Ariana | Blogger | X X

środa, 6 lipca 2016

Diabolik Lovers: Rozdział 37

Witam wszystkich! Jak mijają wam wakacje? Mi całkiem dobrze, więc mam nadzieję, że wam także. Jakoś ponownie wkręciłam się w pisanie, więc proszę bardzo: oto kolejny rozdział DiaLovers! Zapraszam do czytania i dzielenia się wrażeniami. Komentarze/wiadomości jak zwykle są mile widziane i już z góry za nie dziękuję ^^.


She got me gone crazy wae simjangi ttwini
Ona doprowadza mnie do szaleństwa. Dlaczego moje serce tak szybko bije?
[EXO - "Monster"; tłumaczenie pochodzi ze strony tekstowo.pl]



Wewnętrzne rozdarcie 

Chłopak pochylił się nad swoją ławką, tym samym skracając nieco dzielący nas dystans. Podparł podbródek na dłoni.
- Teraz?
Skinęłam głową.
- Najlepiej by było.
- Tutaj?
Zerknął znacząco w bok. Powędrowałam za jego spojrzeniem. Pozostałe osoby obecne w sali wciąż otwarcie się na nas gapiły. W dodatku, zaczęły coś szeptać między sobą. Posłałam w ich stronę lekki uśmiech, co wywołało rozbawienie u Rukiego.
- Może jednak powinniśmy poszukać bardziej ustronnego miejsca. - Dopiero poniewczasie ugryzłam się w język. Moja wypowiedź pewnie musiała zabrzmieć dwuznacznie. W końcu zboczeńców w tej szkole nie brakowało... - Żeby w spokoju porozmawiać - dodałam szybko, z naciskiem na ostatnie słowo. Nie miałam pojęcia, czy wyjaśniło to ewentualne nieporozumienie, czy też może wręcz odwrotnie. Nie był to jednak czas na przejmowanie się takimi głupotami.
Ruki wstał z krzesła i oboje wyszliśmy na korytarz.
- W takim razie, co powiesz na dach? - zaproponował. Wydawało mi się, że w jego wzroku dostrzegłam wyzwanie.
 Mimowolnie przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia, które rozegrały się w tamtym miejscu. Potarłam ramiona, żeby pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, które towarzyszyło temu wspomnieniu. Na pewno był w stanie zrobić coś takiego jeszcze raz. Postanowiłam jednak nie ukazywać strachu. Zamiast tego splotłam ramiona na piersiach i spojrzałam na niego buntowniczo.
- Może być.
 Ciemnowłosy uniósł brwi, ale już po krótkiej chwili na jego twarzy zagościł lekko kpiący uśmieszek. Skręcił na schody prowadzące na dach i wszedłszy po nich, zatrzymał się, aby przepuścić mnie w drzwiach. Kiedy dołączył już do mnie drzwi zatrzasnęły się, odcinając mi jedyną (a przynajmniej jedyną bezpieczną) drogę ucieczki.
 Wieczorne powietrze było chłodne, ale za to niebo zaskakiwało swoją czystością. Nie było na nim prawie żadnych chmur, dzięki czemu gwiazdy były dobrze widoczne.
- To raczej nieczęsty widok w centrum miasta, co? - zapytał cicho Ruki.
- Zgadza się...
 Tak zapatrzyłam się na błyszczące na ciemnym niebie punkciki, że opamiętałam się dopiero, kiedy chłopak pstryknął palcami tuż przy mojej twarzy.
- Chciałaś porozmawiać - przypomniał mi. - A czas leci.
- Ach, racja... Przepraszam. Zagapiłam się.
- Zdążyłem zauważyć.
 Puściłam jego uwagę mimo uszu. Stanęłam przodem do niego.
- Dobrze, więc przejdźmy do sedna. Chcę żebyś odpowiedział mi na kilka pytań.
- Na jakie konkretnie?
- Ewa.
W jego oczach coś błysnęło.
- Słucham?
Podeszłam o krok bliżej.
- Dlaczego tak mnie nazywacie? O co z tym wszystkim chodzi? W jakim celu mnie porwaliście? Czego ode mnie chcecie? - wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu. - Chcę, abyś mi to wyjaśnił.
Zmrużył swoje szaro-niebieskie oczy, lecz jego twarz pozostała bez wyrazu. Nie potrafiłam nic z niej wyczytać. Między nami zapadło milczenie. Myślałam już, że chłopak nie zechce jej przerwać, tylko całkowicie mnie zignoruje i sobie pójdzie. Na szczęście się myliłam.
- Nie muszę tego robić.
- Ale możesz.
- A dlaczego miałbym to zrobić?
Warknęłam pod nosem, zniecierpliwiona.
- Jasne. Nikt nie chce mi nic wyjaśnić - zaczęłam mamrotać tak naprawdę bardziej do siebie niż do niego. - Sakamaki milczą. Wy też... Wygląda na to, że jestem w centrum zainteresowania, ale jako jedyna nic nie wiem. Nawet tego, skąd wzięło się to zainteresowanie. - Podniosłam wzrok na wampira. Obserwował mnie z twarzą wypraną z emocji. - Ty wiesz najwięcej, prawda? Ale i tak nic mi nie powiesz. Bo po co? Przecież jestem tylko głupią śmiertelniczką, która...
- Ewo - przerwał mój wywód.
- O, no proszę! - obruszyłam się. - Znowu się zaczyna!
- Skończyłaś?
Odgarnęłam kosmyki włosów, które podmuch wiatru zarzucił mi na twarz. Westchnęłam.
- Tak.
- To dobrze. Powiem ci, jeśli tak bardzo tego pragniesz.
- Huh? - zamrugałam, kompletnie zbita z tropu jego odpowiedzią. Patrząc na jego wcześniejsze zachowanie myślałam, że mi odmówi. Poczułam rosnącą iskierkę nadziei. - Naprawdę?!
- Ale nie teraz. Zresztą, już i tak nie mamy czasu. - Jakby na potwierdzenie jego słów rozległ się donośny dźwięk dzwonka, przypominający o rozpoczynających się lekcjach. - Później się z tobą skontaktuję.
Wpatrywałam się w niego jak urzeczona, kiedy podchodził do drzwi.
Zgodził się! Naprawdę się zgodził!
Tak jak wcześniej przytrzymał dla mnie drzwi. Gdy go mijałam, czułam na sobie jego uważny wzrok.
- Ale pamiętaj, że wszystko ma swoją cenę - oznajmił jeszcze, zanim się rozstaliśmy. Nie dał mi jednakże szansy, abym mogła zapytać, jaką cenę miał na myśli.

 Miałam wrażenie, iż unoszę się na wodzie. Co prawda, niczego nie widziałam, ale wyraźnie czułam lekkie wznoszenie się i opadanie mojego ciała. Najdziwniejsze było to, że nie miałam nad tym żadnej kontroli. Nie mogłam nawet drgnąć, ale nie czułam się przez to zdenerwowana. Byłam całkowicie spokojna.
 Nagle wszystko ustało i pod stopami poczułam stabilny grunt. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się na niewielkiej, porośniętej trawą wysepce. Rosło na niej samotnie potężne drzewo w pełnym rozkwicie. Powietrze było wypełnione słodkim zapachem drobnych, śnieżnobiałych kwiatów. Rozejrzałam się wokół, ale poza wysepką w swoim polu widzenia nie dostrzegłam nic innego. Wokół była po prostu biel. Nic poza nią.
 Położyłam dłoń na korze drzewa. Była zadziwiająco gładka oraz ciepła w dotyku. Z uśmiechem na ustach okrążyłam roślinę, stąpając po miękkiej trawie. Ciszę przerwał delikatny dźwięk przypominający ten, jaki wydają dzwonki wietrzne. Nie dostrzegałam jednak żadnych.
- Hmm... Dziwne.
Wzruszyłam obojętnie ramionami, a wtedy dźwięk wzmógł się na chwilę, by następnie ucichnąć, ustępując miejsca męskiemu głosowi.
- Ewo.
Głos poniósł się echem. Zaraz po tym krótkim słowie ponownie rozległa się melodia dzwoneczków.
- Ewo.
 Liście drzewa zaszeleściły, chociaż nie było najlżejszego wiatru. Zdziwiona uniosłam wzrok. Dostrzegłszy źródło dźwięku cofnęłam się gwałtownie od pnia. Wśród gałęzi bowiem wiło się cielsko białego węża. Jego łuski w wielu miejscach pojedynczo lub całymi rzędami połyskiwały szkarłatem zupełnie tak, jakby plamiła je krew.
 Ciemne ślepia gada wpatrywały się we mnie, a język wysuwał co chwilę w moją stronę. Z jednej strony byłam przerażona tym widokiem, a z drugiej zafascynowana nim. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, gdy powoli zsuwał się z gałęzi.
 Dźwięk dzwonków ponownie przybrał na sile i tajemniczy głos odezwał się po raz ostatni.
- Ewo.
 Zdawało mi się, że to właśnie ów wąż do mnie przemówił.

