Ariana | Blogger | X X

sobota, 7 maja 2016

Omedetou, Mózgu Mukami!

I po raz kolejny ujawniła się moja skleroza... Co tym razem wyleciało mi z głowy? Otóż 24 kwietnia wypadały urodziny Ruki'ego. Niestety dopiero wczoraj zorientowałam się, że ktoś powinien mieć urodziny w kwietniu. I niespodzianka! Miałam rację. To się nazywa opóźniony zapłon T^T


No cóż... Skleroza nie boli. W każdym razie... Ruki jest lubianą przeze mnie postacią, choć może nie znajduje się na szczycie listy. Mogę wam jednak zdradzić, że odegra on dość dużą rolę w moim fanfic'u. Jaką? Przekonacie się w odpowiednim czasie ^^


Ach, i gdyby ktoś nie zrozumiał tytułu posta, to już spieszę z wyjaśnieniami. Napisałam "Mózg Mukami", ponieważ Ruki jest czasami określany mianem właśnie takiego "mózgu" rodziny. A wy, jakie macie o nim zdanie? Jak zwykle, możecie dzielić się swoimi opiniami w komentarzu pod postem.


A tak na marginesie, dzisiaj zabieram się za pisanie "Zwierzęcej strony" Reiji'ego. Życzcie mi więc powodzenia i oczekujcie na ten bonus :3 Mam też pomysł na one-shot'a z "Fairy Tail", ale nie wiem, czy jest to dobry pomysł. Muszę jeszcze się nad tym zastanowić.
No, to jeszcze raz: spóźnione wszystkiego najlepszego, Ruki!

wtorek, 3 maja 2016

Nastoletni Terror: Rozdział 8

Tak jak ostatnio wspominałam teraz nadszedł czas na kolejny rozdział "Nastoletniego Terroru". Tak właściwie był on skończony już wczoraj wieczorem, ale stwierdziłam, że jednak wolę sprawdzić go jeszcze przed wstawieniem rano, kiedy będę bardziej przytomna. No, w każdym razie mam nadzieję, że się wam spodoba. W następnej kolejności zajmę się prawdopodobnie "Zwierzęcą stroną" Reijiego albo rozdziałem "Zakochanego Demona". Zobaczymy na co będę miała więcej weny.
Oczywiście, jak zwykle, dziękuję wszystkim za odwiedziny mojego bloga, komentarze, miłe słowa i za to, że w ogóle czytacie moje historie. ^^
A teraz życzę wszystkim miłej lektury!



