Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One-shot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One-shot. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 lutego 2024

Diabolik Lovers: Bonus IX: Miejsce zwane domem


Dla wszystkich czytelników mojego fanfiction z Diabolik Lovers.

Późnym popołudniem Taneda zatrzymał swoją taksówkę na postoju przy dworcu kolejowym, aby zaczekać na następnego klienta. Wiedział, że w tak dogodnym miejscu znajdzie się on szybko, ale nie spodziewał się, że aż tak szybko. Nie zdążył bowiem nawet zapalić dopiero co wysuniętego z paczki papierosa, gdy zauważył parę młodych ludzi — kobietę i mężczyznę — zbliżających się do jego samochodu. Odczekał chwilę, by upewnić się, że idą akurat do niego, po czym niechętnie schował paczkę z powrotem do kieszeni spodni.

Kobieta zatrzymała się przed drzwiami od strony kierowcy i pochyliła się, aby spojrzeć na niego ponad opuszczoną do połowy szybą.

— Dzień dobry — przywitała się z uśmiechem. — Można?

sobota, 14 stycznia 2023

Kto zabił Magnusa Bane'a

 [UWAGA! Poniższy one shot stanowi swego rodzaju przeróbkę wydarzeń z ostatnich odcinków 3 sezonu serialu Shadowhunters — nie uważam jednak, żeby znajomość oryginalnych wydarzeń była konieczna do jego przeczytania].




„Miał nadzieję, że gdyby sam oszalał, oszalał tak bardzo, że samą swoją obecnością zatruwałby powietrze dookoła i ranił wszystkich, którzy się do niego zbliżyli, że wówczas znalazłby się ktoś, kto kochałby go dość, by go powstrzymać. A nawet go zabił, gdyby do tego doszło”.

środa, 8 września 2021

Już dobrze, Nico

Z dziećmi Apollina był jeden problem. Były głośne, pewne siebie, uparte i niezwykle pogodne. Okay, to trochę więcej niż jeden problem, ale w każdym razie w taki właśnie sposób postrzegał je Nico. A przynajmniej jedno z nich — Willa Solace’a.

Nico naprawdę nie rozumiał, dlaczego ten irytujący, niczym niezrażony heros postanowił uczepić się akurat niego. To nie tak, że Nico jakoś specjalnie starał się, żeby zniechęcić do siebie innych — zwykle wystarczało samo jego pochodzenie, by dobrowolnie trzymali się na dystans. Z jednej strony, gdzieś w głębi serca sprawiało mu to ból, ale z drugiej przynajmniej miał dzięki temu spokój. Tak to sobie tłumaczył. Dlatego nie pojmował fenomenu w postaci Willa, który wracał do niego niczym ciągle uśmiechnięty bumerang, to dopytując go o stan jego zdrowia, upewniając się, że nie używa „mrocznych mocy”, to znowu zapraszając do dołączenia do swojej drużyny w czasie różnego rodzaju gier. I nigdy, ale to nigdy nie uciekał wzrokiem, kiedy Nico posyłał mu swoje firmowe spojrzenie pod tytułem „jam jest syn Hadesa, zważaj na swe czyny i słowa”.

sobota, 7 sierpnia 2021

Górska pułapka

Był wczesny ranek, gdy otrzymałam wiadomość z pilnym wezwaniem do dyrektora. Zaspana rozejrzałam się po pokoju. Przez zaciągnięte w oknach zasłony wkradały się do środka promienie dopiero co wzeszłego słońca, oświetlając zakopaną w pościeli po drugiej stronie pokoju, smacznie śpiącą Amelię. Zazdroszcząc  jej w duchu, odłożyłam pustą już teraz kartkę na blat stolika nocnego i z niechęcią wygramoliłam się z łóżka. Obmyłam twarz, licząc, że zimna woda mnie rozbudzi (nie rozbudziła), uczesałam włosy i wciągnęłam na siebie mundurek Prefekta. O śniadaniu mogłam na tę chwilę zapomnieć, ponieważ na nic nie miałam już czasu, jeżeli nie chciałam się spóźnić.

poniedziałek, 26 lipca 2021

Aruenaristy — postacie

Hej, hej!
W tym poście znajdziecie informacje o wszystkich (ważnych) postaciach, które do tej pory pojawiły się w moich one shotach z gry Wizardess Heart oraz o tych, które pojawią się w nadchodzącej Górskiej pułapce. W ramach przygotowania do niej szczególnie zachęcam do zapoznania się z następującymi postaciami: Alice Hart, Alfonse Goldstein, Caesar Raphael, Conrad Schuyler, Hiro Tachibana, Leslie Roseblade, Lucious Duller, Zeus Brundle. W niektórych miejscach, np. w imionach chowańców, skrywają się linki odsyłające do wizerunków dodatkowych postaci bądź innych form opisywanych bohaterów.
Te same informacje umieściłam w zakładce przeznaczonej dla tych shotów, czyli w Aruenaristy. Dodałam do niej również mały słowniczek z definicjami pojęć, które powinny ułatwić Wam zrozumienie uniwersum gry (dodatkowe informacje zamieszczam niezmiennie także w przypisach do konkretnych tekstów). Jeśli uważacie, że coś jeszcze wymaga wyjaśnienia, to dajcie mi znać, a postaram się to jak najlepiej opisać ;)

piątek, 31 lipca 2020

Wizardess Heart: Jesienny Festiwal

[UWAGA! Znajomość gry nie jest potrzebna do przeczytania poniższego shota. Kwestie, które mogłyby sprawiać problem w odbiorze zostały wyjaśnione w przypisach. W razie potrzeby możecie również przypomnieć sobie wcześniejsze fanfiction z tej gry: https://historiepisanepiorem.blogspot.com/2019/10/anatomia-dragonkina.html]


Ze specjalną dedykacją dla Nocty, która chciała, abym napisała o pierwszej randce Alice i Willema ♥

niedziela, 8 marca 2020

Diabolik Lovers: Perwersyjna pani domu

— Zarządzam porządki — oznajmiłam uroczyście.

— Porządki? — zdziwione spojrzenie zielonych oczu uniosło się znad klawiszy fortepianu.

— Owszem. I to w trybie natychmiastowym. Twój pokój znajduje się w coraz bardziej opłakanym stanie.

Kąciki ust wampira zadrgały.

— Chyba nie widziałaś pokoju Kanato.

— Wyobraź sobie, że widziałam. Sęk w tym, że w jego pokoju nie spędzam tyle czasu, co w twoim.

— Byłbym zmartwiony, gdyby było inaczej. — W jego głosie zabrzmiała nutka ironii, a smukłe palce przebiegły leniwie po klawiszach, wydobywając z nich piękny, czysty dźwięk. Nie brał na poważnie takiej ewentualności. Podobnie jak moich słów. Zamierzałam to zmienić. — Poza tym, od tego jest służba.

— Służba ostatnio za tobą nie nadąża, a ty jesteś dużym chłopcem, który potrafi posprzątać swój własny bałagan, prawda? — Uśmiechnęłam się z przekąsem, stając tuż za nim. Położyłam dłonie na jego ramionach i pochyliłam się tak, aby nasze twarze znalazły się na tym samym poziomie. — Więc albo ładnie posprzątasz, albo również w twoim pokoju przestanę bywać. Co ty na to?


wtorek, 31 grudnia 2019

Drabble

Nim rok 2019 dobiegnie końca, a na blogu wyświetli się post z jego podsumowaniem, chciałam jeszcze opublikować 3 drabble, które napisałam w ostatnim czasie. Tym razem jest to 1 fanfiction i 2 oryginalnie moje własne teksty. Mam nadzieję, że się Wam spodobają.

wtorek, 1 października 2019

Anatomia Dragonkina

[UWAGA! Poniższy one shot jest fanfiction z gry Wizardess Heart. Nie uważam jednak, aby wiedza na temat samej gry czy też poszczególnych postaci była konieczna do jego przeczytania. To, co musicie wiedzieć przed rozpoczęciem lektury, to:
1. główna bohaterka, Alice, jest około dwudziestoletnią czarodziejką i uczennicą w Królewskiej Akademii Magii Gedonelune
2. jej partnerem w tym przypadku jest Willem V. Rembrandt — Dragonkin (więcej informacji na temat tego gatunku znajdziecie w odpowiednich przypisach)
3. akcja rozgrywa się miesiąc po wydarzeniach z zakończenia ścieżki Willema
4. pod spodem umieszczam ilustrację przedstawiającą naszych bohaterów
Resztę informacji, które mogłyby stanowić problem dla osób z zewnątrz znajdziecie w odpowiednich przypisach pod tekstem.
Miłego czytania!]