 Usiadłam, wsuwając palce we włosy i czochrając je jakbym w ten sposób mogła pozbyć się dziwnych wizji nawiedzających mnie w snach.
- To się robi coraz bardziej pokręcone... - wymamrotałam.
- Znowu zły sen?
Drgnęłam, zaskoczona. W drzwiach mojego pokoju stał Ayato.
- Można tak powiedzieć - westchnęłam, opuszczając dłonie na kołdrę.
Wampir ziewnął, po czym podszedł do łóżka.
- Przesuń się.
- Po co?
- Nie udawaj głupiej - prychnął, machając na mnie ręką. Opierał już jedno kolano na krawędzi mebla. - Przesuń się albo sam cię przesunę.
Teraz to ja prychnęłam, ale zrobiłam mu miejsce. Od razu rozłożył się wygodnie obok mnie. Wsunął ramiona pod głowę i spojrzał na mnie kątem oka.
- Opowiedz mi o tym.
- Po co? - powtórzyłam kolejny raz. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej, oparłam na nich brodę i opatuliłam się miękką kołdrą. Ayato i tak jej pewnie nie potrzebował.
Zmrużył gniewnie oczy.
- Nie sprzeciwiaj mi się i opowiadaj.
- Nie sprzeciwiam się. Tylko zapytałam... Dobra, dobra. Nie patrz tak na mnie.
Niechętnie opowiedziałam mu swój ostatni sen. Co zadziwiające, słuchał mnie w skupieniu (a przynajmniej tak mi się zdawało) i nawet ani razu mi nie przerwał.
- Ewa? - zapytał, kiedy skończyłam.
- Tak. Tak samo mówią do mnie bracia Mukami - dodałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Szlag. Niekoniecznie musiał to wiedzieć.
Ayato znowu zmrużył oczy.
- Co oni kombinują?
- Mnie nie pytaj.
Ja nawet nie wiem, co wy kombinujecie.
- Hej, Ayato... Dalej zamierzasz milczeć w pewnych sprawach?
Przeniósł wzrok na sufit.
- Wam, ludziom zazwyczaj lepiej żyje się w błogiej nieświadomości. Prawda często was przytłacza.
- Co nie zmienia faktu, że dobrze byłoby ją poznać...
- Dlaczego tak ci na tym zależy?
- Czy to nie oczywiste? Chciałabym móc chociaż skontaktować się z ojcem.
Wielokrotnie próbowałam dodzwonić się na jego stary numer, ale bezskutecznie.
- Wciąż go tak nazywasz?
- Tak. - Jeszcze ciaśniej owinęłam się kołdrą. - Może nie jesteśmy spokrewnieni biologicznie, ale to jedyny ojciec jakiego kiedykolwiek miałam.
Ayato już się nie odezwał. Zrezygnowana z powodu odniesienia kolejnej klęski położyłam się plecami do niego i spróbowałam zasnąć.


***

 Ayato uniósł powieki i przetarłszy dłonią twarz, usiadł. Lewą nogę zgiął w kolanie i oparł na niej ramiona. Nie miał zamiaru zasypiać, ale musiał zdrzemnąć się na dość długą chwilę, gdyż przez zaciągnięte zasłony przedostawały się już promienie słońca. Spojrzał w bok. Zwinięta w kłębek leżała tam Natsuki. Była tak owinięta pościelą, że w tej chwili naprawdę przypominała ludzkich rozmiarów naleśnik. W milczeniu przyjrzał się jej twarzy. Długie rzęsy rzucały cienie na blade policzki, a drobne usta były nieznacznie rozchylone. Wyglądała na spokojną i rozluźnioną. Oznaczało to, że przynajmniej nie dręczyły jej żadne wizje.
 Spojrzenie zielonych oczu wampira przesunęło się wzdłuż całej sylwetki dziewczyny ukrytej pod grubym materiałem, by na końcu znów spocząć na jej twarzy. Naprawdę nie pojmował, jak dalece może sięgać jej ufność. Mogła się opierać, wykłócać, obrażać, a na końcu i tak zasypiała u jego boku, jakby czuła się najzupełniej bezpiecznie. Czy nie rozumiała, że to właśnie on był dla niej największym zagrożeniem i to jego powinna się bać? Przecież gdyby chciał mógłby zabić ją nawet w tym momencie. Była tylko słabym, kruchym człowiekiem, więc zapewne wystarczyłby jeden ruch by odebrać jej życie. Mógłby ją złamać, zniszczyć, pozbawić wszystkiego, zamienić w coś na kształt ubezwłasnowolnionej lalki. Byłby w stanie dokonać tego wszystkiego. Był o tym przekonany. I nie chciało mu się wierzyć w to, że Natsuki miałaby być na tyle głupia, żeby również nie zdawać sobie z tego sprawy. Przechodziło mu to przez myśl za każdym razem, gdy widział ją tak ufną. A jednak ona...
 Zmienił swoją pozycję i znalazł się teraz nad nią. Nawet gdyby się teraz obudziła, byłoby już za późno. To on miał teraz władzę. Czarnowłosa była skazana na jego łaskę. Przesunął dłonią po jej splątanych włosach, musnął palcami żuchwę i zatrzymał się na szyi. Wystarczyłoby, aby teraz zacisnął wokół niej dłoń lub wbił kły w gładką skórę i...
- A... yato...
 Wampir zastygł w bezruchu. Jego oczy otworzyły się szerzej. Zaskoczony, dotknął policzka dziewczyny. Poruszyła się, a na jej ustach uformował się leciuteńki uśmiech.
- Aya... to... - wymruczała ponownie.
- Naleśniku? - zapytał cicho, kompletnie zdezorientowany.
Lecz nie odpowiedziała mu, wciąż pogrążona we śnie.
 Ayato zszedł z łóżka i odszedł od niego na kilka kroków, odwracając się do niego plecami. Sfrustrowany, przeczesał palcami włosy, podczas gdy w jego wnętrzu wciąż walczyły ze sobą sprzeczne uczucia. Po raz kolejny doszedł do wniosku, że nie rozumie nie tylko Natsuki, ale również tego, co działo się z nim w jej towarzystwie. Czy to też mogło mieć związek z tym, że dziewczyna była połączona z tamtą kobietą? Zacisnął dłonie w pięści. Sam już nie wiedział, czy wolałby, żeby rzeczywiście tak było.
 Przecież obiecał sobie, że nikt już nie stanie się dla niego ważny, że nigdy więcej do nikogo nic nie poczuje, że nie pozwoli żadnej kobiecie zbliżyć się i wpłynąć na siebie. Wszystkie przedstawicielki płci przeciwnej traktował jedynie przedmiotowo i udawało mu się dotrzymać złożonej samemu sobie obietnicy. A teraz ona... wszystko to stopniowo psuła. Uzależniała go od swojej krwi, głosu, zapachu, dotyku, widoku, obecności... Wraz z upływem czasu zaczynał odczuwać potrzebę jej bliskości, a także pragnienie czegoś więcej. Jednocześnie irytowało go to, że ta jedna, drobna dziewczyna tak bardzo namieszała mu w głowie i tym samym go osłabiała. Nie wiedział, jak sobie z tym poradzić. A nie mógł do nikogo zwrócić się o pomoc. Musiał sam rozwiązać swój problem. Ale jak miał to zrobić? W tym samym czasie pragnął dwóch kompletnie różnych rzeczy. Nie potrafił jeszcze zadecydować, co było dla niego ważniejsze.
 Obrócił się i spojrzał przez ramię na śpiąca dziewczynę.
- Naprawdę same z tobą problemy, Naleśniku...
Jakby w odpowiedzi zmieniła bok i wymamrotała coś niezrozumiałego z twarzą przyciśniętą do poduszki. Kąciki ust Ayato uniosły się odrobinę, a kiedy ten zdał sobie z tego sprawę, zmarszczył brwi.
- No i widzisz?
Pokręcił głową i bezszelestnie opuścił pokój.

