygryzając dolną wargę, wystukałam na ekranie telefonu hasło „upadła anielica”. Jak można się domyślić, większość wyników, jakie się wyświetliły dotyczyła nadprzyrodzonych istot. Już miałam się poddać, gdyż nie miałam najmniejszego pojęcia, jaki mogłam mieć związek z diabłami. Wtedy jednak jeden  z linków przykuł moją uwagę. Stuknęłam w niego palcem, a on przeniósł mnie na stronę internetową pewnej szkoły. Ze zdziwieniem uświadomiłam sobie, że była to strona mojej poprzedniej szkoły. Nagłówek artykułu, który się wyświetlił, głosił: „Upadłe Anielice dały swój pierwszy pozaszkolny koncert”. Zmarszczyłam brwi i przesunęłam palcem po ekranie, aby przeczytać całość tekstu. Dowiedziałam się z niego, że Upadłe Anielice były zespołem składającym się z trzech dziewczyn, założonym początkowo w celach szkolnych. Później jednak grupa rozwinęła się i zaczęła występować także poza szkolnymi murami. Co w tym wszystkim zdziwiło mnie najbardziej? Moje imię i nazwisko na liście członkiń. Nie potrafiłam w pamięci odnaleźć właścicielek pozostałych imion. Wpatrywałam się z niedowierzaniem w ekran komórki.
            Dlaczego nie potrafię sobie niczego przypomnieć?
            Oczy zaczęły mnie piec od napływających łez. Naprawdę działo się ze mną coś złego. W mojej pamięci było coraz więcej dziur, pustych miejsc, których nie potrafiłam zapełnić odpowiednimi wspomnieniami.
            Odetchnęłam powoli, by się uspokoić. Ponownie uniosłam telefon i tym razem zaczęłam szukać jakichś nagrań z występów Upadłych Anielic. Ledwie włączyłam pierwszy, jaki się wyświetlił, a poczułam, że materac za moimi plecami ugina się pod ciężarem czyjegoś ciała.
            - Co oglądasz? – zapytał Ayato, opierając podbródek na moim barku.
            - Nienawidzę, gdy się tak skradacie – stwierdziłam, wstrzymując ładujący się filmik.
            - My się nie skradamy.
            Przewróciłam oczami.
            - Wiesz, o co mi chodzi. A oglądam… Cóż, wychodzi na to, że samą siebie.
            - To znaczy?
            Westchnęłam i zerknęłam na niego przez ramię, po czym opowiedziałam mu o swoim małym „odkryciu”. Kiedy skończyłam, Ayato oplótł mnie ramionami w pasie i przyciągnął bliżej siebie, aż oparłam się o jego tors.
            - I naprawdę nic nie pamiętasz z tamtego okresu? – zapytał z ustami niemal dotykającymi skóry na mojej szyi. Jego chłodny oddech mnie łaskotał, ale starałam się nie ruszać.
            Zaprzeczyłam bezradnie.
            - Może jedynie jakieś przebłyski, które nie mają większego sensu.
            - A jesteś pewna, że chodzi tu o ciebie?
            - Właśnie miałam obejrzeć wideo, żeby się upewnić, ale raczej… Raczej o mnie.
            - Puść to.
            Bez słowa podniosłam telefon w taki sposób, abyśmy oboje dobrze widzieli i włączyłam nagranie. Naszym oczom ukazała się pogrążona w mroku scena niewielkiego lokalu. Nagle rozległ się dźwięk gitary i w tej samej chwili zapaliły się światła, ukazujące trzy postacie na scenie. Ta grająca na gitarze uniosła wzrok, spoglądając wprost w kamerę i zaczęła śpiewać.

„Tylko przestępca ma rację”
Szeptał anioł, spadając
Ona delikatnie pożera kawałek ciebie
„To moja wina”

            Niemal zachłysnęłam się powietrzem, słysząc swój własny głos. Tak, to był mój głos. To była moja twarz. To byłam ja. Przyjrzałam się uważniej. W migoczącym teraz świetle dostrzegłam czarną sukienkę w gotyckim stylu, którą miała na sobie moja młodsza wersja. Błękitna gitara w jej rękach i srebrny krzyżyk zwisający na łańcuszku odbijały światła reflektorów. Jej twarz natomiast wyrażała spokój i pewność siebie. Kobaltowe oczy z determinacją patrzyły w kamerę.
            Tymczasem do mojego głosu dołączyły te dwóch pozostałych dziewczyn. Jedna z nich grała na keyboardzie, a droga na perkusji. Cała trójka potrafiła się całkiem dobrze zsynchronizować, co przekładało się na wysoką jakość ich występu oraz zadowolenie sporego tłumu, jaki zebrał się pod sceną.
            Oglądając ten występ z jednej strony czułam się dziwnie, a z drugiej byłam zafascynowana. Wciąż miałam wrażenie, że to nie byłam ja. Choć wszystko temu przeczyło. To byłam ja. Ja z przeszłości. Ja, o której zapomniałam. Ja, którą już częściowo zatraciłam.
            Piosenka tymczasem zbliżała się do końca. Moja młodsza wersja pochyliła się bardziej w kierunku statywu z mikrofonem. Krzyżyk zakołysał się w powietrzu. Palce z łatwością przemknęły po strunach gitary.

