Ariana | Blogger | X X

sobota, 15 kwietnia 2017

Diabolik Lovers: Rozdział 42

Witam wszystkich tych, którzy wytrwale wciąż tu zaglądają! Przychodzę do was z nowym rozdziałem DL – takim małym prezentem z okazji świąt. Mam nadzieję, że się wam spodoba ^^ Przy okazji życzę wam spokojnych, wesołych świąt, jeśli je obchodzicie :3. Zapraszam też do czytania mojego Interview with BTS (https://www.wattpad.com/story/94247203-interview-with-bts). Każda odsłona, gwiazdka i komentarz są dla mnie bardzo ważne, więc jeśli tam wpadniecie, to zostawcie po sobie jakiś ślad. Pamiętajcie, aby tutaj także zostawiać komentarze, ponieważ bardzo zależy mi na waszych opiniach.
Chciałam was również poinformować, że jakoś do połowy maja będę raczej nieaktywna (jeśli wpadnę na bloga, to jedynie z jakąś informacją, a nie żadnym rozdziałem) ze względu na matury. Kiedy już wszystko zdam, to do was wrócę, więc poczekajcie na mnie cierpliwie. Z góry dziękuję i życzę wam miłego czytania!
 ^^

"Obudź mnie, muszę odnaleźć siebie
Muszę przekroczyć własne granice, nie mogę tak po prostu się zatrzymać
Obudź mnie"
~ B.A.P - Wake Me Up
[tłumaczenie pochodzi ze strony tekstowo.pl]

Pytania o przeszłość


                - Ruki! Ru-ki! Ruki!
            Ruki westchnął cicho, zamykając właśnie czytaną książkę. Odłożył ją na bok i spojrzał na osóbkę, która tak usilnie starała się zwrócić na siebie jego uwagę. Była to kilkuletnia, czarnowłosa dziewczynka o dużych, kobaltowych oczach, wpatrujących się teraz w niego intensywnie. Chłopiec uśmiechnął się do niej lekko.
            - O co chodzi?
            - Kou i Yuma znowu mi dokuczają! – oznajmiła dziewczynka i wydęła dolną wargę.
            - Co… Ty mała…! – krzyknął Yuma, posyłając jej mordercze spojrzenie.
            - Nie słuchaj jej, Ruki! – zawtórował mu Kou. – My tylko się bawiliśmy, a ona…
            - Dokuczaliście mi! – przerwała czarnowłosa, chowając się za plecami Rukiego i wczepiając drobne paluszki w materiał jego koszuli.
            - Wcale nie! – wrzasnęła jednocześnie dwójka chłopców.
            - Prawda, Azusa? – Yuma zwrócił się do ciemnowłosego siedzącego spokojnie w kącie. – Powiedz mu.
            Lecz Azusa wzruszył jedynie ramionami.
            Ruki ponownie westchnął, przymykając na chwilę powieki. Dzieciaki tymczasem coraz bardziej się nakręcały, kłócąc się ze sobą i wzajemnie się przekrzykując.
            - Przestańcie krzyczeć.
            Nawet nie podniósł głosu. Nie musiał. Samo to, że się odezwał sprawiło, że cała trójka umilkła i skupiła na nim swoje spojrzenia. Niebieskooka skorzystała z okazji i za jego plecami pokazała Yumie i Kou język.
            - O co poszło? – zapytał Ruki, starając się zachować opanowanie. Ktoś w ich paczce musiał być w końcu rozsądny. Los chciał, że padło akurat na niego.
            - My jej wcale nie… - zaczął Kou, ale Ruki uciszył go jednym spojrzeniem i przeniósł wzrok na dziewczynkę. Ta usiadła obok niego, spokojnie wygładzając materiał podniszczonej sukienki.
            - Przegrałam w ich głupią grę – oznajmiła z powagą.
            - Widzisz?! – zawołał Yuma, podrywając się ze swojego miejsca. – Poszło tylko o to, że przegrała.
            Czarnowłosa skinęła głową.
            - Tak było.
            - Więc wcale ci nie dokuczali? – upewnił się Ruki. Gdy zaprzeczyła, zmierzwił jej włosy. - Wiesz, że nieładnie tak kłamać?
            Dziewczynka skrzywiła się, poprawiając swoje zwijające się na końcach kosmyki.
            - Wiem… - burknęła. – Ale to nie było fajne.
            - Kłamstwa też nie są fajne, więc ich unikaj. Okay?
            Skinęła głową, a on uśmiechnął się i tym razem z czułością pogładził ją po głowie.
            - No jasne! – oburzył się Yuma, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. – Gdyby to któryś z nas coś takiego wywinął, to zaraz byś na niego nakrzyczał i pewnie jakoś ukarał.
            - Bo to jest nasza księżniczka – stwierdził z uśmiechem Kou, z którego złość już dawno zdążyła wyparować. Wspomniana „księżniczka” wyszczerzyła do niego w uśmiechu niekompletny zestaw ząbków, po czym rzuciła poduszką w naburmuszonego Yumę.
            - Ty…
            - Nie gniewaj się!
            - Jak cię dorwę…
            Nim zdążył dokończyć, kolejna poduszka poszybowała w powietrze, by następnie uderzyć w Azusę. Oszołomiony chłopiec spojrzał na pozostałych.
            - O-o co chodzi?
            - Nie siedź tak i chodź tu do nas! – zaśmiała się czarnowłosa, chwytając już kolejną poduszkę. – Wojna na poduszki!
            Na to hasło wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, czym prędzej uzbrajając się w najbliżej leżące poduszki. Z pełnymi dziecięcej radości okrzykami rzucili się na siebie nawzajem, chwilowo zapominając o swojej ciężkiej, jak na takie małe dzieci sytuacji.