Plan

 Kiedy wszyscy wróciliśmy już ze szkoły Kaoru od razu zwołał zebranie. Spotkaliśmy się w salonie na wspólnym piętrze. Ja, Hisako oraz Seiichi usiedliśmy na kanapie, podczas gdy Natsume i Ryutaro usadowili się na podłodze przed nami. Kaoru został w pozycji stojącej. Zaczekał aż się umościmy, po czym odblokował stojący na stole laptop. Na ekranie wyświetlił się czarno-biały obraz składający się głównie z licznych linii oraz prostych figur geometrycznych. Po przyjrzeniu mu się, stwierdziłam, iż musi to być plan jakiegoś budynku.
- To nasz cel - przemówił wreszcie Kaoru. Przycisnął coś na klawiaturze komputera i plan zniknął. Zamiast niego pojawiła się mapa miasta. Taka jaką można znaleźć na Google Maps. Kursor przesunął się na czerwony znacznik. - Główna poczta w zachodniej dzielnicy.
Po kilku kliknięciach na ekranie ponownie pojawił się poprzedni plan. Powiodłam wzrokiem po reszcie. Z identycznym skupieniem wypisanym na twarzach wpatrywali się w obraz. Wyglądało na to, że nikt poza Kaoru nie zamierza zabrać głosu. Czułam się dziwnie i nie na miejscu. Obawiałam się także tego, co może oznaczać sformułowanie, którego użył wcześniej chłopak. "Cel". To nie brzmiało za dobrze.
- Nasze zadanie jest dosyć proste - stwierdził czarnowłosy, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. - Oczywiście, o ile wszystko pójdzie zgodnie z moim planem.
Nikt nie odważył się podważyć jego słów. Ja również tego nie zrobiłam, chociaż pragnęłam wtopić się w kanapę, na której siedziałam. Nie chciałam słyszeć następnych jego słów, ale nie miałam wyjścia.
- Jutro rano Seiichi zawiezie na miejsce bomby.
Mimowolnie się wzdrygnęłam, kiedy wypowiedział to z przerażającą dla mnie beznamiętnością.
- Wasza czwórka - wskazał na Natsume, Ryutaro, Hisako i, o zgrozo, mnie - uda się na miejsce około godziny szesnastej. Dokładnie za dziesięć siedemnasta Hisako dokona detonacji bomb, które będą znajdowały się tutaj. - Zaznaczył kursorem odpowiednie miejsca. - Zapamiętajcie ich położenie, aby nie znaleźć się za blisko pola rażenia.
W moim umyśle pojawiła się niepokojąca myśl - a co z tymi wszystkimi ludźmi, którzy tam właśnie będą i nie będą mieli najmniejszego pojęcia o bombach? Co się z nimi stanie?
- Wtedy ja odłączę im system alarmowy i monitoring - kontynuował niewzruszony Kaoru. - Od tego momentu będziecie mieli dziesięć minut zanim uda im się odzyskać kontrolę.
- Dziesięć minut? - powtórzył Ryutaro, który jako pierwszy z naszej piątki zabrał głos. - To sporo czasu.
Adachi skinął głową.
- Mają strasznie słabą ochronę i zabezpieczenia, więc to tylko ułatwia nam zadanie. W każdym razie, w ciągu tych minut ty musisz zająć się komputerami, a Natsume i Shimizu zostawieniem śladu. Hisako w razie czego będzie odwracać uwagę. Czy wszystko jest zrozumiałe?
Wszyscy poza mną zgodnie przytaknęli.
- Czy... - odezwałam się cicho, zwracając tym samym na siebie uwagę czarnowłosego. - Czy ja naprawdę muszę brać w tym udział?
Chłopak prychnął i uniósł kąciki ust w uśmiechu. Nie było w nim jednak ani krzty humoru.
- Żartujesz? - zapytał, zamykając laptopa.
Przełknęłam ślinę i powoli pokręciłam głową.
- Nie. Pytam poważnie...
Tym razem skupiłam na sobie spojrzenia całej piątki.
- W takim razie skłaniasz mnie do podważenia twojej inteligencji - odparł Adachi, mrużąc gniewnie swoje ciemne oczy. - Ile razy mam ci powtarzać, że już nie możesz się wycofać? Tak, musisz brać udział w tej akcji. Jak i w każdej następnej, do której cię przypiszę. Nie obchodzi mnie, czy ci się to podoba czy nie, ale odkąd przekroczyłaś próg tego budynku masz słuchać moich rozkazów. A za każdą niesubordynację gorzko zapłacisz. Zrozumiałaś?
Spuściłam wzrok na dłonie trzymane na kolanach. Teraz jeszcze bardziej chciałam wtopić się w kanapę.
- Zrozumiałaś? - powtórzył z naciskiem.
- Tak - odparłam nie podnosząc głowy.
- Skoro nikt inny nie ma żadnych logicznych pytań, to możecie się rozejść.
Kaoru wyszedł z pomieszczenia jako pierwszy. Za nim kolejno ruszyli pozostali, aż ostatecznie pozostał tylko Natsume. Chłopak podniósł się z podłogi, otrzepał spodnie, po czym złapał mnie za rękę, pociągnięciem zmuszając do wstania. Zaprowadził mnie, jak miałam się zaraz dowiedzieć, do swojego pokoju. Pomieszczenie to nie różniło się za bardzo od tego należącego do Ryutaro. Z tą różnicą, że nie było tu tak wiele rzeczy. No i wyglądało na to, że Natsume tak jak ja spał na futonie (w tamtej chwili zwiniętym pod ścianą). Chłopak usiadł na tatami pokrywających podłogę i poklepał miejsce obok siebie. Z pewnym ociąganiem usiadłam na wskazanym miejscu, podwijając pod siebie nogi.
- Wiem, że Kuro potrafi być dosyć... Jakby to określić... Oschły? - Natsume zmarszczył brwi, próbując znaleźć odpowiednie określenie. - Ale mogę cię zapewnić, że nie miał nic złego na myśli. I na pewno nie zrobiłby ci krzywdy. On tylko stara się... Jakoś nad nami zapanować. Ale oczywiście w pozytywnym sensie!