niedziela, 3 lipca 2016

Girl Book Tag

Witajcie! Tym razem zostałam nominowana aż przez trzy osoby (Marzycielkę Karolinę, Kagayaki Shirubę oraz Klaudię Wenderską) do Girl Book Tagu. Cóż to takiego? Sama nie wiedziałam póki mnie nie nominowały xD Ale już wyjaśniam~. 
Otóż Girl Book Tag polega na tym, że do 10 podanych opisów należy dopasować postacie pochodzące z jakichś książek, seriali lub filmów oraz uzasadnić swój wybór. Jednak żeby nie było tak łatwo (a przynajmniej dla mnie staje się to w ten sposób nieco trudniejsze) muszą to być postacie żeńskie. W dodatku nie mogą należeć do świata anime i mangi. 
No, to jedziemy z tym wyzwaniem.

1. Troskliwa - postać, której nie można nie pokochać.
Pierwsza na myśl nasunęła mi się Dee Black z serii "Lux", którą właśnie czytam. Przez dwa pierwsze tomy uważałam ją za bardzo uroczą dziewczynę. Niestety później w skutek pewnego tragicznego zdarzenia jej charakter nieco się zmienił. Ale jak można byłoby ją winić? W każdym razie, ja nadal ją lubię i mam nadzieję, że w dalszych częściach mimo wszystko wróci do siebie. Nie wiem, czy można jej nie lubić. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę jej troskliwość wobec braci oraz przyjaciół.


2. Kumpela - postać, z którą mogłabyś/mógłbyś się zaprzyjaźnić.
Och, dlaczego nie można wybrać męskich postaci?! Dlaczego?! Byłoby o wiele prościej! T^T  Ale dobrze, zasady to zasady... Hmm... No to może niech będzie Mara Dyer, główna i zarazem tytułowa bohaterka tegoż cyklu. Podoba mi się m.in. jej dość silny charakter, który utrzymał się pomimo chaosu w jaki zamieniło się jej życie, a także jej świetne teksty jak np. "Dziwiłam się, jak udaje mi się zachować normalną psychikę, kiedy bez przerwy wmawia mi się, że jestem nienormalna." A zresztą, polubiłam większość postaci z tej trylogii.


3. Kokietka - postać, która zawsze pojawia się w nieodpowiednim momencie.
Myślę, że będzie tutaj pasować Camille Belcourt z serialu "Shadowhunters" oraz serii książek pt. "Dary Anioła". Co tu dużo wyjaśniać? Swoim istnieniem naprawdę sporo namieszała w życiu innych bohaterów.


4. Rozpustna - myśląca tylko o sobie.
Dajmy na to... Marcie Millar z serii książek "Szeptem". Rozpieszczona i zadufana w sobie manipulantka, która robi to, co chce. A gdy nie jest w stanie sama czegoś zrobić, to wykorzystuje do tego celu innych ludzi.


5. Poprawna - postać, która musi mieć wszystko zaplanowane i przygotowane na każdą okazję.
Annabeth Chase z książek i filmów o Percy'm Jacksonie. Inteligenta dziewczyna, która wszystko musi przemyśleć zanim podejmie jakąś decyzję. Nie lubi także działać impulsywnie. Chyba pasuje, prawda?


6. Zachwycona - postać zgadzająca się na wszystko, rzadko mająca swoje zdanie.
Do takiego opisu pasuje mi postać Hany Tate z "Delirium". Okay, może jeszcze przed zabiegiem, a potem troszkę w zakończeniu ostatniego tomu wykazała się własną inicjatywą i parę razy miała własne zdanie na jakiś temat, lecz przez większość historii robiła po prostu to, czego wymagano od niej jako od "zdrowego" obywatela.


7. Lwica - postać, która ma zawsze wymagania i trudno ją czymkolwiek zadowolić.
Po raz kolejny odniosę się do twórczości Ricka Riordana oraz jego historii poświęconych greckim i rzymskim półbogom. Jeśli ktoś ma podstawowe pojęcie o którejś z tych mitologii, to nie powinien się zdziwić, że do tego punktu wybiorę Herę. Trudno byłoby zaprzeczyć (albo raczej nawet się nie da) temu, że ma ona wymagania (a także pretensje) do wszystkich i wszystkiego. 


8. Agresywna - postać kick ass.
Na tę chwilę stwierdzam, iż to zdanie wprost idealnie opisuje bohaterkę "Mrocznych Umysłów" - Vidę. Bez dwóch zdań jest agresywna. W dodatku, zawsze wydaje się być chętna, aby skopać komuś tyłek - nie patrząc na płeć, rozmiary itp. 


9. Zmienna - postać, która często zmienia uczucia.
Z braku lepszych pomysłów na tą chwilę podam Jo Arringford z cyklu książek pt. "Wybrani". Chyba można powiedzieć, że była zmienna z powodu problemów ze swoją psychiką.


10. Zraniona - postać po przejściach.
Nie chcę się znowu powtarzać, ale niestety najlepszym skojarzeniem wydaje mi się Ruby Daly, kolejna i główna bohaterka "Mrocznych Umysłów". Dlaczego właśnie ona? Cóż, moim skromnym zdaniem wymazanie się z pamięci własnych rodziców, najlepszej przyjaciółki, a także ukochanego chłopaka raczej nie jest czymś przyjemnym. A na dokładkę zaserwowano jej jeszcze pobyt w bardzo przyjaznym ośrodku pełnym milutkich osób. Można byłoby wymienić tego więcej, ale nie będę się za bardzo rozpisywać. Wydaje mi się, że takie uzasadnienie wystarczy.


Ja nominuję:

A jeśli jeszcze ktoś chce podjąć się tego wyzwania, to niech zgłosi się w komentarzu. Chętnie jeszcze kogoś nominuję ^^

piątek, 1 lipca 2016

Nastoletni Terror: Rozdział 9

Nareszcie wakacje! A co to oznacza? Wiadomo, mniej stresu i więcej czasu na różne przyjemności. W tym oczywiście na pisanie. Tak więc na dobry początek łapcie nowy rozdział "Nastoletniego Terroru" ^^. Nie zapomnijcie podzielić się swoimi wrażeniami.