            Po skończonej zabawie dzieci bardzo szybko spoważniały. Usiadły razem w kręgu na podłodze pomieszczenia, w którym były zmuszone przebywać. Po niedawnej beztroskiej atmosferze wręcz nie było śladu. Czwórka z nich wpatrywała się z wyczekiwaniem w Rukiego.
            - Więc… co robimy? – zapytał Kou, przerywając pełną napięcia ciszę.
            Ruki zaczerpnął powietrza, zaciskając dłonie w pięści.
            - Uciekamy. To oczywiste.
            - Kiedy? Jak? – dopytywał Yuma.
            - Opracowuję plan. Potrzebuję jeszcze trochę czasu.
            - Myślicie, że to na pewno dobry pomysł? – zapytał cicho Azusa, przyciągając kolana do klatki piersiowej i obejmując je ramionami.
            Ruki otworzył usta, lecz to obruszony Yuma zabrał głos.
            - Oczywiście, że tak. Chyba nie chcesz tu zostać?
            Azusa skulił się jeszcze bardziej, mamrocząc coś niewyraźnie pod nosem.
            - Nie bój się! – dziewczynka położyła dłoń na jego ramieniu i posłała mu promienny uśmiech. – Wszystko będzie dobrze.
            - No, Azusa powinieneś się wstydzić – zachichotał Kou. – Dziewczyna musi cię pocieszać.
            - Jesteś zazdrosny? – czarnowłosa nachyliła się w jego stronę i dźgnęła go palcem między żebra. – Też chcesz być pocieszony?
            - Nie, ja tego nie potrzebuję – odparł, wypinając dumnie pierś. – Jestem już dużym chłopcem.
            Yuma parsknął, a dziewczynka ukryła usta za dłonią, by stłumić swój śmiech.
            - Hej! O co wam chodzi?! – Kou zmierzył ich gniewnym spojrzeniem swoich jasnych oczu, nadymając przy tym policzki.
            - W każdym razie… - zaczął Ruki, gdy reszta już się uspokoiła. Jednakże w tej samej chwili drzwi do pomieszczenia otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich kobieta z surowym wyrazem twarzy. Dzieci odruchowo przysunęły się bliżej siebie, niepewne tego, czego mogą się spodziewać.
            Kobieta zmierzyła je wzrokiem pełnym niechęci i pogardy. Jej ręka wystrzeliła gwałtownie do przodu, a palec zakrzywiony niczym szpon wycelował w czarnowłosą dziewczynkę.
            - Ty – przemówiła chłodno kobieta. – Chodź tu.
            Dziewczynka potrząsnęła rozpaczliwie głową, przysuwając się jeszcze bliżej Rukiego. Bała się.
            Nowoprzybyła zmrużyła gniewnie oczy.
            - Kiedy mówię „chodź tu”, to masz do mnie przyjść – syknęła, zerkając za siebie. – Bierz tę gówniarę.
            Do pokoju wmaszerował mężczyzna w ciemnym płaszczu i kapturze naciągniętym na głowę. Kiedy się zbliżył, chłopcy spróbowali go zatrzymać. Na nic jednak zdały się ich próby. Rozpędził ich niczym natrętne owady, a następnie zacisnął pale na ramieniu przerażonej dziewczynki i brutalnie zaczął ciągnąć ją za sobą.
            - Puszczaj ją! – wrzasnął Yuma, podnosząc się z podłogi. Pozostali chłopcy zawtórowali mu, lecz człowiek w ogóle się nimi nie przejmował.
            Czarnowłosa szarpała się i krzyczała, próbując się uwolnić. Gdy mężczyzna zaciągnął ją już do wyjścia, po raz ostatni wykręciła się mu i wyciągnęła rękę w kierunku Rukiego.
            - Ruki! – zaszlochała. Jej kobaltowe oczy pełne były łez. Chłopiec spróbował ruszyć w jej stronę, ale przeszkodził mu w tym kolejny mężczyzna, który wpadł nagle do pomieszczenia. Ruki upadł na kamienną posadzkę, a czarnowłosa zdążyła zniknąć już na korytarzu, skąd wciąż dochodziły jej przeraźliwe krzyki i płacz.
            Chłopiec, któremu drugi mężczyzna wciąż zagradzał drogę, klęczał bezradnie na podłodze, wpatrując się jedynie szeroko otwartymi oczami w drzwi, za którymi zniknęła dziewczynka.
            - Nie… - wykrztusił z siebie. – Nie! Natsuki, nie!