 Skinęłam w milczeniu głową, choć nie byłam tak do końca przekonana. Nerwowo wygładziłam materiał spódniczki na  udach.
- Nie chcę nikogo skrzywdzić - przyznałam wreszcie na głos to, co męczyło mnie odkąd Kaoru opowiedział o swoich planach. Na kilka długich sekund zapadła między nami cisza. Kiedy podniosłam wzrok przekonałam się, że Natsume patrzył na mnie z uwagą. Zastanawiałam się, czy w jakiś sposób go uraziłam. Rozwiał moje wątpliwości, odzywając się łagodnie.
- Nikogo nie skrzywdzisz.
- Dobra, może nie bezpośrednio, ale przecież... Tam będą bomby. Jeśli wybuchną przy tych wszystkich ludziach...
- Hej, spokojnie. To są tylko bomby dymne. Nie ma możliwości, aby wyrządziły komuś krzywdę. Zresztą, nie mamy nawet takiego zamiaru.
- Nie? - Natsume skrzywił się nieznacznie, słysząc zdziwienie w moim głosie. - Więc co tak właściwie chcecie zrobić?
- Cóż... - odchylił głowę, a brązowe kosmyki włosów opadły mu na oczy. - Przekonasz się z czasem.
Westchnęłam cicho. Kiedy nadejdzie ten "czas", w którym poznam te wszystkie odpowiedzi? I czy w ogóle on kiedyś nadejdzie?
- A tymczasem musimy coś przećwiczyć.
- Słucham?
Zaskoczona patrzyłam, jak Natsume pochylił się nad stolikiem, przy którym siedzieliśmy i przesunął po blacie kawałek czystej kartki oraz długopis. Spojrzałam na niego pytająco. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Pamiętasz, jak Kuro mówił, że naszym zadaniem będzie zostawienie śladu?
Przytaknęłam i dopiero dotarł do mnie sens tych słów.
- Chwila. Naprawdę chcecie zostawić po sobie jakiś ślad? Czy nie powinniście raczej tego unikać, żeby nie dać się złapać?
Natsume zaśmiał się, najwyraźniej szczerze rozbawiony moją reakcją.
- Nie taki ślad. Nie zamierzamy zostawić poszlak, po których mogliby nas zidentyfikować. Chcemy tylko, żeby wszyscy wiedzieli, że to nasza sprawka.
- Chyba nie rozumiem... - Pokręciłam bezradnie głową.
- Chcemy zostawić po sobie coś w stylu... Już wiem! - Pstryknął palcami, jakby wpadł na jakiś pomysł. - Taki nasz autograf albo symbol. No wiesz, znak rozpoznawczy Explosive Rabbits.
- Okay...?
- Zaraz sama zobaczysz. Wiesz jak wygląda pacyfa?
- Ten znak pokoju hipisów?
- Zgadza się. - Przesunął kartkę w moją stronę i podał mi długopis. - Narysuj ją.
Zerknęłam na niego niepewnie, ale narysowałam znak.
- Świetnie - skomentował, kiedy skończyłam. - Teraz na tych dwóch większych polach narysuj dwie kropki. Mniej więcej na tej samej wysokości.
Bez słowa wykonałam jego polecenie.
- I na koniec dorysuj tutaj - postukał palcem wskazującym w dwa punkty u góry okręgu - długie uszy. Takie jak u królika.
Uniosłam brwi, ale posłusznie przesunęłam znowu długopisem po papierze.
- I co teraz?
- I teraz masz przed sobą nasze logo. Logo Explosive Rabbits. Jak ci się podoba?
Przechyliłam głowę na bok. Rzeczywiście mój rysunek przypominał teraz specyficzną głowę królika.
- Na pewno jest to... pomysłowe.
- Prawda? - Uśmiechnął się szeroko. - Zapamiętaj go dobrze. To teraz także twój symbol.
- Mój?
- Tak. W końcu, jesteś jedną z nas.
Nie byłam tego taka pewna, więc po prostu to przemilczałam.
- Jutro namalujemy to na poczcie. Albo raczej - wycelował we mnie palcem wskazującym - ty to namalujesz.
- Czemu ja? - Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami.
- Ja zajmę się podpisem, żeby było sprawiedliwie.
- Ale... Nie wiem, czy dam radę to zrobić!
- Jasne, że dasz. To naprawdę nie jest nic wielkiego - zapewnił, kładąc dłoń na moim ramieniu. - Po prostu, kiedy już Kaoru wyłączy kamery i zapanuje ogólne zamieszanie podkradniemy się do głównej lady. Farbą w sprayu namalujemy ten symbol i podpis, a potem się wymkniemy.
Mówił to w taki sposób, jakby naprawdę nie było to nic takiego. Jakbyśmy w ogóle nie mieli złamać prawa. Dlaczego przychodziło mu to z taką łatwością?
- A jeśli... A jeśli coś pójdzie nie tak? Jeśli ktoś... Na przykład ja zostanę złapana? Co wtedy?
- Ej, ej. Nie martw się. Do niczego takiego nie dojdzie. Musimy jedynie wykonać swoje zadanie i pilnować czasu. Nic złego nie może się wydarzyć. To nie jest nasza pierwsza akcja.
- Wasza nie - zgodziłam się. - Ale ja nigdy czegoś takiego nie zrobiłam! Nigdy nie dopuściłam się żadnego przestępstwa. Nigdy nawet nie ściągałam  w szkole!
- Serio nigdy nie ściągałaś? - zapytał zdumiony, zbaczając z tej ważniejszej części naszej konwersacji. - Ani razu?
- Serio. Ale przecież to nie o to tu chodzi!
Jego dłoń zacisnęła się na moim ramieniu. Ponownie przyjął poważny wyraz twarzy.
- Saori, zrozum. Nic złego się nie stanie - zapewnił mnie z przekonaniem oraz determinacją czającymi się w brązowych oczach. - Wszystko będzie dobrze. Obiecuję.