środa, 3 lipca 2019

Drabble

Tak jak zapowiadałam w poprzednim poście, przygotowałam dla Was parę drabble. Miało to być dla mnie swego rodzaju rozgrzewką oraz wyzwaniem, ponieważ nigdy do tej pory nie próbowałam swoich sił w starciu z tą formą literacką. Dla niewtajemniczonych — drabble to opowiadanie liczące dokładnie 100 słów. I takiej też objętości tekściki znajdziecie pod spodem. Są to fanfiction dotyczące Diabolik Lovers, Kuroko no Basket oraz Bungou Stray Dogs. Napisałam je, wykorzystując postacie i elementy zasugerowane mi przez moje znajome. W związku z tym, że są to moje pierwsze drabble, mam szczególną nadzieję, że przypadną Wam do gustu. Życzę miłego czytania! ^^


środa, 1 maja 2019

Bungou Stray Dogs: Życzenie


Butelkę drogiego wina, zachowaną na specjalne okazje, otworzył równo o północy. Wprawnym ruchem napełnił kieliszek ciemnoczerwonym trunkiem niemal po same brzegi, po czym rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu.

— Wszystkiego najlepszego dla mnie — mruknął, nim jego usta zetknęły się z cienkim szkłem. Przymknął oczy, delektując się słodkim, lekko palącym jego przełyk alkoholem. Od razu poczuł się lepiej. Ale jeszcze nie na tyle, na ile chciał. 

Dopiero w połowie drugiej lampki, kiedy w głowie poczuł dobrze znany, przyjemny szum, potrafił wreszcie spojrzeć na  t o.

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Bungou Stray Dogs: Wzór do (nie)naśladowania




Do Bożego Narodzenia pozostało zaledwie kilka dni, a zadań zlecanych Zbrojnej Agencji Detektywistycznej wcale nie ubywało. Wręcz przeciwnie – okres przedświątecznego szaleństwa przynosił jeszcze więcej zgłoszeń. Co niekoniecznie wprowadzało detektywów w dobry nastrój…

– Nie wierzę! – Rozwścieczony głos przeciął gwałtownie powietrze wypełniające ruchliwą ulicę. Kilku obładowanych zakupami przechodniów odwróciło ze zdziwieniem głowy, by znaleźć jego źródło. Okazał się nim być Doppo Kunikida, przedzierający się gniewnie przez tłum. Palce jego prawej dłoni zaciśnięte były na kołnierzu towarzyszącego mu mężczyzny, którego bezceremonialnie ciągnął za sobą. – A raczej wierzę, ale wciąż nie dociera do mnie, jak można być takim idiotą. Kto normalny na widok świątecznych lampek postanawia się na nich powiesić?! Jeśli już musisz dawać upust swoim samobójczym skłonnościom, to rób to w czasie wolnym, a nie w godzinach pracy! Przez ciebie szlag trafia mój dzisiejszy grafik. Z n o w u ! 

czwartek, 24 maja 2018

Muzyk o dziwnych oczach

Diabolik Lovers: One shot

Muzyk o dziwnych oczach

            Tego dnia Sachiko z pewnością nie mogła zaliczyć do udanych. W ciągu zaledwie kilku godzin przyłapała swoją najlepszą przyjaciółkę na całowaniu się z chłopakiem, w którym podkochiwała się od kilku ostatnich miesięcy, dostała zagrożenie z matmy i pokłóciła się z matką. Znowu.

            Miała tego wszystkiego zwyczajnie dość, więc przy pierwszej lepszej okazji wymknęła się z domu, by jakoś odreagować. Niedługo potem, siedziała już na wysokim barowym stołku w najbardziej prowokującej sukience, jaką znalazła w swojej szafie i kończyła drugiego z kolei drinka.
            Klub, w którym się znalazła, był nowo otwartym lokalem w samym centrum miasta. Jakiś czas temu Sachiko złożyła swojej przyjaciółce obietnicę, że to właśnie z nią pierwszy raz odwiedzi to miejsce. Ale, że sprawy przybrały taki obrót, to i obietnica przestała być dla niej ważna. Miała gdzieś to, jak zareaguje jej przyjaciółka. Działała napędzana złością, zazdrością i paroma innymi negatywnymi uczuciami.
            – Banda kretynów – mruknęła pod nosem, mając na myśli swoją przyjaciółkę i chłopaka, z którym tamta się całowała, nauczyciela z matmy, a także własną matkę. – Jeszcze mnie popamiętacie.
            Nieco zbyt mocno odstawiła pustą szklankę na blat baru i poprosiła, czy też raczej zażądała od barmana kolejnej porcji alkoholu. Mężczyzna uniósł brwi, ale nie zareagowała. Wiedziała, że być może po tej nocy będzie czekał na nią kac; wiedziała, że ubrała i umalowała się nadzwyczaj wyzywająco; wiedziała też, że samotne szlajanie się o tej porze nie było najlepszym pomysłem. Ale nie przejmowała się żadnymi konsekwencjami. Była w nastroju na ściągnięcie na siebie kłopotów.
            Barman postawił przed nią nową szklankę wypełnioną fioletową substancją, a ona od razu chwyciła za czarną, poskręcaną słomkę i pociągnęła spory łyk. A potem kolejny i jeszcze jeden. Bynajmniej nie delektowała się drinkiem, nie to było jej celem. Kiedy w naczyniu nie znajdowało się już nic poza na wpół stopionymi kostkami lodu, Sachiko podniosła się ze swojego miejsca i ruszyła na parkiet.
            Powoli zaczynała odczuwać wpływ alkoholu na swój organizm, wzmocniony przez muzykę dudniącą z głośników oraz światła i lasery, zalewające całą salę plamami żółci, zieleni, czerwieni oraz błękitu. Z każdą chwilą coraz bardziej rozumiała, dlaczego klub nosił nazwę Ecstasy1. Z pewnością można było poczuć się w nim jak na haju. Wszystko wokół pulsowało, drgało i tonęło w jaskrawych barwach, przyprawiając o prawdziwy zawrót głowy.
            Sachiko całkowicie zatraciła się w morzu tancerzy. Szybko straciła rachubę, ile rąk dotykało jej ramion, pleców i bioder, o ile ciał się otarła i na ile łokci się nadziała. Nie wiedziała nawet, z ilu jeszcze naczyń napiła się alkoholu. Miała wrażenie, że od momentu, w którym weszła do klubu minęła zaledwie chwila. Jakie więc było jej zdziwienie, kiedy sala nagle niemal zupełnie opustoszała. Nawet pulsujące światła przygasły, a muzyka ucichła. Zastąpiła je zaskakująco mocno odczuwana przez dziewczynę cisza i pustka. Było tak, jakby ktoś nagle wyciągnął wtyczkę z gniazdka.
            Impreza dobiegła końca, ale ona przecież nie mogła jeszcze wrócić do domu. Koniecznie musiała znaleźć jakieś zajęcie na resztę nocy.
            Westchnęła zawiedziona i ruszyła chwiejnym krokiem w kierunku wyjścia, gdy wtem do jej uszu dobiegł dźwięk, którego z całą pewnością nie spodziewała się usłyszeć w takim miejscu. Była to bowiem spokojna, łagodna oraz przepełniona uczuciem melodia. Sachiko niczym zahipnotyzowana skierowała swe kroki w stronę bocznej sali, z której dobiegała. Zatrzymała się w progu i przytrzymując się framugi, zajrzała do środka.
            Pomieszczenie to było o wiele mniejsze od głównej sali. Znajdowało się w nim zaledwie kilka ginących w półmroku stolików. Jedyna, nisko zawieszona lampa oświetlała stojący tuż pod nią fortepian oraz zasiadającego przy nim muzyka.
            Był to chłopak, na oko w jej wieku. Połyskujące w ciepłym świetle lampy, płomiennorude włosy miał związane niedbale na karku, a jego piękne, smukłe palce przebiegały po klawiszach instrumentu z niezwykła gracją, wydobywając z niego słodką, poruszającą melodię.
            Kompletnie oczarowana zarówno tym widokiem, jak i dźwiękiem, Sachiko nie ośmieliła się wejść do pokoju ani nawet głośniej odetchnąć.
            Wreszcie dłonie rudowłosego znieruchomiały, a z ust dziewczyny wyrwało się mimowolne „wow”. Słysząc to, muzyk podniósł głowę i zwrócił ku niej oczy, odbierając jej tym samym zdolność do prawidłowego oddychania.
            Był przystojny, był niesamowicie przystojny. A jego oczy… Sachiko w całym swoim życiu nigdy takich nie widziała. Przynajmniej nie u człowieka. Zielone, z pionowymi źrenicami, przypominały ślepia kocura, którego miała w dzieciństwie.
            Sachiko zamrugała. Nawet nie zdawała sobie sprawy, kiedy znalazła się tak blisko chłopaka, by móc podziwiać jego tęczówki.
            – Och… ja… – Czy to z powodu wypitego alkoholu czy też tych dziwnych oczu, Sachiko miała problem z ułożeniem sensownie brzmiącego zdania. – Przypadkiem usłyszałam… Pięknie grasz.
            – Merci2.
            Sachiko zmarszczyła brwi, a kąciki ust chłopaka uniosły się w lekkim uśmiechu.
            – Dziękuję – powtórzył, tym razem po japońsku. – Czy nie jest zbyt późno, aby dama przebywała w takim miejscu sama?
            To pytanie ją zirytowało. Dziewczyna oparła dłonie na biodrach, unosząc dumnie podbródek.
            – A to dama nie może już sobie pozwolić na odrobinę rozrywki?
            I nagle do głowy wpadł jej pewien pomysł. Oparła jedną rękę na fortepianie i pochyliła się w stronę chłopaka.
            – Chyba, że… - Oblizała nerwowo wargi. – Chcesz mi potowarzyszyć? Nie miałabym nic przeciwko.
            Może to właśnie on mógł zostać jej zajęciem na resztę nocy?
            Na twarzy rudowłosego odmalowało się rozbawienie. Przesunął wzrokiem po jej ciele, zatrzymując go odrobinę dłużej na wysokości jej głębokiego dekoltu.
            Wreszcie po kilku sekundach, które dla Sachiko zdawały się trwać wieczność, podniósł się ze swojego miejsca.
            – Mogę odprowadzić damę do jej domu, żeby nic jej się nie stało.
            Dziewczyna poczuła zawód. Tak bardzo nie chciała jeszcze wracać do najpewniej czekającej już na nią matki i wysłuchiwać jej kazań. W głębi duszy wciąż żywiła nadzieję, że uda się jej spędzić więcej czasu z tym czarującym, tajemniczym muzykiem. Może poprowadzi go okrężną drogą? Może gdzieś go zaciągnie?
            Rudowłosy tymczasem zdążył już założyć na głowę czarny kapelusz, przewiązany kokardą w kolorze swoich tęczówek i po dżentelmeńsku wyciągnąć w jej stronę ramię.
            - Idziemy?
            Sachiko skinęła głową, w duchu wzdychając z zachwytem. Utalentowany muzycznie, przystojny i miły. Może powinna zmienić swój obiekt westchnień?