Mogę zobaczyć lśniącą, czerwoną przyszłość
Która śpiewa:
„Po co się narodziłam?”
Proszę, kochaj mnie
Dopóki nie zostanie spełniony warunek
Dopóki każdy kawałek mnie nie rozpadnie się”*

            Światła zgasły, a tłum ludzi nagrodził występ brawami oraz zadowolonymi okrzykami. Kamera obróciła się, by pokazać schodzące ze sceny trzy dziewczyny, które uściskały się radośnie, po czym podeszły do czekającej na nich grupy ludzi. W tym miejscu nagranie się zakończyło. 
            - I co? – zapytał Ayato po chwili milczenia. – Pamiętasz coś z tego?
            - Tak jak już wcześniej mówiłam… Tylko jakieś urywki. To tak, jakbym miałam w głowie rozsypane puzzle, których nie potrafię odpowiednio do siebie dopasować. – Odłożyłam telefon na bok i pomasowałam palcami skronie. – Zamiast w końcu znaleźć jakieś odpowiedzi, zaczynam mieć coraz większy mętlik. To już się robi męczące.
            - Ale przynajmniej wiesz, do kogo możesz zwrócić się po pomoc.
            Zerknęłam przez ramię na wciąż obejmującego mnie chłopaka. Patrzył na mnie poważnie, jedną dłonią kreśląc na moim biodrze niewielkie okręgi. Jak na niego był to zadziwiająco delikatny i spokojny ruch. 
            - Czyli?
            - Te dwie dziewczyny. 
            - W sumie… Masz rację. W Internecie na pewno da się znaleźć na nie jakieś namiary. Może byłyby w stanie coś mi o mnie opowiedzieć… Boże, jak to brzmi.
            Jęknęłam i ukryłam twarz w dłoniach. Do czego to doszło, żeby to inni ludzie musieli mi opowiadać o mnie samej? 
            - Och, zapomniałabym! – Poderwałam głowę i ponownie spojrzałam na wampira. – Znalazłam coś dzisiaj i chciałam cię zapytać, czy mógłbyś mi to wyjaśnić.
            Spojrzał na mnie pytająco, więc podałam mu zdjęcie, które wcześniej tego dnia znalazłam w tamtym dziwnym pomieszczeniu. 
            - Dziecko?
            - Odwróć.
            Ayato zrobił, jak powiedziałam i zamarł. Czułam, że jego mięśnie się napięły.
            - Co? Wiesz coś?
            Podniósł wzrok i spojrzał mi w oczy. Był poważny. Bardzo poważny.
            - To jego pismo.
            Przełknęłam ślinę.
            - Masz na myśli…
            - Karlheinza. 
            Wciągnęłam ze świstem powietrzem. Mieć swoje podejrzenia, a usłyszeć ich potwierdzenie to… Dwie różne sprawy.
            - Gdzie to znalazłaś?
            Wyjaśniłam mu całą sytuację. Dłonie Ayato zacisnęły się w pięści. Obawiałam się, że może chcieć na mnie nawrzeszczeć, ale tego nie zrobił. Rozmowa na ten temat urwała się w tym punkcie, lecz chłopak przez resztę dnia wydawał się pogrążony w myślach. Nie mogłam go za to winić, skoro sama byłam w podobnym stanie. Wyglądało na to, że oboje mieliśmy sporo spraw do przemyślenia.




*EGOIST - Fallen


czwartek, 1 czerwca 2017

Interview with BTS: Zwiastun

Witam wszystkich~. W dzisiejszym poście chciałabym wam przedstawić zwiastun mojego fanfiction pt. Interview with BTS. Tak, wciąż staram się was zachęcić, żebyście chociaż rzucili okiem na tę historię. Zwiastun wykonałam sama i jest to pierwszy taki w moim życiu, więc mam nadzieję, że nie wyszedł zbyt kiepsko i może, może jednak kogoś z was zachęci do przeczytania. A w każdym razie, gdyby tak się stało, to byłoby mi bardzo miło. Jeśli już go obejrzyjcie, to dajcie mi znać, czy się wam spodobał czy też nie. Z góry dziękuję! ^^


[EDIT!]

Oświeciło mnie i właśnie wpadłam na "genialny" pomysł, żeby jednak wam wyjaśnić, o co chodzi z tym fanfiction, bo przecież nie wszyscy muszą się orientować w świecie k-popu. Przepraszam, że wcześniej o tym nie pomyślałam! T^T
To tak w skrócie:
Fanfiction to dotyczy młodej studentki dziennikarstwa - Melody Parker (postać wymyślona przeze mnie), która ma okazję pracować z BTS.
Kim jest BTS?