 Następnego dnia rano zaraz po ubraniu się i spakowaniu torby do szkoły udałam się na dół. Miałam tam zaczekać na Hisako, z którą zostałam przypisana do przygotowania śniadania dla wszystkich. Lecz kiedy zeszłam po schodach na wspólne piętro okazało się, że dziewczyna już tam była. Tylko, że nie sama. Towarzyszył jej wysoki, starszy mężczyzna. Miał czarne, krótkie włosy oraz okulary w cienkich, drucianych oprawkach osadzone na garbatym nosie. Poza tym, jego twarz ani cała reszta niczym się nie wyróżniała. Żadnych znaków szczególnych. Był po prostu... przeciętny. Chociaż zarazem wydawał mi się dziwnie znajomy. Kiedy się obrócił dostrzegłam napis "poczta" na jego ciemnej kurtce.
- Endo? - zapytałam zdezorientowana, zerkając na mężczyznę. Dziewczyna, która właśnie poprawiała mu krawat odwróciła głowę w moją stronę.
- Tak?
- Emm... Czy powinnam wiedzieć, kto to jest?
Para wymieniła między sobą szybkie spojrzenie, by po chwili ze śmiechem przybić sobie piątkę.
- Wygląda na to, że wykonałam kawał dobrej roboty - stwierdziła Hisako. Jej głos był wyraźnie zabarwiony nutą dumy. - To Seiichi.
Po jej słowach jeszcze raz przyjrzałam się mężczyźnie. Tym razem uważniej. I wreszcie zrozumiałam dlaczego wydał mi się znajomy. W myślach wróciłam do momentu, w którym Hisako pokazywała mi swoje dzieło.
- Woah! To wygląda jak... Jak prawdziwa... Twarz! - powiedziałam wtedy z podziwem. No i teraz miałam tę twarz przed sobą. Na żywym modelu.
- Wybacz, Torisei, nie poznałam cię, ale... Wow. Naprawdę wyglądasz jak zupełnie inny człowiek.
- Nic nie szkodzi. O to właśnie chodziło.
- Sei jedzie właśnie zawieźć te bomby na pocztę - wyjaśniła Hisako.
- Nikt się nie zorientuje co przewozisz? - zwróciłam swoje pytanie do chłopaka, który szykował się już do wyjścia.
- Taką mam nadzieję. Bo inaczej będziemy mieli z głowy cały plan.
- Nie ma co się tym przejmować - Hisako wzruszyła ramionami. - Jestem pewna, że się uda.
- Oby - Seiichi spojrzał na zegarek na swoim lewym nadgarstku. - Dobra, ja lecę. Trzymajcie się, dziewczyny.
- Powodzenia - odparłyśmy jednocześnie.
- Gotowa na przygotowanie śniadania dla tej bandy? - zapytała z uśmiechem Hisako, kiedy Seiichi zniknął już za drzwiami.
- Gotowa - odpowiedziałam, podążając za nią do kuchni. Tak naprawdę kompletnie nie byłam przygotowana na to, co miało czekać nas te kilka godzin później.