***

            - Ruki?
            Chłopak drgnął, wyrwany z zamyślenia. Odwrócił się od ogromnego okna, przy którym stał i zerknął w kierunku drzwi. Stojący w progu Yuma uniósł pytająco brwi.
            - Jesteś gotowy? – zapytał, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. – Samochód czeka.
            Ciemnowłosy zamrugał, by pozbyć się sprzed oczu resztek obrazów nawiedzającej go znów przeszłości, a następnie skinął głową. Sięgnął po swoją szkolną torbę i ruszył w kierunku brata.
            - Oczywiście. Możemy iść.
            Yuma złapał go za ramię i starał się spojrzeć mu w oczy, choć ten uparcie unikał jego wzroku.
            - Wszystko w porządku?
            - W najlepszym – odparł Ruki, nie okazując żadnych emocji. – Lepiej już chodźmy, bo jeszcze się spóźnimy.
            Yuma opuścił rękę i pozwolił pójść bratu pierwszemu.
            - Jasne – mruknął, wbijając wzrok w jego plecy. – I tak nic byś nie powiedział.

***

            Zrzuciłam swoją torbę na blat szkolnej ławki i obrzuciłam Ayato uważnym spojrzeniem.
            - I wszystko potem jeszcze raz powtórzyłeś tak, jak ci mówiłam? – upewniłam się, siadając na swoim miejscu.
            Wampir wywrócił oczami, zajmując zwyczajowo ławkę za mną.
            - Który już raz mnie o to pytasz? – mruknął, kładąc głowę na skrzyżowanych na blacie ramionach. – Przejmujesz się tym wszystkim, jakby nie wiadomo co od tego zależało.
            - Zależy od tego twoja ocena – zauważyłam, wyciągnąwszy z torby piórnik z przyborami.
            - No właśnie. Moja. Nie powinnaś martwić się o swoją?
            - U mnie bardziej jest pewne, że zdam – wytknęłam mu. – Jeśli ty nie zdasz tego egzaminu, to oboje będziemy mieli przerąbane. Reiji mnie chyba udusi…
            - Aż tak brakuje ci wiary we mnie? – Uniósł pytająco jedną brew. – Tyle ze mną nad tym siedziałaś i zrobiliśmy tyle zadań, że aż rzygać się chciało.
            - No właśnie. Więc lepiej tego nie zmarnuj i błagam, zdaj to.
            - A co z tego będę miał?
            Miałam wielką ochotę trzepnąć go w łeb. Niestety, nauczyciel wszedł już do klasy i zaczął przygotowywać dla nas arkusze egzaminacyjne.
            - Pozytywną ocenę, zdany przedmiot, satysfakcję, moją wdzięczność? – wyliczyłam, odwracając się przodem do tablicy.  – I święty spokój od Reijiego.
            - Hmm… A w jakiej formie będzie ta wdzięczność?
            Poczułam jego oddech na szyi i zdałam sobie sprawę, że pochylał się nad ławką w moją stronę. Spięłam się, ale nie dałam się sprowokować.
            - To już zależy od twojego wyniku – odparłam jak najspokojniej.
            - Brzmi interesująco.
            Mogłam się założyć, że na jego twarzy pojawił się ten charakterystyczny uśmieszek. Odetchnęłam, żeby o tym nie myśleć i skupiłam się na arkuszu, który właśnie przede mną wylądował.

            Przeciągnęłam się, unosząc złączone dłonie nad głowę i stękając przy tym cicho.
            - Mózg mnie boli – oznajmiłam, odwracając się w stronę Ayato. Bądź co bądź, ale tyle matematycznych zadań, to jednak dość spory wysiłek. – A tobie jak poszło?
            - To się okaże – odparł z kompletną obojętnością.
            - W ogóle się tym nie przejmujesz, co?
            - Nie widzę sensu.
            Westchnęłam, zrezygnowana. Fatalny przypadek.
            - A ja za to mam teraz ochotę na coś słodkiego – stwierdziłam z rozmarzeniem. – Jakiś dobry deser, lody, ciasto albo coś w tym stylu. Ten egzamin pobudził mój apetyt.
            Ayato przez chwilę wyglądał, jakby nad czymś się zastanawiał. W końcu popatrzył na mnie i wskazał głową kierunek.
            - Więc chodźmy.
            - Mówisz serio? – zapytałam, zaskoczona. Sama wizja pójścia gdzieś zamiast natychmiastowego powrotu do rezydencji wydawała mi się kusząca. A co dopiero wizja pójścia gdzieś z Ayato.
            Chłopak skinął głową.