BTS to siedmioosobowy boysband pochodzący z Korei Południowej.
A oto i członkowie zespołu:
(podpisy tłustym drukiem pod zdjęciami to pseudonimy sceniczne)

Jin
Prawdziwe nazwisko oraz imię: Kim Seokjin
Data urodzenia: 4 stycznia 1992 r.
Pozycja: Wokalista, twarz grupy


Suga
Prawdziwe nazwisko oraz imię: 
Min Yoongi
Data urodzenia: 9 marca 1993 r.
Pozycja: Raper


J-Hope
Prawdziwe nazwisko oraz imię: 
Jung Hoseok
Data urodzenia: 18 lutego 1994 r.
Pozycja: Raper, tancerz


Rap Monster
Prawdziwe nazwisko oraz imię: 
Kim Namjoon
Data urodzenia: 12 września 1994 r.
Pozycja: Lider, raper


Jimin
Prawdziwe nazwisko oraz imię: 
Park Jimin
Data urodzenia: 13 października 1995 r.
Pozycja: Wokalista, tancerz


V
Prawdziwe nazwisko oraz imię: 
Kim Taehyung
Data urodzenia: 30 grudnia 1995 r.
Pozycja: Wokalista


Jungkook
Prawdziwe nazwisko oraz imię: 
Jeon Jungkook
Data urodzenia: 1 września 1997 r.
Pozycja: Wokalista, tancerz, raper, maknae (najmłodszy członek zespołu)


Mam nadzieję, że teraz wszystko jest dla was nieco jaśniejsze i dzięki temu może jeszcze ktoś z was skusi się do przeczytania tego ff ^^ Gdybyście jednak mieli jeszcze jakieś pytania - pytajcie! Wbrew pozorom nie gryzę, serio.

poniedziałek, 29 maja 2017

Diabolik Lovers: Rozdział 44

Postanowiłam, że napiszę nowy rozdział jeszcze przed końcem tego miesiąca. A co! I się udało~. Mam nadzieję, że się wam spodoba i że podzielicie się ze mną swoimi opiniami :3 P.S. Jakiś czas temu założyłam konto na Twitterze, więc, jeśli ktoś chce, to tam zapraszam ^^ Ach, jeszcze jedno – dzisiaj dodałam także nowy rozdział mojej historii Interview with BTS. Zapraszam do czytania!