Wybuch

 Wbiłam wzrok w leżące przede mną nienapoczęte bento. Chociaż przerwa rozpoczęła się już ładną chwilę temu ja wciąż nie potrafiłam zmusić się do wzięcia do ust chociaż jednego kęsa. I to nie dlatego, że mogłabym narzekać na smak posiłku. W końcu sama je przygotowałam. Byłam jednak do tego stopnia zestresowana, że obawiałam się, iż nie będę w stanie niczego przełknąć, a mój żołądek tylko jeszcze bardziej się zbuntuje i resztę przerwy spędzę w łazience. Już teraz czułam bolesne kłucie w brzuchu. 
 Przełknęłam ciężko ślinę i zwinęłam zaciśnięte na kolanach dłonie w pięści. W tej chwili na blacie mojej ławki wylądowało niewielkie, białe pudełeczko.
- Na ból brzucha.
Poderwałam szybko głowę. Obok mojej ławki stał Natsume oraz Ryutaro.
- Skąd...?
Ryutaro prychnął opierając się o parapet okna, przy którym siedziałam.
- Och, no błagam. Od jakichś pięciu minut siedzisz bez ruchu i tylko wgapiasz się w to żarcie jakby miało ci się w nim coś objawić. Zaczynasz wyglądać podejrzanie.
Natsume zachichotał i postukał palcem wskazującym w pudełko tabletek.
- Weź jedną i spróbuj coś zjeść, bo tylko sobie zaszkodzisz.
- Dzięki - wymamrotałam wyciskając tabletkę na dłoń. Popiłam ją kilkoma łykami wody mineralnej i odetchnęłam głęboko.
- Przestań się tak stresować - powiedział Ryutaro zerkając przez okno. - Nie masz do tego powodów.
- Jak to nie mam powodów?! - oburzyłam się. - Przecież wy popełnicie... - urwałam i poprawiłam się niechętnie - my popełnimy dzisiaj przestępstwo! To jak najbardziej jest powód do stresu.
- Ciiiszej. - Natsume pochylił się w moją stronę, przykładając palec wskazujący do ust. - Mogłabyś nie mówić o naszych planach tak głośno w miejscu publicznym?
Rozejrzałam się pospiesznie po sali. Oprócz nas było w niej jeszcze tylko kilka osób, ale były one tak pochłonięte swoimi sprawami, że w ogóle nie zwracały uwagi na naszą trójkę. Trochę mi ulżyło.
Spuściłam wzrok zsuwając się nieco niżej na swoim krześle.
- Przepraszam...
Ryutaro westchnął ciężko.
- Jak tak dalej pójdzie to wsypiesz nas zanim zdążymy jeszcze cokolwiek zrobić. Ty chyba naprawdę się do tego nie nadajesz. Może jak pogadamy z Kuro, to jednak...
- Przestań - przerwał mu ostro Natsume. Następne słowa wypowiedział już znacznie łagodniejszym tonem. - Poradzi sobie.
Spojrzałam na niego równie zaskoczona co Ryutaro. Ponownie stawał w mojej obronie. Nie rozumiałam dlaczego to robił ani skąd brała się u niego ta pewność, że poradzę sobie w takiej sytuacji.
- Jesteś pewny? - Endo zadał pytanie, które dręczyło również mnie.
- Tak. - Natsume uśmiechnął się w beztroski sposób, po czym położył dłoń na mojej głowie. - Saori na pewno dobrze sobie poradzi.
- I jesteś o tym przekonany, bo...?
- Tak po prostu - odparł niezrażony sceptycznym nastawieniem swojego przyjaciela. Następnie najzwyczajniej w świecie poczochrał mi włosy. - Naprawdę powinnaś coś zjeść. A jakbyś jeszcze nie wiedziała, to te bento jest całkiem dobre.

 Po zajęciach wróciliśmy do bazy w tempie ekspresowym. Ledwie przekroczyliśmy próg budynku, a Adachi skierował się prosto do garażu.
- Ruchy! - zawołał oglądając się na nas przez ramię. - Macie jakieś pięć minut na przebranie się i zgarnięcie rzeczy, które nie wylądowały jeszcze w samochodzie! Będę tam na was czekał.
 Wszyscy posłusznie rozbiegli się w kierunku swoich pokojów. Podążyłam więc za Hisako na "nasze" piętro, zastanawiając się po drodze czy któreś z ubrań, które ze sobą wzięłam nadawały się do tego typu... zadania.
Dziewczyna pomogła wybrnąć mi z tego problemu, gdy zaraz po wejściu na piętro cisnęła we mnie ciemnymi dżinsami oraz bluzą z kapturem. Chwyciłam ubrania posyłając jej pytające spojrzenie. Odwróciła się do mnie plecami, ściągając już swój mundurek.
- Nie patrz tak na mnie tylko pośpiesz się i ubieraj to - ponagliła mnie, odrzucając na bok zdjęte ubrania i sięgając po białe leginsy. - Wiem, że masz mało ciuchów, więc mogę ci trochę pożyczyć. No już, ubieraj!
Spuściłam wzrok na trzymane ubrania, po czym zorientowawszy się, iż Hisako była już prawie gotowa również zaczęłam się pospiesznie przebierać.
- Dziękuję - rzuciłam chwilę później, zbiegając po schodach. Endo zatrzymała się kilka schodków przede mną i spojrzała na mnie przeciągle. W końcu wzruszyła ramionami i pokonała ostatnich kilka stopni.
- Nie ma za co - odparła, będąc już na samym dole.

