Stojący za nim Jimin pchnął wózek i podprowadził go do dyrektora, trzymającego w dłoniach dyplom ukończenia szkoły. Przed rozpoczęciem ceremonii Jungkook upierał się, że da sobie sam radę, ale jego przyjaciel okazał się nieustępliwy. Jungkook musiałby chyba być ślepy, by nie dostrzec, że od czasu wypadku stał się on wobec niego jeszcze bardziej opiekuńczy. Podobnie zresztą jak pozostała piątka. Momentami trochę go to irytowało, ale musiał przyznać, że rozumiał ich postępowanie. Każdy z tej siódemki w końcu na swój własny sposób próbował odbudować rozbite szczęście.
Późnym popołudniem następnego dnia całą szóstką wybrali się do szpitala. Choć Jungkook pozostawał nieprzytomny i nie mogli nawet wejść do jego pokoju, chcieli spędzić trochę czasu bliżej niego. Poza tym, choć żaden z nich nie przyznał tego na głos, po cichu liczyli na to, że może akurat wtedy się obudzi.
Jungkook był otoczony przez ciemność. Niczym nierozproszony mrok oblepiał go całego, odbierając mu wszystkie zmysły. Wlewał się do jego umysłu i napełniał jego ciało. Przez długi czas nie istniało nic poza nim.
I wtedy rozległ się ogłuszający trzask tłuczonego szkła. Nim dźwięk ten przestał na dobre rozbrzmiewać, oczy Jungkooka zostały zaatakowane oślepiającym światłem.
Chłopak cierpiał, ale nie znał sposobu na uwolnienie się. Nie zamierzał bynajmniej dać za wygraną. Walczył, miotał się i rzucał.
[160930, Jimin]
Wszystko to, co wydarzyło się w czasie pomiędzy rozmową telefoniczną z Yoongim a przybyciem do szpitala, Jimin pamiętał jak przez mgłę. Od rapera nie dowiedzieli się wiele. Podał im tylko adres szpitala, do którego zabrano Jungkooka, a potem się rozłączył. Początkowy niepokój wywołany ucieczką najmłodszego przyjaciela przerodził się w potworny strach. Jimin nie wiedział, czego się spodziewać. Chciał wierzyć, że za słowem „wypadek", jakie padło z ust Yoongiego, kryło się coś niegroźnego, na przykład lekkie stłuczenie albo jakaś drobna kontuzja. Jednakże stan, w jakim musiał się znajdować podczas tej krótkiej rozmowy nie pozwolił mu żywić zbyt wielkiej nadziei. Po jego głowie krążyły więc same czarne myśli.
Kiedy drzwi dormu ponownie się otworzyły, Jimin wciąż siedział na krześle w kuchni, ze wzrokiem wbitym w miejsce, gdzie jeszcze niedawno leżały szklane odłamki. Usłyszawszy nawoływanie Taehyunga, uniósł głowę z kolan przyciągniętych do klatki piersiowej.
– W kuchni! – zawołał w odpowiedzi.
Po chwili więc reszta zespołu wpadła do pomieszczenia, od razu ożywiając panującą w nim atmosferę. Seokjin i Hoseok głośno o czymś dyskutując zaczęli szperać w kuchennych szafkach, zapewne w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Namjoon opadł na krzesło po przeciwnej stronie stołu, a Taehyung stanął za Jiminem, kładąc dłonie na oparciu jego krzesła.
Wszystko zaczęło się w pierwszym tygodniu po powrocie Jungkooka do liceum. Jako że uczęszczał do placówki przystosowanej do edukowania idoli oraz tych, którzy mieli się nimi niebawem stać, nie musiał za bardzo przejmować się frekwencją. Wystarczyło, że pojawił się na zajęciach raz na jakiś czas, głównie w celu napisania obowiązkowych testów. Teraz jednak, przed zbliżającymi się egzaminami końcowymi wolał mimo wszystko częściej odwiedzać szkołę, aby móc się do nich lepiej przygotować. W końcu zależało mu na jak najlepszych wynikach. Pocieszał się myślą, że były to jego ostatnie dni w roli ucznia. Po zakończeniu roku szkolnego będzie mógł całkowicie skupić się na zespole. Studiami nie zamierzał bowiem jeszcze zawracać sobie głowy.
Tego dnia miał się jednak na własnej skórze przekonać, co to znaczy znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Najgorsze było to, że jak to w życiu bywa, do ostatniej chwili nic nie zapowiadało nadciągających kłopotów.
Piętnaście minut przed siedemnastą Jimin przekroczył próg pustego dormu.
Dziesięć minut przed siedemnastą zdążył już rozsiąść się przy biurku z kubkiem gorącej herbaty.
Siedem minut przed siedemnastą sprawdzał pocztę elektroniczną.
Dwie minuty po siedemnastej wylogował się z pobieżnie przejrzanego Twittera.