             Przez pewien czas szli w milczeniu. To nie tak, że Sachiko znudziło się już towarzystwo chłopaka o dziwnych oczach. Była to raczej wina jej ciała, które nagle postanowiło przypomnieć sobie o wszystkich jej poczynaniach z minionych godzin. Nawet chodnik robił jej na złość, dziwnie uginając się pod jej szpilkami. Na szczęście wciąż kurczowo trzymała się ramienia chłopaka, dzięki czemu znajdowała się we względnym pionie.

            – Jak to, tak właściwie, się stało, że wpuścili tam tak młodą dziewczynę? – zapytał, przerywając ciszę.
            Sachiko oderwała na chwilę wzrok od zdradzieckich płyt chodnikowych.
            – Mam swoje znajomości. – Nie było to kłamstwem. W istocie, facet, który wpuszczał ludzi do klubu był starszym bratem jej szkolnego kolegi. – Poza tym, mogłabym zapytać cię o to samo. Nie wyglądasz na wiele starszego. I kto w ogóle gra na fortepianie w takim miejscu?
            – Jeszcze kilkanaście minut temu twierdziłaś, że ci się podobało.
            – Nie przeczę. Ale i tak tego nie… – urwała w pół zdania, gdyż to właśnie ten moment wybrał sobie chodnik, by całkiem uciec jej spod stóp. Sachiko straciła równowagę i gdyby nie jej rudowłosy wybawca pewnie zaliczyłaby całkiem nieelegancki upadek.
            – Dobrze się czujesz? – zapytał ów wybawca. Jedna jego dłoń spoczywała na jej talii, a druga podtrzymywała ją za ramię. Jego palce były zaskakująco chłodne.
            – Jasne! – prychnęła. Jego twarz znajdowała się zdecydowanie za blisko. – Gdyby nie ty, pewnie dalej bawiłabym się w najlepsze. 
            – Więc chcesz się zabawić? – zapytał chłopak, jakby chciał się upewnić, że dobrze usłyszał.
            Sachiko zastanowiła się, czy za jego słowami mogło kryć się to, o czym sama właśnie pomyślała. Poczuła zdradliwe rumieńce wypełzające na jej policzki, ale przytaknęła mu, przygryzając przy tym dolną wargę.
            – Po to wyszłam z domu.
            Starała się, aby jej odpowiedź brzmiała nonszalancko, choć tak naprawdę czuła rosnące podekscytowanie. Chłopak uśmiechnął się do niej, a ona poczuła, jak jej serce przyspieszyło swą pracę. Odwzajemniła uśmiech. Liczyło się dla niej tylko tu i teraz. Nie miała zamiaru przejmować się ewentualnymi konsekwencjami.
            – Très bien3 – powiedział chłopak, po czym poprowadził ją w wąską, nieoświetloną uliczkę biegnącą między budynkami.
            Serce Sachiko biło jak szalone. Dziewczyna przesunęła swoją rękę i chwyciła rudowłosego za dłoń. Ten posłał jej urzekający uśmiech, by w następnej chwili pchnąć ją na ścianę najbliższego budynku.
            Sachiko skrzywiła się, kiedy jej plecy zderzyły się z twardą, szorstką powierzchnią. 
            – To bolało – zaprotestowała, ale chłopak był już tuż przed nią. Ujął jej twarz w dłonie, a wtedy ujrzała dziwny błysk w kocich oczach. Nagle zaczęła mieć złe przeczucia.
            – Co ty robisz?
            – Chciałaś się przecież zabawić, prawda? – zapytał, jednocześnie wsuwając palce w jej włosy. Szeroki uśmiech, w jaki wygięły się jego usta w niczym nie przypominał tego miłego uśmiechu, jakim pierwszy raz obdarzył ją w klubie. – Spełniam więc tylko twoje życzenie.
            W chwili, w której szarpnął za jej włosy, zmuszając ją do odchylenia głowy w tył, Sachiko zdała sobie sprawę, że to właśnie on miał być tymi kłopotami, o które tak się prosiła.
            Chciała uciekać, ale było już za późno. Chciała wołać o pomoc, ale głos ugrzązł jej w gardle.
            – Bonne nuit, ma petite salope4 – usłyszała jeszcze z ust chłopaka.
            A potem poczuła ból rozdzierający jej szyję.