 Chłopcy czekali na nas przy jednym z samochodów. Tak, mieli ich więcej, chociaż nie mieściło mi się w głowie, skąd je brali. W każdym razie, ten był zielonym dostawczakiem z logiem sieci sklepów spożywczych. Uniosłam brwi, ale doszłam do wniosku, że wolę nie wnikać w to, jak zdobyli ten pojazd.
- Dłużej się nie dało? - zapytał Ryutaro oparty o drzwi od strony kierowcy.
Hisako odgarnęła włosy z cichym prychnięciem.
- Nie przesadzaj, braciszku. Zajęło nam to wyjątkowo mało czasu.
- Niestety wiem coś na temat tego, ile potrafisz się przygotowywać... - westchnął poprawiając okulary na nosie. - Nigdy nie zrozumiem dziewczyn.
- Więc czemu tak narzekasz?
- Dobra, dobra. Koniec tego. - Adachi uniósł rękę, aby uciszyć przekomarzające się rodzeństwo. - Mamy teraz ważniejsze rzeczy do roboty.
Seiichi skinął głową, gdy ten na niego spojrzał i odgoniwszy Ryutaro od drzwi wsiadł na miejsce kierowcy. Adachi okrążył samochód, aby zająć fotel z drugiej strony. Jednocześnie polecił nam zajęcie miejsc z tyłu.
 Natsume otworzył tylne drzwi dostawczaka ukazując pustą przestrzeń za przednimi siedzeniami. Znajdowały się tam jedynie dwie proste ławeczki umiejscowione naprzeciwko siebie.
- Panie przodem. - Yamamura wykonał zachęcający gest ręką.
- Dżentelmen się znalazł - wymamrotała Hisako wchodząc do środka. Usiadła na ławce po lewej stronie i założyła nogę na nogę. Zajęłam miejsce obok niej, podczas gdy chłopcy usiedli po drugiej stronie.
 Seiichi uruchomił silnik i wyjechał z garażu na nierówną drogę. Nasza czwórka siedząca na tyłach musiała przytrzymywać się krawędzi ławek, aby nie spaść, kiedy całe auto wręcz podskakiwało i trzęsło się na wybojach. 
Po chwili Kaoru odwrócił się w naszą stronę.
- Wszyscy pamiętają plan i wiedzą, co mają robić?
- Jeszcze tak - odpowiedział Natsume, krzywiąc się. - Gorzej, jeśli po tej jeździe dostaniemy jakiegoś wstrząsu mózgu.
Ryutaro uśmiechnął się pod nosem, lecz w następnej chwili na jego twarzy pojawił się grymas, gdyż uderzył tyłem głowy o metalowy bok samochodu.
- Czy naprawdę musi tym tak telepać?!
- Kiedy zrobiliście się tacy delikatni? - zapytał Seiichi ze swojego miejsca za kierownicą. - Przecież jeździliśmy tą drogą już wiele razy. Jeszcze się nie przyzwyczailiście?
- W takim razie dawno nie jechaliśmy takim gruchotem...
- Ryu, może chcesz przejść się pieszo?
- Czy wy możecie przestać się dzisiaj kłócić? - wtrącił się zniecierpliwiony Kaoru. - Powtórzę pytanie. Czy wszyscy pamiętają plan i wiedzą, co mają robić?
Zgodnie przytaknęliśmy.
- To świetnie. Zadanie jest naprawdę banalne, więc liczę na to, że nikt nie zawali.
Nasze spojrzenia się spotkały i przypomniałam sobie rozmowę, jaką odbył tego ranka z Natsume.
- Jeśli nawali i przez nią nasz plan nie wypali, to poniesiesz tego konsekwencje.
- Nie nawali.
- Skąd ta pewność?
- Po prostu to wiem.
 Teraz już wiedziałam, że w tym zdaniu pod słowem "nikt" kryło się moje imię. Kaoru we mnie nie wierzył, tak samo jak Ryutaro i zapewne reszta. Nie sądzili, abym była w stanie sprostać zadaniu. Wątpili we mnie. W ich oczach byłam najsłabszym ogniwem. 
 Z wyjątkiem Natsume. On jeden wydawał się we mnie wierzyć i ciągle powtarzał, że dam sobie radę. Zdawałam sobie sprawę z tego, że to, co mieli zamiar zrobić było czymś zdecydowanie niewłaściwym. A raczej, było przestępstwem. Ale z drugiej strony nie chciałam zawieźć Natsume. Pragnęłam udowodnić, że nie mylił się co do mnie. Jedyny problem tkwił w tym, iż aby tego dokonać, musiałam złamać prawo.
- Niepotrzebnie się martwisz, szefie - odezwał się Natsume krzyżując ze mną spojrzenia. Kąciki ust uniósł w lekkim, łagodnym uśmiechu. - Wszystko będzie dobrze.
Nie byłam pewna, czy słowa te były skierowane do Kaoru, czy też może do mnie. Nieśmiało odwzajemniłam uśmiech, a wtedy do mnie mrugnął.
- Na to liczę - odparł Adachi. - Shimizu i Yamamura. Nie zapomnijcie zabrać plecaków.
Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o jakich plecakach mowa.
- Naprawdę myślisz, że zapomnielibyśmy o niemal najważniejszej części tego planu? - Natsume pokręcił głową. Następnie schylił się i spod ławki, na której siedział wyciągnął dwa czarne plecaki. Jeden położył na swoich kolanach, a drugi rzucił w moją stronę. Złapałam go i zaciekawiona zajrzałam do środka. Moim oczom ukazała się jedynie puszka czerwonej farby w sprayu. Domyśliłam się, że to właśnie za jej pomocą mieliśmy z Natsume pozostawić za sobą "ślad". No tak, było to logiczne. Poczułam się jak idiotka, ponieważ nie pomyślałam o tym wcześniej.
Przycisnęłam plecak do klatki piersiowej. W tej chwili samochód wjechał wreszcie na równy, gładki asfalt, co sprawiło, że na mojej twarzy tak jak i na twarzach pozostałych osób siedzących z tyłu odmalował się wyraz ulgi.
- Wysiądziecie osobno w pewnych odstępach czasu - oznajmił Kaoru. - Rozdzielicie się i udacie się na miejsce innymi drogami. Zróbcie tak samo, gdy będziecie wracać. 
Samochód wjechał powoli w wąską uliczkę i zatrzymał się pod jednym z budynków.
- Ryutaro, idź pierwszy - polecił Kaoru. 
Okularnik skinął głową, zasalutował i wyskoczył z pojazdu. Chwilę później to samo zrobiła Hisako. Na końcu nadeszła kolej na mnie oraz Natsume.
- Gotowa? - zapytał chłopak zerkając na mnie, gdy już szliśmy w kierunku poczty. Zacisnęłam palce na szelkach plecaka i z determinacją skinęłam głową. Chłopak uśmiechnął się w nieco złośliwy sposób. - To dobrze, bo wiesz... Gdybyś zmieniła teraz zdanie, to i tak już nie ma opcji, żeby się wycofać.
- Dzięki za pocieszenie - mruknęłam. Wcale to jakoś nie ukoiło moich nerwów. Dziwne?
- Nie ma za co - zaśmiał się.
 Wydawał się zupełnie rozluźniony, co wciąż mnie dziwiło. Jednak po chwili, którą przeszliśmy w milczeniu, spoważniał.
- No, to jesteśmy na miejscu - stwierdził oczywisty fakt, bo już doszliśmy do budynku poczty. Nim zdążyłam zastanowić się nad tym, czy przypadkiem jednak nie mam ochoty czmychnąć, gdzie pieprz rośnie, Natsume otworzył i przytrzymał dla mnie drzwi. Chciałam czy nie, musiałam wejść do środka. Ustawiliśmy się najzwyczajniej w kolejce do jednego ze stanowisk. Hisako i Ryutaro także dotarli już na miejsce. Chłopak przyglądał się akcesoriom biurowym wystawionym w szklanej gablocie, a dziewczyna wystukiwała coś na klawiaturze swojego telefonu siedząc na plastikowym krześle w kącie pomieszczenia. Zapewne nikt z przypadkowych osób znajdujących się razem z nami na poczcie w najmniejszym stopniu nie podejrzewał, co miało się tam zaraz wydarzyć.
 Natsume ziewnął i popatrzył na zegar zawieszony na ścianie. Wskazywał godzinę szesnastą czterdzieści dziewięć.
- Czemu zawsze wszystko musi tak długo trwać na tych pocztach? - zapytał, przenosząc na mnie wzrok. Wzruszyłam jedynie ramionami. Wolałam się nie odzywać, aby przypadkiem moja nerwowość nie ujawniła się w moim głosie.
 Minęło czternaście sekund (tak, liczyłam) i nagle z dwóch stron pomieszczenia rozległ się huk wybuchów. Wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko. Powietrze wypełnił gęsty, biały dym. Ludzie wpadli w panikę i krzycząc rzucili się do wyjścia, po drodze wpadając na siebie nawzajem. Wszelkie oświetlenie i klimatyzacja momentalnie przestały działać. Ich plan... Nasz plan na dobre wszedł w życie. 
 W tym samym czasie Natsume złapał mnie za rękę i pociągnął na podłogę pod stojący nieopodal stolik. Obok nas ktoś przebiegł, krztusząc się i kaszląc od dymu. Mnie samą też zaczynało już drapać w gardle, ale znieruchomiałam i starałam się to po prostu zignorować.
 Natsume przysunął się bliżej mnie. Na tyle blisko, że jego usta musnęły moje ucho, kiedy pochylił się, by coś mi powiedzieć. I chociaż wiedziałam, że był to najmniej odpowiedni moment na takie sprawy - moje serce niekontrolowanie zabiło szybciej. 
- Spróbuj naciągnąć bluzę na usta i nos, i wdychać jak najmniej dymu. Rozumiesz?
Przytaknęłam ruchem głowy, robiąc tak, jak mi polecił.
- Teraz zajmiemy się naszą częścią planu.
 Nie dając mi czasu na odpowiedź (która, co prawda, i tak nie byłaby zbyt elokwentna) uścisnął mocniej moją rękę, po czym ponownie pociągnął mnie za sobą. Tym razem w kierunku głównego stanowiska na poczcie. Opadliśmy przy nim na kolana i każde z nas zajęło się swoją częścią zadania. W tej chwili już naprawdę nie mogłam się wycofać, więc przynajmniej nie chciałam spartaczyć. Wyjęłam puszkę farby ze swojego plecaka i zaczęłam odtwarzać logo Explosive Rabbits, które Natsume pokazał mi dzień wcześniej. Dym niestety był tak gęsty, że w dużym stopniu utrudniał mi tę pracę. Musiałam mrużyć oczy i rozganiać go ręką, żeby widzieć powierzchnię, po której malowałam. Zdawałam się też więc na najzwyklejsze wyczucie, mając nadzieję, że mój rysunek mimo wszystko będzie przypominał logo tkwiące w mojej pamięci. 
 Zostały mi już tylko ostatnie linie do namalowania, gdy usłyszałam ciężkie kroki osoby wbiegającej do budynku.
- Hej! Czy ktoś tam jeszcze jest?! Jeśli tak, niech się odezwie!
Drgnęłam gwałtownie, niemal nie upuszczając puszki. Serce zaczęło mi głośno walić w klatce piersiowej.
Zaszliśmy już tak daleko, pomyślałam. Jeśli teraz nas przyłapią...
Spojrzałam w bok szukając we wciąż unoszącym się dymie twarzy Natsume. Może on wiedziałby, co robić. A przynajmniej na to liczyłam.
Niespodziewanie z pomocą przyszedł nam dziewczęcy krzyk.
- Ja jestem! Moja noga! Niech mi ktoś pomoże!
To była Hisako.
 Na szczęście skupiła na sobie uwagę tejże osoby dostatecznie długo, żebyśmy mogli skończyć pozostawianie "śladu". Po nakreśleniu ostatniej kreski czym prędzej wrzuciłam puszkę z resztką farby do plecaka. Natsume po raz kolejny odnalazł moją rękę i razem opuściliśmy budynek poczty. 
 Na zewnątrz panowało niemałe zamieszanie. Ludzie zgromadzili się na placu przed wejściem przekrzykując się i próbując znaleźć wytłumaczenie tego, co się stało. 
Hisako odnaleźliśmy nieco na uboczu. Siedziała na schodkach prowadzących do sąsiedniego budynku, a młody mężczyzna ostrożnie oglądał jej nogę.
- Wygląda na to, że wszystko z nią w porządku - stwierdził wreszcie.
- Och, tu jesteś! - zawołał Natsume pochodząc bliżej dwójki. - Całe szczęście, że nic ci się nie stało.
- Znacie się? - zapytał mężczyzna.
 Wtedy Natsume wyjaśnił mu, że tak naprawdę nie zna Hisako, ale słyszał jej krzyk po wybuchu i próbował ją z moją pomocą znaleźć. Kłamstwo to przyszło mu z niezwykłą łatwością i nieznajomy bez oporów mu uwierzył. Następnie pożegnaliśmy się z nim oraz Hisako, udając się w drogę powrotną. Tym razem dotarliśmy do zaparkowanego samochodu jeszcze przed Hisako. Natomiast na miejscu był już Ryutaro. Nikt jednak nie odezwał się ani słowem, póki nie dołączyła do nas także dziewczyna. Dopiero wtedy Seiichi uruchomił silnik, a Kaoru odwrócił się do tyłu.
- Jak poszło? - przeszedł od razu do sedna.
Ryutaro podrzucił i złapał niewielki, prostokątny przedmiot. Pendrive.
- Szach-mat - oznajmił z uśmiechem.
Hisako otrzepała swoje spodnie.
- Wiadomo, że mi się udało.
Wzrok Kaoru przesunął się na mnie, a potem na Natsume. Chłopak przeciągnął się leniwie.
- Gładko jak po maśle. Mówiłem, że będzie dobrze.
Adachi skinął głową.
- Cieszy mnie fakt, że wszystkim się udało. Szczegóły omówimy po powrocie. A tymczasem... No cóż, zadanie wykonane. Możemy wracać.
- Nareszcie! - zawołał Ryutaro, wyrzucając ramiona nad głowę. - Umieram z głodu.
Seiichi zachichotał zerkając w lusterko wsteczne.
- Czy przypadkiem nie wypada dzisiaj twoja kolej na przygotowanie posiłku?
- Co? O, nie...
 Atmosfera w samochodzie stała się rozluźniona. Zupełnie jakbyśmy przed chwilą nie złamali prawa na co najmniej kilka różnych sposobów. Odetchnęłam cicho splatając dłonie ukryte w rękawach bluzy. Wciąż lekko drżały, ale czułam się jakoś... inaczej. To na pewno dziwne i złe, ale po dokonaniu tego wszystkiego zaczęłam odczuwać... podekscytowanie. Nie byłam już tylko zestresowana i przestraszona. Co zadziwiające, wręcz przeciwnie - w pewnym stopniu byłam usatysfakcjonowana własnym czynem. Nie podobało mi się to, lecz także nie potrafiłam ukryć tego przed samą sobą. Coś musiało się we mnie zmienić. Nie wiedziałam jedynie, kiedy mogło się to stać.