Dziewiętnaście minut po siedemnastej odłożył telefon na blat biurka po odbyciu krótkiej rozmowy na czacie z grupą najbliższych przyjaciół.
O siedemnastej czterdzieści dziewięć przeniósł się na łóżko z książką w ręku.
O osiemnastej dwadzieścia jeden w pokoju panowała już kompletna ciemność. Blask z ulicznej latarni wlewał się do pomieszczenia przez szczelinę w zaciągniętych zasłonach i przez chwilę Jimin wpatrywał się w plamę pomarańczu, jaką tworzył pośrodku pokoju.
[150412, Jungkook] Kiedy okazało się, że najbliższa sesja zdjęciowa BTS ma się odbyć na plaży, w dormie zespołu zapanowało nagłe ożywienie. Ekscytacja członków zenitu sięgnęła w czasie podróży na miejsce. Perspektywa spędzenia kilku godzin w otoczeniu piasku, wody i skrzeku mew została przez nich wyjątkowo ciepło powitana. Ledwie kierowcy zatrzymali pojazdy na parkingu, a siedmiu młodych mężczyzn wypadło z nich jakby się paliło. Ścigając się ze sobą, pomknęli na plażę, gdzie jak na komendę zatrzymali się i przez chwilę po prostu podziwiali rozciągający się przed nimi widok. Po nasyceniu swoich zmysłów widokiem, zapachem i dźwiękiem morza, rozeszli się, by po swojemu spędzić czas, jaki pozostał im przed przemianą w profesjonalistów.
– Na pewno ci się nie przewidziało? – podążył za nim o wiele łagodniejszy, przepełniony naiwną nadzieją głos Seokjina. – Nie mogło to być coś innego?
– Niby co? – warknął Yoongi. – Z czym można pomylić siniaki?
– Z farbą? – zapytał najstarszy, chociaż chyba nawet on sam nie wierzył we własne słowa. Wzruszył bezradnie ramionami. – Nie wiem. Po prostu nie chce mi się w to wierzyć.
– A nie uważasz, że to całkiem logiczne?
– Logiczne? To miałoby być logiczne?!
– Yoongi-hyung ma rację – odezwał się niespodziewanie Namjoon.
[121120, Jungkook] Jungkook właśnie starał się niezauważenie przemknąć z kuchni do łazienki z paczką ulubionych ciastek w ręce, kiedy usłyszał radosny okrzyk dobiegający z mijanego pokoju.
– Jungkook-ah!
Zastygł w bezruchu, przyciskając trzymaną paczkę do piersi. Odwrócił się powoli i spojrzał na szóstkę chłopaków siedzących przy stole. Wzrok każdego z nich spoczywał na nim, co sprawiało, że jego żołądek skręcał się z nerwów. Najstarszy z nich zamachał w powietrzu pałeczkami wyciągniętymi z miski z parującym makaronem i uśmiechnął się szeroko.
[160930, Jimin] Mijały dni. Podczas niektórych Jungkook zachowywał się w jak najbardziej typowy dla siebie sposób, śmiejąc się przy tym tak beztrosko, że Jimin niemal zapominał o rozmowie, jaką odbyli podczas nocnego seansu. Później jednak nadchodziły takie dni, w które Jungkook znów stawał się cichy, a przy każdej okazji zamykał się w swoim pokoju i wychodził z niego jedynie w sytuacjach najwyższej konieczności. Oczywiście, można by to było wyjaśnić chęcią uczenia się w spokoju, ale… nawet dla samego Jimina ta wymówka nie brzmiała przekonująco.
Dochodziła druga w nocy, kiedy Jimin wreszcie postanowił pójść spać. Wracając z przyjemnej, gorącej kąpieli, która wpłynęła kojąco na jego obolałe mięśnie, zaglądał po kolei do każdego z mijanych pomieszczeń, sprawdzając, czy wszyscy członkowie zespołu już spali. Tym, którzy dopiero się do tego przygotowywali, życzył dobrej nocy. W ostatnim pokoju na jego liście wciąż paliło się światło, przez szparę w drzwiach wypływające złotym strumieniem na podłogę korytarza.
Jimin uśmiechnął się, widząc pogrążoną we śnie postać. Ostrożnie stawiając stopy na pokrytej panelami podłodze, by nie wywołać żadnego hałasu, podszedł do łóżka umieszczonego niemal pod samym sufitem. Jungkook leżał na nim na wznak, z telefonem spoczywającym ekranem do dołu na jego klatce piersiowej. Jimin stłumił śmiech na ten widok, po czym wspiął się po drabince dostawionej do łóżka i zabrał urządzenie. Następnie okrył Jungkooka kocem złożonym u nóg łóżka i odłożywszy komórkę na biurko, wycofał się z pokoju. Na odchodnym szepnął jeszcze:
Pierwsze rysy na kruchej powierzchni szczęścia pojawiły się zaledwie kilka dni później. Zaczęło się dość niewinnie – Jungkook momentami wydawał się jakiś cichszy, może nie do końca obecny duchem. Jimin zerkał na niego dyskretnie co jakiś czas, ale nie zauważył żadnych innych niepokojących objawów. Maknae* śmiał się z żartów innych członków zespołu i wygłupiał wraz z nimi w trakcie przerw w nauce nowej choreografii. Jimin był więc niemal skłonny przypisać te chwilowe anomalie zwykłemu zmęczeniu. Niemal.