 Gdy już ze wszystkim się uwinęłyśmy Hisako została w kuchni, aby posprzątać, a ja wspięłam się na piętro chłopców niosąc im ich śniadania w kolorowych pudełkach. Miałam zamiar w pierwszej kolejności wstąpić do pokoju Natsume, ale powstrzymały mnie głosy, które z niego dochodziły. Przez uchylone drzwi dostrzegłam pogrążonych w rozmowie Kaoru oraz Natsume.
- ... twoja decyzja, więc ty za nią odpowiadasz.
- Wiem. Zdaję sobie z tego sprawę.
- Och, to świetnie. - Miałam wrażenie, że głos Kaoru ociekał sarkazmem. - To wiele ułatwia.
Wiem, że nie powinnam była podsłuchiwać i chciałam już odejść, ale następne słowa, jakie padły z ust Kaoru zatrzymały mnie w miejscu.
- Nie masz wyjścia, bo to ty ją tu sprowadziłeś. Jesteś odpowiedzialny za jej zachowanie.
Serce uderzyło głośniej w mojej klatce piersiowej. Czy rozmawiali o mnie?
- Rozumiem.
- To tyczy się również dzisiejszej akcji. Jeśli nawali i przez nią nasz plan nie wypali, to poniesiesz tego konsekwencje.
Wstrzymałam oddech.
- Nie nawali.
- Skąd ta pewność?
- Po prostu to wiem.
- Czyżby? To tylko zwykła dziewczyna. Nie ma pojęcia o tym, co robimy. Jest kompletnie zielona. Jest nieśmiała, łatwo wpada w panikę i szybko się denerwuje. Myślisz, że podczas akcji będzie umiała się ogarnąć?
- Nie nawali - powtórzył Natsume, kładąc nacisk na wypowiadane słowa. - Jestem tego pewien. Ręczę za nią.
- O, tak. Ręczysz...
- Ładnie to tak podsłuchiwać?
Drgnęłam gwałtownie, usłyszawszy za plecami głos Ryutaro. Odwróciłam się szybko w jego stronę.
- Ja wcale nie...
- Och, daj spokój - przewrócił oczami i poprawił okulary. - To jest aż nazbyt oczywiste.
Nic nie mogłam poradzić na to, że zarumieniłam się zawstydzona tym, że zostałam przyłapana. Żeby odwrócić od tego uwagę chłopaka, wcisnęłam mu w ręce jego pudełko ze śniadaniem.
- O, dzięki. - Zerknął na drzwi do pokoju Natsume i odciągnął mnie od nich. Uśmiechnął się niczym przebiegły lis. - Ale to nie wymazuje twojego małego grzeszku. Wiesz, że Kuro nie byłby za bardzo zadowolony, gdyby się dowiedział?
Przestąpiłam nerwowo z nogi na nogę.
- Ale się nie dowie... Prawda?
- Może... - przeciągnął to słowo, a jego uśmiech jeszcze się poszerzył, gdy zobaczył moją błagającą minę. - Okay, okay. Nie dowie się.
Odetchnęłam z ulgą.
- Ale!
- Ale? - jęknęłam.
- Wisisz mi przysługę - oznajmił entuzjastycznie.
- Jaką? - zapytałam nieufnie.
- To się jeszcze okaże. - Wskazał na trzymane przeze mnie pozostałe dwa pudełka. - Daj, zaniosę im.
Oddałam mu więc pudełka i zawróciłam, chcąc sprawdzić, czy Hisako nie potrzebowała przypadkiem pomocy. Przy okazji zerknęłam na mijany zegar. Zbliżał się czas wyjścia do szkoły. Niemal czułam, jak mój żołądek zawiązywał się w węzeł. Tego dnia nie obawiałam się jedynie tego, że ktoś może zorientować się, iż uciekłam z domu. Czekało mnie jeszcze przecież coś równie, a może nawet i bardziej stresującego. Miałam tylko nadzieję, że jakoś sobie z tym poradzę.

sobota, 30 kwietnia 2016

Liebster Blog Award

Nie wierzę, że znowu zostałam nominowana do tej nagrody. Czym ja sobie na nią zasłużyłam? ;-; Jeśli ktoś też się nad tym zastanawia, to niech swoje wątpliwości kieruje do osóbki, która mnie nominowała, czyli: Pers NO. 1

„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

No, to przejdźmy do pytań.


1. Dlaczego w ogóle zaczęłaś pisać?
Ponieważ zawsze lubiłam układać swoje własne historie. Często też oglądając lub czytając coś innego autora myślałam sobie: "Ja inaczej rozegrałabym tę akcję. Moja postać zachowałaby się inaczej".  Tak było właśnie z "Diabolik Lovers". Na początku robiłam to jednak wyłącznie w myślach, a dopiero jakoś w gimnazjum zaczęłam przelewać swoje pomysły na papier (i klawiaturę).

2. Co inspiruje Cię do pisania?
Wiele różnych czynników. Naprawdę. Przeczytane książki, obejrzane seriale i filmy, jakieś sytuacje z życia, widoki, pogoda, muzyka...

3. Czy masz kogoś (pisarz, bloger), na którym się wzorujesz?
Może nie tyle, co wzoruję... Ale chciałabym kiedyś dorównać (choć wiem, że to niemożliwe) takim pisarzom jak np. Rick Riordan czy Maja Lidia Kossakowska.