            Noc była chłodna, lecz przynajmniej niebo pięknie skrzyło się od gwiazd niczym od drobnych kryształów. Szliśmy w milczeniu obok siebie, kierując się do pobliskiej kawiarni. Patrząc na rozgwieżdżone niebo, przypomniałam sobie niedawne słowa Cordelii. Wiedziałam, że istniała szansa, iż skłamała tylko po to, aby wytrącić mnie z równowagi. Jednak myśl o tym, że mój czas może być już policzony, wciąż mnie dręczyła. I przerażała. Tak bardzo się bałam… Nie skończyłam nawet osiemnastu lat i chciałam w swoim życiu jeszcze tyle zrobić. A wciąż nawet nie znałam prawdy o samej sobie. To wszystko mnie po prostu dobijało.
            Westchnęłam, a mój oddech zamienił się w nocnym powietrzu w biały obłoczek.
            - Co? – zapytał Ayato, przerywając ciszę.
            - Powiedz… - zaczęłam ostrożnie i zerknęłam na niego kątem oka. – Wciąż nie chcesz mi nic wyjawić?
            Spojrzenie zielonych oczu zawisło na mnie na kilka chwil, by następnie przenieść się gdzieś w przestrzeń.
            - Czemu ciągle o to pytasz?
            - Bo wciąż żaden z was mi nie odpowiedział…
            - Ale po co ci to w ogóle potrzebne?
            - Bo nic o sobie nie wiem! – wybuchnęłam, wyrzucając ręce w powietrze. – A wiesz co jest jeszcze lepsze? Że tracę pamięć o tym, co akurat wiedziałam. Niedługo nie będę pamiętała, co stało się miesiąc albo może nawet tydzień temu. Może nawet zapomnę, jak brzmi moje własne imię! Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale to nie jest ani trochę przyjemne!
            Wampir otworzył szerzej oczy. Jego smukłe palce oplotły nagle mój nadgarstek, siłą zmuszając mnie do zatrzymania się na środku chodnika.
            - Co ty właśnie powiedziałaś?
            - To co słyszałeś.
            Spróbowałam się mu wyszarpnąć, ale on jedynie mocniej zacisnął swoją dłoń. Skrzywiłam się.
            - Wyjaśnij mi to – zażądał ostro, a ja aż się nastroszyłam.
            - Po co? Ty nie odpowiadasz na moje pytania, dlaczego więc ja mam odpowiedzieć na twoje?
            Jego oczy jarzyły się niebezpiecznym blaskiem, gdy wodził wzrokiem po mojej twarzy, jakby to tam mógł znaleźć rozwiązanie. Odwróciłam wzrok, a wtedy on wypowiedział niespodziewane przeze mnie słowo.
            - Dobra.
            - Co?
            Westchnął, jakbym go irytowała. Zresztą, pewnie tak było. Ze wzajemnością. Czemu on miałby mieć ze mną łatwiej niż ja z nim i jego braćmi?
            - Powiem ci.
            Moje serce zabiło szybciej pod wpływem tkwiącej w nim iskierki nadziei, którą podsyciły słowa chłopaka.
            - Tak… Ale nie tutaj.
            - Dobrze, więc…
            - Natsuki? – usłyszałam za swoimi plecami nieznajomy głos. – Natsuki Komori? Upadła Anielica?
            Odwróciłam się zdezorientowana. Przede mną stała grupka nastolatków – trzy dziewczyny i dwóch chłopaków. Wszyscy byli na oko w moim wieku lub trochę młodsi. I patrzyli na mnie… dziwnie. Wyglądali na uradowanych moim widokiem, chociaż nie potrafiłam sobie przypomnieć, czy znałam kogokolwiek z nich.
            - Natsuki Komori to ja – odparłam niepewnie. – O co chodzi?
            - Widzisz! – zawołała triumfalnie jedna z dziewczyn. Miała rude włosy ścięte na boba i niemal wszystkie części ubioru w kolorze pudrowego różu. – Mówiłam, że to ona!
            - Okay, okay, miałaś rację – zaśmiał się ten sam brązowowłosy chłopak, który mnie zawołał. Spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem. – Przepraszamy za to, ale jesteśmy twoimi fanami. Szkoda, że Upadłe Anioły musiały zawiesić swoją działalność… Ale nigdy nie spodziewałbym się, że spotkam cię w tym mieście! Powiedz, zamierzacie jeszcze powrócić?
            Wpatrywałam się w niego w osłupieniu. Nie miałam zielonego pojęcia o czym on mówił. Z każdym kolejnym słowem czułam się tylko bardziej skołowana. Fani? Upadłe Anioły? Zawieszona działalność?
            - Ja…
            - Och! – pisnęła nagle dziewczyna w różu. Patrzyła na Ayato, jakby dopiero teraz go zauważyła. – Czy w czymś wam przeszkodziliśmy?
            Podążyłam za jej wzrokiem, by dostrzec dłoń Ayato wciąż trzymającą moją. Skorzystałam więc z jego nieuwagi i szybko uwolniłam się z jego uścisku.
            - Nie, nie, skądże…
            Inna dziewczyna z ich paczki, wysoka szatynka, szturchnęła swoich towarzyszy i skłoniła się przepraszająco.
            - Jeszcze raz przepraszamy za najście – zwróciła się do mnie. – Naprawdę dobrze było cię spotkać, ale musimy już iść.
            - Już? – jęknęła ta z bobem. – Ale…
            - Idziemy!
            Cała grupa skłoniła się na pożegnanie, życzyła mi powodzenia, po czym odmaszerowała, rozmawiając ze sobą z podekscytowaniem.
            A ja wciąż stałam skołowana w tym samym miejscu, nie rozumiejąc, co się właśnie wydarzyło.

czwartek, 23 marca 2017

Omedetou, Trojaczki~!

Jak już zapewne się domyśliliście, 20, 21 i 22 marca były urodziny naszych wampirzych trojaczków, znanych również jako Ayato, Kanato oraz Laito Sakamaki! Miałam o tym napisać już wczoraj, lecz mój internet niestety odmówił współpracy...