Jungkook mierzył krytycznym spojrzeniem swoje odbicie w lustrze. Kciukiem i palcem wskazującym złapał pasmo krótkich włosów. Potarł je, pociągnął i z niezadowoleniem wydął wargi. Według niego ciemnoczerwona barwa kosmyków nie współgrała dobrze z intensywnie żółtym mundurkiem.
Nagle czyjaś ręka objęła jego ramiona, a w lustrze pojawiła się uśmiechnięta twarz Jimina.
– Jak tam? Gotowy do drogi?
Jungkook odetchnął głęboko, starając się zapanować nad nerwami.
– Chyba tak.
– To chodź, wszyscy już czekają. – Jimin zmierzwił kolorowe kosmyki na jego głowie. – Pewnie wszystkie dziewczyny będą się za tobą oglądały, przystojniaku.
Jungkook skrzywił się, czując jak na samą myśl o czymś takim ścisnął mu się żołądek.
– Spokojnie, obronimy cię – zapewnił Jimin, szczerząc zęby w uśmiechu. Mina mu jednak zrzedła, kiedy łokieć Jungkooka wbił się w jego żebra.
Trzy z czterech cyfr na ekranie odblokowanego smartfona ustąpiły miejsca nowym. Jedynka, siódemka i dwa zera. Upewniwszy się o wybiciu tej godziny, Jimin powrócił wzrokiem do trzymanej na kolanach książki. Był tylko jeden, mały szkopuł. A mianowicie, znowu czytał ten sam akapit. Już czwarty raz z rzędu. Choć jego spojrzenie przesuwało się po zapisanych stronach, to jego uwaga skupiała się na czymś zupełnie innym.
Chwilę wcześniej usłyszał parkujący pod budynkiem samochód i teraz nasłuchiwał odgłosu powoli zbliżających się kroków. Mógł zgadywać, do kogo one należały, ale podświadomie już to wiedział. Z wyczekiwaniem spojrzał w kierunku drzwi.
W skali od jeden do dziesięciu, w tamtej
chwili Jungkook oceniłby swoje szczęście na jedenaście. Siedząc pomiędzy
Namjoonem a Jiminem przy stole zastawionym jedzeniem, czuł się jakby osiągnął
pełnię szczęścia. Nawet jeśli Namjoon po raz n-ty starał się mu wyjaśnić zasady
stosowania pewnego angielskiego czasu (choć Jungkook już zdążył zapomnieć, jak
się ów czas nazywał), podczas gdy Jimin wyciągał przed nich rękę z telefonem,
zmuszając go tym samym do kolejnego uśmiechu (od czego bolały go już policzki).
Nawet jeśli Seokjin, zanosząc się śmiechem, próbował opowiedzieć jeszcze jeden
ze swoich żartów, doprowadzając tym samym Hoseoka do granic wytrzymałości.
Nawet jeśli Hoseok w ataku śmiechu wpadł na Yoongiego, niemal wytrącając mu z
ręki pałeczki, którymi ten starał się obrócić smażące się na stole mięso. I
nawet jeśli w skutek tego Yoongi przypadkiem trącił Taehyunga, niszcząc jego
próbę artystycznego sfotografowania zawartości talerza. Nic z tego nie burzyło
jego szczęścia. Nie tego dnia.
Nadeszła ta chwila! Po roku przerwy wracam z zupełnie nowym fanfiction, nad którym pracowałam przez ten czas. Było to takie moje małe wyzwanie; cel, jaki sobie wyznaczyłam. Został on osiągnięty, teraz pozostaje mi więc przekonać się, z jakim skutkiem. Liczę na wasze szczere opinie~.
W tym poście poznacie wszystkie najważniejsze informacje, więc czytajcie uważnie!
2. Pierwsza część WDTA zostanie opublikowana 181209 i od tego momentu planuję dodawać rozdziały regularnie, co niedzielę.
3. W fanfiction znajduje się wiele odwołań do rzeczywistości (przykładem niech tu będzie samo istnienie BTS). Pamiętajcie jednak, że opisane zdarzenia to w większości fikcja literacka.