4. Co jest dla Ciebie ważniejsze? Ilość czytelników, czy zadowolenie z danego opowiadania?
Wiadomo, że obie te rzeczy są dla mnie ważne. Jednak ważniejsze, jak chyba dla każdego pisarza, jest zadowolenie z własnego opowiadania. Bo jeśli nawet mi się ono nie podoba, to czy jest w ogóle sens dzielenia się nim ze światem?

5. Czy wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
Tak. Po pierwsze, nie zamierzam przestawać pisać opowiadań, które wstawiam na tego bloga. Po drugie, zamierzam udać się na studia związane z pisaniem, a po nich znaleźć również taką pracę.

6. Jakie są twoje marzenia? Do czego dążysz w życiu?
Dążę do zostania jak najlepszą pisarką. A co do marzeń... Aktualnie moim największym jest napisanie oraz wydanie własnej książki. Mam nadzieję, że jakimś cudem kiedyś się to uda.

7. Gdybyś mogła coś w sobie zmienić, co by to było?
Może trochę wygląd. Nie jestem pewna co do charakteru... Tak właściwie nigdy nie zastanawiałam się nad takim pytaniem. Nie umiem na nie odpowiedzieć.

8. Potrawa, której nigdy byś nie zjadła. Dlaczego akurat ta a nie inna?
Mózg małpy na ciepło. To pierwsze co nasunęło mi się na myśl. Dlaczego? Po prostu... Czy tylko według mnie to już z samej nazwy brzmi obrzydliwie? ;-;

9. Ulubione anime/książka/film.
O matulu... Nie potrafię się zdecydować na jeden tytuł, więc wymienię po kilka.
Anime: "Ao no Exorcist", "Free!", "Fairy Tail", "Noragami", "Kuroshitsuji: Book of Circus" (jako całość wolę mangę)
Książka: Obie serie Ricka Riordana o Percy'm Jacksonie i innych herosach, "Klątwa Tygrysa", "Trylle" 
Film: Oba o Percy'm Jacksonie, "Igrzyska Śmierci"
Mogłabym do każdej kategorii dopisać jeszcze co najmniej po kilka przykładów, ale już nie przesadzajmy xD

10. Minimalizm, czy może wręcz przeciwnie?
To zależy, w jakim przypadku. Lecz jak to mawiają: "co za dużo, to niezdrowo".

11. Czy bałaś się kiedyś prowadzenia bloga?
Na samym początku, kiedy jeszcze nie wiedziałam, jak ludzie zareagują na moje historie i czy w ogóle komuś się one spodobają. Och, no i czy podołam zadaniu utrzymania takiego bloga. Teraz na szczęście nie mam już takich problemów.


No cóż, niestety nie mam kogo nominować (bo nie będę ciągle nominowała tych samych osób), więc pominę dalszą część. Naprawdę muszę zacząć czytać więcej blogów...
Oczywiście, bardzo dziękuję za nominację. Jak zwykle mnie ucieszyła :3 Co mogę tu jeszcze napisać? Hmm... Może tyle: Oczekujcie na następny rozdział "Nastoletniego Terroru", gdyż biorę się za pisanie go przez ten weekend! ^^


sobota, 16 kwietnia 2016

Diabolik Lovers: Rozdział 35

Wreszcie skończyłam pisać ten rozdział. I od razu jakoś tak mi lżej. ^^ No cóż, tym razem nie będę się na wstępie rozpisywać. Chciałam tylko was poinformować, że w następnej kolejności najprawdopodobniej wezmę się za Nastoletni Terror. A wy możecie zasugerować mi w komentarzach, kontynuację którego z opowiadań chcielibyście jeszcze przeczytać w najbliższym czasie. Życzę miłego czytania. ^^