Poszukiwania


                Zaraz po powrocie do posiadłości Ayato zwołał rodzinną naradę. A raczej po prostu wołał wszystkich i wyklinał ich tak długo, dopóki się nie zjawili. Bracia pojawiali się kolejno, jeden po drugim w salonie, a ja przez cały ten czas siedziałam pogrążona w myślach na kanapie i skubałam nerwowo nitkę wystająca z rękawa mojego swetra.
            - Możesz łaskawie wyjaśnić, po co tu nas wszystkich ściągnąłeś? – zapytał Reiji, opadając na jeden z foteli. Zerknął na chwilę na mnie, po czym wrócił spojrzeniem do swojego brata. Tak jak pozostali czekał na wyjaśnienia.
            - Co było tak ważne, że aż musiałeś wyrwać mnie ze snu? – warknął niezadowolony Subaru.
            - Serio, braciszku, o co chodzi? – dodał Laito. – Jesteś strasznie poważny. To aż przerażające.
            Ayato skrzyżował ramiona na torsie. Powiódł wzrokiem po swoich braciach, a potem opadł na kanapę obok mnie i skinął na mnie głową.
            - Wie.
            - Powiedziałeś jej wszystko? – spytał Shu, unosząc w zdziwieniu brwi.
            Ayato skinął głową, a wtedy spojrzenia całej szóstki spoczęły na mnie. Laito gwizdnął cicho. Reszta wpatrywała się we mnie w milczeniu, ale wszyscy wyraźnie oczekiwali na jakąś reakcję z mojej strony. Westchnęłam. Przyciągnęłam jedno kolano do klatki piersiowej i oparłam na nim podbródek.
            - No i co tak patrzycie? – spytałam, przyglądając się im. – Czego ode mnie oczekujecie, huh? – Wszyscy milczeli, więc prychnęłam. – Naprawdę nie rozumiem, czemu nie mogliście mi tego wcześniej powiedzieć, bo na reputacji wam raczej nie zależało, prawda?
            Kanato wtulił twarz w pluszowe ciałko swojego misia, Subaru odwrócił wzrok, a Reiji jedynie poprawił okulary.
            - Maleńka – zaczął Laito. Uśmiechnął się lekko, gdy spiorunowałam go wzrokiem. – To nie…
            - Mniejsza z tym – syknął Ayato, zakładając nogę na nogę. – O tym możemy sobie porozmawiać innym razem. Teraz mamy coś ważniejszego na głowie.
            - To znaczy? – Reiji oparł podbródek na dłoni. Wyglądał na zaintrygowanego.
            Ayato popatrzył na mnie znacząco, a ja zapragnęłam wtopić się w kanapę. Wiedziałam, do czego zmierzał.
            - Powiedz im.
            Skrzywiłam się. Nie chciałam robić tego kolejny raz, ale wyglądało na to, że nie miałam innego wyjścia. Zrezygnowana odchyliłam głowę na oparcie kanapy i wpatrując się w sufit, zaczęłam beznamiętnym tonem mówić dokładnie o tym samym, co wcześniej tej nocy zdążyłam wyznać Ayato. Mówiłam o tym wszystkim w taki sposób, jakby dotyczyło to zupełnie kogoś innego, a nie mnie. Skąd brało się moje podejście? Czy po prostu już się poddałam? Nie byłam pewna. Czułam jednak, jakbym znajdowała się na przegranej pozycji. Bynajmniej nie oznaczało to, że zamierzałam się poddać.
            Kiedy skończyłam mówić, w pokoju zapanowało nagłe ożywienie.
            - Dlaczego nie mówiłaś nic wcześniej? – zapytał Subaru, który oderwał się od ściany i podszedł bliżej.
            Wyrzuciłam ramiona w powietrze.
            - Kolejny! Mogę zadać wam dokładnie to samo pytanie. Zresztą, już mówiłam, że nie widziałam w tym sensu, skoro Reiji nie potrafił do tej pory nic wymyślić.
            Siedzący obok mnie wampir posłał mi groźne spojrzenie.
            - Reiji powiedz, że będziesz w stanie coś zrobić – wycedził przez zaciśnięte zęby.
            Okularnik pokręcił głową, pocierając podbródek palcami. Zdawał się poważnie nad tym zastanawiać, więc wszyscy umilkli w oczekiwaniu. W końcu wampir wzruszył ramionami.
            - Nie wiem.
            Nawet nie zarejestrowałam, kiedy Ayato się poruszył. W jednej chwili siedział tuż obok mnie, a w drugiej pochylał się już nad Reijim, zaciskając pięść na kołnierzu jego koszuli.
            - Dobrze ci radzę, lepiej się zastanów. – Ayato wymawiał słowa cicho i powoli, co tylko nadawało im powagi. Brzmiały jak groźba, a o to pewnie właśnie mu chodziło. – I coś wymyśl, bo jak nie…
            - Ayato! – zawołałam. Niepotrzebne nam teraz były rodzinne kłótnie, które mogłyby się przerodzić w rękoczyny, znając moje szczęście i temperamenty braci. – Uspokój się i zostaw go!
            Młodszy wampir jeszcze przez kilka sekund wpatrywał się morderczym wzrokiem w swojego przyrodniego brata, po czym w końcu puścił go z warknięciem i wrócił na swoje miejsce.
            Stojący obok mnie Laito pochylił się nad moim ramieniem.
            - Nieźle, maleńka, kiedy tak go wytresowałaś?
            - Laito…
            - Okay, okay, nic nie mówię. – To powiedziawszy, uniósł dłonie w geście poddania. Westchnęłam.
            Reiji otrzepał swoje ubranie i wygładził materiał, który pogniótł Ayato.
            - Mogłeś mi po prostu dać dokończyć – stwierdził. – Powiedziałem, że nie wiem, bo taka jest prawda. Nie mam pewności, czy będę w stanie znaleźć jakieś rozwiązanie, gdyż ostatnim razem mi się to nie udało. Istnieje jednak spore ryzyko, że może się to…
            - Nie udać – dokończyłam za niego. – A Cordelia będzie żyła tak długo, jak długo mam w sobie jej serce, czyli… Póki żyję.
            - Ty… - Ayato zmrużył gniewnie oczy.
            - Tylko dlaczego tracę pamięć? – zwróciłam się do okularnika, ignorując jego brata.
            - Zapewne tak właśnie działa ta trucizna, którą ci podano. W połączeniu z obecnością Cordelii powoli wyniszcza twój umysł.
            - Czyli tak, jak myślałam… - mruknęłam, zsuwając się niżej na swoim miejscu.
            - Czego potrzebujesz, żeby znaleźć jakieś rozwiązanie? – wtrącił się znowu Ayato.
            - Spróbować znaleźć – poprawił go Reiji. – Żeby cokolwiek zrobić, musiałbym mieć jakąś próbkę tej trucizny.
            - Skąd my ją niby weźmiemy?
            Nagle coś mi zaświtało. Wyprostowałam się gwałtownie, przyciągając tym samym uwagę braci Sakamaki.
            - Mam pomysł – oznajmiłam. – Znam kogoś, kto może coś wiedzieć lub nawet mieć potrzebną próbkę.
            Ayato przyjrzał się i jakby wyczytał z mojej miny, o kogo mi chodzi. Od razu potrząsnął głową.
            - O nie, nie ma mowy. Mówiłem ci już…
            - Ja też ci mówiłam. To dobre wyjście, on naprawdę może nam pomóc.
            Wzdrygnęłam się, słysząc zgrzytanie jego zębów, ale nie miałam zamiaru ustąpić. Dzielnie wytrzymałam jego spojrzenie.
            - Zadzwonię do niego i koniec kropka.

            Jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Nie zważając na protesty Ayato oraz jego braci zaszyłam się w swoim pokoju i wystukałam szybko ciąg cyfr na ekranie swojego telefonu. Z każdym kolejnym sygnałem dobiegającym z jego głośnika, czułam się coraz bardziej niecierpliwa.
            Odbierz, prosiłam w myślach. Proszę, potrzebuję od ciebie jeszcze tej jednej rzeczy.
           