            Gwałtownie usiadła na łóżku. Jej dłonie drżały, a ubranie lepiło się do skóry. Odetchnęła parę razy głęboko i powoli, żeby się uspokoić.

            – To był tylko koszmar – wymamrotała, opierając czoło na podciągniętych kolanach.
            Dopiero po kilku kolejnych sekundach zdała sobie sprawę, że coś było jednak nie w porządku. Jeszcze raz przyjrzała się kremowej pościeli okrywającej jej ciało. Z tego, co pamiętała, kołdra pod jaką spała jeszcze dzień wcześniej była purpurowa.
            Sachiko uniosła wzrok i wstrzymała oddech. To nie był jej pokój. To nie był jej dom. Znajdowała się w kompletnie obcym pomieszczeniu, a co gorsze, nie miała pojęcia o tym, jak się w nim znalazła.
            – Dobrze spałaś? 
            Drgnęła. Jeszcze sekundę temu w pomieszczeniu nie widziała żywej duszy. Nie spodziewała się więc usłyszeć żadnego głosu. A już w szczególności  t e g o  głosu.
            Sachiko bardzo powoli odwróciła głowę.
            Stał tam, przy szczelnie zaciągniętych zasłonach. Jego wilgotne, rude włosy opadały mu swobodnie wokół twarzy, a skapujące z nich krople wody spływały po nagich ramionach oraz torsie. Nie licząc kpiącego uśmieszku na ustach, miał na sobie jedynie rozpięte, niebezpiecznie luźno zwisające w pasie spodnie.
            Sachiko znieruchomiała, sparaliżowana strachem. Przed oczami znów stanęły jej sceny, które tak bardzo chciała sprowadzić do rangi zwykłego koszmaru sennego. Widziała te dziwne oczy znajdujące się o marne centymetry od jej twarzy. Widziała okrutny uśmiech na ustach wypowiadających słowa w nieznanym jej języku. Przypomniała sobie też o bólu, który poczuła wtedy, kiedy myślała, że zaraz zginie. Odruchowo uniosła rękę do szyi, która wciąż lekko pulsowała bólem.
            Chłopak przyglądał się jej z rozbawieniem. Kilka kroków starczyło mu, by niebezpiecznie skrócić dzielącą ich odległość. Sachiko znowu nie była w stanie się ruszyć ani nawet mówić. Mogła tylko bezsilnie patrzeć, jak chłopak kładł dłonie na łóżku po obu stronach jej ciała i pochylał się nad nią.
            – To była całkiem przyjemna noc, prawda?
            Po wypowiedzeniu tych słów, rudowłosy przesunął językiem po dolnej wardze. Ten ruch wystarczył, aby Sachiko dostrzegła zdecydowanie zbyt duże i za bardzo zaostrzone jak na przeciętnego człowieka zęby. Bo to nie był człowiek, lecz potwór. Sachiko była o tym przekonana.
            – Co? – Do jego głosu zakradła się drwina. – Nic nie powiesz?
            Przysunął się jeszcze bliżej, a wtedy…
            A wtedy drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem i do uszu obojga dobiegł damski okrzyk.
            – Stop!
            Chłopak westchnął i przewrócił oczami, ale odsunął się od niej.
            – Szybka jest – stwierdził jeszcze, nim spojrzał ku drzwiom.
            Sachiko poszła jego śladem i ujrzała ciemnowłosą, drobną dziewczynę. Według Sachiko, wyglądała niczym śliczna, żywa lalka, która mogłaby się rozpaść od byle dotyku. A przynajmniej wyglądałaby tak, gdyby nie wściekłość wypisana na jej twarzy. 
            – Ty ruda szujo! Mówiłam ci, że masz ją zostawić w spokoju!
            – I po co te nerwy, ma chérie5?
            Chłopak rozłożył ramiona, a wtedy prosto w jego klatkę piersiową uderzył kłębek materiału, który okazał się być koszulą.
            – Ubierz się. – Słowa czarnowłosej dziewczyny brzmiały jak rozkaz. – I najlepiej się stąd wynoś.
            Sachiko patrzyła na nią z podziwem. Mówiła do tego potwora bez cienia strachu. Chyba, że ona jeszcze nie wiedziała, co skrywało to przystojne opakowanie. Sachiko zapragnęła ją ostrzec.
            – Przepraszam za tego dupka – odezwała się jednak tamta. Wyglądała na zmartwioną. – Mam nadzieję, że nie wystraszył cię za bardzo.
            Szczerze? Przeraził ją jak jeszcze nikt dotąd. W dodatku pewna kwestia wciąż nie dawała jej spokoju. Przeniosła wzrok na chłopaka, który zdążył już założyć rzuconą mu koszulę, a potem znowu popatrzyła na ciemnowłosą. Z trudem przełknęła ślinę, jednocześnie czując ciepło ogarniające jej szyję oraz policzki.
            – Czy on… czy my…
            Dziewczyna potrząsnęła głową.
            – Nie skrzywdził cię w  t e n  sposób, jeśli o to ci chodzi. Mogę ci to zagwarantować.
            Sachiko nie wiedziała, do jakiego stopnia mogła jej ufać, ale mimo to odetchnęła z ulgą. Nie była w stanie nic poradzić na to, że poczuła się odrobinę lepiej, słysząc to zapewnienie. Wolała nawet nie myśleć o tym, co by było, gdyby dziewczyna ją okłamała.
            – Oczywiście. Nie biorę się za byle co – oznajmił niespodziewanie rudowłosy, a mówiąc to patrzył na nią z pogardą. Jakby była nic nieznaczącym śmieciem. – Posiadam tę minimalną godność.
            Cisza, jaka zapadła w pomieszczeniu po jego wypowiedzi, została szybko przerwana przez odgłos uderzenia. Rudowłosy odwrócił głowę, a wilgotne kosmyki opadły mu na oczy. Sachiko z niedowierzaniem wpatrywała się w dziewczynę, która właśnie go spoliczkowała.
            – Ty mówisz o godności? Wyprowadziłeś z klubu pijaną dziewczynę, a potem zabawiłeś się jej kosztem. O jakiej godności mówisz?!
            – Ciesz się, że to ty, Natsuki, bo nikomu innemu bym tego nie wybaczył. – Ton głosu chłopaka przyprawił Sachiko o dreszcze. Nie chciałaby znaleźć się w tamtej chwili na miejscu ciemnowłosej. Bała się też tego, czy chłopak niczego jej za to nie zrobi. Ten jednak wyprostował się i przeczesał palcami przydługie włosy, a gdy ponownie się odezwał, jego głos brzmiał już mniej przerażająco. – Tak, zabawiłem się jej kosztem. I co z tego? Po pierwsze, sama tego chciała. Po drugie, mogła trafić gorzej. Zawsze na moim miejscu mógł się znaleźć ktoś inny. Ktoś, kto wykorzystałby ją właśnie w  t e n  sposób. Nie pomyślałyście, że miała szczęście? Mogłybyście okazać trochę wdzięczności.
            Natsuki prychnęła.
            – O tak, nie zgwałciłeś niewinnej, pijanej dziewczyny. Brawo! Mam ci dać za to medal?
            Rudowłosy podszedł do niej bliżej, ale dziewczyna nie cofnęła się ani o krok, cały czas mierząc go wzrokiem. Sachiko wstrzymała oddech.
            – Nie musiałby to być medal. – Chłopak pochylił głowę, zbliżając usta do jej ucha. Jednocześnie zerknął przelotnie na sparaliżowaną Sachiko. – Wystarczyłoby mi coś nieco bardziej… intymnego.
            Ciemnowłosa zmrużyła gniewnie oczy.
            – Wynoś się stąd.
            – Jak sobie życzysz. – Rudowłosy zgiął się w parodii ukłonu, po czym ruszył do drzwi. Na odchodnym rzucił jeszcze do Sachiko:
            – Au revoir, ma petite salope.
            Kiedy drzwi się za nim zamknęły, obie dziewczyny odetchnęły.
            – Domyślam się, że nie czujesz się najlepiej, więc przyniosłam ci leki przeciwbólowe – powiedziała ciemnowłosa, podając Sachiko buteleczkę drobnych tabletek oraz szklankę wody zabraną ze stolika nocnego. Sachiko przyjęła je z wdzięcznością.
            – Gdzie ja tak właściwie jestem?
            – W naszym domu. Laito przyniósł cię tu, kiedy straciłaś przytomność na ulicy. Jak tylko poczujesz się na siłach, to ktoś odwiezie cię do domu.
            Sachiko skinęła głową i połknęła jedną tabletkę. Chłodna woda, jaką ją popiła, smakowała tak cudownie na jej wyschniętym języku…
            – Mogę cię o coś zapytać? – odezwała się, kiedy duszkiem wypiła większość zawartości szklanki. – Nie chcę być niemiła ani się wtrącać w wasze relacje, ale czy ty i on… Jesteście…
            – Razem? – dokończyła za nią ciemnowłosa. Zaśmiała się, ale Sachiko nie potrafiła stwierdzić, czy było to prawdziwe rozbawienie, czy też coś z goła innego. – Raczej nie w tym życiu. No dobrze, zostawię cię teraz, żebyś mogła odpocząć. Jak już będziesz gotowa, to zejdź schodami po lewej. Będę na ciebie czekała piętro niżej. Już nikt nie powinien ci przeszkadzać.