Jakby ktoś się zastanawiał, czy ja jeszcze aby w ogóle żyję - odpowiedź brzmi twierdząco. I wiecie co? Właśnie skończyłam pisać opowiadanie! Jest to już wspomniany kiedyś przeze mnie "dość nietypowy one-shot". Dlaczego tak go określiłam? Ponieważ jest to nieco przerobiona historia z pewnego teledysku mojego ulubionego zespołu. Pomysł na to opowiadanie zrodził się jeszcze w czasie wakacji, ale dopiero teraz udało mi się go wreszcie wcielić w życie. Wiem, może jest on mało oryginalny, ale... No, po prostu miałam taki pomysł i chciałam zobaczyć, co z tego wyjdzie. Wszystkich was zachęcam do przeczytania go. Nawet jeśli nie znacie tego zespołu ani nie słuchacie takiej muzyki, to mam do was prośbę - przeczytajcie to, co napisałam i podzielcie się ze mną swoimi opiniami. Będę wdzięczna. A jeśli kogoś interesuje jak wygląda ta historia w oryginale, to pod postem znajdziecie ten teledysk. No dobrze, kończę już swoje wywody. Zapraszam do czytania i czekam na wasze reakcje (bo mam nadzieję, że jakieś będą)! ^^ P.S. A propos urodzin Reijiego i Shu, które już minęły... Waham się, czy dalej robić te urodzinowe posty. Możecie mi jakoś doradzić? Chcecie, żebym kontynuowała ten zwyczaj czy też mam go porzucić albo zamienić na coś innego?
P.P.S. Dla tych, którzy nie mieli styczności z językiem koreańskim zamieszczam tutaj wymowę imion i pseudonimów pojawiających się w one-shocie: Jin (Seokjin) - Dżin ( Sokdżin) Rap Monster (Namjoon) - Rap Monster ( Namdżun) Jungkook - Dżongguk J-Hope (Hoseok) - Dżejhołp (Hosok) Jimin - Dżimin V (Taehyung) - Wi (Tehjon) Suga (Yoongi) - Siuga (Jungi)
I NEED U* (Sen Jina)
Hyung**,
dlaczego?
Proszę…
Jin!
Coś ty zrobił?!
Przepraszam…!
Potrzebuję cię.
Głosy rozbrzmiewały w głowie
Jina, zwielokrotnione przez dziwne echo. Doskonale znał je wszystkie, lecz
dziwiły go ich tony. Płaczliwe, zrozpaczone… Wydawały mu się wręcz nienaturalne.
W chwili, kiedy otworzył oczy, wszystko ucichło. Przez kilka sekund leżał
nieruchomo, próbując zorientować się, co tak właściwie się stało. Bez skutku.
Nie poznawał swojego otoczenia ani nie potrafił sobie przypomnieć nic pomocnego.
Miał w głowie pustkę.
Powoli
usiadł i rozejrzał się uważnie, szukając jakichkolwiek wskazówek, które mogłyby
mu coś wyjaśnić.
Był
w obcym mu i dość surowo urządzonym pokoju. Znajdowało się w nim jedynie łóżko,
na którym właśnie siedział, niewielki stolik oraz prosta, stojąca lampa.
Wszechobecna biel tylko nadawała temu pomieszczeniu jeszcze bardziej
specyficznego charakteru. Biała była pościel, ściany, klosz lampy, firany w
oknie… Nawet jego ubranie było białe.
Zbity
z tropu, spuścił wzrok na swoje dłonie. Dopiero teraz zorientował się, że coś w
nich trzyma. Rozchylił zaciśnięte palce i jego oczom ukazały się śnieżnobiałe
płatki kwiatów. Chociaż było ich tylko kilka powietrze momentalnie wypełniło
się delikatnym, słodkim zapachem.
Podniósł
się z łóżka i uklęknął na chłodnej, drewnianej podłodze. Ostrożnie, tak jakby
mogły się zniszczyć, ułożył na niej płatki. Z jakiegoś powodu wydawały mu się
niezwykle kruche, potrzebujące ochrony. Nie spuszczając z nich wzroku wrócił na
biały materac.
Nie
wiedział, co ze sobą począć. Czuł się jedynie z każdą chwilą coraz bardziej
zdezorientowany i otępiały. Z ogarniającej go bezradności zamknął na chwilę
oczy i głęboko w płuca wciągnął odurzający zapach kwiatów. Wtem usłyszał jakiś
dźwięk. Jadące auto?
Otworzył
oczy, gwałtownie wybudzając się z letargu. Co on tak właściwie robi? Powinien
przecież szukać wyjścia z tego miejsca. Czym prędzej więc poderwał się z łóżka
i doskoczył do okna. Szarpnął za firany, lecz za szybą ujrzał jedynie całe
morze kwiatów. Zamarł z palcami wciąż zaciśniętymi na cienkim materiale. Przez
głowę przeszła mu jedna myśl - „Czy to jakiś żart?”. Jednak nagle obraz za
oknem zafalował i kwiaty zniknęły. Zamiast nich ukazał się widok na stację
benzynową.