- Słucham? – Usłyszałam w końcu znajomy głos, przez co miałam ochotę odetchnąć z ulgą.
            - Hej, Ruki – przywitałam się, siadając na brzegu łóżka. – Mam… mam do ciebie prośbę.
            - Jaką?
            - To… - Odetchnęłam. – To chyba nie jest rozmowa na telefon. Moglibyśmy się spotkać? Na przykład jutro w szkole?
            W odpowiedzi usłyszałam jedynie milczenie.
            - Halo?
            - W porządku.
            I tyle. Rozłączył się. Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
            Faceci.
***
            Ayato przypatrywał się śpiącej dziewczynie. Znowu. Nim się spostrzegł, stało się to jego zwyczajem. Ale nie mógł się powstrzymać. Jej widok, gdy spała, był dla niego dziwnie kojący. Lubił patrzeć na jej spokojną twarz, włosy w nieładzie, unoszącą się rytmicznie klatkę piersiową oraz kończyny rozrzucone tak bezładnie, że aż dziwił się, jak w takiej pozycji mogło jej być wygodnie. Lubił słuchać jej oddechu i bicia serca. Lubił wdychać jej zapach. Lubił czuć jej ciepło i miękkość pod palcami. Lubił także być przy niej, gdy miała zły sen i pomagać jej się uspokajać.
            Miał ochotę się zaśmiać. W życiu nie pomyślałby, że jakaś ludzka dziewczyna będzie w stanie tak na niego wpłynąć. A jednak. Stało się. Rzeczywiście musiała być niezwykła. Wciąż nie rozumiał co było tego powodem, ale nie miał pojęcia, czy kiedykolwiek uda mu się to zrozumieć.
            Kolejną sprawą, która kompletnie go zaskoczyła, było jego własne zachowanie oraz słowa, które pod wpływem tej drobnej, irytującej istotki wypowiedział. Ale czy tak właściwie mu to przeszkadzało? Mogło się to wydawać dziwne (a przynajmniej jemu się takie wydawało), ale odpowiedź na to pytanie była przecząca. Odczuwał wręcz dziwną satysfakcję.
            Nagle Natsuki poruszyła się i z twarzą wtuloną w poduszkę wymamrotała coś niezrozumiałego. Wampir zbliżył się, aby lepiej słyszeć, a wtedy do jego uszu dotarło jego imię wypowiedziane cichym, zaspanym głosem. Uśmiechnął się.
            - Ayato… - powtórzyła Natsuki, wyciągając ku niemu dłoń. Pochylił się więc, by mogła łatwiej go dosięgnąć. Był ciekaw, co chciała zrobić. Jej dłoń niemal już muskała jego policzek, gdy wtem zdał sobie sprawę, że dziewczyna wcale nie śpi, lecz wpatruje się w niego z uwagą. Jej oczy jednak nie były tymi kobaltowymi kryształami, w które uwielbiał się wpatrywać, kiedy były wypełnione najróżniejszymi emocjami. W tej chwili jej oczy były jadowicie zielone. Co więcej, na jej ustach uformował się okrutny uśmiech, którego nigdy wcześniej u niej nie widział. Cofnął się od niej gwałtownie, jak oparzony, a jego umysł przecięła jedna myśl.
            To niemożliwe!
            Zamrugał i przyjrzał się jej jeszcze raz. Dziewczyna jednak znów miała zamknięte oczy. Pod wpływem jego spojrzenia podciągnęła swoją kołdrę aż po szyję i odwróciwszy się na drugi bok, wymamrotała:
            - Przestań się tak na mnie gapić stalkerze jeden i idź spać.
            Ayato przełknął nerwowo ślinę.

***


            Ruki nie wiedział, dlaczego Natsuki nagle chciała się z nim spotkać. Do głowy przychodziło mu jedynie to, że znowu chciała poznać jakieś odpowiedzi. Nie był pewien, czy był na to przygotowany. Mimo to, zgodził się na spotkanie, na które właśnie zmierzał. Chwilę wcześniej wysłał jej wiadomość z numerem sali, którą zaproponował jako miejsce spotkania. Zastanawiał się, czy już zdążyła tam dotrzeć. Otworzył drzwi i rzeczywiście ujrzał ją, siedzącą na brzegu jednej z ławek. Słysząc go, podniosła głowę. Przywitał się z nią krótko, zamykając za sobą drzwi.
            - Dziękuję, że się zgodziłeś – powiedziała, zsunąwszy się z mebla.
            Uśmiechnęła się do niego lekko, lecz on zachował poważny wyraz twarzy.
            - O co chodzi? – spytał.
            Chciał jak najszybciej przejść do sedna i mieć to już z głowy.
            - My… musimy porozmawiać.
            Podeszła bliżej, wbijając w niego spojrzenie swoich niebieskich oczu. Był od niej dość sporo wyższy, więc musiała lekko unieść głowę.
            Skinął jej głową, chcąc, by kontynuowała.
            - Ja… - zawahała się. Znowu. Wyraźnie wyczuwał od niej nerwowość, co coraz mniej mu się podobało. – Pamiętasz, że gdy za pierwszym razem u was przebywałam… Richter coś mi podawał, prawda? Masz to może jeszcze? Albo pamiętasz chociaż, co to było?
            Ruki spiął się mimowolnie na wspomnienie Richtera.
            - Po co ci to?
            Dziewczyna odwróciła wzrok, a gdy ponownie na niego spojrzała, uśmiechnęła się. W tym uśmiechu nie było jednak ani cienia wesołości.
            - Wygląda na to, że tamten pobyt u was drastycznie skrócił czas mojego życia.
            Chłopak zamarł. Nie spodziewał się usłyszeć takich słów.
            - Jak to? O czym ty mówisz?
            - Martwisz się? – zapytała, przechylając głowę.
            Skarcił się w myślach. Wzruszył ramionami, starając się ponownie przywdziać na twarz maskę obojętności.
            - Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć… Mogę ci powiedzieć. – Natsuki skrzyżowała ramiona. – Chodzi o to, że to, co zrobił mi Richter… - W jej oczach Ruki dostrzegł ból, który ponownie zachwiał jego silną wolą. – W jakiś sposób wpływa na mój umysł. Po prostu powoli mnie wyniszcza. Potrzebuję więc chociaż niewielkiej ilości substancji, której użył, żeby ktoś mógł przynajmniej spróbować mi pomóc.
            Ruki przełknął ślinę. Coś w jego wnętrzu powoli pękało na drobne kawałeczki i rozsypywało się wbrew jego woli. Chciał to powstrzymać, ale nie był w stanie. Z każdym jej słowem… Z każdą chwilą, którą z nią spędzał, to uczucie się nasilało.
            - Ruki.
            Wymówiła jego imię tak łagodnie… Jak prośbę, jak błaganie, któremu nie był w stanie się sprzeciwić.
            - Mogę liczyć na twoją pomoc?
            Jej niebieskie oczy aż lśniły, pełne nadziei. Skinął głową.
            - Dam ci znać, gdy czegoś się dowiem.
            Uśmiechnęła się. Szeroko, radośnie.
            - Dziękuję! A teraz… - Drgnęła, słysząc szkolny dzwonek. – Muszę już iść. Będę czekała!
            W milczeniu odprowadził ją wzrokiem. Wbijał wzrok w jej plecy, gdy wychodziła z pomieszczenia, a jego umysł zastępował jej obraz wspomnieniem dziewczynki z przeszłości. Znów widział, jak siłą zabierają ją od niego. Znów słyszał jej rozpaczliwy krzyk.
            Musiał zamknąć oczy i wbić paznokcie we wnętrze dłoni, aby się opanować i za nią nie pobiec. Walczył sam ze sobą, by nie dać się ponieść własnym emocjom i pragnieniom.
            Jeszcze nie teraz, powtarzał w myślach. Jeszcze nie.
            Sam jednak nie wiedział, czy w ten sposób nie odwlekał tylko ze strachu momentu, którego jednocześnie pragnął oraz obawiał się, jak niczego innego.