            Sachiko dała sobie chwilę na pozbieranie swoich myśli, jak i rzeczy, na które składała się jedynie maleńka torebka z wyłączoną komórką i paczką chusteczek w środku oraz para szpilek. Następnie, zgodnie z poleceniem tamtej żywej lalki, jak zaczęła nazywać w myślach ciemnowłosą dziewczynę, zeszła na niższe piętro. Po drodze nie mogła się powstrzymać od ciekawskiego rozglądania się wokół. Cały ten budynek, z wszędzie panującym półmrokiem, ciężkimi kotarami, wielkimi żyrandolami i przestarzałym wystrojem kojarzył się dziewczynie z rezydencją żywcem wyjętą z jakiegoś horroru. Brakowało jeszcze tylko nadnaturalnej istoty, która by w niej mieszkała. A może… Sachiko potrząsnęła głową, odpędzając od siebie dziwne pomysły. Nie chciała o tym nawet myśleć.

            Po zejściu ze schodów znalazła się w czymś na kształt holu. Widziała odbiegające od niego korytarze, ale wolała nie zaglądać do żadnego z nich. Znając swoje szczęście, jeszcze by się zgubiła. Rozejrzała się bezradnie, ściskając w dłoniach swoje rzeczy. Była sama. W chwili, w której zaczynała podejrzewać, że lalka ją oszukała, usłyszała jej głos dobiegający z jednego z korytarzy.
            – Możesz się pospieszyć?
            Sachiko uznała, że dziewczyna mówiła do niej, więc czym prędzej ruszyła w jej stronę. Jednakże kiedy ją dojrzała, zatrzymała się w pół kroku, upuszczając wszystko na podłogę.
            Natsuki opierała się plecami o ścianę, ze wzrokiem wbitym gdzieś w sufit. Przy niej stał wysoki blondyn, który… Sachiko nie mogła w to uwierzyć. Blondyn wygryzał się w nadgarstek ciemnowłosej!
            Zrobiło się jej niedobrze. Cofnęła się, uniósłszy wolną dłoń do ust. W jej umysł wkradła się jedna, nagląca myśl: musiała stamtąd uciec.
            Drżącymi dłońmi podniosła upuszczone buty i już miała zamiar rzucić się do ucieczki, lecz wtedy z czymś się zderzyła. Czy też raczej – z kimś. 
            – Może powinniśmy pójść w ich ślady? – wymruczał do jej ucha rudowłosy. 
            Tym razem Sachiko nie była w stanie powstrzymać krzyku, jaki wyrwał się z jej gardła i rozbrzmiał donośnie w całym holu.
            Chłopak o dziwnych oczach zaśmiał się, a potem dodał:
            – Żartuję. Twoja krew wcale nie była taka dobra.
            – Nie zbliżaj się do mnie! – wrzasnęła Sachiko, będąc blisko wybuchnięcia płaczem. W jakim wariatkowie ona się znalazła?!
            – Laito! – rozbrzmiał głos lalki, która zmierzała w ich stronę, zaciskając palce na zranionym nadgarstku. – Mówiłam ci, żebyś zostawił ją w spokoju.
            – Wybacz, ma chérie – chłopak uniósł dłonie w geście poddania. Nie wyglądał na ani odrobinę skruszonego. – Ale to silniejsze ode mnie.
            – Chcę do domu! – krzyknęła Sachiko. Miała gdzieś ich wymianę zdań i psychopatyczne upodobania. Miała nawet gdzieś to, że pokłóciła się z matką i jeszcze niedawno nie chciała do niej wracać. Teraz o niczym innym nie marzyła tak, jak o znalezieniu się w swoim domu i zaszyciu we własnym pokoju.
            Żywa lalka popatrzyła na nią z niepokojem.
            – Szofer już czeka, spokojnie. Zaraz cię odprowadzę i…
            Sachiko nie dała jej szansy na dokończenie wypowiedzi. Prawie biegiem ruszyła w kierunku, w którym jak się domyślała, znajdowało się wyjście. Jej stopy ślizgały się na zimnych kafelkach, a napływające do oczu łzy przysłaniały widok.
            – Hej, zaczekaj! – zawołała ciemnowłosa, dopadając do drzwi w tej samej chwili, co ona. – Pozwól, że…
            – Wypuść mnie.
            W oczach lalki coś zamigotało, ale bez słowa otworzyła przed nią potężne wrota i wskazała czekający na podjeździe samochód.
            Sachiko chyba jeszcze nigdy tak szybko nie biegła. A trzeba zauważyć, że była w sukience oraz bez butów. Niczym burza wpadła do pojazdu i bez żadnych uprzejmości podała kierowcy swój adres. Kiedy ruszyli z miejsca, zacisnęła powieki, nie chcąc ani chwili dłużej patrzeć na ten dziwny dom i jego jeszcze dziwniejszych mieszkańców. Co więcej, planowała wykasować ze swojej pamięci całe ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Jej nowe motto życiowe miało od tej pory brzmieć następująco:
            Nigdy więcej samotnego upijania się w klubach i zalecania do muzyków o dziwnych oczach.




1Ecstasy – ang. „ekstaza”, „uniesienie”, „upojenie”, a także narkotyk uznawany obecnie za narkotyk „imprezowy” i towarzyski – dlatego, że jego główne działanie polega na zwiększaniu empatii i poczucia jedności z innymi ludźmi. Poza tym posiada właściwości wyostrzające zmysły i intensyfikujące przeżywanie emocji.
[http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/nalogi/ecstasy-mdma-dzialanie-objawy-i-skutki-uboczne-zazycia-narkotyku_43965.html]

2Merci – fr. „dziękuję”
3Très bien – fr. „świetnie”
4Bonne nuit, ma petite salope – fr. „dobranoc, moja mała suko”
5ma chérie – fr. „kochanie”
6Au revoir, ma petite salope – fr. „do widzenia/do zobaczenia, moja mała suko”


~♥~

Hej, hej! Tak, jak obiecywałam, wróciłam do was z małą niespodzianką. Zajęło mi to, co prawda, trochę więcej niż "parę dni", ale mam nadzieję, że warto było czekać. W każdym razie, co sądzicie o tej niespodziance? Zaskoczyłam was czy może wręcz przeciwnie - spodziewaliście się czegoś takiego?
Od razu was informuję - to tylko one shot, nie mam zamiaru w żaden sposób rozwijać tej historii. Po prostu wpadłam na ten pomysł jakiś czas temu, kiedy słuchałam piosenek kojarzących mi się z Laito i stwierdziłam, że szkoda byłoby go nie wykorzystać. To pierwszy tekst, jaki publikuję w przeciągu kilku ostatnich miesięcy, więc nie ukrywam, że trochę się stresuję i z niecierpliwością czekam na wasze opinie. 
Tak więc, moi drodzy czytelnicy, koniecznie podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami na temat tego one shota!
Za jakiś czas dodam też post oraz ankietę z propozycjami na temat kolejnego wpisu. 
A zatem do następnego razu! I pamiętajcie, że zawsze możecie ze mną porozmawiać (np. na Twitterze - @LadyKanra) ^^


poniedziałek, 31 października 2016

One-shot: I NEED U (Sen Jina)