Nowe informacje

 Cisza. Całkowita, nienaturalna cisza. Nie było słychać świergotu ptaków, szumu wiatru ani żadnego innego najcichszego nawet dźwięku. Rozejrzałam się zdezorientowana po opustoszałym dziedzińcu, a w głowie kołatała mi się jedna myśl. "Gdzie, u licha, wszyscy się podziali?". Spojrzałam w dół, na kamienną dróżkę, na której stałam. Boso. W dodatku wciąż miałam na sobie bladoniebieską piżamę, w której położyłam się spać. Zmarszczyłam brwi, próbując przypomnieć sobie, kiedy się obudziłam i co działo się od tamtej pory, lecz nie potrafiłam odnaleźć odpowiedzi na te pytania. Czułam się zagubiona.
- Hej! Zaczekaj!
 Odwróciłam się, zaskoczona, usłyszawszy dziecięcy głosik oraz tupot stóp, który przerwał tę otumaniającą ciszę. Zza zakrętu, na ścieżkę wypadł kilkuletni chłopiec. Biegł w moją stronę. A im bliżej mnie się znajdował, tym szerzej otwierałam oczy. Miał bladą cerę, czerwonawo-brązowawe włosy i nawet z tej odległości dostrzegłam kolor jego oczu. Były jadowicie zielone.
- Ayato? - wyszeptałam z niedowierzaniem. 
- Ayato! Zwolnij! - Jakby na potwierdzenie moich słów za nim pojawił się kolejny dzieciak. Ten miał bardziej brązowe albo nawet rudawe w padającym na nie świetle włosy. Rzucił się w pogoń za młodszą, roześmianą wersją Ayato. Wtem zjawił się także trzeci, brakujący do kompletu chłopiec. Fioletowe włosy miał rozczochrane, a policzki zaróżowione. 
- Chłopaki, zaczekajcie! - zawołał. Został najbardziej z tyłu i teraz najwidoczniej próbował dogonić swoich oddalających się towarzyszy.
"Ayato, Laito i Kanato... Jako... dzieci?".
- Chłopcy? - odezwałam się, gdy pozostała dwójka zrównała się z Ayato. Ale przebiegli obok mnie, jakby w ogóle nie zauważyli mojej obecności. Żaden nawet nie spojrzał w moją stronę.
- Ayato! - zawołałam, tym razem głośniej. Mój głos jednak pokrył się z głosem Laito, który w tym samym momencie zawołał swojego brata, ponownie wyrywającego się do przodu. Zaczęli się oddalać, a jako że nie chciałam stracić ich z oczu, ruszyłam za nimi.
- O co ci chodzi? - zapytał w biegu Ayato, gdy Laito złapał go za rękaw bluzy.
- Biegniesz za szybko - skarcił go brat i zaraz zawtórował mu Kanato.
- No właśnie! 
Ayato zaśmiał się, wyszarpując rękę z uścisku.
- To wy jesteście za wolni! Musicie bardziej się postarać, żeby mnie pokonać!
Mimowolnie uniosłam kąciki ust w uśmiechu. To właśnie był cały Ayato i najwyraźniej, jak widziałam na załączonym obrazku, zachowywał się tak od dzieciństwa.
 Nagle Kanato potknął się o krzywiznę podłoża i runął do przodu. Laito przystanął jako pierwszy i zaskoczony spojrzał na brata, który pozbierał się do pozycji siedzącej i oglądał swoje podrapane kolana. Dopiero teraz zauważyłam, za czym biegli chłopcy. Stworzenie zatrzepotało czarnymi skrzydłami i z piskiem odleciało w stronę pobliskiej wieży. Ayato zaniechał pościgu za nietoperzem, gdy Kanato wybuchnął płaczem.
- Hej, wszystko w porządku? - zapytał zaniepokojony Laito, położywszy dłoń na plecach brata. - Bardzo cię boli?
Fioletowowłosy pokręcił głową, a łzy pociekły mu po policzkach. Podeszłam bliżej, mając ochotę przytulić małego wampira. Ayato tymczasem ukucnął przed nim, wpatrując się w niego w milczeniu.
- N-nie... - wykrztusił Kanato, szlochając. - A-ale nietoperz... O... On odleciał! A... A chciałem go... złapać!
Ayato wyprostował się z szerokim uśmiechem na ustach.
- O to się nie musisz martwić.
- T-to znaczy?
- Wasz wspaniały brat - to mówiąc wskazał siebie kciukiem - złapie dla ciebie innego!
- N-naprawdę? - Kanato podniósł głowę, ocierając łzy z policzków. Pochylony nad nim Laito uśmiechnął się, spoglądając na drugiego brata.
- Nie wierzysz we mnie?! - Ayato oparł dłonie na biodrach, zadzierając głowę. - To patrz!
To powiedziawszy, odwrócił się do nich plecami i ponownie pognał przed siebie. Laito pokręcił ze śmiechem głową, pomagając Kanato stanąć na nogi. Następnie obaj rzucili się biegiem za oddalającym się "wspaniałym bratem". 
Uśmiech naturalnie wypłynął na moje usta. Widok trojaczków zachowujących się w ten sposób był strasznie pocieszny i miły dla oka. Byli tacy uroczy... Po raz kolejny zaczęłam się zastanawiać, co takiego musiało się wydarzyć, żeby tak bardzo zmienić całą trójkę. Czy naprawdę nie mogliby być współcześnie tacy sami?
 Sylwetki chłopców zniknęły z mojego pola widzenia, zupełnie jakby rozpłynęli się w powietrzu. Zmieniło się także całe moje otoczenie. Teraz, stałam na wprost altany oplecionej ciemnozielonymi winoroślami. Wewnątrz przy stoliku siedziały dwie osoby. Mężczyzna w czarnym płaszczu oraz piękna kobieta o charakterystycznych, długich, fioletowych włosach. Richter i Cordelia. Na ich widok kompletnie mnie zmroziło. Nie mogłam ruszyć się z miejsca i jedynie modliłam się w duchu, aby mnie nie zauważyli. Złudne jednak były moje nadzieje. Cordelia odwróciła powoli głowę, a spojrzenie jej zielonych oczu padło prosto na mnie. Miałam wrażenie, że przeszywa mnie na wskroś. Richter tymczasem chyba w ogóle nie zwrócił uwagi na moją obecność. Nieprzerwanie gładził palcami w rękawiczkach dłoń kobiety, szepcząc coś do niej z uśmiechem. Ale ona patrzyła na mnie. Jej krwistoczerwone usta rozciągnęły się w uśmiechu, a wolną rękę wyciągnęła w moją stronę, wykonując nią zapraszający gest. Serce gwałtownie zadudniło w mojej piersi. Fala bólu rozlała się stamtąd po całym moim ciele. Poczułam, jakby w mojej klatce piersiowej po raz kolejny został zatopiony sztylet. W uszach zaczęło mi okropnie szumieć. Chciałam stamtąd uciec, ale drogę zagrodził mi kilkumetrowy żywopłot. Rozejrzałam się w panice za inną drogą ucieczki, ale okazało się, że jedynie znalazłam się jeszcze bliżej altany. Cordelia wciąż wyciągała do mnie rękę z uśmiechem. Była coraz bliżej i bliżej. Nie mogłam się wycofać niezależnie od tego, jak bardzo chciałam. Otworzyłam usta do krzyku, lecz żaden dźwięk nie wydostał się z mojego gardła. Cordelia uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Od czubków jej palców dzieliły mnie już zaledwie marne centymetry. Gdyby teraz pochyliła się i sięgnęła w moją stronę...