Zamrugał
ze zdziwienia, ale nic się nie zmieniło. Doskonale widział neonowy szyld na
budynku jarzący się w panującym na zewnątrz zmroku. W świetle jednej z lamp
dostrzegł także krzątającą się przy dystrybutorach postać. Kiedy tylko pomyślał
o tym, że wygląda ona podejrzanie znajomo, obraz przybliżył się zupełnie, jakby
oglądał go na ekranie komputera bądź telewizora. Niemal zachłysnął się,
rozpoznawszy twarz tejże postaci.
- Rap Mon? – wyszeptał. Chciał otworzyć okno, aby zawołać przyjaciela i
poprosić go o pomoc, ale ono nawet nie drgnęło. Zaklął pod nosem, uderzając w
szklaną powierzchnię. – Namjoon!
Lecz
jak głośno by nie krzyczał i tak nic to nie dawało. Sfrustrowany mógł jedynie
przyglądać się wydarzeniom rozgrywającym się za oknem.
Śledził
wzrokiem ciemny samochód wjeżdżający na stację oraz Namjoona, który od razu
zabrał się do pracy. Jednocześnie zastanawiał się, kiedy jego przyjaciel zaczął
dorabiać w taki sposób. Kiedy w o g ó l e
zaczął dorabiać.
Widział,
że gdy Namjoon ledwie skończył przez
uchylone okno samochodu wypadły zmięte banknoty, po czym pojazd odjechał z
piskiem opon. Zdziwił go brak reakcji ze strony Rap Monstera. Jego przyjaciel
jedynie stał nieruchomo wciąż w tym samym miejscu i pustym wzrokiem wpatrywał
się w pieniądze leżące u jego stóp.
- Namjoon? – przechylił głowę na bok, nie potrafiąc nic wyczytać z jego twarzy.
Tymczasem
ten na jego oczach wyjął z ust lizaka i zwyczajnie upuścił go na banknoty. W
tej samej chwili obraz zniknął i został zastąpiony zupełnie innym. Teraz za
oknem widać było jedną z ulic w mieście.
- Co… to miało być? – wymamrotał zdezorientowany. Zaraz jednak jego wzrok
skupił się na ukazywanym mu obrazie. Zmrużył oczy, aby lepiej przyjrzeć się
chłopakowi, który szedł chodnikiem z opuszczoną głową. Rozpoznał w nim swojego
najmłodszego przyjaciela.
- Jungkookie? – zapytał, choć domyślił się, że ten nie usłyszy go tak jak
wcześniej Namjoon. – Co się stało?
Jungkook
uniósł na chwilę głowę, by spojrzeć na niebo, a wtedy Jin mógł dostrzec łzy
spływające po jego policzkach. Na ten widok poczuł ukłucie w klatce piersiowej.
Widział już swojego najmłodszego przyjaciela, gdy płakał i zawsze pobudzało to
w nim opiekuńczość. Dlatego teraz czuł się tak okropnie, mając świadomość, że
nie może mu w żaden sposób pomóc. Zastanawiało go, co doprowadziło go do takiego
stanu. Nim zdążył przyjść mu do głowy jakiś pomysł Jungkook wpatrujący się
ponownie w chodnik zderzył się z zakapturzonym mężczyzną. Chciał iść dalej,
lecz ten chwycił go za łokieć i poruszył ustami. Jin ku swojej irytacji nie
usłyszał jego słów. Cokolwiek powiedział mężczyzna, Jungkook zwyczajnie to
zignorował i wyszarpnął rękę z uścisku. Jin nie mógł powstrzymać lekkiego
uśmiechu, który jednak szybko zniknął z jego ust, gdy mężczyzna skinął na swojego
towarzysza. Następnie pchnął Jungkooka na ścianę budynku, przy którym stali, a
jego dłoń zacisnęła się na gardle chłopaka.
Jin
spiął się odruchowo, choć mógł tylko patrzeć na rozwój wypadków. Miał ochotę
odetchnąć z ulgą, kiedy jego przyjaciel ponownie wyrwał się mężczyźnie. Znał
jego siłę i był przekonany, że dałby sobie spokojnie radę co najmniej z jednym
z mężczyzn. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy ci urządzili sobie z niego
worek treningowy, a on nawet nie starał się bronić.
- Jungkook?! – zawołał mimowolnie. Serce mu się krajało, gdy widział kolejne
rany pojawiające się na ciele chłopaka. A on mógł tylko stać i się temu
przyglądać. – JK, weź się w garść!
Mężczyźni wreszcie zostawili pobitego Jungkooka, który osunął się wzdłuż
ściany.
- Kookie…
Zupełnie
jakby usłyszał jego głos, Jugnkook podniósł głowę. Jin miał wrażenie, że patrzy
on wprost na niego, więc ponownie chciał spróbować coś powiedzieć. Lecz obraz
zdążył się już zmienić.