Wiem, że jestem zła i niedobra, bo wciąż nie wstawiłam nowego rozdziału, ale proszę was o cierpliwość i wyrozumiałość. Matura już bowiem coraz bliżej, więc można powiedzieć, że jestem trochę... zabiegana. Mimo to postaram się napisać ten jeden rozdział przed majem. Jeśli mi się nie uda, to z góry przepraszam i obiecuję, że wrócę do was, jak już tylko będę miała to wszystko za sobą. Póki co, zachęcam was do przeczytania mojego fanfica publikowanego na Wattpadzie:
https://www.wattpad.com/story/94247203-interview-with-bts
Byłoby mi miło, gdybyście po przeczytaniu zdecydowali się zostawić po sobie jakiś ślad :3
Więc... trzymajcie za mnie kciuki, okay? Jeżeli ktoś jeszcze zdaje w tym roku jakieś egzaminy, to również życzę wam powodzenia~. Do przeczytania następnym razem!


wtorek, 14 lutego 2017

Informacyjnie

Witam wszystkich! Nie mam jeszcze dla was przygotowanego nowego rozdziału, ale chciałam się z wami podzielić informacją dotyczącą oryginalnego DiaLovers. Otóż Rejet opublikował ostatnio taką oto zapowiedź:

https://www.youtube.com/watch?v=5iBJq1qBDVI

Jako, że niestety nie rozumiem japońskiego, w większości mogę się tylko domyślać, o co chodzi. Pewne jest to, że będą nowe piosenki postaci. A reszta to będzie albo kolejny dodatek do gry, albo drama CD. Cóż, ja sobie i tak bym nie pograła, więc oczekuję głównie na piosenki~. I nie wiem, jak wy uważacie, ale według mnie ta grafika jest już przynajmniej lepsza od tej z "Lost Eden".

P.S. Na stronie miesięcznika "WOBEC" pojawił się już nowy numer z moim opowiadaniem. Znajdziecie je pod tym linkiem:
http://wobec.eu/2017/opowiadanie-kiedy-zasiada-sie-na-tronie-nalezy-szczegolna-uwage-przywiazywac-do-tego-w-kim-poklada-sie-swoje-zaufanie-pod-uwage-trzeba-brac-nie-tylko-wlasne-dobro-karolina-bluszcz/

Życzę wszystkim miłych Walentynek (jeśli ktoś je obchodzi) :3

sobota, 28 stycznia 2017

Diabolik Lovers: Rozdział 41

I już jest! Świeżutki, 41 rozdział DiaLovers! Mam nadzieję, że się wam spodoba. Oczywiście, czekam na wasze opinie na jego temat :3
Chciałabym was także zachęcić do mojego innego ff pt. Interview with BTS
Jeśli zdecydujecie się dać mu szansę, to zostawcie po sobie jakiś ślad. Będzie mi miło ^^
Miłego czytania~!

Obiad


            Po wejściu do pokoju Ayato, zdałam sobie sprawę, że wcześniej jeszcze nigdy tam nie byłam. Rozejrzałam się z zaciekawieniem i zamarłam, gdy na dywanie, między dwoma kanapami dostrzegłam żelazną dziewicę. Przełknęłam z trudem ślinę, wpatrując się w to narzędzie tortur. W sumie, sama nie rozumiałam, czemu tak mną to wstrząsnęło. Wiedziałam przecież, że bracia Sakamaki byli wampirami. Do tego dość sadystycznymi.
- Co jest? Boisz się?
            Drgnęłam i odwróciłam się, by spojrzeć na stojącego za mną Ayato. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który niekoniecznie mógłby zostać uznany za przyjazny. Potrząsnęłam głową.
- Nie. Skądże.
- Czyżby? – postąpił krok w moją stronę, a ja odruchowo się cofnęłam.
- Oczywiście – potwierdziłam, starając się wyglądać na jak najbardziej opanowaną. – Niby czego miałabym się bać?
- Cóż… - On zrobił kolejny krok do przodu, ja do tyłu. – Jesteś zamknięta ze mną w moim pokoju. Tutaj nikt by mi nie przeszkodził, niezależnie od tego, co bym robił.
- Nie wystraszysz mnie.
            Po jeszcze jednym kroku uderzyłam nogami w metalową powierzchnię żelaznej dziewicy. Po moich plecach przeszedł dreszcz. Ayato natomiast niespiesznie podszedł jeszcze bliżej, aż czubki naszych butów zetknęły się ze sobą. Podniosłam wzrok na twarz wampira wyglądającego jak drapieżnik, który właśnie zapędził swoją ofiarę w kozi róg.
- Mam tego użyć, żebyś przekonała się, że jednak masz czego się obawiać? – zapytał cicho.
- Nie zrobiłbyś tego – odparłam, spoglądając mu prosto w oczy.
Parsknął i odwzajemnił moje spojrzenie, unosząc jedną brew.
- Skąd ta pewność?
            Tak naprawdę, nie byłam tego pewna. Po prostu miałam nadzieję, że to coś, co między nami zaistniało nie pozwoli mu posunąć się do tego, czym mi groził. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc jedynie w dalszym ciągu wpatrywałam się w jego oczy.
- No właśnie, nie masz jej, prawda? – zauważył, najwyraźniej przejrzawszy mnie na wylot. Wyciągnął w moją stronę rękę, ale trzepnęłam ją trzymanym podręcznikiem. Ayato zamrugał, zdziwiony. – Wiesz, że igrasz z ogniem?
- Och, dajże mi spokój! – podniosłam głos, splatając ramiona. – To, że przyszłam, żeby pomóc ci z nauką nie oznacza, że musisz mi od razu dokuczać!
- A więc ci dokuczam? – powtórzył, pochylając się w moją stronę. Chciałam się od niego odsunąć, ale zapomniałam o żelaznej dziewicy. Straciłam równowagę i klapnęłam tyłkiem na jej pokrywę. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, zerwałam się z niej czym prędzej z okrzykiem zaskoczenia tak, jakby Ayato rzeczywiście miał mnie w niej zamknąć. Widząc moją reakcję, wampir wybuchnął śmiechem.
- Wcale się nie boisz, co?
- To nie jest śmieszne! – krzyknęłam na niego. – Urgh! Jesteś niemożliwy! Lepiej siadaj na tyłku i przygotuj się do nauki!
- Czy ty nie pozwalasz sobie na zbyt wiele, naleśniku? Naprawdę mam cię tam zamknąć?
- Przestań mi grozić! Przed matematyką nie uciekniesz.