Jakby ktoś się zastanawiał, czy ja jeszcze aby w ogóle żyję - odpowiedź brzmi twierdząco. I wiecie co? Właśnie skończyłam pisać opowiadanie! Jest to już wspomniany kiedyś przeze mnie "dość nietypowy one-shot". Dlaczego tak go określiłam? Ponieważ jest to nieco przerobiona historia z pewnego teledysku mojego ulubionego zespołu. Pomysł na to opowiadanie zrodził się jeszcze w czasie wakacji, ale dopiero teraz udało mi się go wreszcie wcielić w życie. Wiem, może jest on mało oryginalny, ale... No, po prostu miałam taki pomysł i chciałam zobaczyć, co z tego wyjdzie. Wszystkich was zachęcam do przeczytania go. Nawet jeśli nie znacie tego zespołu ani nie słuchacie takiej muzyki, to mam do was prośbę - przeczytajcie to, co napisałam i podzielcie się ze mną swoimi opiniami. Będę wdzięczna. A jeśli kogoś interesuje jak wygląda ta historia w oryginale, to pod postem znajdziecie ten teledysk.
No dobrze, kończę już swoje wywody. Zapraszam do czytania i czekam na wasze reakcje (bo mam nadzieję, że jakieś będą)! ^^
P.S. A propos urodzin Reijiego i Shu, które już minęły... Waham się, czy dalej robić te urodzinowe posty. Możecie mi jakoś doradzić? Chcecie, żebym kontynuowała ten zwyczaj czy też mam go porzucić albo zamienić na coś innego?
P.P.S. Dla tych, którzy nie mieli styczności z językiem koreańskim zamieszczam tutaj wymowę imion i pseudonimów pojawiających się w one-shocie:

Jin (Seokjin) -  Dżin ( Sokdżin)
Rap Monster (Namjoon) - Rap Monster ( Namdżun)
Jungkook - Dżongguk
J-Hope (Hoseok) - Dżejhołp (Hosok)
Jimin - Dżimin
V (Taehyung) - Wi (Tehjon)
Suga (Yoongi) - Siuga (Jungi)




I NEED U* (Sen Jina)

Hyung**, dlaczego?
Proszę…
Jin!
Coś ty zrobił?!
Przepraszam…!
Potrzebuję cię.