Tym
razem przez okno widział łazienkę. A konkretnie, jedynie jej fragment, w którym
znajdowała się umywalka oraz wisząca nad nią szafka z lustrem. W lustrze tym
odbijała się dobrze mu znana twarz Hoseoka. Widział również niestety okropne
cienie pod jego oczami i rezygnację wymalowaną na jego twarzy. Zaczął nawet
wątpić, czy to aby na pewno jest on, gdyż swoją przygnębioną miną nie
przypominał zazwyczaj wesołej „nadziei***” ich grupy.
Hoseok
rzucił swojemu odbiciu ostatnie spojrzenie, po czym otworzył szafkę i wyjął z
niej plastikowy, nieopisany pojemniczek. Wysypał z niego na swoją dłoń całą
garść tabletek. Jin otworzył szerzej oczy.
- Co ty wyprawiasz…?
Lecz jego przyjaciel zdążył już wrzucić
tabletki do ust i połknąć je.
- Nie żartuj sobie!
J-Hope bez słowa spuścił głowę. Obraz przybliżył się. Niewiele to dało, gdyż
Jin i tak nie mógł dostrzec jego oczu ukrytych pod czarną grzywką. Widział
natomiast, jak woda w umywalce poruszyła się, gdy skapnęło na nią kilka kropli.
Ich źródłem nie był wcale kran.
Jin
dotknął szyby. Chciał, ale nie mógł zrobić tego samego z ramieniem Hoseoka.
Tak, jakby pod jego dotykiem obraz zmarszczył się niczym tafla wody i ponownie
ukazał mu ulicę. Chodnikiem tym razem szedł jednak Hoseok. Stawiał powolne,
niepewne kroki, wpatrując się nieobecnym wzrokiem gdzieś w przestrzeń. Jin
przygryzł dolną wargę.
- Coś ty zrobił?
Hoseok
zachwiał się i wzniósł oczy ku niebu. Kolana ugięły się pod nim i upadł
bezwładnie na podłoże.
Krzyk ugrzązł w gardle Jina.
W
następnej chwili został oślepiony przez słońce, więc z bijącym w przyspieszonym
tempie sercem zamknął oczy. Kiedy ponownie je otworzył znów patrzył na łazienkę
bardzo podobną do tej sprzed chwili. Jego wzrok skupił się na Jiminie siedzącym
w wannie. Miał on na sobie przemoczone ubrania, a w jednej dłoni trzymał coś,
co wyglądało na fotografię. Jin nie był w stanie dojrzeć, co się na niej
znajdowało. Tak właściwie nie miał nawet szansy, by to uczynić, ponieważ w mgnieniu
oka zajęła się ogniem. To Jimin podpalił ją za pomocą zapalniczki. Przez chwilę
po prostu przypatrywał się, jak ogień lizał papier, wspinając się w kierunku
jego palców. Gdy już rzeczywiście do nich dotarł, Jimin upuścił zdjęcie na
podłogę. Pochylił się, by odkręcić kran, a następnie skulił się, obejmując
ramionami kolana. Oparłszy na nich brodę, wpatrywał się w lejący się strumień
wody.
- Ty też? – spytał z niedowierzaniem Jin. – Co wam wszystkim strzeliło do głów?
Dlaczego tak się zachowujecie?
Potrząsnął gwałtownie głową.
- Nie. To nie może dziać się naprawdę. Nie wiem, co się dzieje, ale to nie może
być rzeczywistość!
Jego
krzyki nic nie dawały. Obraz za oknem nie znikał. Nic poza poziomem wody w
wannie się nie zmieniło. Przyłożył dłoń do szyby oddzielającej go od
przyjaciela. Miał nadzieję, że może znowu coś się zmieni; że te obrazy w końcu
znikną. Nic z tego.
Wanna
wypełniła się już po same brzegi. Jiminem wstrząsnął dreszcz. Ukrył twarz w
dłoniach i zaszlochał. Ten dźwięk przeszył bólem klatkę piersiową Jina. Co raz
bardziej chciał, żeby to się skończyło. A im bardziej tego pragnął, tym
głośniejszy wydawał mu się szloch Jimina. Woda wylewała się z wanny na białe
kafelki, ale mimo to porzucona na nich fotografia wciąż się paliła.
Jimin
oddychając ciężko, zacisnął palce na krawędziach wanny. Poruszył wargami i już
w następnej chwili zniknął pod powierzchnią mętnej wody.
- Nie!
Chlupot
wody stał się niemal ogłuszający, gdy zaczęła wypełniać całą łazienkę. Sięgała
już do poziomu okna, przy którym stał Jin i wciąż pięła się w górę. Jin zrobił
krok w tył, a wtedy zniknęła równie niespodziewanie, jak się pojawiła.