Ostatecznie Ayato poddał się i wspólnie przystąpiliśmy do rozwiązywania zadań. Na początku wampir trzymał się całkiem dzielnie, jednak kiedy zaczęłam na głos odczytywać polecenie do kilkunastego zadania z rzędu, gwałtownie wyrwał mi podręcznik z rąk.
- Co ty wyprawiasz? – zapytałam, zaskoczona.
- Czas na przerwę.
- Ayato…
- Tak, naleśniku?
- Oddawaj to!
            Spróbowałam odebrać mu książkę, ale szybko podniósł rękę, w której ją trzymał, nad głowę.
- Hej! – zaprotestowałam. – Przestań się wygłupiać. Im więcej zrobimy, tym lepiej.
- Chcę przerwę.
- Zachowujesz się jak dziecko – oznajmiłam i ponownie sięgnęłam po podręcznik.         Ayato znowu umieścił go poza moim zasięgiem, więc zirytowana poderwałam się w jego stronę. Tyle, że oczywiście coś musiało pójść nie po mojej myśli. Niespodziewający się mojego „ataku” wampir chciał się cofnąć, lecz kanapa, na której siedzieliśmy nie była przystosowana do takich wyczynów. W skutek tego zderzyłam się z ramieniem Ayato i oboje zsunęliśmy się na podłogę. Tak się złożyło, że jakimś magicznym sposobem wylądowałam na chłopaku, unikając zderzenia z twardym podłożem.
- Wygodnie? – zapytał z podręcznikiem wciąż tkwiącym w jego dłoni.
- Brzmisz jakby to była moja wina – burknęłam, mrużąc oczy.
- A nie jest tak?
- Nie. To twoja wina. Trzeba było oddać mi książkę po dobroci.
            Wampir wzniósł oczy ku sufitowi i podał mi przedmiot winny całemu zamieszaniu. Chwyciłam go czym prędzej.
- No, dzięki.
            Zadowolona spróbowałam się z niego podnieść. Przeszkodziły mi w tym silne dłonie, które złapały mnie za biodra, unieruchamiając w miejscu.
- Co? – posłałam Ayato pytające spojrzenie. – Och, no dobra. Przepraszam za zrzucenie cię z kanapy.
- Po prostu się nie ruszaj – odparł.
- Hę? Nie chcę nic mówić, ale wiesz… Dla kogoś z zewnątrz pozycja, w której właśnie się znajdujemy może wyglądać… trochę dziwnie.
            A w jakiej pozycji się znajdowaliśmy? Otóż Ayato leżał na plecach, a ja siedziałam mniej więcej na wysokości jego bioder. Troszkę niezręcznie, prawda?
- Jakbyś nie zauważyła, to nikogo poza nami tutaj nie ma.
- No tak, ale… - urwałam, gdy wampir dźwignął się do pozycji siedzącej, wciąż przytrzymując mnie w miejscu.
- Ale co? – mruknął.
            Odwróciłam wzrok, błądząc nim po pomieszczeniu. Zaczynałam czuć się naprawdę niezręcznie. Zrobiło mi się dziwnie gorąco i bałam się, że chłopak mógł bez problemu usłyszeć przyspieszone bicie mojego serca.
- Cóż… Ja…
            Nie dokończyłam. Nie pozwalały mi na to usta przyciśnięte do moich. Otworzyłam szeroko oczy, a po chwili zamknęłam je, poddając się Ayato. Szumiało mi w głowie, gdy nasze wargi ocierały się powoli o siebie. Drżące palce wczepiłam w koszulę wampira. Jedna z jego dłoni zawędrowała tymczasem na mój kark, przyciągając mnie jeszcze bliżej. Druga natomiast wsunęła się pod koszulkę, którą miałam na sobie i przesuwała się powoli po mojej nagiej skórze.
            W końcu musiałam zaczerpnąć powietrza, więc odsunęłam głowę i oparłam ją na ramieniu Ayato. Jego usta przeniosły się w tym momencie na moją szyję, później kark i bark. Drżałam pod jego dotykiem.
- Hej, Ayato…
- Mhm? – wymamrotał, nie odrywając ust od mojej skóry.
- Zrobiłeś to tylko po to, żeby wymigać się od dalszych zadań?
Znieruchomiał, by po chwili spojrzeć na mnie jak na idiotkę.
- No co? – zapytałam obronnym tonem. – Tak to trochę wyglądało.
- Ty…
- Ja? – skorzystałam z okazji i szybko się podniosłam, odsuwając na bezpieczny dystans. – Chciałeś przerwę, miałeś przerwę. Wracamy do nauki.