Głosy rozbrzmiewały w głowie Jina, zwielokrotnione przez dziwne echo. Doskonale znał je wszystkie, lecz dziwiły go ich tony. Płaczliwe, zrozpaczone… Wydawały mu się wręcz nienaturalne. W chwili, kiedy otworzył oczy, wszystko ucichło. Przez kilka sekund leżał nieruchomo, próbując zorientować się, co tak właściwie się stało. Bez skutku. Nie poznawał swojego otoczenia ani nie potrafił sobie przypomnieć nic pomocnego. Miał w głowie pustkę.
            Powoli usiadł i rozejrzał się uważnie, szukając jakichkolwiek wskazówek, które mogłyby mu coś wyjaśnić.
            Był w obcym mu i dość surowo urządzonym pokoju. Znajdowało się w nim jedynie łóżko, na którym właśnie siedział, niewielki stolik oraz prosta, stojąca lampa. Wszechobecna biel tylko nadawała temu pomieszczeniu jeszcze bardziej specyficznego charakteru. Biała była pościel, ściany, klosz lampy, firany w oknie… Nawet jego ubranie było białe.
            Zbity z tropu, spuścił wzrok na swoje dłonie. Dopiero teraz zorientował się, że coś w nich trzyma. Rozchylił zaciśnięte palce i jego oczom ukazały się śnieżnobiałe płatki kwiatów. Chociaż było ich tylko kilka powietrze momentalnie wypełniło się delikatnym, słodkim zapachem.
            Podniósł się z łóżka i uklęknął na chłodnej, drewnianej podłodze. Ostrożnie, tak jakby mogły się zniszczyć, ułożył na niej płatki. Z jakiegoś powodu wydawały mu się niezwykle kruche, potrzebujące ochrony. Nie spuszczając z nich wzroku wrócił na biały materac.
            Nie wiedział, co ze sobą począć. Czuł się jedynie z każdą chwilą coraz bardziej zdezorientowany i otępiały. Z ogarniającej go bezradności zamknął na chwilę oczy i głęboko w płuca wciągnął odurzający zapach kwiatów. Wtem usłyszał jakiś dźwięk. Jadące auto?
            Otworzył oczy, gwałtownie wybudzając się z letargu. Co on tak właściwie robi? Powinien przecież szukać wyjścia z tego miejsca. Czym prędzej więc poderwał się z łóżka i doskoczył do okna. Szarpnął za firany, lecz za szybą ujrzał jedynie całe morze kwiatów. Zamarł z palcami wciąż zaciśniętymi na cienkim materiale. Przez głowę przeszła mu jedna myśl - „Czy to jakiś żart?”. Jednak nagle obraz za oknem zafalował i kwiaty zniknęły. Zamiast nich ukazał się widok na stację benzynową.
            Zamrugał ze zdziwienia, ale nic się nie zmieniło. Doskonale widział neonowy szyld na budynku jarzący się w panującym na zewnątrz zmroku. W świetle jednej z lamp dostrzegł także krzątającą się przy dystrybutorach postać. Kiedy tylko pomyślał o tym, że wygląda ona podejrzanie znajomo, obraz przybliżył się zupełnie, jakby oglądał go na ekranie komputera bądź telewizora. Niemal zachłysnął się, rozpoznawszy twarz tejże postaci.
- Rap Mon? – wyszeptał. Chciał otworzyć okno, aby zawołać przyjaciela i poprosić go o pomoc, ale ono nawet nie drgnęło. Zaklął pod nosem, uderzając w szklaną powierzchnię. – Namjoon!
            Lecz jak głośno by nie krzyczał i tak nic to nie dawało. Sfrustrowany mógł jedynie przyglądać się wydarzeniom rozgrywającym się za oknem.
            Śledził wzrokiem ciemny samochód wjeżdżający na stację oraz Namjoona, który od razu zabrał się do pracy. Jednocześnie zastanawiał się, kiedy jego przyjaciel zaczął dorabiać w taki sposób. Kiedy  w  o g ó l e  zaczął dorabiać.
            Widział, że gdy Namjoon ledwie skończył  przez uchylone okno samochodu wypadły zmięte banknoty, po czym pojazd odjechał z piskiem opon. Zdziwił go brak reakcji ze strony Rap Monstera. Jego przyjaciel jedynie stał nieruchomo wciąż w tym samym miejscu i pustym wzrokiem wpatrywał się w pieniądze leżące u jego stóp.
- Namjoon? – przechylił głowę na bok, nie potrafiąc nic wyczytać z jego twarzy.
            Tymczasem ten na jego oczach wyjął z ust lizaka i zwyczajnie upuścił go na banknoty. W tej samej chwili obraz zniknął i został zastąpiony zupełnie innym. Teraz za oknem widać było jedną z ulic w mieście.
- Co… to miało być? – wymamrotał zdezorientowany. Zaraz jednak jego wzrok skupił się na ukazywanym mu obrazie. Zmrużył oczy, aby lepiej przyjrzeć się chłopakowi, który szedł chodnikiem z opuszczoną głową. Rozpoznał w nim swojego najmłodszego przyjaciela.
- Jungkookie? – zapytał, choć domyślił się, że ten nie usłyszy go tak jak wcześniej Namjoon. – Co się stało?
            Jungkook uniósł na chwilę głowę, by spojrzeć na niebo, a wtedy Jin mógł dostrzec łzy spływające po jego policzkach. Na ten widok poczuł ukłucie w klatce piersiowej. Widział już swojego najmłodszego przyjaciela, gdy płakał i zawsze pobudzało to w nim opiekuńczość. Dlatego teraz czuł się tak okropnie, mając świadomość, że nie może mu w żaden sposób pomóc. Zastanawiało go, co doprowadziło go do takiego stanu. Nim zdążył przyjść mu do głowy jakiś pomysł Jungkook wpatrujący się ponownie w chodnik zderzył się z zakapturzonym mężczyzną. Chciał iść dalej, lecz ten chwycił go za łokieć i poruszył ustami. Jin ku swojej irytacji nie usłyszał jego słów. Cokolwiek powiedział mężczyzna, Jungkook zwyczajnie to zignorował i wyszarpnął rękę z uścisku. Jin nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu, który jednak szybko zniknął z jego ust, gdy mężczyzna skinął na swojego towarzysza. Następnie pchnął Jungkooka na ścianę budynku, przy którym stali, a jego dłoń zacisnęła się na gardle chłopaka.
            Jin spiął się odruchowo, choć mógł tylko patrzeć na rozwój wypadków. Miał ochotę odetchnąć z ulgą, kiedy jego przyjaciel ponownie wyrwał się mężczyźnie. Znał jego siłę i był przekonany, że dałby sobie spokojnie radę co najmniej z jednym z mężczyzn. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy ci urządzili sobie z niego worek treningowy, a on nawet nie starał się bronić.
- Jungkook?! – zawołał mimowolnie. Serce mu się krajało, gdy widział kolejne rany pojawiające się na ciele chłopaka. A on mógł tylko stać i się temu przyglądać. – JK, weź się w garść!
Mężczyźni wreszcie zostawili pobitego Jungkooka, który osunął się wzdłuż ściany.
- Kookie…
            Zupełnie jakby usłyszał jego głos, Jugnkook podniósł głowę. Jin miał wrażenie, że patrzy on wprost na niego, więc ponownie chciał spróbować coś powiedzieć. Lecz obraz zdążył się już zmienić.
            Tym razem przez okno widział łazienkę. A konkretnie, jedynie jej fragment, w którym znajdowała się umywalka oraz wisząca nad nią szafka z lustrem. W lustrze tym odbijała się dobrze mu znana twarz Hoseoka. Widział również niestety okropne cienie pod jego oczami i rezygnację wymalowaną na jego twarzy. Zaczął nawet wątpić, czy to aby na pewno jest on, gdyż swoją przygnębioną miną nie przypominał zazwyczaj wesołej „nadziei***” ich grupy.
            Hoseok rzucił swojemu odbiciu ostatnie spojrzenie, po czym otworzył szafkę i wyjął z niej plastikowy, nieopisany pojemniczek. Wysypał z niego na swoją dłoń całą garść tabletek. Jin otworzył szerzej oczy.
- Co ty wyprawiasz…?
 Lecz jego przyjaciel zdążył już wrzucić tabletki do ust i połknąć je.
- Nie żartuj sobie!
J-Hope bez słowa spuścił głowę. Obraz przybliżył się. Niewiele to dało, gdyż Jin i tak nie mógł dostrzec jego oczu ukrytych pod czarną grzywką. Widział natomiast, jak woda w umywalce poruszyła się, gdy skapnęło na nią kilka kropli. Ich źródłem nie był wcale kran.
            Jin dotknął szyby. Chciał, ale nie mógł zrobić tego samego z ramieniem Hoseoka. Tak, jakby pod jego dotykiem obraz zmarszczył się niczym tafla wody i ponownie ukazał mu ulicę. Chodnikiem tym razem szedł jednak Hoseok. Stawiał powolne, niepewne kroki, wpatrując się nieobecnym wzrokiem gdzieś w przestrzeń. Jin przygryzł dolną wargę.
- Coś ty zrobił?
            Hoseok zachwiał się i wzniósł oczy ku niebu. Kolana ugięły się pod nim i upadł bezwładnie na podłoże.
Krzyk ugrzązł w gardle Jina.
            W następnej chwili został oślepiony przez słońce, więc z bijącym w przyspieszonym tempie sercem zamknął oczy. Kiedy ponownie je otworzył znów patrzył na łazienkę bardzo podobną do tej sprzed chwili. Jego wzrok skupił się na Jiminie siedzącym w wannie. Miał on na sobie przemoczone ubrania, a w jednej dłoni trzymał coś, co wyglądało na fotografię. Jin nie był w stanie dojrzeć, co się na niej znajdowało. Tak właściwie nie miał nawet szansy, by to uczynić, ponieważ w mgnieniu oka zajęła się ogniem. To Jimin podpalił ją za pomocą zapalniczki. Przez chwilę po prostu przypatrywał się, jak ogień lizał papier, wspinając się w kierunku jego palców. Gdy już rzeczywiście do nich dotarł, Jimin upuścił zdjęcie na podłogę. Pochylił się, by odkręcić kran, a następnie skulił się, obejmując ramionami kolana. Oparłszy na nich brodę, wpatrywał się w lejący się strumień wody.
- Ty też? – spytał z niedowierzaniem Jin. – Co wam wszystkim strzeliło do głów? Dlaczego tak się zachowujecie?
Potrząsnął gwałtownie głową.
- Nie. To nie może dziać się naprawdę. Nie wiem, co się dzieje, ale to nie może być rzeczywistość!
            Jego krzyki nic nie dawały. Obraz za oknem nie znikał. Nic poza poziomem wody w wannie się nie zmieniło. Przyłożył dłoń do szyby oddzielającej go od przyjaciela. Miał nadzieję, że może znowu coś się zmieni; że te obrazy w końcu znikną. Nic z tego.
            Wanna wypełniła się już po same brzegi. Jiminem wstrząsnął dreszcz. Ukrył twarz w dłoniach i zaszlochał. Ten dźwięk przeszył bólem klatkę piersiową Jina. Co raz bardziej chciał, żeby to się skończyło. A im bardziej tego pragnął, tym głośniejszy wydawał mu się szloch Jimina. Woda wylewała się z wanny na białe kafelki, ale mimo to porzucona na nich fotografia wciąż się paliła.
            Jimin oddychając ciężko, zacisnął palce na krawędziach wanny. Poruszył wargami i już w następnej chwili zniknął pod powierzchnią mętnej wody.
- Nie!
            Chlupot wody stał się niemal ogłuszający, gdy zaczęła wypełniać całą łazienkę. Sięgała już do poziomu okna, przy którym stał Jin i wciąż pięła się w górę. Jin zrobił krok w tył, a wtedy zniknęła równie niespodziewanie, jak się pojawiła. Odsłoniła w ten sposób zaułek między dwoma, obskurnie wyglądającymi budynkami. Tam, na brudnym podłożu siedział zakapturzony człowiek. Kiedy poderwał głowę, Jin rozpoznał w nim Taehyunga. Wziął głęboki oddech, próbując się uspokoić. Już obawiał się, co za chwilę może się wydarzyć. Każdy ukazywany mu obraz był przecież coraz gorszy.
            Taehyung podniósł się, poprawił kaptur i ruszył przed siebie. Jin patrzył, jak przemierza miasto, zupełnie, jakby oglądał film. I chociaż z każdą chwilą odnosił większe wrażenie, że to wszystko to tylko fikcja, nie potrafił opanować ogarniającego go lęku.
            Tymczasem jego przyjaciel dawał upust swoim emocjom, wyżywając się za pomocą grubego kija na mijanej barierce. Po jakimś czasie odrzucił go ze złością na bok i ruszył dalej.
            Obraz zmienił się po raz kolejny, by ukazać go już wewnątrz mieszkania. Przez uchylone drzwi obserwował mężczyznę i kobietę pogrążonych w kłótni.
- Kto to jest? – zapytał Jin, wiedząc, że nie uzyska odpowiedzi.
            Nagle mężczyzna uderzył kobietę w twarz. Jin zrobił zaskoczoną minę, a Taehyung sięgnął po pustą butelkę stojącą na szafce obok niego. Z determinacją zacisnął na niej palce i wpadł do pomieszczenia. Rzucił się na mężczyznę i uderzył go w twarz butelką. A potem jeszcze raz i jeszcze. Kobieta z przerażeniem zasłoniła usta dłonią. Jin nie mógł uwierzyć w to, co widział. Ale nie miał czasu na analizowanie tego.
            Mężczyzna uderzył plecami w ścianę. Taehyung odsunął się od niego i spojrzał na swoją dłoń. W którymś momencie butelka musiała się rozbić, gdyż nie miała już dna. Wściekły Tae zacisnął usta, ponownie przenosząc wzrok na mężczyznę. W jego oczach Jin widział nienawiść.
- Nie… Nie rób tego, Tae.
            Zdawało się, że kobieta powiedziała do niego to samo, lecz Taehyung nie zwrócił na nią uwagi. Ponownie dopadł do mężczyzny, wbijając ostre krawędzie butelki w jego brzuch. Kobieta i Jin krzyknęli w tym samym czasie. Taehyung tylko mocniej zacisnął wolne ramię wokół mężczyzny. Zadawał mu kolejne ciosy tak długo, aż kobieta zaczęła szarpać go za bluzę. Wtedy oprzytomniał i popatrzył na swoje dzieło. Na białej koszuli mężczyzny pojawiła się ogromna, czerwona plama. Krew plamiła także dłonie Taehyunga, na którego twarzy pojawiło się przerażenie. Resztki butelki wypadły z jego ręki, a on cofnął się od swojej ofiary, kręcąc głową.
            Jin uderzył dłonią w szybę. To było straszne. Taehyung nie mógł zrobić, czegoś takiego. Nie ten, którego znał.
- Tae!
            Taehyung opadł na podłogę i przycisnął zakrwawione dłonie do twarzy. Z jego gardła dobyło się okropne łkanie.
- V! – krzyknął po raz kolejny Jin.
            Ale Tae go nie słyszał, sam zdzierając sobie gardło w rozpaczliwym krzyku.
Obraz rozprysł się na drobne kawałeczki, by ukazać następną scenę. Jin oddychał ciężko i czuł, jak jego serce uderza w przyspieszonym tempie o żebra. Nie chciał już niczego więcej oglądać, lecz wbrew sobie nie mógł odwrócić wzroku.
            Ujrzał motelowy pokój. A przynajmniej na to wskazywał widoczny przez jego okno świecący na czerwono szyld. Na łóżku ustawionym w centralnej części pokoju leżał Suga. Z zamyślonym wyrazem twarzy wodził dłonią po jednej z poduszek, kreśląc na niej znane tylko sobie wzory.
- Yoongi, nie mów, że ty też zrobisz coś głupiego… - poprosił cicho Jin.
            Jakby w odpowiedzi Suga westchnął i przesunął się, siadając na skraju łóżka. W jego dłoni błysnęła srebrna zapalniczka, którą najpierw jedynie obracał w dłoni, a po chwili zaczął nią pstrykać. Mały płomyk pojawiał się i znikał. Pojawiał i znikał. I tak w kółko.
            W pewnym momencie czynność ta najwyraźniej znudziła Yoongiego, który schował przedmiot do kieszeni dżinsów i wyszedł z pokoju. Ku konsternacji Jina obraz nie podążył za nim tak, jak w poprzednich przypadkach. Nie wiedział, ile czasu minęło, gdy tak stał i patrzył na wnętrze pustego pomieszczenia, oczekując na powrót Sugi. Kiedy to w końcu nastąpiło, poczuł narastającą w nim panikę. Jego przyjaciel bowiem wkroczył do pokoju niosąc ze sobą kanister.
- Nie…
            Wstrzymał oddech, widząc, że ten niespiesznie przystępuje do rozlewania zawartości pojemnika po całym pokoju.
- Nie! – powtórzył głośniej, uderzając dłonią w szybę.
            Suga wskoczył na łóżko i odrzucił pusty kanister. W jego palcach ponownie pojawiła się zapalniczka.
- NIE! – wrzasnął Jin, ile sił w płucach. Uderzał wściekle w okno, ale nie przynosiło to żadnego rezultatu.
            Wystarczył jeden ruch, jedno pstryknięcie, by ogień zaczął rozprzestrzeniać się po pomieszczeniu, pochłaniając wszystko na swojej drodze. Yoongi wciąż tkwił nieruchomo pośrodku tego piekła, ze spokojem przyglądając się sięgającym ku niemu płomieniom.
            Krzyk Jina przeszedł w łkanie. Ogień całkowicie przysłonił mu widok przyjaciela. Łzy spływały po jego policzkach. Nie chciał już nic więcej widzieć. Nie chciał, nie chciał, nie chciał. Pragnął jedynie wydostać się z tego okropnego miejsca i wymazać te dziwne wizje ze swojego umysłu.
            Jego pragnienia po raz kolejny nie zostały wysłuchane. Okno już pokazywało kolejne obrazy niczym makabryczny pokaz slajdów. Choć bardzo tego chciał, nie potrafił odwrócić wzroku. Był zmuszony do patrzenia na okropne wizje.
Na Namjoona stojącego samotnie na stacji benzynowej.
Na pobitego Jungkooka oświetlonego przez reflektory rozpędzonego pojazdu.
Na Hoseoka leżącego nieprzytomnie na chodniku.
Na dygoczącego na kafelkach przy wannie Jimina.
Na Taehyunga chowającego twarz w zakrwawionych dłoniach.
Na Sugę pochłanianego przez płomienie.
            Z jego gardła wydobył się okropny wrzask. Zacisnął powieki i zasłonił uszy dłońmi. Cofając się, uderzył nogami w brzeg łóżka. Przytrzymał się go, aby nie upaść. Wtedy zorientował się, że w pokoju zapanowała ciemność rozświetlana jedynie przez słabe, barwne światło. Jego źródłem była jego koszula. Popatrzył na nią w zdumieniu. Na materiale na wysokości jego serca znajdował się mieniący się kolorami tęczy kwiat. W innych okolicznościach pewnie poczułby się zauroczony jego pięknem. Teraz jedynie budził w nim nienawiść.
            Jin szarpnął za materiał, ale to oczywiście nic nie dało. Bezradnie opadł na kolana. Objął się ramionami w pasie, pochylił do przodu i krzyknął. A w krzyk ten włożył wszystkie emocje, jakie właśnie odczuwał.