Odsłoniła w ten sposób zaułek między dwoma, obskurnie wyglądającymi budynkami. Tam,
na brudnym podłożu siedział zakapturzony człowiek. Kiedy poderwał głowę, Jin
rozpoznał w nim Taehyunga. Wziął głęboki oddech, próbując się uspokoić. Już
obawiał się, co za chwilę może się wydarzyć. Każdy ukazywany mu obraz był
przecież coraz gorszy.
Taehyung
podniósł się, poprawił kaptur i ruszył przed siebie. Jin patrzył, jak
przemierza miasto, zupełnie, jakby oglądał film. I chociaż z każdą chwilą
odnosił większe wrażenie, że to wszystko to tylko fikcja, nie potrafił opanować
ogarniającego go lęku.
Tymczasem
jego przyjaciel dawał upust swoim emocjom, wyżywając się za pomocą grubego kija
na mijanej barierce. Po jakimś czasie odrzucił go ze złością na bok i ruszył
dalej.
Obraz
zmienił się po raz kolejny, by ukazać go już wewnątrz mieszkania. Przez
uchylone drzwi obserwował mężczyznę i kobietę pogrążonych w kłótni.
- Kto to jest? – zapytał Jin, wiedząc, że nie uzyska odpowiedzi.
Nagle
mężczyzna uderzył kobietę w twarz. Jin zrobił zaskoczoną minę, a Taehyung
sięgnął po pustą butelkę stojącą na szafce obok niego. Z determinacją zacisnął
na niej palce i wpadł do pomieszczenia. Rzucił się na mężczyznę i uderzył go w
twarz butelką. A potem jeszcze raz i jeszcze. Kobieta z przerażeniem zasłoniła
usta dłonią. Jin nie mógł uwierzyć w to, co widział. Ale nie miał czasu na
analizowanie tego.
Mężczyzna
uderzył plecami w ścianę. Taehyung odsunął się od niego i spojrzał na swoją
dłoń. W którymś momencie butelka musiała się rozbić, gdyż nie miała już dna. Wściekły
Tae zacisnął usta, ponownie przenosząc wzrok na mężczyznę. W jego oczach Jin
widział nienawiść.
- Nie… Nie rób tego, Tae.
Zdawało
się, że kobieta powiedziała do niego to samo, lecz Taehyung nie zwrócił na nią
uwagi. Ponownie dopadł do mężczyzny, wbijając ostre krawędzie butelki w jego
brzuch. Kobieta i Jin krzyknęli w tym samym czasie. Taehyung tylko mocniej
zacisnął wolne ramię wokół mężczyzny. Zadawał mu kolejne ciosy tak długo, aż
kobieta zaczęła szarpać go za bluzę. Wtedy oprzytomniał i popatrzył na swoje
dzieło. Na białej koszuli mężczyzny pojawiła się ogromna, czerwona plama. Krew
plamiła także dłonie Taehyunga, na którego twarzy pojawiło się przerażenie.
Resztki butelki wypadły z jego ręki, a on cofnął się od swojej ofiary, kręcąc głową.
Jin
uderzył dłonią w szybę. To było straszne. Taehyung nie mógł zrobić, czegoś
takiego. Nie ten, którego znał.
- Tae!
Taehyung
opadł na podłogę i przycisnął zakrwawione dłonie do twarzy. Z jego gardła
dobyło się okropne łkanie.
- V! – krzyknął po raz kolejny Jin.
Ale
Tae go nie słyszał, sam zdzierając sobie gardło w rozpaczliwym krzyku.
Obraz rozprysł się na drobne kawałeczki, by ukazać następną scenę. Jin oddychał
ciężko i czuł, jak jego serce uderza w przyspieszonym tempie o żebra. Nie chciał
już niczego więcej oglądać, lecz wbrew sobie nie mógł odwrócić wzroku.
Ujrzał
motelowy pokój. A przynajmniej na to wskazywał widoczny przez jego okno
świecący na czerwono szyld. Na łóżku ustawionym w centralnej części pokoju
leżał Suga. Z zamyślonym wyrazem twarzy wodził dłonią po jednej z poduszek,
kreśląc na niej znane tylko sobie wzory.
- Yoongi, nie mów, że ty też zrobisz coś głupiego… - poprosił cicho Jin.
Jakby
w odpowiedzi Suga westchnął i przesunął się, siadając na skraju łóżka. W jego
dłoni błysnęła srebrna zapalniczka, którą najpierw jedynie obracał w dłoni, a
po chwili zaczął nią pstrykać. Mały płomyk pojawiał się i znikał. Pojawiał i
znikał. I tak w kółko.