            Opuściłam pokój Ayato jakąś godzinę później. Udało mi się go w tym czasie przekonać, nie bez przeszkód, do dalszej nauki. Kiedy znalazłam się na korytarzu, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony sytuacje takie jak ta, która miała miejsce po naszym upadku z kanapy sprawiały mi pewną przyjemność i radość. Z drugiej natomiast… Czułam smutek i obawy związane z tym, że nie wiedziałam, co tak naprawdę nas łączy. Zdawałam sobie jedynie sprawę z tego, że ja byłam w nim zakochana. Ale co on czuł do mnie? A raczej, czy w ogóle coś czuł? Jeśli tak, to czy mogło to mieć związek z Cordelią i tym, że byłam Ewą? Miałam wrażenie, że to, co robiliśmy, było w jakiś sposób niewłaściwe. Między innymi dlatego, że przecież nie byliśmy nawet w żadnym związku. Ta cała niepewność dręczyła mnie i nie dawała mi spokoju.
            Westchnęłam ciężko, po czym udałam się do swojego pokoju. Ledwie zdążyłam przekroczyć jego próg, gdy rozległ się dzwonek mojego telefonu. Wyjąwszy go z kieszeni, ujrzałam na wyświetlaczu imię Rukiego. Zastanawiając się, o co może chodzić, uniosłam komórkę do ucha.
- Tak?
- Jutro – rzucił krótko, bez przywitania.
- Co „jutro”?
- Przyjdziesz do nas na obiecany obiad – oznajmił i kontynuował, nie dając mi czasu na odpowiedź. – Po swojej ostatniej lekcji zaczekaj przy głównym wejściu.
- Ale…
            Nie przejął się tym, że chciałam coś powiedzieć i najzwyczajniej się rozłączył.
- Ach, ta kultura – mruknęłam do siebie. – Czy żaden wampir nie może być normalny?