czwartek, 25 maja 2017

Nastoletni Terror: Rozdział 10

Czy ja naprawdę ostatni rozdział tej historii dodałam prawie rok temu? ;-; Przepraszam wszystkich, którzy to czytali T^T Właśnie skończyłam pisać ten nowy rozdział i mam nadzieję, że się wam spodoba. Życzę miłego czytania i czekam na wasze opinie :3

Zburzony spokój


            Mijały dni, a ja w dalszym ciągu mieszkałam z członkami Explosive Rabbits oraz chodziłam do szkoły, jakby nigdy nic. Nastoletni terroryści nawet nie rozmawiali o kolejnej akcji, ale czułam, że coś się zbliżało. Nikt jednak o niczym mi nie mówił, a ja nie próbowałam dociekać. Chciałam nacieszyć się chwilami spokoju. W szkole nadal najwyraźniej nie nabrano żadnych podejrzeń, co do mnie, co musiało oznaczać, że moja matka nigdzie nie zgłosiła mojego zaginięcia. Dlaczego, tak właściwie, myślałam, że będzie inaczej? Ona pewnie wręcz ucieszyła się, że z jej domu zniknęła problemowa gęba do wyżywienia.
            Po części zadowolona z tego, że nikt nie zawracał sobie mną głowy zaczęłam się czuć nietykalna. Myślałam, że wszystko jakoś samo się ułoży. Do czasu. Los bowiem szybko postanowił mi uświadomić, iż byłam w błędzie.
            Miało to miejsce pewnego poranka, tuż  przed rozpoczęciem lekcji. Nasz nauczyciel, wszedłszy do klasy, od razu skupił swoją uwagę na mnie. Poczułam niepokój, gdy podszedł do mojej ławki. Jego twarz była nieco blada, a on sam wydawał się być zatroskany.
            - Panno Shimizu, dyrektor prosi cię do siebie – powiedział cicho.
            - Teraz? – zapytałam, starając się nie okazywać swojego nagłego podenerwowania.
            Czyżby jednak odkryli prawdę?
            - Tak. – Odwrócił się i omiótł wzrokiem resztę uczniów znajdujących się w sali. – Zacznijcie czytać tekst znajdujący się na stronie sto szóstej. Niedługo wrócę.
            Przełknęłam ślinę, zastanawiając się, jak bardzo mogłam mieć przechlapane. Nauczyciel skinął na mnie głową, więc niechętnie podniosłam się ze swojego miejsca. Nie ośmieliłam się nawet spojrzeć w stronę Natsume ani Ryutaro.
            Po wyjściu na korytarz próbowałam dowiedzieć się, w jakiej sprawie dyrektor mnie wzywał, lecz nauczyciel zbył mnie. Oznajmił mi, że dyrektor wszystko sam mi wyjaśni. Wcale to nie załagodziło moich nerwów. Wręcz przeciwnie. Zaczęłam mieć coraz gorsze przeczucia.
            Mężczyzna otworzył drzwi prowadzące do gabinetu dyrektora i pozwolił mnie jako pierwszej wejść do pomieszczenia. Wsunąwszy się do środka za mną, zamknął drzwi. Następnie minął mnie bez słowa i stanął tuż obok siedzącego za biurkiem dyrektora. Starszy mężczyzna uśmiechnął się do mnie lekko, choć byłam przekonana, że uśmiech ten był wymuszony. Dłonią wskazał mi krzesło ustawione przed jego biurkiem.
            - Usiądź, dziecko – powiedział łagodnie. Nie podobało mi się to.
            - O co chodzi? – zapytałam zaraz po tym, jak opadłam na krzesło.
            Mężczyźni wymienili między sobą spojrzenia. Widząc to, wbiłam paznokcie w swoje kolana, starając się opanować w ten sposób drżenie dłoni. Dyrektor tymczasem przeniósł na mnie wzrok, splatając ze sobą dłonie na blacie biurka. Wyglądał na spiętego. Wreszcie przemówił.
            - Przykro mi, że musisz usłyszeć to ode mnie, bo wygląda na to, że jeszcze o niczym nie wiesz, ale… - Mężczyzna zaczerpnął tchu, po czym spojrzał mi w oczy. – W twoim domu był pożar.
            Zamarłam.
            - Resztą my się zajmiemy – rozległ się kolejny męski głos za moimi plecami. Odwróciłam się i dostrzegłam dwóch policjantów stojących w drzwiach. – Możemy?
            - Tak, tak, oczywiście – powiedział dyrektor, prostując się na swoim miejscu. – Proszę bardzo.
            Jeden z mężczyzn zajął miejsce na ostatnim wolnym krześle, a drugi stanął za jego plecami. Czułam narastającą panikę, a moje myśli szalały. Nie wiedziałam, co się dzieje. Z jednej strony chciałam, żeby dłużej tego nie przeciągali i wszystko mi wyjaśnili. Z drugiej natomiast miałam ochotę poderwać się ze swojego miejsca i uciec od nich jak najdalej.
            Ten z policjantów, który siedział, spojrzał na mnie ze współczuciem zanim w końcu się odezwał.
            - Jak już pan dyrektor zdążył cię poinformować, w twoim domu doszło do pożaru. – Zaczął. Mówił powoli i spokojnie, jakby starał się mnie nie wystraszyć. – Przykro mi z powodu twojej straty, ale…
            Po prostu to powiedz!, zawołałam w myślach. Powiedz to, co masz do powiedzenia i dajcie mi spokój!
           