W
pewnym momencie czynność ta najwyraźniej znudziła Yoongiego, który schował
przedmiot do kieszeni dżinsów i wyszedł z pokoju. Ku konsternacji Jina obraz
nie podążył za nim tak, jak w poprzednich przypadkach. Nie wiedział, ile czasu
minęło, gdy tak stał i patrzył na wnętrze pustego pomieszczenia, oczekując na
powrót Sugi. Kiedy to w końcu nastąpiło, poczuł narastającą w nim panikę. Jego
przyjaciel bowiem wkroczył do pokoju niosąc ze sobą kanister.
- Nie…
Wstrzymał
oddech, widząc, że ten niespiesznie przystępuje do rozlewania zawartości
pojemnika po całym pokoju.
- Nie! – powtórzył głośniej, uderzając dłonią w szybę.
Suga
wskoczył na łóżko i odrzucił pusty kanister. W jego palcach ponownie pojawiła
się zapalniczka.
- NIE! – wrzasnął Jin, ile sił w płucach. Uderzał wściekle w okno, ale nie
przynosiło to żadnego rezultatu.
Wystarczył
jeden ruch, jedno pstryknięcie, by ogień zaczął rozprzestrzeniać się po
pomieszczeniu, pochłaniając wszystko na swojej drodze. Yoongi wciąż tkwił
nieruchomo pośrodku tego piekła, ze spokojem przyglądając się sięgającym ku
niemu płomieniom.
Krzyk
Jina przeszedł w łkanie. Ogień całkowicie przysłonił mu widok przyjaciela. Łzy
spływały po jego policzkach. Nie chciał już nic więcej widzieć. Nie chciał, nie
chciał, nie chciał. Pragnął jedynie wydostać się z tego okropnego miejsca i
wymazać te dziwne wizje ze swojego umysłu.
Jego
pragnienia po raz kolejny nie zostały wysłuchane. Okno już pokazywało kolejne
obrazy niczym makabryczny pokaz slajdów. Choć bardzo tego chciał, nie potrafił
odwrócić wzroku. Był zmuszony do patrzenia na okropne wizje.
Na Namjoona stojącego samotnie na stacji benzynowej.
Na pobitego Jungkooka oświetlonego przez reflektory rozpędzonego pojazdu.
Na Hoseoka leżącego nieprzytomnie na chodniku.
Na dygoczącego na kafelkach przy wannie Jimina.
Na Taehyunga chowającego twarz w zakrwawionych dłoniach.
Na Sugę pochłanianego przez płomienie.
Z
jego gardła wydobył się okropny wrzask. Zacisnął powieki i zasłonił uszy
dłońmi. Cofając się, uderzył nogami w brzeg łóżka. Przytrzymał się go, aby nie
upaść. Wtedy zorientował się, że w pokoju zapanowała ciemność rozświetlana
jedynie przez słabe, barwne światło. Jego źródłem była jego koszula. Popatrzył
na nią w zdumieniu. Na materiale na wysokości jego serca znajdował się mieniący
się kolorami tęczy kwiat. W innych okolicznościach pewnie poczułby się
zauroczony jego pięknem. Teraz jedynie budził w nim nienawiść.
Jin
szarpnął za materiał, ale to oczywiście nic nie dało. Bezradnie opadł na
kolana. Objął się ramionami w pasie, pochylił do przodu i krzyknął. A w krzyk
ten włożył wszystkie emocje, jakie właśnie odczuwał.
Seokjin otworzył gwałtownie oczy i
wciągnął ze świstem powietrze. Otaczała go ciemność. Czy dalej znajdował się w
tym dziwnym miejscu? Czy zaraz ponownie zostaną mu ukazane przerażające wizje?
Pozostał
nieruchomo, czekając, aż jego wzrok przywyknie do mroku. Dopiero po kilku
długich sekundach zorientował się, że czuje ciężar przygniatający lewą stronę
jego ciała. Niepewnie zerknął w tę stronę. Zobaczył głowę wspartą na jego
ramieniu. Zamrugał.
- Hoseok? – szepnął, szturchając go.
Jego przyjaciel poruszył się nieznacznie, stękając przy tym.
- Tak, hyung? – zapytał wyraźnie zaspanym głosem.
- Och… Nic takiego.
Ciemnowłosy obdarzył go niezadowolonym spojrzeniem i odwrócił od niego głowę.
- Więc pozwól mi spać.
Jin
rozejrzał się wokół. Pozostała piątka również się tutaj znajdowała. Wszyscy
spali spokojnie wokół dawno wygasłego ogniska. Odetchnął z tak wielką ulgą,
jakby z jego ramion spadł ogromny ciężar. To był tylko sen. Pokręcony,
nierealistyczny koszmar.
*Tytuł piosenki zespołu BTS:
**”Starszy brat” – koreański zwrot, którego używają chłopcy w odniesieniu do
starszych od nich chłopaków lub braci.
***Nawiązanie do pseudonimu scenicznego Hoseoka – J-Hope (ang. hope ‘nadzieja’). Jest on też tak czasami
żartobliwie nazywany.