***


            Po ostatniej lekcji następnego dnia czym prędzej wymknęłam się z sali, uważając, by nigdzie nie natknąć się na któregoś z braci Sakamaki. Wcześniej wysłałam Ayato krótką wiadomość, w której poinformowałam go, żeby na mnie nie czekali, bo mam coś do załatwienia. Przeczuwałam, że później mi się za to oberwie, ale nie miałam lepszego pomysłu, jak to rozegrać.
            Dotarłszy do głównego wejścia do szkolnego budynku, przyczaiłam się przy jednym z filarów i modliłam się w duchu, żeby żaden z Sakamakich nie postanowił akurat tędy przejść.
- Witaj, kociaku – przywitał się Kou, podchodząc do mnie z Yumą. – Gotowa?
            Gdy skinęłam głową, poprowadzili mnie na parking, w kierunku zaparkowanego tam luksusowego samochodu. Widząc go, zaczęłam się zastanawiać, czy wszystkie wampiry są takie bogate.
- A gdzie reszta? – zapytałam, zająwszy już miejsce wewnątrz pojazdu.
- Azusa i Ruki skończyli zajęcia wcześniej – wyjaśnił Yuma. – Już na nas czekają.
- Och, okay.
            Spróbowałam się zrelaksować i zaczęłam prowadzić z Kou luźną rozmowę. Cały czas jednak czułam na sobie uważny wzrok jego brata. Wydawało mi się, że nie był on szczególnie zadowolony z mojej obecności. Słowem jednak już się do mnie nie odezwał.
            Po kilku minutach samochód zatrzymał się przed posiadłością rodziny Mukami. Wreszcie mogłam się jej przyjrzeć, a na ten widok znowu naszła mnie myśl dotycząca bogactwa wampirów. Może ten budynek nie był aż tak okazały jak dom Sakamakich, ale i tak robił spore wrażenie.
- Daj znać, kiedy już się napatrzysz i będziesz gotowa wejść do środka, kotku – odezwał się Kou, uśmiechając się do mnie. Yuma natomiast wyglądał na zniecierpliwionego.
- Wybaczcie – uśmiechnęłam się przepraszająco. – Jestem gotowa.
            Yuma od razu ruszył przodem. Kou wykonał w moją stronę zachęcający gest ręką i zaczekał aż się z nim zrównam. Następnie razem dogoniliśmy brązowowłosego, który zdążył już otworzyć drzwi wejściowe i właśnie nas ponaglał, przytrzymując je otwarte.
            Tak, jak się domyślałam, wnętrze domu Mukamich było urządzone luksusowo i w podobnym stylu do posiadłości braci Sakamaki.
Nie no, naprawdę. Skąd te nastoletnie wampiry biorą na to wszystko pieniądze? I czy wszystkie mają podobny styl?
            Chłopcy zaprowadzili mnie do jasno oświetlonej jadalni połączonej z kuchnią. Przy nakrytym stole siedział Azusa. Ruki natomiast krzątał się w kuchni, kończąc przygotowywać posiłek, co odrobinę mnie zdziwiło.
- Więc… jestem – oznajmiłam, choć było to przecież oczywiste. Byłam trochę zestresowana. Nie wiedziałam bowiem, jak powinnam się zachowywać ani czego mogę się spodziewać.
- Więc usiądź – odpowiedział mi Ruki, nie odrywając się od wykonywanej czynności.
- Nie potrzebujesz pomocy?
            Na chwilę przeniósł na mnie wzrok, ale nie potrafiłam nic wyczytać z wyrazu jego twarzy.
- Poradzę sobie.
            Skinęłam więc jedynie głową i usiadłam przy stole. Zajmujący miejsce naprzeciwko mnie Azusa przywitał się ze mną z lekkim uśmiechem na ustach. Odwzajemniłam mu się tym samym.
            Chwilę później zabraliśmy się za jedzenie przyniesione do stołu przez Rukiego. Musiałam przyznać, że było naprawdę dobre.
- Sam to wszystko przygotowałeś? – spytałam zaciekawiona.
 Spojrzenie czarnowłosego zatrzymało się na mnie jedynie na ułamek sekundy.
- Tak.
- Ruki jest naprawdę dobrym kucharzem – oświadczył cicho Azusa.
- Zgadza się. Nawet bardzo dobrym – przytaknął mu ochoczo Kou, sięgając po kawałek mięsa, na który miał ochotę również Yuma.
- Ej! – Brązowowłosy spiorunował go wzrokiem. – Ile ty możesz tego zeżreć?
- Sporo – odparł blondyn z pełnymi ustami. – Praca wzmaga we mnie apetyt.
- Nie byłeś dzisiaj w pracy, tylko w szkole.
 Kou wzruszył ramionami.
- Na jedno wychodzi.
- Co nie znaczy, że musisz sam wyżerać cały…
- Dajcie spokój – skarcił ich Ruki, wskazując na inny talerz. – Jeśli chcesz, to jest tego więcej, Yuma. Nie musicie się kłócić.
- Dobra – mruknął ten w odpowiedzi i wrócił do jedzenia.
            Nie licząc tej małej sprzeczki, atmosfera przy stole była dość przyjemna. Bracia Mukami rozmawiali ze sobą na różne tematy, co jakiś czas wciągając do rozmowy także mnie. Byli do siebie jakoś tak… przyjaźniej nastawieni niż rodzina Sakamaki. Mimo to, cały czas na coś czekałam. Nie wiedziałam, na co konkretnie, ale myślałam, że skoro Ruki zażądał wręcz mojej obecności, to będą czegoś ode mnie chcieli. Ku mojemu zdziwieniu, nie wykazywali takich intencji. Kiedy skończyliśmy jeść, Ruki powiedział mi, że szofer odwiezie mnie do domu.
- I to tyle? – spytałam z wahaniem.
- A co? Chcesz zostać dłużej?
- Nie. To znaczy… Miło spędza mi się z wami czas – poprawiłam się – ale im później wrócę do domu, tym większe mogę mieć problemy.
Kou spojrzał na mnie, marszcząc brwi.
- Czy ty na pewno dobrze się czujesz w ich domu?
Spięłam się.
- Zdaje się, że już rozmawialiśmy na ten temat.
- Tak, ale…
- Szofer czeka – przerwał mu Ruki.
Podniosłam się z miejsca i zgarnęłam swoje rzeczy.
- Dziękuję. Naprawdę było miło. – Uśmiechnęłam się, patrząc na każdego z braci po kolei. – Do zobaczenia.

            Chwilę po tym, jak samochód z Natsuki wyjechał na ulicę, wszystkie spojrzenia w jadalni Mukamich skupiły się na Rukim.
- Kiedy zamierzasz jej w końcu powiedzieć? – zapytał Yuma ze zmartwionym wyrazem twarzy.
            Czarnowłosy pokręcił powoli głową, wciąż wpatrując się w drzwi, przez które chwilę wcześniej wyszła dziewczyna.
- Myślałem, że zrobisz to dzisiaj – dodał Kou. – Że właśnie dlatego ją zaprosiłeś.
- Nie. Nie wiem – w głosie Rukiego jego przyszywani bracia wyczuli ból. – To chyba jeszcze nie jest odpowiednia pora.
- A kiedy będzie? – Yuma zmarszczył brwi. – Ile jeszcze zamierzasz czekać?
- Mówiłeś, że jesteś pewny, że to ona – wtrącił Azusa.
- Bo jestem – Ruki westchnął i odwrócił się do swoich braci.
- Więc czemu? – drążył Kou.
            Ruki w milczeniu spuścił wzrok na podłogę, a jego bracia wymienili między sobą zaniepokojone spojrzenia.
- Chyba się nie boisz? – głos Yumy był przepełniony niedowierzaniem.
            Czarnowłosy poderwał gwałtownie głowę i zmierzył go wzrokiem. Yuma już miał przeprosić, ale Ruki jedynie pokręcił głową. Zamknął oczy, wzdychając.
- Może i masz rację – powiedział zadziwiająco spokojnym, lekkim głosem. – Może się boję.