- Wewnątrz znajdowała się wówczas twoja mama.
            Wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami, a serce waliło mi coraz mocniej, jakby chciało połamać więżące je żebra, by wydostać się na wolność.
            - Nie przeżyła.
            Otworzyłam usta, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. W uszach słyszałam jedynie szum, gdy policjant w dalszym ciągu coś mówił. Wpatrywałam się w jego twarz, we wciąż poruszające się usta, z których padły te najmniej spodziewane przeze mnie słowa.
            Nie przeżyła.
            To prawda, że od niej uciekłam. To prawda, że miałam jej dość. To prawda, że znienawidziłam osobę, którą się stała. Ale nigdy nie życzyłam jej śmierci. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że tak to się mogło skończyć. Sądziłam, że po prostu nie przejęło jej moje zniknięcie. Że znowu uległa nałogom. A ona tymczasem… Ona…
            Nie przeżyła.
            Drgnęłam gwałtownie, gdy na moim ramieniu wylądowała czyjaś dłoń. Zamrugałam kilkakrotnie i zdałam sobie sprawę, że nauczyciel pochylał się nade mną z zatroskaną miną.
            - Ja… - urwałam. Powiodłam wzrokiem po twarzach wszystkich zebranych, coraz mocniej wbijając paznokcie w swoje kolana. Miałam pustkę w głowie. – Ja…
            - Czy możemy kontynuować? – zapytał policjant.
            Chciałam odpowiedzieć, ale zaschło mi w ustach. Skinęłam powoli głową.
            - Sądzę, że na dzisiaj wystarczy – odezwał się jednak dyrektor. – Jest w szoku, więc może proszę ją…
            - Jeszcze tyko jedno pytanie – przerwał mu policjant. Ponownie skupił na mnie swój uważny wzrok. – Gdzie byłaś wczoraj wieczorem?
            Przełknęłam ślinę.
            - Ja… Byłam u… - odetchnęłam. – Byłam u przyjaciół.
            - Możesz mi podać jakieś nazwisko?
            Przygryzłam dolą wargę.
            - Yamamura. Natsume Yamamura.
            - Chodzi z tobą do klasy, prawda?
            - Dość. – Dyrektor podniósł głos. – Naprawdę, proszę już przestać. Takie informacje mogę ja panu podać. Panna Shimizu natomiast potrzebuje teraz spokoju.
            Policjant zacisnął usta, ale zrezygnował z dalszego przepytywania mnie. Razem z nauczycielem opuściłam gabinet dyrektora i skierowałam się w drogę powrotną do sali lekcyjnej. Każdy kolejny krok stawiałam coraz bardziej niepewnie. Miałam wrażenie, że podłoże w każdej chwili może usunąć mi się spod stóp. Nauczyciel zatrzymał się przed drzwiami do sali i zmierzył mnie wzrokiem.
            - Jeśli źle się czujesz, nie musisz wracać na lekcje. Możesz iść do gabinetu szkolnej pielęgniarki, jeśli potrzebujesz lub…
            - Wystarczy mi, jeśli posiedzę gdzieś w samotności – odparłam, obejmując się ramionami.
            Mężczyzna wahał się przez chwilę. W końcu jednak skinął głową.
            - W takim razie zaczekaj tu. Przyniosę ci twoją torbę.
            Wszedł do pomieszczenia. Przez pozostawione przez niego otwarte drzwi dostrzegłam Natsume. Wpatrywał się we mnie z niemym pytaniem w oczach. W odpowiedzi pokręciłam jedynie głową i odwróciłam wzrok.