            Seokjin otworzył gwałtownie oczy i wciągnął ze świstem powietrze. Otaczała go ciemność. Czy dalej znajdował się w tym dziwnym miejscu? Czy zaraz ponownie zostaną mu ukazane przerażające wizje?
            Pozostał nieruchomo, czekając, aż jego wzrok przywyknie do mroku. Dopiero po kilku długich sekundach zorientował się, że czuje ciężar przygniatający lewą stronę jego ciała. Niepewnie zerknął w tę stronę. Zobaczył głowę wspartą na jego ramieniu. Zamrugał.
- Hoseok? – szepnął, szturchając go.
Jego przyjaciel poruszył się nieznacznie, stękając przy tym.
- Tak, hyung? – zapytał wyraźnie zaspanym głosem.
- Och… Nic takiego.
Ciemnowłosy obdarzył go niezadowolonym spojrzeniem i odwrócił od niego głowę.
- Więc pozwól mi spać.
            Jin rozejrzał się wokół. Pozostała piątka również się tutaj znajdowała. Wszyscy spali spokojnie wokół dawno wygasłego ogniska. Odetchnął z tak wielką ulgą, jakby z jego ramion spadł ogromny ciężar. To był tylko sen. Pokręcony, nierealistyczny koszmar. 



*Tytuł piosenki zespołu BTS:




**”Starszy brat” – koreański zwrot, którego używają chłopcy w odniesieniu do starszych od nich chłopaków lub braci.
***Nawiązanie do pseudonimu scenicznego Hoseoka – J-Hope (ang. hope ‘nadzieja’). Jest on też tak czasami żartobliwie nazywany.