piątek, 17 czerwca 2016

Diabolik Lovers: Rozdział 36

Koniec roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami i oceny są już wystawione, więc wreszcie jest więcej czasu wolnego! Jeszcze tylko tydzień i będzie go jeszcze więcej~. Zanim to nastąpi, łapcie jeszcze nowy rozdział DiaLovers :3
A nawiązując do poprzedniego posta... Jako, że nikt nie wyraził swojej opinii o moim pomyśle uznam po prostu, że był on kiepski. Chociaż zastanawiam się, ile osób tak naprawdę czyta te informacje zamieszczane przed rozdziałem... No cóż, trudno. Ach, i tak dla przypomnienia (pisałam to już tyle razy, że aż mi się odechciewa, ale niektórzy chyba jakoś nie potrafią tego zapamiętać) nie ustalam sobie żadnych konkretnych terminów na pisanie opowiadań. Piszę wtedy, kiedy mam czas, wenę i chęci. Nie potrafię również z góry przewidzieć, ile czasu zajmie mi napisanie następnego rozdziału, więc spamowanie w komentarzach pod różnymi postami pytaniem "kiedy następny rozdział?" jest bezcelowe.
Dziękuję tym, którzy czytają jednak trochę więcej niż samą treść rozdziału oraz wszystkim tym, którzy wykazują się cierpliwością i wciąż zaglądają na tego bloga. 
Życzę miłej lektury~.