 Otworzyłam szeroko oczy, wpatrując się w ciemny materiał baldachimu zawieszonego nad moją głową. Serce wciąż galopowało niespokojnie w mojej piersi. Nie mogłam się ruszyć, czułam się jak sparaliżowana. Wiedziałam już, że nie pozbyłam się ani Cordelii, ani trucizny podanej mi przez Richtera. Byłam przekonana, że wciąż krąży w moich żyłach ułatwiając wampirzycy zatruwanie mojego umysłu. Miałam wrażenie, jakby zielone oczy nadal się we mnie wpatrywały. I wcale tak bardzo nie pomyliłam się w tym stwierdzeniu.
- Znowu zły sen? - mruknął zaspanym głosem Ayato. Materac ugiął się pod jego ciężarem, gdy postanowił zająć miejsce obok mnie. Rozluźniłam palce, które zaciskałam do tej chwili na prześcieradle i odetchnęłam cicho.
- Można tak powiedzieć. - Ale czy aby na pewno był to sen? A może wizja? Nie potrafiłam na to jednoznacznie odpowiedzieć. Obecność Cordelii zdawała się być taka rzeczywista... Co by się stało, gdyby mnie wtedy dotknęła? Chyba wolałam tego nie wiedzieć. Przetoczyłam się po łóżku i z ufnością przycisnęłam twarz do koszuli na torsie Ayato.
- Hej, tak przypadkiem nie spoufalasz się za bardzo?
- Powtarzasz się - burknęłam jedynie. - Zresztą po to tu przyszedłeś.
Poczułam jego oddech na czubku głowy, gdy się zaśmiał.
- Skąd ta pewność?
- Stąd, że nie protestujesz - odparłam, po czym stłumiłam ziewnięcie. Nie wiedziałam, która była godzina, ale z pewnością mogłabym przespać jeszcze parę godzin. Ayato posprzeczał się ze mną jeszcze trochę, tak jak to miał w zwyczaju, lecz ostatecznie postanowił umożliwić mi jeszcze chwilę spokojnego snu.
 Później, gdy wreszcie wygramoliłam się z łóżka, dzień zaczął mijać spokojnie i zwyczajnie. Na tyle, na ile spokojny i zwyczajny może być dzień w towarzystwie szóstki nastoletnich wampirów. Tak, na niektóre sprawy trzeba tutaj patrzeć z przymrużeniem oka.
 W szkole, równo z dzwonkiem oznaczającym początek długiej przerwy, otrzymałam sms'a o treści "Czekam tam, gdzie zwykle". Poza tekstem w tej wiadomości znajdowało się jeszcze oczywiście, typowo dla Kou, kilka emotikonek, ale nie zwróciłam na nie większej uwagi. Zgarnęłam swoje rzeczy i posławszy uśmiech w stronę przysypiającego na swojej ławce Ayato, wymknęłam się z sali. Od razu udałam się w umówione miejsce. Kiedy przekraczałam próg pomieszczenia mój wzrok na chwilę skrzyżował się ze spojrzeniem stojącego przy drzwiach Yumy. Nie odezwał się ani słowem, więc również przemilczałam jego obecność i weszłam do środka, witając się z już czekającym na mnie Kou.
- Witaj, kociaku - odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach.
Położyłam swoją torbę na najbliżej stojącej ławce.
- To... - zaczęłam, ale urwałam, zauważając, że Yuma wsunął się za mną do pomieszczenia i stał w tej chwili oparty o ścianę. Przeniosłam pytający wzrok na Kou. Blondyn pokręcił głową, najwyraźniej w równym stopniu zbity z tropu, co ja.
- Yuma, co ty tu robisz?
- Jak to co? Stoję. Nie widać?
Kou westchnął w dramatyczny sposób.
- Wyjdź. Zostaw nas samych. 
Yuma rzucił bratu spojrzenie spod zmrużonych powiek.
- Nie zapominaj, że Ruki...
Słysząc to imię momentalnie nadstawiłam uszu, ale Kou mu przerwał.
- Nie zapominam. Umówiłem się z Natsuki, żeby pomóc jej w rozwijaniu talentu. Dasz nam szansę na poćwiczenie w spokoju?
Brązowowłosy prychnął, odrywając się od ściany.
- Jasne. Rób, co chcesz.
Po tych słowach wyszedł z sali zatrzaskując za sobą drzwi.
- O co chodziło? - zwróciłam się do Kou. Wcale nie starałam się ukryć zdziwienia sceną, jaka właśnie rozegrała się na moich oczach. 
- O nic ważnego - uśmiechnął się, uspokajająco. Szybko postanowił zmienić temat. - To co? Powtórzysz tę samą piosenkę, którą śpiewałaś ostatnim razem?
Skinęłam głową i sięgnęłam po jedną z gitar akustycznych stanowiących wyposażenie sali. Usiadłam na skraju ławki i dla próby brzdąknęłam kilka razy w struny. Kiedy już upewniłam się, że instrument jest nastrojony zaczęłam grać znajomą melodię. Po chwili dołączyłam do niej również słowa. Przymknęłam oczy, aby lepiej się skupić. Niemal instynktownie, machinalnie moje palce przesuwały się po strunach, a usta poruszały się. Przychodziło mi to tak naturalnie, że nawet nie zorientowałam się, kiedy zbliżyłam się do końca piosenki.
- Zanim całe twoje ciepło zniknie, przytul mnie mocno...*
Otworzyłam oczy i spojrzałam wyczekująco na Kou. Wydawało mi się, że jakiś cień przemknął przez jego twarz, ale trwało to zaledwie ułamek sekundy, więc równie dobrze mogłam się pomylić. Tym bardziej, że uśmiechnął się promiennie, tak jak zazwyczaj.
- Naprawdę masz świetny głos. - Przysunął się bliżej i dotknął mojego policzka. - Wiesz, co bym dał, żeby mieć cię u swojego boku?
Powoli pokręciłam przecząco głową.
- Wiele. Możesz mi wierzyć.
Spuściłam wzrok na instrument spoczywający na moich kolanach. Jego gładka powierzchnia lśniła w świetle rzucanym przez lampy. Co mogłam mu odpowiedzieć? Jak mogłam zareagować na jego zachowanie? Nie miałam pojęcia, więc po prostu przemilczałam jego słowa, odkładając gitarę na jej oryginalne miejsce.
- Więc...? - Zawiesiłam wyczekująco głos.
- Więc? - powtórzył.
- No, poprawiłam się? Muszę nad czymś jeszcze popracować? Masz jakieś uwagi?
- Ach... - zamrugał, jakby wyrwał się z jakiegoś transu. - Tak, poprawiłaś się. Masz wielki potencjał, więc nie przestawaj ćwiczyć swojego głosu. Mogę podesłać ci jakieś nowe teksty, jeśli chcesz.
Uśmiechnęłam się.
- Pewnie. Dzięki za pomoc. To wszystko na dzisiaj?
- Tak. Ale... - zmarszczył brwi, znowu się do mnie zbliżając. Odruchowo odchyliłam się do tyłu, niemal tracąc przy tym równowagę. - Zaczekaj jeszcze chwilę.
- Coś się stało?
- Chcę z tobą porozmawiać.
- O czym? - Spięłam się mimowolnie, zaciskając przy tym dłonie na krawędzi ławki.
- O tym, o czym nie mogliśmy rozmawiać przez telefon.
- Kou...
Nie słuchał moich protestów.
- Czy tobie naprawdę pasuje mieszkanie z nimi?
- Dlaczego wracasz do tego tematu? Przecież już mówiłam...
Blondyn złapał mój podbródek swoimi smukłymi palcami i zmusił mnie do nawiązania z nim kontaktu wzrokowego. Jego prawe oko zalśniło czerwienią, a głos, gdy się odezwał, nabrał rozkazującego tonu.
- Odpowiedz mi! 
Przełknęłam ślinę. Dłoń, którą zaciskałam na brzegu ławki zrobiła się wilgotna od potu.
- Mam swoje wątpliwości... - przyznałam niechętnie. - Ale nie czuję się w ich domu aż tak źle...
To była prawda. Chociaż na początku byłam zmuszona do przebywania z nimi, a pewnie przesadą nie byłoby nawet stwierdzenie, że mnie więzili, to teraz zbytnio mi to nie przeszkadzało. Przyzwyczaiłam się do ich towarzystwa, a z czasem wyczułam też, że między nami zaczęły powstawać pewne więzi. A może po prostu dorobiłam się już objawów syndromu sztokholmskiego.
- A jednak coś jest nie tak. Dlaczego nie przeniesiesz się do nas? Miałabyś się lepiej. Nie traktowalibyśmy cię jak zwykłego worka z krwią. Tak jak oni. - Ostatnie słowa niemal wypluł.
Poczułam wzrastające wewnątrz mnie wzburzenie oraz chęć, aby stanąć w obronie godności braci Sakamaki. O ile można to tak określić.
- Czy ty aby nie przesadzasz? Nie traktują mnie tak. Zresztą, chciałabym zauważyć, że to wy staliście za moim porwaniem i tym, co zrobił mi Richter!
Chłopak skrzywił się i na krótką chwilę odwrócił wzrok.
- To nie tak... Nie mieliśmy okazji, żeby ci to wszystko wyjaśnić, Ewo...
- Znowu wyjeżdżasz z tą "Ewą"?! O co wam, do cholery, chodzi?!
Zamrugał. Tęczówka w jego prawym oku wciąż była czerwona, gdy przyglądał mi się z zaskoczonym wyrazem twarzy.
- Ty naprawdę nie masz o niczym pojęcia... - stwierdził w końcu.
- No wow!
- Czyli oni nic ci nie powiedzieli?
- Jak widać. - Spiorunowałam go wzrokiem. Czy to nie było oczywiste?
- Tym bardziej powinnaś pozwolić, żebyśmy się tobą zajęli. 
- Możesz przestać to powtarzać?
- Gdybyś znała prawdę...
- To mi ją zdradź!
Zamilkł i puścił moją twarz, ale nie cofnął się. Kiedy ponownie się odezwał, mówił już o wiele ciszej oraz spokojniej.
- Nie mogę tego zrobić... Nie ja.
- A kto?
Potrząsnął głową. Jasne kosmyki opadły mu na oczy. 
- Jeśli jeszcze tego nie wiesz, to pewnie musisz jeszcze poczekać. W swoim czasie dowiesz się wszystkiego.
Nagle coś zaskoczyło w moim umyśle. Niewielkie fragmenty układanki połączyły się ze sobą.
- Ruki, prawda?
- Słucham? - Blondyn spojrzał na mnie, zdziwiony.
- Ruki zna prawdę. - To było bardziej stwierdzenie niż pytanie. - I to on mógłby mi wszystko wyjaśnić. Mam rację?
Westchnął, po czym na jego ustach pojawił się lekki uśmiech.
- Bystra jesteś. 
- No i...?
Rozłożył bezradnie ręce.
- Ja nie mogę o tym zadecydować. Jeśli Ruki uzna, że powinnaś wiedzieć, to ci powie.
- To nie jest sprawiedliwe.
- Nie musi. Mało co jest sprawiedliwe, kotku.
- Więc mam to tak po prostu zostawić?
- Nie masz innego wyjścia. - Obrócił się na pięcie i jakby nigdy nic, skierował się do wyjścia z sali. - Do zobaczenia za tydzień, kociaku.
Odprowadziłam go wzrokiem, rozważając jego słowa. Wynikało z nich, że Ruki wiedział coś na mój temat. Coś, czego ja sama nie wiedziałam. Musiałam to z niego jakoś wyciągnąć.



*EGOIST - "Departures" (wersja z gitarą)
https://youtu.be/_VksP1RevTU