            Pierwszym miejsce, które przyszło mi do głowy po odzyskaniu moich rzeczy był dach szkoły. Tak więc, tam właśnie się udałam. Siedząc na jego powierzchni i wpatrując się w rozciągający się z niego widok na miasto, kompletnie zatraciłam się w myślach. Mój telefon kilkakrotnie wibrował, informując mnie o nowych powiadomieniach oraz przychodzących połączeniach, ale nie zwracałam na to uwagi.
            - Tak myślałem, że cię tutaj znajdę – rozległ się w pewnej chwili głos nad moją głową. Nie spojrzałam w kierunku jego właściciela. Nie zrobiłam tego również wtedy, gdy usiadł obok mnie, wyciągając przed siebie długie nogi.
            Przez pewien czas po prostu milczeliśmy. I byłam mu za to wdzięczna. Potrzebowałam czegoś takiego.
            - Powiesz mi, co się stało? – zapytał po kilku minutach. A może kilkunastu? Albo nawet kilkudziesięciu? Nie wiedziałam. Nie odczuwałam potrzeby, żeby to sprawdzić.
            Odchyliłam głowę, nie odrywając wzroku od horyzontu, w który wpatrywałam się od dłuższego czasu. Bawiłam się rąbkiem swojej spódniczki.
            - Był pożar. – Zająknęłam się, ale odchrząknęłam i kontynuowałam, nie patrząc w jego stronę. Opowiedziałam mu przebieg rozmowy odbytej w gabinecie dyrektora. Słowem nie skomentował mojej wypowiedzi. Jedyną reakcją z jego strony było położenie dłoni na mojej ręce.
            - Mogę cię o coś prosić? – zapytałam.
            - Jasne. O co?
            Odwróciłam głowę i spojrzałam w brązowe oczy Natsume.
            - Zabierz mnie tam.

            Chmury przybrały stalowoszary kolor, kiedy mknęliśmy przez miasto na motocyklu Natsume. Chciałam… Nie. Musiałam zobaczyć to na własne oczy. Przekonać się, że to rzeczywiście się wydarzyło. Nie istniał powód, dla którego policja miałaby mnie okłamywać, ale musiałam się upewnić. Musiałam.
            Natsume zatrzymał swój pojazd w jednej z bocznych uliczek, kilkanaście metrów od budynku, który jeszcze do niedawna był moim domem. Wpatrywałam się w niego przez chwilę, po czym zeskoczyłam z motoru. Przed podejściem bliżej powstrzymała mnie dłoń zaciśnięta na moim ramieniu.
            - Zaczekaj – powiedział cicho chłopak, zdjąwszy swój kask. – To może być niebezpieczne.
            Popatrzyłam na niego bez słowa. Cisnęłam w niego kaskiem i niemal biegiem rzuciłam się w stronę swojego byłego domu.
            - Saori!
            Nie słuchałam go. Jak najszybciej pokonałam ostatnie metry i stanęłam jak wryta. Od strony, od której podeszłam wszystko wydawało się być w porządku. Dopiero patrząc na dom od  frontu dostrzegłam, że jego niegdyś białe ściany stały się osmalone, czarne. Część szyb była wybita, drzwi chwiały się w zawiasach, a dach z jednej strony się zawalił. Całość otoczona była kołysząca się na wietrze taśmą policyjną.
            Oddychałam szybko, płytko. Zrobiło mi się niedobrze. Słowa policjanta ponownie zadźwięczały w moich uszach, niosąc się przeraźliwie głośnym echem. Przypominały wręcz ryk.
            W twoim domu doszło do pożaru.
            Osunęłam się na kolana, przyciskając dłonie do uszu, jakby mogło to pomóc. Jakbym mogła w ten sposób zaprzeczyć rzeczywistości i nie dopuścić jej do siebie. Potrząsnęłam głową, zaciskając powieki.
            - Nie…
            Nie przeżyła.
            Zaczęłam się dusić. Żółć podeszła mi do gardła. Drżałam, starając się nie zwymiotować.
            - Nie! – wykrztusiłam, by w następnej chwili wybuchnął potwornym szlochem. Nawet nie zorientowałam się, kiedy z nieba lunął deszcz. Lodowate krople wsiąkały w moje ubranie i spływały po twarzy, mieszając się ze łzami. Krzyczałam i szlochałam, zdzierając sobie gardło. Nie zwracałam na nic uwagi. Miałam wrażenie, że jakaś część mnie w tej właśnie chwili rozpadła się i zniknęła na dobre.
            Ostatni most spłonął za mną wbrew mojej woli.