Korepetycje 

 Przebrałam się w wygodniejsze od szkolnego mundurka ubrania i zajęłam miejsce przy biurku. Na jego blacie piętrzył się cały stos książek, a wszystkie dotyczyły jednego tematu. Istot nadnaturalnych. Mnie jednak interesowała tylko jedna z wymienionych w nich ras. Jak można się zapewne domyślić, chodziło mi o wampiry. Jeszcze przed kilkoma miesiącami były one dla mnie jedynie małymi, nawet uroczymi zwierzątkami żywiącymi się krwią innych zwierzątek lub co najwyżej postaciami z książek i filmów. Teraz byli moimi współlokatorami (a raczej gospodarzami), wrogami, przyjaciółmi, a także obiektami moich westchnień, jakby to niektórzy określili. Oczywiście liczby mnogiej używam celowo, aby uogólnić te znaczenia. Krótko mówiąc, w kilka miesięcy wampiry przejęły wiele dziedzin mojego życia i stały się jego nieodłączną częścią. Fajnie byłoby więc wiedzieć na ich temat trochę więcej.
 Otworzyłam pierwszą książkę z brzegu, odnalazłam odpowiedni dział i pogrążyłam się w lekturze. Wkrótce rozłożyłam przed sobą także kilka innych tomów, aby od razu móc porównywać czytane informacje. Robiłam przy tym notatki na kartce wyrwanej z jednego z zeszytów, ale wyglądały one dość chaotycznie. Część zdań niemal natychmiast przekreślałam lub otaczałam znakami zapytania. A wszystko dlatego, ponieważ większość informacji z tych różnych źródeł wcale się ze sobą nie pokrywała, a wręcz przeciwnie - przeczyły sobie nawzajem.
 Oczywiście, niektóre sprawy w miarę się zgadzały. Jak chociażby to, że wampiry żywią się krwią i posiadają do tego odpowiednio przystosowane uzębienie. Ale to, czy ich kły przez cały czas są takie długie, czy wysuwają się tylko w odpowiednich chwilach zależało już od danej książki. Jedni autorzy twierdzili także, iż te przerośnięte pijawki mogą pić krew zarówno ludzi jak i zwierząt, co jest w ich przypadku swoistym rodzajem wegetarianizmu. Inni natomiast podawali, że mogą tylko i wyłącznie spożywać ludzką krew, gdyż innego pokarmu nie są w stanie przyjąć ich żołądki i mogliby z tego powodu umrzeć. Tutaj mogłam akurat posłużyć się własnym doświadczeniem i zdecydowanie zaprzeczyć. Przecież na własne oczy widziałam, że codzienne posiłki braci Sakamaki składały się z zupełnie "normalnego" jedzenia.
 Westchnęłam bezsilnie, opierając łokcie na blacie biurka i wsuwając palce we włosy. Wpatrywałam się w leżące przede mną książki oraz nie do końca udane notatki, zastanawiając się czy moje dalsze działanie ma jakikolwiek sens. W końcu, jeśli do tej pory większość znalezionych przeze mnie informacji różniła się od siebie diametralnie, to jakie miałam szanse na znalezienie czegoś wiarygodnego? 
 Znając życie Reiji powiedziałby w takiej chwili, że to wszystko dlatego, ponieważ spisali to "głupi śmiertelnicy". A więc przydałyby mi się informacje pochodzące od jakiegoś "mądrego" wampira. Nie byłam pewna co do tego, czy opłaca mi się w ogóle spróbować przepytać któregoś z Sakamakich. Skoro byli tacy niechętni do udzielania odpowiedzi na moje pytania...
 Po raz kolejny cicho westchnęłam i przygryzłam dolną wargę. Jeśli chciałam się czegoś dowiedzieć, to potrzebowałam innego, dobrego źródła informacji. Ale gdzie ja takie mogłam znaleźć?
 Splotłam ramiona na klatce piersiowej, odchylając się na oparcie fotela. Wzrokiem powędrowałam najpierw w górę, ku sufitowi, po czym ponownie spuściłam go na biurko i zatrzymałam na prostokątnym przedmiocie wielkości mojej dłoni. Po namyśle wzięłam komórkę do ręki i obróciwszy ją kilkakrotnie w palcach, odblokowałam ekran. 
 Zadziwiające jak szybko w odpowiednich warunkach można odzwyczaić się od używania urządzeń elektronicznych. Kiedyś, kiedy moje życie nie wywróciło się jeszcze do góry nogami i wciąż byłam zwykłą nastolatką wprost nie wyobrażałam sobie życia bez swojego telefonu komórkowego, komputera etc. Jednak w tym samym dniu, w którym przybyłam do rezydencji rodziny Sakamaki, mój telefon został zniszczony przez Subaru. Od tamtej pory musiałam jakoś obejść się bez niego i początki były trudne. Ale z czasem zdążyłam się przyzwyczaić. Co prawda, ucieszyłam się kiedy chłopak z okazji świąt podarował mi zupełnie nową komórkę, lecz nie uważałam jej już za coś koniecznego do mojego prawidłowego funkcjonowania.
 Z ociąganiem kliknęłam ikonkę poczty elektronicznej. Poza wiadomościami, które otrzymywałam ostatnio od Kou w ogóle nie sprawdzałam przychodzących maili. Właściwie, to sama nie wiem czemu. 
 Kiedy aplikacja wreszcie się załadowała moim oczom ukazała się cała, dosyć długa lista nieprzeczytanych wiadomości. Odczytałam po kolei nazwy wszystkich nadawców i zmarszczyłam brwi próbując dopasować je do odpowiednich twarzy. Jednak moje starania nie do końca były udane. Moje wspomnienia były chaotyczne i dziwnie wybrakowane. Czułam się, jakby wszystko to, co wydarzyło się zanim zamieszkałam z braćmi Sakamaki zostało w moim umyśle spowite mgłą. Twarze, które próbowałam przywołać były niewyraźne, a obrazy - niekompletne.
 Zaczęłam panikować. Krew odpłynęła mi z twarzy, czubki palców zrobiły się lodowate, a dłoń, w której trzymałam telefon drżała niekontrolowanie. Przełknęłam z trudem ślinę, wpatrując się z niedowierzaniem w gasnący już ekran. 
Dlaczego nie pamiętam swoich przyjaciół? Co się dzieje z moimi wspomnieniami? Nie upłynęło przecież tak dużo czasu, więc to niemożliwe, aby tak po prostu zanikały... Prawda?
 Starając się zapanować nad swoimi nerwami otworzyłam pierwszą wiadomość z listy.


"Hej, dlaczego się nie odzywasz??? Pisałam do ciebie już kilka razy i ani razu nie odpisałaś! Zmieniłaś maila czy co? A może w tej dziurze nie masz netu? Daj jakiś znak życia, bo się obrażę!"

Zerknęłam na datę. Wiadomość pochodziła sprzed dwóch tygodni. I wciąż nie potrafiłam skojarzyć adresu, z którego przyszła z konkretną osobą. Miałam istny mętlik w głowie.
 Szybko przejrzałam pozostałe wiadomości. Większość z nich zawierała pytania dotyczące mojej nowej szkoły, miasta czy ogólnie moich odczuć co do nowego miejsca zamieszkania. Niektóre osoby wysłały więcej niż jednego maila.
Ale dlaczego dla mnie pozostawali niemal anonimowi? Przecież to byli moi starzy znajomi...
Nic z tego nie rozumiałam. 
Dotknęłam na ekranie pole "Utwórz nową wiadomość" i zaczęłam przesuwać kciukiem po klawiaturze. 


"Hej. Wybacz, że tak długo się nie odzywałam, ale|"

Ale co?
Co tak naprawdę mogłam napisać? Jak miałam się wytłumaczyć?
"Wybacz, że tak długo się nie odzywałam, ale z tego powodu, iż zamieszkałam z szóstką wampirów moje życie trochę się poplątało i jakoś tak przypadkiem zupełnie o tobie zapomniałam"?
Przecież to za nic nie wchodziło w grę! Nie mogłam napisać im prawdy.
Więc pozostało mi posłużenie się kłamstwem.
Albo czymś, co nie było ani jednym, ani drugim.
Wypuściłam powoli powietrze przez usta i ponownie stuknęłam w komórkę, usuwając poprzednio napisane słowa.


"Hej! Wybacz, że tak długo się nie odzywałam, ale ostatnio naprawdę duuużo się działo. Mój stary telefon się zepsuł i dopiero niedawno udało mi się dorwać do tego starego maila. Mam nadzieję, że nie gniewasz się za bardzo :c"

Jeszcze raz przeczytałam to, co napisałam, po czym wysłałam taką wiadomość do wszystkich osób, które do mnie pisały. Następnie odłożyłam smartfona na biurko i ukryłam twarz w dłoniach pogrążając się w zamyśleniu.
Przerwało mi pukanie do drzwi.
Oderwałam dłonie od twarzy.
To ktoś w tym domu jednak potrafi pukać do drzwi?
Ledwie to pomyślałam i od razu nabrałam podejrzeń. Przecież bracia Sakamaki przeważnie wpadali do mojego pokoju bez żadnego ostrzeżenia. Zupełnie jakby byli u siebie. No dobra. Teoretycznie byli. Ale to nie oznacza, że nie mogliby wykazać się odrobiną kultury.
 Ktoś ponownie zastukał w drewno, więc ruszyłam się z miejsca. Uchyliłam drzwi i wyjrzałam podejrzliwie na korytarz. Moim oczom ukazał się Reiji w towarzystwie naburmuszonego Ayato. Uniosłam pytająco brwi. Czego ci dwaj, razem, mogli ode mnie chcieć?
- Co jest?
Zamiast zapytać mnie jak normalny człowiek o pozwolenie na wejście do pokoju Reiji bez słowa naparł dłonią na wciąż przytrzymywane przeze mnie drzwi. Ach, no tak! Przecież on nie jest człowiekiem. Czego więc ja się tu w ogóle czepiam?
Cofnęłam się do wnętrza pomieszczenia, mierząc wampiry wzrokiem.
- O co chodzi? - powtórzyłam mając nadzieję, że może tym razem doczekam się odpowiedzi.
Reiji spojrzał niechętnie na Ayato, po czym z ciężkim westchnięciem przeniósł wzrok na mnie.
- Ayato zawalił ostatni egzamin z matematyki.
- Serio? - zwróciłam się do swojego rówieśnika. W odpowiedzi wzruszył obojętnie ramionami.
- Jego wynik zdecydowanie nie był zadowalający.
- Przesadzasz... - burknął Ayato.
- Czyżby?
- Nie wiem, co cię to w ogóle obchodzi!
Oczy Reijiego zwęziły się, kiedy obracał się w stronę swojego młodszego brata.
- Zamierzasz iść w ślady Shuu?
- A nawet jeśli, to co ci do tego?!
Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. 
- Czy wy naprawdę przyszliście do mojego pokoju tylko po to, by się tutaj kłócić? - zapytałam z niedowierzaniem. - Nie chcę nic mówić, ale możecie to robić gdziekolwiek indziej. Macie sporo miejsc do wyboru w tym domu.
Reiji odchrząknął, odwracając się ponownie w moją stronę.
- Za to, z tego co wiem, tobie poszło znacznie lepiej - oznajmił, jakby rozmowa wcale nie zboczyła przed chwilą na nieco inne tory.
- Chyba można tak powiedzieć.
Może nie byłam jakimś geniuszem matematycznym, ale mówiąc szczerze byłam całkiem zadowolona i dumna z liczby punktów, jaką udało mi się zdobyć na wspomnianym egzaminie.
- Chodzicie do tej samej klasy - ciągnął wampir.
- Kanato też.
- Macie ten sam materiał.
Zmarszczyłam brwi nie wiedząc, do czego zmierza okularnik.
- No tak, skoro jesteśmy w jednej klasie...
- W takim razie, udzielisz mu korepetycji.
Zamrugałam.
- Że co zrobię?
- Udzielisz mu korepetycji - powtórzył, niezrażony. - Tak, aby poprawił swoje stopnie. Jeden nieudacznik w rodzinie w zupełności wystarczy.
- A co jeśli ich nie poprawi?
Zerknęłam na Ayato, którego uwagę przyciągnęły książki leżące na moim biurku. Właśnie sięgał po tę, która wciąż była otwarta, ale chociaż ten jeden raz wykazałam się lepszym refleksem. Zatrzasnęłam ją z hukiem, a wampir w ostatniej chwili zdążył cofnąć palce. Rzucił mi oburzone spojrzenie, ale go zignorowałam.
- Jeśli ich nie poprawi... - Reiji spiorunował mnie wzrokiem - to poniesiesz karę razem z nim.
- Jakim prawem?!
Kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu.
- Lepiej nie zawiedź.
- Chwila, chwila, chwila! - zaoponowałam. - Tak właściwie, to dlaczego akurat ja mam mu pomóc w nauce?
Reiji zatrzymał się w połowie drogi do wyjścia. Przechylił nieznacznie głowę i uniósł jedną brew.
- Czy naprawdę muszę to tłumaczyć?
Po czym wyszedł na korytarz, zamykając za sobą drzwi.
- Nagle zaczęłaś interesować się nadnaturalnymi stworzeniami? - zapytał Ayato, gdy już zostaliśmy sami. Jego dłoń spoczywała na stosie książek z biblioteki. Wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Zawsze lubiłam fantastykę - odparłam wymijająco.
- Czyżby?
Przewróciłam oczami.
- Czyżbyś przypadkiem nie miał jakichś problemów z matematyką? - wróciłam do wątku poruszonego przez Reijiego. Ten przynajmniej był bezpieczniejszy. - Idź po swój zeszyt, książkę i co ci tam jeszcze będzie potrzebne.
Chłopak prychnął, spoglądając na mnie z góry. Co nie było wcale takie trudne biorąc pod uwagę różnicę między naszym wzrostem.
- Rozkazujesz mi?
- Jeszcze nie zaczęłam. 
- A zamierzasz?
- Może. Idź po ten zeszyt! Im wcześniej zaczniemy, tym szybciej będziemy mieli za sobą pierwszą lekcję.
- To będzie ich więcej?!
Zaśmiałam się widząc tę niemal przerażoną minę Ayato.
- Skoro aż tak ci kiepsko idzie, że zawaliłeś ostatni egzamin, to tak.
W zielonych oczach wampira pojawiła się udręka. Chyba naprawdę nie lubił się uczyć. O czym zresztą wkrótce się przekonałam.
 Naukę zakończyliśmy dopiero o świcie. Było to kilka ciężkich godzin, gdyż Ayato był dość... Hmm... No cóż, był dość opornym uczniem. Jak mógł wymigiwał się od samodzielnego rozwiązywania zadań i co chwilę zmieniał temat, kiedy próbowałam coś mu wytłumaczyć. Jakimś cudem udało się nam przerobić część materiału, chociaż i tak już coś czułam, że na przyszłość będę musiała uzbroić się w sporą dawkę cierpliwości.

 Znalazłszy się w szkole, za swój priorytet uznałam odnalezienie Rukiego. Chociaż nie chciałam powtórki z tego, co zaszło jakiś czas temu na szkolnym dachu, to po prostu musiałam z nim porozmawiać. Z zachowania Kou jasno wynikało, że to właśnie jego brat wie najwięcej na mój temat (czy też na temat tego, co sobie o mnie ubzdurali) i tylko on mógłby mi to wszystko wyjaśnić.
 Mając jeszcze wystarczająco dużo czasu, przemierzałam korytarze w poszukiwaniu Rukiego. Problem polegał na tym, że nie wiedziałam, do jakiej chodzi on klasy. Nie widząc go nigdzie wśród uczniów zgromadzonych na korytarzach zastanawiałam się, co dalej począć. Zaglądanie po kolei do każdej z klas byłoby bez sensu i automatycznie odpadało. 
Ale mogłabym, na przykład, zadzwonić do Kou. 
Podjąwszy decyzję wyjęłam komórkę z torby i już miałam wybrać numer chłopaka, gdy w tej samej chwili zderzyłam się z kimś, skręcając w jedną z odnóg korytarza. 
- Och, przepraszam! - wyrzuciłam z siebie szybko, podnosząc wzrok.
- Po prostu patrz, jak chodzisz - burknął niezadowolony Yuma. Posłał mi niezbyt przyjazne spojrzenie, po czym spróbował mnie ominąć, ale pod wpływem impulsu złapałam go za rękę. Zatrzymał się zdziwiony. - Co?
- Mam do ciebie pytanie - powiedziałam, wpadając na pewien pomysł.
- Do mnie? Jakie?
- Wiesz, gdzie jest teraz Ruki?
Chłopak zmrużył podejrzliwie oczy.
- Czego od niego chcesz?
- Chcę z nim tylko porozmawiać. - Spojrzałam na niego błagalnie. Nie wyglądał jednak na chętnego, aby udzielić mi pomocy.
- Mogłaś to zrobić dużo wcześniej - zauważył z lekceważącym prychnięciem.
Zacisnęłam usta i mocniej wczepiłam palce w jego rękaw.
- Proszę.
Yuma westchnął ciężko, uwolnił rękę z mojego uścisku i ruszył przed siebie.
- Idziesz? - zawołał, nawet nie odwracając się w moją stronę. - Czy zamierzasz stać tam jak ten kołek?
Uśmiechnęłam się do siebie, ruszając w ślad za nim.

 Yuma zaprowadził mnie aż pod drzwi sali, w której miał mieć lekcje Ruki, a następnie udał się w swoją stronę. Na moje podziękowanie zareagował jedynie lekkim machnięciem ręki, nim się oddalił.
 Odetchnęłam powoli, zbierając się na odwagę. Wreszcie przekroczyłam próg sali, co zwróciło na mnie uwagę kilku osób znajdujących się już wewnątrz. Zignorowałam ich zaciekawione spojrzenia kierując się od razu w stronę ciemnowłosego chłopaka. Kiedy stanęłam przy jego ławce, Ruki odwrócił głowę od okna i popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Co ty tu robisz? - zapytał przyciszonym głosem.
Z determinacją odwzajemniłam jego spojrzenie.
- Musimy porozmawiać.